by Karolina

Najpiękniejszy uśmiech w życiu – test i KONKURS!

Konkurs, Testujemy - Szafeczka - 29 września, 2016

Są takie rzeczy do których po prostu trzeba dojrzeć. Dla jednych to będzie picie kawy, dla innych regularne wyjścia do teatru, a dla mnie… dla mnie to była szczoteczka elektryczna. A tak całkiem serio, to przez te kilka lat (chyba z 10) od kiedy miałam moją ostatnią szczoteczkę elektryczną, po prostu nie czułam potrzeby zakupu nowej. I pewnie dalej bym nawet nie pomyślała żeby ten stan zmienić, gdyby nie propozycja przetestowania nowej szczoteczki sonicznej Philips Sonicare FlexCare Platinium.

Po tym jak ją otrzymałam, przeleżała chyba tydzień w paczce. Wiedziałam że moimi odczuciami będę chciała podzielić się z Wami na blogu, dlatego chciałam najpierw zrobić zdjęcia. No i tak, gdy już je zrobiłam, wypadało ją w końcu przetestować. Pierwsze użycie i… AMERYKA! Serio! Po 2 minutach szczotkowania czułam, że zęby mam jak nowe ;) Jak po piaskowaniu w gabinecie stomatologicznym! Szczerze nie spodziewałam się tego, że tak delikatne czyszczenie, może dać TAKI efekt.

Okazuje się, że to przede wszystkim zasługa technologii sonicznej Philips Sonicare oraz główki AdaptiveClean, która dopasowującej się do kształtu zębów i dziąseł, dzięki specjalnym włóknom oraz miękkim elastycznym brzegom. Dzięki temu 4-krotnie większa powierzchnia kontaktu pozwala usuwać nawet dziesięć razy więcej płytki nazębnej. To wszystko przekłada się również na zdrowie dziąseł! Po pierwsze, płytka bakteryjna wzdłuż lini dziąseł jest dokładniej usuwana, a elastyczny brzeg główki nie podrażnia dziąseł podczas szczotkowania. Ok, to że szczoteczka czyści głęboko, a przy tym delikatnie, mam dokładnie przetestowane. Teraz przyjrzyjmy się temu, co jeszcze kryje w sobie :)

Pokaż kotku co masz w środku

Zacznijmy od najważniejszego. Szczoteczka posiada 3 programy mycia zębów: czyszczenie, wybielanie i głębokie czyszczenie. Dwa pierwsze idealne są na co dzień, natomiast głębokie czyszczenie to trzyminutowy program, który ma poradzić sobie z szczególnie kłopotliwymi i trudno dostępnymi miejscami. Do tego 3 ustawienia intensywności, co łącznie daje nam 9 możliwości czyszczenia!  Spory wybór, aby dopasować do indywidualnych potrzeb!

Oczywiście szczoteczka po dwóch lub trzech minutach (w zależnosci od programu) sama się wyłącza. Standard. Jednak poza odliczaniem czasu mycia zębów, mamy również zegar Quadpacer, który sygnalizuje nam konieczność przejścia do kolejnej części jamy ustnej! Wygląda na to, że nasza rola sprowadza się praktycznie tylko do trzymania szczoteczki ;)

Teraz coś bardzo ważnego. Zbyt mocne dociskanie szczoteczki do zębów może podrażniać dziąsła. Dlatego moja szczoteczka soniczna Philips Sonicare posiada wbudowany czujnik nacisku, dzięki któremu uchwyt lekko pulsuje informując (a w zasadzie ostrzegając), że szczotkuję zbyt mocno!

Co poza samą szczoteczką?

W zestawie mamy dwie końcówki, co daje od razu możliwość używania odpowiedniej główki dla siebie.

Teraz najlepsze, coś czego córka nam pozazdrościła. Domek dla końcówek! Ten domek to dezynfekująca stacja UV. Po umyciu chowamy tam końcówkę, włączamy jednym kliknięciem i w 10 minut rozprawiamy się z bakteriami, bo w stacji dezynfekującej usuwamy do 99% bakterii i wirusów, dzięki czemu nasza główka jest zawsze sterylnie czysta!

Do tego mamy futerał podróżny i turystyczną ładowarkę. Jednak ładowarki chyba nie będę ze sobą zabierała, bo szczoteczka na jednym ładowaniu może wytrzymać do 3 tygodni.

