by Karolina & Adrian

Dlaczego rodzice pomagają dzieciom w zadaniach domowych?

Okiem rodzica - Szafeczka - Styczeń 31, 2017

Na temat zadań domowych zostało już wiele powiedziane i tak samo dużo napisane. Również zgadzam się z tym, że to nie jest najlepsze rozwiązanie. Zadania domowe to zazwyczaj przykry obowiązek. Coś co trzeba zrobić – bo tak. Ani to przyjemne, ani rozwijające. Szczerze wolałabym, aby moja córka ten czas poświęciła na czytanie książki…

Trudno, zadania były, są i pewnie jeszcze jakiś czas będą zadawane. Niestety wielu rodziców poczuwa się do tego, że muszą razem z dzieckiem siadać do zadań. Nawet nie tak dawno temu usłyszałam prawie okrzyk radości jednej z mam, gdy się dowiedziała, że dziecko nie ma zadania, bo nie będzie musiała nad nim siedzieć i ma wolne popołudnie…

Cóż, takie siadanie do lekcji nie jest dobre ani dla dziecka, ani dla jego edukacji, a już nie wspomnę o rodzicu. No chyba, że po prostu chce nadrobić braki w wiedzy ;) Zastanówmy się zatem, dlaczego tak się dzieje, że rodzice pomagają dzieciom w zadaniach, stoją nad nimi kontrolując każdy ruch lub po prostu robią je za nie.

Liczą się oceny!

To jeden z podstawowych błędów. Zależy Ci na tym, aby dziecko się czegoś nauczyło, czy chcesz widzieć tylko dobre oceny?

Czy serio można uważać, że robi się dziecku przysługę wysyłając je z odrobionym przez rodzica zadaniem, tylko po to aby zdobyć wyższa ocenę? To nieważne, że dziecko niewiele rozumie? Ważniejsza jest piątka czy szóstka? A może z drugiej strony… Może dziecko samo dałoby sobie radę z tym zadaniem, tylko wystarczyłaby mu odrobina motywacji i dobrego słowa, wiary w nie, a nie wzdychanie i stwierdzenie daj, zrobię to za ciebie.

Przecież zapomni!

Większość rodziców jest święcie przekonana, że jak nie przypomną to dziecko zapomni. Skoro oni przypominają, to dziecko nie czuje się zobowiązane, żeby o zadaniach pamiętać… i tak to się kręci.

Tutaj kluczem jest wyrobienie nawyku. U nas po przyjściu do domu, przed przejściem do zabaw, gier czy czytania książek, córka wie, że musi odrobić zadania. To działa. Nawet w piątek po lekcjach odrabia po przyjściu ze szkoły, a nie zostawia na weekend. Jak wyrobić taki nawyk? Po prostu – konsekwencją.

Nie poradzi sobie samo

Uważasz że dziecko bez Twojej pomocy nie zrozumie materiału? Nie poradzi sobie z zadaniem domowym? Cóż, może nie rozumie czegoś, bo tak mu wygodniej? A może wcale nie próbuje, bo wciąż dajesz mu do zrozumienia, że nie da samo rady?

W większości przypadków zadanie domowe jest kontynuacją zajęć lekcyjnych. To znaczy, że powinno sobie poradzić samo. Ewentualnie czasem może potrzebować drobnej wskazówki, ale na pewno nie gotowego rozwiązania! W ten sposób tylko szkodzisz. Nauczyciel uważa, że dziecko dany temat rozumie, dziecko nie wie nic… i tak rodzą się problemy i niechęć do szkoły oraz edukacji.

Dziecku się nudzi

Dzieci często proszą o pomoc w wykonywaniu zadań domowych, zwyczajnie z nudy. Rodzic idzie z misją ratowania świata, a tu zwyczajnie został wkręcony. Przecież rozwiązywanie zadań z rodzicem jest o tyle ciekawsze! Zawsze można sobie przy tym porozmawiać, może troszkę pobawić, pośmiać się!

Nie masz czasu!