Co do samego ładowania, to miałam pewne obawy. Wiecie, teraz wszystko trzeba ładować. Zegarki, słuchawki, modemy… nawet widziałam filmik z nowymi butami, bez sznurówek, same się dopasowują, ale oczywiście trzeba je ładować. Już widzę te wymówki „no wiesz, poszłabym z Tobą, ale buty mam nienaładowane…” ;) Ale wracając do tematu: szczoteczka i tak musi gdzieś stać, a tutaj stoi po prostu ma małym podeście i tam się ładuje. Tuż obok domku UV. Wszystko zgrabnie, ładnie i kompaktowo :)

Podsumowując…

Nie oddam jej! Serio, po tygodniu używania szczoteczki sonicznej Philips Sonicare nie wyobrażam sobie powrotu szorowania w tradycyjny sposób. Fantastyczne uczucie czystości, łatwość szczotkowania, elastyczna główka, różnorodność programów i możliwości, przypomnienia o zmianie miejsca szczotkowania, czyszczenie główek w stacji UV, 3 tygodnie działania baterii – to wszystko kupuję w 100%, ale mnie najbardziej przekonuje to co w szczoteczce najważniejsze – efekt końcowy, który czuję codziennie na swoich zębach :)

Konkurs

Teraz czas na finał finałów! Chcesz taką szczoteczkę? Nic prostszego! Mam dla Was do wygrania jeden zestaw Philips Sonicare FlexCare Platinium – i chętnie się nim podzielę. Co musisz zrobić? Napisz w komentarzu co u Ciebie wywołało największy/najpiękniejszy uśmiech w życiu. W końcu zdrowe zęby, to szeroki uśmiech ;)

Na zgłoszenia czekam do 08.10.2016, a wyniki ogłoszę w tym samym wpisie. Powodzenia!

PS Zapraszam też na drugi konkurs z Philips -> TUTAJ!

WYNIK

Konkursy tak samo lubię, jak nie cierpię… Serio! Z jednej strony to super, że mam możliwość podzielenia się z Wami produktem, który sama testuję. Ale z drugiej… jak tu wybrać jeden komentarz z ponad 300. Tyle pomysłów, historii, kreatywności! Tym razem jeden z komentarzy już na początku skradł moje serce, ale do tego upewniły mnie w wyborze 3 komentarze od innych czytelniczek, które stwierdziły że to właśnie TO :) Zwyciężczynię proszę o kontakt mailowy :)

ANULEK

Mój początek na tym świecie nie był łatwy. Urodziłam się jako 6cio miesięczny wcześniak. W skali po urodzeniowej Apgar otrzymałam O na 10 możliwych punktów. Ważyłam niespełna 900 gram. Moje życie od początku było zagrożone. Niemal natychmiast po urodzeniu udzielono mi chrztu z wody, bo nie było wiadomo czy przeżyje…Podłączono mnie pod różne aparatury. Lekarze powiedzieli Mamie, że jeśli nie będzie słyszeć pracy tych maszyn to znaczy, że już koniec. W drugiej dobie życia nastąpił wylew krwi do mózgu i w konsekwencji choruję na MPD. Jak na zodiakalnego skorpiona przystało nie poddałam się, bo chciałam żyć od samego początku!
Ja każdego dnia dziękuję Bogu, że jestem w takim stanie, a nie innym. Ta choroba jest dla mnie lekcją pokory. Głęboko jednak wierzę w to, że jestem nią dotknięta w jakimś celu. Poprzez swoje działania i postawę chcę pokazać innym przede wszystkim zdrowym ludziom, że mimo pewnych przeszkód i trudności staram się żyć normalnie, ponieważ jedyne ograniczenia tkwią w Naszych głowach. Dziękuję Moim Rodzicom za to, że włożyli mnóstwo serca, czasu i pieniędzy w to, abym była w takim fizycznym stanie w jakim jestem i teraz i za to, że mogłam się kształcić na każdym szczeblu edukacji!! To dzięki sobie, ale przede wszystkim dzięki ich zaangażowaniu od ponad dwóch lat jestem Panią magister, a dokładnie od czterech Panią licencjat. W czerwcu skończyłam studia podyplomowe na kierunku Neuroekonomia z wynikiem bardzo dobrym. Dziękuję Moim Przyjaciołom za to, że są!! Za to, że wspierają mnie w mojej drodze ku samodzielności. Bardzo wierzę w to, że niebawem nastąpi taki dzień, kiedy wstanę z wózka i zacznę chodzić o kulach. Za miesiąc skończę 26 lat i wciąż życia mi mało. Najpiękniejszy uśmiech w życiu wywołał u mnie mój pierwszy samodzielny krok. Mam nadzieję, że z czasem tych kroków będzie więcej :)