Czas to aktualnie prawdziwie deficytowy zasób. Większości z nas go brakuje. A co jeśli się spieszysz, musicie wyjść, a Twoje dziecko w pozycji półleżącej liczy w głowie ileż to będzie 53-17. Rzucasz w locie odpowiedź i prosisz, żeby się zaczęło zbierać do wyjścia!

Jasne, każdemu z nas się czasem spieszy. Nasza w tym głowa, aby logistycznie tak to ułożyć, żeby wystarczyło czasu na wszystko. Wcześniej pisałam o nawyku robienia zadań po przyjściu. Tak, to ma sens, ale też nie można się tego kurczowo trzymać. Czasem lepiej odłożyć w czasie odrabianie lekcji, tylko po to, aby było zrobione na spokojnie i ze zrozumieniem.

Czujesz wyrzuty sumienia

Myślisz sobie, że za mało interesujesz się nauką swojego dziecka? Nie jesteś na bieżąco z tematami na takim poziomie na jakim byś chciała? Cóż, to też może być jeden z powodów, dla których siadamy do zadań domowych z dzieckiem.

Stop. Pozbądź się tych wyrzutów sumienia! Po pierwsze, wszystkiego dowiesz się od nauczyciela, więc nie musisz śledzić tego z taką dokładnością. Po drugie, jest wiele ciekawszych (dla was obojga) sposobów na to, aby dowiedzieć się co aktualnie przerabiają.

Widzisz siebie w jednym z tych przykładów poniżej? Jeśli tak, zastanów się czy nie warto czegoś zmienić. Mam nadzieję, że ten tekst będzie właśnie ziarenkiem, które ku temu się przyczyni! Może znasz kogoś kto codziennie wisi nad zadaniami z dzieckiem, ba! może nawet ma na stałe swoje krzesło przy biurku? Jeśli tak, koniecznie wyślij mu ten tekst lub udostępnij u siebie!

Udostępnij wpis

26 komentarzy

  • LILA Styczeń 31, 2017 at 20:02

    Muszę przyznać, że walczyłam ze sobą na początku, ale udało się nam wypracować kompromis podobny do twojego :) Marzy mi się jednak, żeby nie było zadań domowych wcale. Może jakieś kreatywne, bardziej w formie doświadczeń czy zabawy. Oczywiście mam na myśli pierwsze klasy :)

    Odpowiedz
    • Ania Styczeń 31, 2017 at 21:01

      W szkole mojej córki na szczęście nie ma codziennych zadań domowych. Co jakiś czas mają jakiś projekt do zrobienia i do wygłoszenia na forum klasy, po to aby uczyć się otwartości i nie mieć tremy przed przemówieniami w przyszłości.

      Odpowiedz
      • Szafeczka Luty 1, 2017 at 10:27

        Kompromis, to słowo klucz, którego większość z czytających ten wpis chyba nie dostrzegło ;) Nigdzie nie napisałam, że nie interesuję się szkołą córki czy jej nie pomagam :) Po prostu, nie odrabiam za nią zadań.

        Odpowiedz
  • Magdalena Styczeń 31, 2017 at 21:07

    Dobry temat , ale kiedy mój syn był w pierwszej klasie i chyba w drugiej tez, w zeszycie cwiczeń trzeba było napisac kto odrabia z dzieckiem lekcjie ( tak dokładnie tak było trzeba wpisac imie nawet ).Tak zakładał „program nauczania” i na zbraniu wychowawczyni nas informowała ,że ćwiczenia sa przygotowane do wspólnego odrabiania i „spędzania czasu” …Ale na całe szczęście !!!mieliśmy znajomą nauczycielkę która powiedziała niech czyta instrukcje sam i sam robi , tak tez napisałam na zebraniu .Jestem bardzo z tego zadowolona , choć znam rodziców którzy nawet pisali za dzieci ….

    Odpowiedz
  • Milena Styczeń 31, 2017 at 22:20

    Moja córka jest w trzeciej klasie szkoły podstawowej w Szkocji. Ma 7 lat. Tutaj dzieci dostają pracę domową raz w tygodniu w piątek i maja na to czas do następnego piątku. Myślę, że to super rozwiązanie. Ma dużo czasu na to, żeby odrobić to sama, a ja czas na to by jej to sprawdzić i ewentualnie coś pomóc, jeśli zachodzi potrzeba. Dodatkowo mają czytanie jednego rozdziału obecnie przerabianej książki i to jest codzienna praca domowa, ale myślę, że jeśli chodzi o czytanie to sama przyjemność, zwłaszcza dla dzieci, takich jak Antosia, które uwielbiają czytać. W Polsce dzieci są przytłaczane czasami nawałem pracy domowej i czasami nie dziwię się rodzicom, że próbują im jakoś pomóc. Bo gdzie tu czas na czytanie, jeśli praca domowa zajmuje ponad połowę wolnego czasu. Świetny tekst zresztą jak zwykle. Buziaki dla Was. Super, że Wasza Nikola tak jak moja Antosia uwielbia czytać. :-*

    Odpowiedz
    • Magdalena Luty 1, 2017 at 12:33

      Oj cudownie by było gdyby u nas też tak robili , dzieci siedzą w szkole do 14 a jak zmiany to i do 16 10 , to przecież wtedy jest czas na przećwiczenie .Moim zdaniem lektura, ćwiczenia i sto kolorowanek i rysunków to dla jednego dziecka ok ale dla innego to za dużo .

      Odpowiedz
  • Agata Styczeń 31, 2017 at 22:35

    A moim zdaniem nie masz racji. Są różni nauczyciele- lepsi i gorsi, Ci lepsi sami zachęcają dzieci do zadan w ten sposob, ze ciekawie prowadzą lekcje dziecko dany temat rozumie lubi i zadania sprawiają mu przyjemnośc. Ci gorsi robia wszystko na odwal i np pani nie wytłumaczyła w klasie ułamków i co dziecko siedzi w domu godzine i ma robic i tak nie zrobi bo nie rozumie no to jak? Albo zrobi na odwal strzelając byleby cos tam było. Rodzic sie nie interesuje nie wie i wina dziecka bo mu sie nie chciało lub nie słuchało. Następnego dnia idzie maluch do szkoły mowi ze nie rozumie po czym dostaje 1 bo to było juz wczoraj. Ja ze swoimi dzieci bede zawsze przez podstawówkę spędzać czas robiąc zadnia (nie ja ale dziecko) ja moge sprawdzić dotlumaczyc pomoc rozumieć i dziecko robi dalej- tak sie nauczy. A nie myśląc ze samo zrozumie.

    Odpowiedz
    • Szafeczka Luty 1, 2017 at 10:24

      Nigdzie nie napisałam, że odmawiam pomocy dziecku :) Rozmawiamy o przerabianym materiale często, córka prosi aby jej coś sprawdzić czy przychodzi się pochwalić tym co zrobiła. We wpisie napisałam o podejściu, gdy zawsze siada się do zadań, czy to do łatwego, czy do trudnego. Jakby to był rodzicielski obowiązek, a wcale tak nie jest.

      Odpowiedz
      • winia Luty 2, 2017 at 10:40

        Wytłumaczyć rodzic może i chwała gdy to zrobi..ale duże grono rodziców niestety samo rozwiązanie zadanie, albo prosi o rozwiązani na grupach fb (nie prosi o wyjaśnienie, o to jak wyjaśnić dzieci tylko od razu prawidłowe rozwiązanie) i to nie jest dobre…

        Karolina! po raz kolejny super tekst!

        Odpowiedz
    • Anna Luty 3, 2017 at 14:42

      Agatko poj syn jest w gimnazjum i do dzis pomagam mu w lekcjach codziennie , dzieki temu nauczył sie systematycznosci , obowiązkowości , zarzadzania swoimi dzialaniami w czasie . BYło bardzo zle gdyby nie moja pomoc to by sobie nie poradzil . Mam wrazenie ze autorka tego tekstu jest z innej baki , innego wymiaru,m a moze ma dziecko genialne po prostu . Osobiscie uwazam ,ze pomaganie dziecku w lekcjach to najlepszy sposób na wspieranie go w rozowju to chwila na bycie razem na wspolne rozwiazywanie problemów , to powiedzenie mu jestes dla mnie wazny damy rade .