Udostępnij wpis

344 komentarze

  • Magdalena 29 września, 2016 at 19:24

    W moim życiu było wiele cudownych chwil, ukończenie szkoły, zaręczyny, ślub, widok jak mój mąż codziennie rano całuje brzuch (jestem w 37tc). Ale największy i najpiekniejszy uśmiech wywołały u mnie dwie czerwone kreseczki na teście ciążowy. To była chwila w której ziemia się zatrzymała i zaczęła kręcić w drugą stronę.. a ja od tego czasu unoszę się nad nią 10cm :-)

    Odpowiedz
  • Martaj1991 29 września, 2016 at 19:31

    Najpiekniejszy usmiech w moim zyciu pojawil sie gdy moja 20-miesieczna corka powiedziala do mnie „mamo”. Czekalam na to slowo tak dlugo, ciagle tylko tato i tato..

    Odpowiedz
  • Agata 29 września, 2016 at 19:33

    Nasza pierwsza rodzinna choinka w naszym własnym, nowym mieszkaniu! I ta radość mojego dziecka, gdy ubierał swoją pierwszą choinkę! Miałam wtedy największego banana na twarzy w życiu. :-)

    Odpowiedz
  • Sylwia 29 września, 2016 at 19:43

    O kurczę! Całkiem niedawno był ten największy i najpiękniejszy uśmiech :D! Dokładnie 1 sierpnia 2016! To wtedy od rana siedziałam na Izbie Przyjęć w szpitalu … Cały czas towarzyszył mi ogromny stres związany z oczekiwaniem na cesarskie cięcie… Gdy po wielu godzinach w koncu znalazłam sie na sali operacyjnej mina mi troche zrzedła … Ten cały stres i strach został wynagrodzony kilkanaście minut pozniej gdy ujrzałam moja córeczkę Wiktorię! Rety nigdy tak nie mialam, zeby nie moc opanować jednoczesnie uśmiechu i łez! Szczerzylam sie tak szeroko, ze gdybym miała sztuczna szczękę to pewnie by mi wypadła :D czulam sie jak wariatka, ale nigdy nie zapomnę tego momentu i jestem pewna ze to wlasnie ta chwila wywołała u mnie największy i najpiękniejszy uśmiech :).

    Odpowiedz
  • Magda 29 września, 2016 at 19:53

    Największy uśmiech wywołało u mnie to że,zostanę Mama,potem każda kontrolna wizyta u lekarza,każde usg,bicie serduszka,Potem przygotowania,kupowanie wyprawki,a później poród kiedy mogłam zobaczyć i przytulic syna.Nawet teraz pisząc to,uśmiecham się to są piękne wspomnienia które wywołują uśmiech na mojej twarzy.
    Potem każde kroki syna,pierwsze ,siedzenie,jak sam zaczną chodzić,pierwsze słowo Kocham cie mamo..Wywołuje u mnie uśmiech!Najpiękniejsze chwile jakie mogłam przeżyć!to bycie mama!