      Odpowiedz
  • Izabela Luty 1, 2017 at 00:40

    a moi rodzicie nigdy nie odrabiali ze mną zadań domowych… nie widziałam nigdy za wiele pozytywnych stron takiego rozwiązania miałam wrażenie jako dziecko że może moi rodzicie się mną mniej interesują, zwłaszcza jak koleżanki przychodziły np z referatami co wiedziałam że robiły z mamą albo jakieś prace dodatkowe czy coś i lepsze miały oceny niż ja za swoje wypociny :) teraz mamy córeczkę do szkoły zanim pójdzie jest jeszcze czas ale właśnie planowałam że będę się interesować bardzo tym co robią w szkole i odrabiać z nią zadania domowe :) muszę znaleść jakiś złoty środek bo robienie lekcji za dziecko to rzeczywiście nie najlepszy pomysł hmmmm

    Odpowiedz
    • Hania Luty 1, 2017 at 09:24

      Dokaldnie ja natomiast byłam dzieckiem co zawsze robiłam kolo mamy, która mnie kontrolowała i motywowała i zawsze współczułam moim koleżankom ktore tak nie miały i zawsze przychodziły do mnie na przerwie i mówiły „ale masz fajna mame, moja nigdy nie robi ze mną zadan” czułam sie wtedy wrecz dumna :D

      Odpowiedz
  • Młoda mama Luty 1, 2017 at 01:15

    A ja jestem zdania, że lepiej jak dziecko samo zadania domowe rozwiązuje. Oczywiście dobrze gdy wie, że jeśli czegoś nie do końca rozumie to zawsze może przyjść do rodzica i poprosić by wytłumaczyli mu to czego nie rozumie, lub sprawdzili czy dobrze. Ja nie lubiłam jak mama mi się wtrącała do moich zadań, bo zawsze wychodziłam z założenia że skoro nie było jej ze mną na zajęciach, to nie ogarnia materiału, chyba że sama przyszłam i poprosiłam o pomoc, bo przecież nie byłam wszech wiedząca. Ale jest różnica robić samemu a z kimś, bo potem się idzie na łatwiznę, nie trzeba się wysilać. A to zleksza nie zdrowe

    Odpowiedz
  • Klara Luty 1, 2017 at 08:18

    Codzienne zadania domowe to głupota. Skoro w szkołach powtarzają ciągle „szkoła jest od nauki wiedzy, a rodzice od wychowywania”, to dlaczego każą się uczyć dzieciom tego samego materiału samodzielnie w domu? Ten czas można z dzieckiem spędzić, na tysiąc innych sposobów, które nie koniecznie będą stratą czasu. Wszystko zależy od nauczyciela. Jako dziecko mogę policzyć takich nauczycieli którzy faktycznie byli w stanie wytłumaczyć coś dokładnie i ciekawie, na palcach jednej ręki. Niektórzy lecą z tematem, ciągle te same dzieciaki przy tablicy co akurat np.z matematyki czują się super, a reszta przepisuje zadania do zeszytu i tyle. W podstawówce ciężko jest dziecku się połapać na podstawie rozwiazanego przykładu, skąd tak na prawdę to się wzięło i potrzebuje pomocy. Z drugiej strony niektóre zadania są tak sformułowane, że jak siądzie do nich osoba z wyższym wykształceniem, to wie że można to zadanie rozwiązać zupełnie inaczej i potem oczywiście wychodzi na to, że zadanie jest rozwiązane źle bo nie o to pani w szkole chodziło ;)

    Odpowiedz
    • Szafeczka Luty 1, 2017 at 10:21

      Z tymi zadaniami to temat rzeka, właśnie o błędach w nich nawet nie wspominając ;) Natomiast jakby nie było, nie będę popierała takiego podejścia, że dziecko samo sobie nie da rady i trzeba robić wszystko z nim lub za nie.

      Odpowiedz
      • Klara Luty 2, 2017 at 10:39

        Jeżeli ktoś prawidłowo pojmuje określenie „pomoc”, to o robieniu wszystkiego za dziecko nie ma tu mowy. Chodzi o wsparcie poradą, gdy dziecko jej potrzebuje. Jeśli Nikola rozumie wszystko po powrocie ze szkoły, to tylko się cieszyć, że trafiliście na dobrą szkołę i nauczycieli z powołaniem. Czasami jednak trzeba na kierunkować myślenie dziecka poradą we właściwą stronę, bo w szkole nie potrafili tego zrobić.