    Odpowiedz
  • Anulek 29 września, 2016 at 19:58

    Mój początek na tym świecie nie był łatwy. Urodziłam się jako 6cio miesięczny wcześniak. W skali po urodzeniowej Apgar otrzymałam O na 10 możliwych punktów. Ważyłam niespełna 900 gram. Moje życie od początku było zagrożone. Niemal natychmiast po urodzeniu udzielono mi chrztu z wody, bo nie było wiadomo czy przeżyje…Podłączono mnie pod różne aparatury. Lekarze powiedzieli Mamie, że jeśli nie będzie słyszeć pracy tych maszyn to znaczy, że już koniec. W drugiej dobie życia nastąpił wylew krwi do mózgu i w konsekwencji choruję na MPD. Jak na zodiakalnego skorpiona przystało nie poddałam się, bo chciałam żyć od samego początku!
    Ja każdego dnia dziękuję Bogu, że jestem w takim stanie, a nie innym. Ta choroba jest dla mnie lekcją pokory. Głęboko jednak wierzę w to, że jestem nią dotknięta w jakimś celu. Poprzez swoje działania i postawę chcę pokazać innym przede wszystkim zdrowym ludziom, że mimo pewnych przeszkód i trudności staram się żyć normalnie, ponieważ jedyne ograniczenia tkwią w Naszych głowach. Dziękuję Moim Rodzicom za to, że włożyli mnóstwo serca, czasu i pieniędzy w to, abym była w takim fizycznym stanie w jakim jestem i teraz i za to, że mogłam się kształcić na każdym szczeblu edukacji!! To dzięki sobie, ale przede wszystkim dzięki ich zaangażowaniu od ponad dwóch lat jestem Panią magister, a dokładnie od czterech Panią licencjat. W czerwcu skończyłam studia podyplomowe na kierunku Neuroekonomia z wynikiem bardzo dobrym. Dziękuję Moim Przyjaciołom za to, że są!! Za to, że wspierają mnie w mojej drodze ku samodzielności. Bardzo wierzę w to, że niebawem nastąpi taki dzień, kiedy wstanę z wózka i zacznę chodzić o kulach. Za miesiąc skończę 26 lat i wciąż życia mi mało. Najpiękniejszy uśmiech w życiu wywołał u mnie mój pierwszy samodzielny krok. Mam nadzieję, że z czasem tych kroków będzie więcej :)

    Odpowiedz
    • Kasia z Wrocławia 29 września, 2016 at 21:05

      Jeżeli to nie będzie zwycięski komentarz, to ja się poddaję…

      Dziewczyno!!!
      Zdrowia i samozaparcia życzę Ci z całego serducha :) Piąteczka i śmigaj jak najszybciej!

      Pozdrowienia z Wrocławia.

      Odpowiedz
    • Karolina 30 września, 2016 at 07:28

      Wielkie brawa !! Nigdy się nie poddawaj!!

      Odpowiedz
    • Jovi 30 września, 2016 at 08:44

      I tak trzymac, zawsze do przodu!! Powodzenia, bo jeszcze masz cale zycie do przejscia! :)

      Odpowiedz
    • Patryk S 2 października, 2016 at 14:18

      Trochę chyba przesadziłaś z tą motywacją, żeby wygrać szczoteczkę do zębów

      Odpowiedz
    • Pati 2 października, 2016 at 20:28

      Największy uśmiech sprawiło mi zdanie za 12 razem prawo jazdy , może to nie równa się z nadaniem komuś życia ale po tylu porażkach i lzach było dla wielkim wydarzeniem a uśmiech wywołany to wiadomością towarzyszył mi cały dzień :)

      Odpowiedz
    • Weronika 5 października, 2016 at 09:32

      Największy uśmiech na mojej twarzy przyszedł wraz z pojawieniem się na świecie mojego synka KUBUSIA! ;)

      Odpowiedz
    • Maya 20 kwietnia, 2017 at 22:31

      Piękne aż łzy poleciały

      Odpowiedz
  • MahDziunia 29 września, 2016 at 19:58

    Największy uśmiech wywołało u mnie to że,zostanę Mama,potem każda kontrolna wizyta u lekarza,każde usg,bicie serduszka,Potem przygotowania,kupowanie wyprawki,a później poród kiedy mogłam zobaczyć i przytulic syna.Nawet teraz pisząc to,uśmiecham się to są piękne wspomnienia które wywołują uśmiech na mojej twarzy.
    Potem każde kroki syna,pierwsze ,siedzenie,jak sam zaczną chodzić,pierwsze słowo Kocham cie mamo..Wywołuje u mnie uśmiech!Najpiękniejsze chwile jakie mogłam przeżyć!to bycie mama!