        Odpowiedz
  • Nina Luty 1, 2017 at 08:25

    Kiedy chodziłam do szkoły sama odrabiałam lekcje i pilnowałam wszelkich spraw z nią związanych. Byłam typem pilnej uczennicy (do pewnego momentu). Moje dzieci są zupełnie inne. Moje pierwotne założenie, oparte na własnym doświadczeniu, było takie, że dzieci mają odrabiać prace domowe same. Jednak po kilku upomnieniach ze strony pań, sugerujących, że trzeba dziecka bardziej przypilnować, a raz nawet pani zasugerowała, że dziecko jest trochę zaniedbane, uczestniczę w całym tym procesie odrabiania lekcji z dzieckiem. I choć nigdy za nich nic nie odrabiałam, czasami tylko siedzę gdzieś obok coby trochę przywołać do porządku młodego, który zaczyna bujać w obłokach, to strasznie mnie wkurza, że zamiast pobawić się z dzieciakiem albo zwyczajnie pogadać sobie, trzeba siedzieć przy tych zadaniach domowych.

    Odpowiedz
    • Szafeczka Luty 1, 2017 at 10:20

      Jasne, przypilnować, pomóc :) Ja jednak we wpisie mam „na tapecie” rodziców, którzy siadają dzień w dzień do zadań i często podają odpowiedzi czy robią coś za nie. Właśnie dla dobrej oceny czy aby było szybciej.

      Odpowiedz
  • Kasia Luty 1, 2017 at 13:25

    A ja myślę , że to czy pomaga się dziecku w odrabianiu , jaką dużą pomocą musimy mu służyć , zależy też od dziecka .Dam przykład na swoich córkach . Starsza Wiktoria , bystra ,rezolutna ,wszystko zawsze robiła sama ,co nie ukrywam było powodem do dumy, ale jednocześnie byłam trochę rozczarowana że ani razu nie chciała abym jej chociaż poasystowała. Natomiast Maja to dziewczynka bardzo nieśmiała ,często wstydzi się Pani o coś zapytać ,potem w domu wchodzą problemy ,sama przychodzi i prosi o pomoc ,muszę długo i cierpliwie tłumaczyć kilkakrotnie zanim zrozumie,zdarza się ze nie mam już siły tłumaczyć i coś podpowiem.

    Odpowiedz
  • salusiowo Luty 1, 2017 at 18:12

    To wszystko przede mną! I nie wiem jak będzie to u mnie wyglądało! Postaram się być najlepsza mama jaka potrafię- uczestniczyć w zad. Domowych Ale nie robić ich za dziecko

    Odpowiedz
  • NN Luty 1, 2017 at 19:26

    Ja popieram pomaganie dziecku prze lekcjach

    Odpowiedz
  • CzarnaSowa Luty 1, 2017 at 20:05

    Ja nie mam nic przeciwko zadaniom domowym. Moja pierwsza córka przez trzy lata praktycznie wcale ich nie miała, druga zaś miała, niecodziennie, ale miała. Mam porównanie, więc uważam, że zadania powinny być, byle nie jakaś ogromna ilość, żeby dziecko poczuło, że ma jeszcze malutki obowiązek, a nie rzuca plecakiem w kąt i tyle.
    Pomagam też córkom w zadaniach, jak czegoś nie rozumieją. Nie każdy nauczyciel potrafi dobrze wytłumaczyć na lekcji, więc dzieci potem szukają pomocy u rodziców.
    Starsza córka chodzi do czwartej klasy-to dopiero było …trzy lata praktycznie zero obowiązków w domu związanych ze szkołą, brak zadań i lektur do czytania, a w czwartej klasie nawał obowiązków. Często też przepytuję córkę przed sprawdzianem, sama przychodzi i prosi o to. Nie każde dziecko potrafi też uczyć się na sprawdziany , wtedy fajnie jest nauczyć dziecko jak się uczyć i powtarzać materiał. Z matematyką jest tak , że córka często nie rozumie jak pani tłumaczy na lekcji i dopiero jak ja jej wytłumaczę to w domu, to wszystko łapie bez problemu.
    To rzeczywiście jest temat rzeka…
    Każde dziecko jest inne. Jednym wystarczy to co jest na lekcji i wszystko z niej wynosi, drugi zaś musi siedzieć godzinami nad książkami.