    Odpowiedz
  • Gosia 29 września, 2016 at 20:00

    Najpiękniejszy uśmiech :) Myślę że każdego dnia powinien taki być :) Ja staram się uśmiechać codziennie a jeszcze bardziej cieszy mnie kiedy słyszę od innych „TY to zawsze taka uśmiechnięta”. Zaręczyny, dzień ślubu, dzień narodzin mojego Syna, wiadomości od przyjaciół- oświadczył się -mamy dziecko! To tylko jeden z niewielu momentów w życiu kiedy miałam pewnie inny uśmiech niż codziennie ;) Ale ten najważniejszy uśmiech mam wtedy kiedy widzę uśmiech mojego 3 miesięcznego synka <3 . Ja pokazuje mu mój najpiękniejszy uśmiech a on to odwzajemnia! Myślę, że wtedy na Naszych twarzach widać najpiękniejsze uśmiechy na świecie <3

    Odpowiedz
  • Karolina 29 września, 2016 at 20:01

    Najpiękniejszy uśmiech wywołała u mnie wiadomość o tym konkursie ;) mam nadzieję że wygram tą szczoteczkę a mój uśmiech będzie bardziej olśniewający, promienny i zniewalający

    Odpowiedz
  • Aska Sudak 29 września, 2016 at 20:07

    Wiele było takich momentów ale najpiękniejszy to chyba ten jak moja córka z autyzmem, która nie mówiła przyniosła jabłko z kuchni, pokazała i powiedziała „apyl”. Pierwsze słowo i to po angielsku! Poryczałam się jak dziecko, do tej pory woli bardziej ten język bo prostszy ale od tamtego czasu jej zasób słów się poszerzył i każdego dnia zaskakuje mnie czymś nowym.. nie zawsze pięknym ;) Do każdego autysty ponoć jest klucz, trzeba go tylko znaleźć i nam się jakoś udało :)

    Odpowiedz
  • Dawid Borowiak 29 września, 2016 at 20:18

    3 najpiękniejsze uśmiechy ostatnich 5 lat.
    1. To ten, gdy Maria powiedziała „tak”. Uśmiech nie znikał z Jej twarzy i był tylko początkiem naszej wspaniałej przygody.
    2. To ten, gdy szwedzką, polną drogą wracaliśmy do dziadków z moją córką. Wygłupialiśmy się jak zawsze i zbieraliśmy kamienie i kwiatki. Zuzia ma gilgotki, na maksa! Ach… cóż to był za uśmiech! :)
    3. To uśmiech prababci i pradziadka, gdy wpadamy z niespodziewaną wizytą na dobre ciacho. I te długie godziny spędzone z nimi na działce. Rozmowy, uśmiechy i dobra herbata. ;)

    Odpowiedz
  • Dawid Borowiak 29 września, 2016 at 20:20

    Maria wpadła na pomysł, żebyśmy 2 tygodnie temu, wieczorem, poleżeli z Zuzią (3 l.) na trampolinie i pooglądali gwiazdy. Jak już wzrok się przyzwyczaił, to dostrzegliśmy setki gwiazd.

    Maria: Zuzia możesz policzyć gwiazdy? :)
    Zuzia: OK! Raz, dwa, trzy, cztery… DUŻO GWIAZD!

    Odpowiedz
  • Dawid Borowiak 29 września, 2016 at 20:22

    Maria wpadła na pomysł, żebyśmy 2 tygodnie temu, wieczorem, poleżeli z Zuzią (3 l.) na trampolinie i pooglądali gwiazdy. Jak już wzrok się przyzwyczaił, to dostrzegliśmy setki gwiazd.

    Maria: Zuzia możesz policzyć gwiazdy? :)
    Zuzia: OK! Raz, dwa, trzy, cztery… DUŻO GWIAZD!
    Uśmiech nie schodził nam wtedy z twarzy. :)
    Bądźmy jak dzieci! Niech rzeczy nie będą dla nas niemożliwe.

    Odpowiedz
  • Asia 29 września, 2016 at 20:32

    Nie wiem czy to prawda, ale niektórzy twierdzą że mam żabi uśmiech, i że zarażam nim…
    Tak sobie teraz próbowałam przypomnieć kiedy tak szczerze się uśmiechałam… Ja matka czwórki dzieci, często zmęczona, zabiegana. Największy uśmiech i taki najszczerszy, taki kiedy w środku aż ściska, rysuje się na mej twarzy wtedy kiedy moje dzieci spełniają marzenia… najczęściej zaczyna się uśmiechem, a kończy na płaczem (ze wzruszenia) :)