    Odpowiedz
  • mama okruszkowa Luty 2, 2017 at 13:09

    Założeniem zadań domowych jest utrwalenie zdobytych informacji. aby mózg zapamietał wiadomości, musi je powtórzyc kilka, kilkanaście razy w różnych odstępach. Założenie jest dobre, jednak realizacja zła. Jest ich za dużo i polegaja głównie na slepym uzupełnianiu, czy powielaniu. Moim zdaniem zadania domowe powinny polegać na użyciu zdobytej wiedzy, praktycznemu zastosowaniu. Dzięki temu zostanie w głowie wiecej, bo uczymy sie doświadczając, poza tym będą ciekawe! a na dodatek pokażą dziecku, że szkolna wiedza sie przydaje.
    Myślę, że jesli nauczyciel jest ok to warto jako rodzice dyskutować na takie kwestie, bo chodzi przecież o nasze największe skarby, nasze dzieci.
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
  • Joanna Luty 2, 2017 at 22:37

    A poniżej zacytuję wpis psychologa. Warto przeczytać. Bo czasami nam się wydaje, że wiemy lepiej etc. Ale tak nie jest. Warto posiłkować się opiniami ekspertów.

    Jak motywować dziecko do nauki? (cz.1)

    Nauka jest czymś, co wielu dzieciom nie sprawia przyjemności. Nic dziwnego, bo zdecydowanie przyjemniej jest grać w piłkę, bawić się z rówieśnikami, jeździć na rowerze czy oglądać bajki. Uczenie się wymaga częściowej rezygnacji z takich przyjemności. Wymaga wysiłku i nie dostarcza takiej przyjemności jak zabawa. Nie może zatem dziwić to, że dzieci często nie lubią i nie chcą się uczyć.
    Skuteczne motywowanie dzieci do nauki wymaga wysiłku od rodziców. Motywację do uczenia się trzeba u dzieci rozwinąć. Jak to zrobić?
    Współpraca z dzieckiem
    Dzieci widzą, że ich nauka jest ważna wtedy, kiedy rodzice poświęcają jej dużo uwagi. Interesują się na bieżąco i kontrolują proces uczenia się. Dlatego pierwszym koniecznym krokiem jest codzienne wspólne dziecka i rodzica przygotowywanie się do szkoły. Konieczne jest sprawdzenie wraz z dzieckiem, jakie zadania należy odrobić na następny dzień i czego trzeba się nauczyć. Następnie należy pomóc dziecku w odrobieniu zadania i nauczeniu się materiału. Ważne jest jednak, aby nie wyręczać dziecka. Zadaniem rodzica jest pokierować tym, co robi dziecko i podpowiedzieć, w jaki sposób sprawnie i efektywnie może odrobić zadanie i nauczyć się materiału. Ponadto rodzic powinien także wesprzeć dziecko w pokonaniu napotkanych trudności. Na samym końcu rodzic wraz z dzieckiem powinni wspólnie sprawdzić czy wszystko zostało wykonane i spakować tornister.
    Takie towarzyszenie dziecku w procesie uczenia się powoduje, że dziecko czuje, że nauka jest dla rodziców naprawdę ważna. Zaspokaja potrzebę więzi dziecka – czyli potrzebę bliskiej relacji z osobą dla niego ważną. Dziecko może także nauczyć się od swojego rodzica, w jaki sposób skutecznie uczyć się i w jaki sposób radzić sobie z niepowodzeniem. Brak umiejętności uczenia się (- na co zwrócić uwagę? co zrobić, żeby dobrze zapamiętać?, jak „ułożyć sobie w głowie”, żeby zrozumieć?) oraz brak umiejętności radzenia sobie z porażką (co sobie pomyśleć, żeby się nie zniechęcić? Jak poradzić sobie ze smutkiem? Co zrobić, żeby się nie denerwować?) to jedne z częstych przyczyn słabych wyników w nauce. Dziecko, które chce się nauczyć, ale nie wie jak skutecznie się uczyć, szybko zniechęci się. Również dziecko, które nie potrafi radzić sobie z porażką, nie będzie chciało się uczyć. Tych dwóch ważnych rzeczy dziecko może nauczyć się przede wszystkim od rodzica, który codziennie pomaga mu przygotować się do szkoły.
    Naturalne jest, że pierwszoklasista wymaga więcej uwagi rodzica. Im starsze dziecko tym zaangażowanie rodzica może być mniejsze. Kiedy dziecko nauczy się już w jaki sposób może skutecznie uczyć się – wie: co, jak i w jakiej kolejności powinno zrobić – i umie radzić sobie z porażką, zaangażowanie rodzica może być mniejsze. Wówczas ważne jest to, aby rodzic wspólnie z dzieckiem sprawdził, co było na zadanie i czego należy się nauczyć, a następnie skontrolował, czy to zostało wykonane i sprawdził wiedzę dziecka na podstawie zeszytu lub podręcznika. W okresie nastoletnim natomiast wystarczy kontrolować na bieżąco oceny nastolatka.