    Odpowiedz
  • Kinga 29 września, 2016 at 20:33

    Może to dziwne, ale największy uśmiech w moim życiu wywołała u mnie… skocznia narciarska! Pierwszy konkurs skoków narciarskich był dla mnie niesamowitym przeżyciem, nie potrafię tego porównać do niczego innego. Byłam wniebowzięta, szczególnie, że był to konkurs w Zakopanem, a jak powszechnie fani skoków narciarskich wiedzą, atmosfera podczas konkursów w Zakopanem jest najlepsza spośród wszystkich innych miejsc w których odbywają się konkursy. Jednak gdy tego lata dotarłam do Planicy, gdzie znajduje się jedna z największych skoczni na świecie, zaniemówiłam. Mój chłopak powiedział, że w momencie gdy wyszłam z auta niczego poza skocznią nie widziałam. ;) Mało tego, moim marzeniem było usiąść na belce i poczuć się jak skoczkowie. Wdrapałam się więc na szczyt skoczni i usiadłam na belce. Tego uczucia nie potrafię porównać do niczego innego! Mimo, że samo wejście na skocznie było wyczerpujące, a sportsmenka ze mnie żadna, to i tak byłam szczęśliwa! Widok z tej skoczni zapiera dech w piersi. Nie potrafię opisać tego jak się wtedy czułam, ale jedno jest pewne, uśmiech miałam wtedy szeroki! ;)

    Odpowiedz
  • Optymistka 29 września, 2016 at 20:46

    U mnie było wiele momentów do uśmiechu, generalnie jestem optymistką i z radością idę przez życie.

    Ale nie było tak kolorowo, wiele musiało się wydarzyć, wiele musiałam zrozumieć, żeby odnaleźć swoją radość życia. Moja rodzina miała mało pieniędzy, na wiele rzeczy nie było nas stać. Ja też im przez pewien moment nie ułatwiałam życia, bo jako nastolatka przeszłam bunt i ledwo skończyłam liceum i zdałam maturę. Dostałam się na studia, na początku było ciężko, ale znalazłam w sobie siłę, przysiadłam do nauki i studia skończyłam z 5 na dyplomie (a nie należały do najlżejszych). Do problemów z okresu nastoletnich doszły problemy z hormonami, które skutkowały tyciem. Gdy na studiach zaczęło mi jakoś iść, to wzięłam się ogólnie za siebie, zaczęłam ćwiczyć i schudłam 30kg. Znalazłam pracę w restauracji i wspomogłam nieco rodziców, oddawałam im dużą część wypłaty (pomogło im to w spłacie części kredytów). Po studiach był rok kryzysu, bo moje życie stało w miejscu, nie mogłam znaleźć pracy, traciłam siły.
    Jednak ja się nie poddawałam i w końcu dostałam się! Ba! To była praca marzeń, w zawodzie – ja, jako jedyna z roku! Pracuję tutaj do dzisiaj i tak samo uwielbiam moją pracę jak na początku.
    Ta grubaska, która nie dawała sobie z niczym rady, nie dość, że ukończyła studia, pracuje w swoim zawodzie, do tego przebiegła maraton!

    Największy uśmiech wywołuje we mnie to, jak spojrzę ile osiągnęłam przez ostatnich kilka lat, jestem z siebie bardzo dumna. Osiągnęłam to tylko i wyłącznie swoją ciężką pracą, a to jest ogromna satysfakcja. Stoję z dumnie uniesioną głową i nie zamierzam przestać się uśmiechać!!! :)

    Odpowiedz
  • Agnieszka 29 września, 2016 at 20:59

    Największy uśmiech w moim życiu wywołuję wolność. Wolność bycia sobą. Bo luksusem kobiety jest jej naturalność.