    Odpowiedz
  • Ulka Luty 3, 2017 at 13:44

    Moja córka jest w piątej klasie. Według mnie to najwyższy czas, aby lekcje odrabiała sama. Jednakże pani wychowawczyni jest innego zdania. Uważa, że dzieci w tym wieku są za małe, aby wszystko samemu ogarnąć. Powiedziała mi, że muszę jeszcze siedzieć z nią przy lekcjach. Mam inne zdanie. Widać, że jej samodzielność odzwierciedliła się w ocenach. Zeszły rok ukończyła średnią 5, a aktualnie spadła na 4. Jestem z niej dumna, ponieważ jest to jej wypracowana 4. Mimo, iż na początku zbiera minusy za nie przygotowanie lub brak przyborów to z czasem zrobiła się samodzielna i zorganizowana. Aktualnie zapisuje daty prac klasowych i pamięta o czytaniu lektur w terminach. Ja tylko sporadycznie ją przepytuję przed klasówkami. Mam teraz czas na odrabianie lekcji z młodszą córeczką.
    Dodam jeszcze, że nie rozumiem dlaczego nasze pokolenie tak się zachowuje. My nie odrabialiśmy lekcji tak długo z naszymi rodzicami. Może pierwsze klasy szkoły podstawowej. Aktualnie rodzice odrabiają lekcje dzieciom do ostatnich klas szkoły podstawowej. Nie potrzebnie sami organizujemy naszym dzieciom „wyścig szczurów” już w tak młodym wieku. Nie jest sprawiedliwe jak szóstkę np: z plastyki ma dziecko, którego rodzice przygotowują prace, a takie praktyki są powszechne. Zastanawiam się, czy jest to jeszcze bieg po wiedzę, czy tylko po oceny.
    Podsumowując. Wychowawczyni na zebraniu semestralnym powiedziała, że widać po ocenach, które dzieci odrabiają lekcje z rodzicami, a które nie i kazała rodzicom wrócić do biurek w domu. Była zła, że obniżyła się średnia w klasie.
    No… to mamy problem, bo ja nie zamierzam się cofać

    Odpowiedz
  • Anna Luty 3, 2017 at 14:37

    Czy osoba pisząca ten arykuł jest rodzicem ? Jak to wygląda u autora tegoz artykułu ?

    Odpowiedz
  • Zostaw komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

    Nasz Instagram

    • Tata si powieci i poyczy czapk! Brawo dla niego whellip
    • Niewane czy to mio do partnera crki syna czy matkihellip
    • mio
    • Komu bardziej potrzebne s rozki? Rodzicom czy dzieciom? Na bloguhellip
    • Jecie niadania wszyscy razem czy osobno?  niadanie breakfast
    • Macie ochot na walentynkowy bukiet od nas i tmobilepl Proszhellip
    • Kto ju po niadaniu?  Miego dnia!
    • Da mu kulk czy nie da? Ach ten tata