    Odpowiedz
  • Barbara 29 września, 2016 at 21:09

    Pamiętam że nie mogłam przestać się uśmiechać gdy w końcu zdałam egzamin na prawo jazdy!!!
    To było dawno temu, za trzecim razem myślałam że musi się udać, miałam już dość dodatkowych opłat, stresu i gapiących się na moje błędy na placu manewrowym innych kursantów.
    Niestety po raz kolejny stres wziął górę i zahaczyłam o jakiś durny pachołek.
    Kolejny egzamin miałam dopiero w marcu,po 3 miesiącach … I dokupionych niezliczonych dodatkowych godzinach jazd. Do tego zabierałam starego passata ojca (ups , starego, rocznik 84 tak jak ja :D ) i trenowałam na osiedlowych parkingach ile wlezie żeby wreszcie mieć to za sobą…
    Na tamten pamiętny egzamin zabrałam nawet buty na zmianę żeby dobrze czuć pedały pod stopami ;)
    Byłam tak nabuzowana że nie przeszło mi przez myśl że znowu zawalę. I udało się wreszcie zaliczyć plac! Jupi! U udało mi się wyjechać „na miasto”!
    Egzaminator ciągał mnie po najgorszych skrzyżowaniach a na jednym powiedział że tutaj wszystkich oblewa za ścinanie zakrętu – a ja nie ścięłam więc możemy wracać do ośrodka. Zaliczone!!! :D Banan na mojej twarzy trwał tak długo że bolały mnie potem mięśnie.
    Najśmieszniejsze jest to, że na plac wróciliśmy już po zmroku,trzeba było przejechać przez wąską bramę jakimś tylnym wjazdem i lekko pod górkę gdzie w takich sytuacjach auto zawsze mi gasło.
    A tym razem z wielkim uśmiechem wjechałam na ten plac jak gladiator , dumna ,ze swoim zwycięstwem . Tylko wiwatów nie było ;)

    Odpowiedz
  • Anna 30 września, 2016 at 00:23

    Nie wiem, czy to był najpiękniejszy uśmiech…. Ale to było najbardziej irytujące, bo faceci wokół się śmiali, a ja nie mogłam się przestać uśmiechać…. i to było irytujące, a w domu z kolei było źle, bo rozstanie z chłopakiem itp….. Co chwilę, gdy szłam na zajęcia ze studium technik informatyk się uśmiechałam (chodziłam tam pół roku w 2013 r.), może uśmiech to wina, że było tam paru przystojnych chłopaków, ale z drugiej strony to coś innego… to fascynacja umysłami ludzi obok i marzeniami, że razem moglibyśmy stworzyć coś wspaniałego! Ale niestety mężczyźni od technologii niezbyt lubią konkurencje w postaci kobiet… i ciągle to odczuwam, bo tacy to się najbardziej kobiet boją, że mogłyby być lepsze od nich, boją się przekazywać nam wiedzę..(jako osoba od informacji naukowej i bibliotekoznawstwa nauczono mnie dzielić się informacją i wiedzą) ech smutne to trochę, ale szkoda, że dopiero teraz powstało w Lublinie Women In Technology (bo jakbym tam dalej mieszkała, to bym chodziła!) i się ta inicjatywa rozrasta i masz szczęście, że mieszkasz w Krakowie, bo tam się to zaczęło i kobiety dla kobiet robią spotkania i jest świetnie ;), że kobiety w końcu mogą się rozwijać w świecie technologii…(ale na wsiach tego niestety nie ma). Mnie najwięcej uśmiechu sprawiało właśnie to ile człowiek może mieć w swoim umyśle… informacji i wiedzy….. każdy umysł jest fascynującym zjawiskiem, wyobraź sobie jaki fascynujący umysł musiał mieć twórca tej szczoteczki i wiedzieć jak ładnie zaprojektować wszystkie jej części i to pewnie nie tylko grafik pracujący nad desingiem, ale też inna osoba, która była odpowiedzialna za działanie tego urządzenia, a potem jeszcze jakieś maszyny, albo ludzie, którzy zbudowali każdy element tej szczoteczki…. ile w to włożono pracy i jak ta wspólna praca się opłacała… To jest najpiękniejsze w ludziach, że umiemy współpracować i piękne, gdy umiemy się tym dzielić… Szkoda, że mężczyźni nie zawsze doceniają kobiety….. i wolą się śmiać z ich uśmiechu zamiast zapytać dlaczego tak sie uśmiechasz i czemu i co sobie wyobrażasz… i wiem, że mało kto z tych zajęć nawiązałby współpracę… , a szkoda, bo każdy z tych chłopaków miał potencjał, jakby się połączyli zaistnieć i zbudować coś niepowtarzalnego razem… Mnie trochę zabrakło odwagi by to połączyć (wiesz jak człowiek jest wyśmiewany jak w podstawówce, a na studiach się już spotkał z innym lepszym traktowaniem, to potem woli unikać takich ludzi…), cóż wolałam stamtąd uciec, niż męczyć się… no bo ja bym chcąc nie chcąc się uśmiechała, a oni ten uśmiech wyśmiewali…., ale przynajmniej wiem co sprawia u mnie uśmiech….. obserwacja pasji u innych osób… (szkoda, że nie umiem na tym zarobić..) Cieszę się, że Tobie się udało zbudować taki blog ;) Powodzenia dalej… ;)

    Odpowiedz
  • Lidia 30 września, 2016 at 00:44

    Nie pamiętam dokładnie daty…ale przyszedł i powiedział poprostu ,, uśmiechnij się”. Nie nauczył się mówić innych słów jak reszta obcokrajowców tutaj. Tylko to jedno magiczne które zawsze wywołuje uśmiech na mojej twarzy. To on wywołuje uśmiech ten szczery poruszający każdy mięsień na mej twarzy…uśmiech który jest odwzajemniony, uśmiech o który każdy jest zazdrosny, uśmiech któremu przypisano wiele historii…

    Odpowiedz
  • Olcia 30 września, 2016 at 07:27

    W życiu jest wiele chwil, które wywołują uśmiech i łzy wzruszenia. Do niedawna myślałam, że nic nie jest w mnie zaskoczyć, ale życie pisze własne scenariusze, niekoniecznie zgodne z naszymi. W styczniu dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Mimo wielu trudności pierwszym big uśmiechem obdarzyłam lekarza, kiedy pierwszy raz zobaczyłam synka na usg i usłyszałam bicie jego serca. Cztery tygodnie temu uśmiech ten mimo wielkiego bólu zagościł na moiej twarzy, kiedy Jaś sie urodził i spojrzał na mnie swoimi wielkimi oczami, to był najpiękniejszy moment w moim życiu. Teraz obdarzam nim synka codziennie czekajac aż go świadomie odwzajemni ♥

    Odpowiedz
  • Monika 30 września, 2016 at 08:03

    Największy uśmiech u mnie wywołała moja córka, która po dwóch miesiącach śpiączki wybudzila się, spojrzała na mnie i spytała się 'Mamo, gdzie ja jestem?’ :)

    Odpowiedz
  • Toli i Oli 30 września, 2016 at 08:19

    Mój najszczerszy i najpiękniejszy uśmiech hmmm codziennie gdy widzę buzię moich dzieci :) Ale w zeszłym tygodniu w Urzędzie Miasta czekając w sporej kolejce zmęczonych i znuzonych ludzi , razem z moją niespełna 3 letnia córka. Która bardzo dzielnie ze mną czekała nagle na cały głos krzyknęła : o feee Pan mi tu śmierdzi kupka…! Oczywiście wywołało to lawinę chichotow A na mojej twarzy zagościł najpiękniejszy uśmiech wstydu ;)

    Odpowiedz
  • Klaudia 30 września, 2016 at 08:34

    U mnie najwiekszy usmiech w zyciu byl wtedy, gdy dowiedzialam sie, ze moja najwspanialsza i najukochansza MAMA wygrala z rakiem! Usmiech i Radosc nie do opisania. Ale takiej niepewnosci, smutku i zalu jaki towarzyszyl mi przez te kilka miesiecy-nie zycze tego nikomu :(

    Odpowiedz
  • Katarzyna 30 września, 2016 at 08:34

    A u mnie naj piękniejszy uśmiech wywołuje wiele chwil jestem mamą 2 letniej Amelki mam to szczęście że nie muszę pracować,nie dla tego że jesteśmy bardzo zamożne ale los tak się potoczył że Amelka urodziła się z wadą przetoki kroczowej już po 7 tygodniu życia była po operacji rokowania są b. dobre
    nie ciesze się że mam niepełnosprawne dziecko ale ciesze się że nie omija mnie żadna chwila z jej poznawania i uczenia się świata to ja widziałam pierwsze spojrzenie,pierwszy uśmiech pierwsze kroki,pierwsze słowa mamo a nawet tato:)ale do rzeczy siedząc z Amelką w urzędzie czekając aby załatwić sprawę urzędową maja córka postanowiła adorować panią siedzącą obok,w ręcz kazała jej rysować oby dwie świetnie się bawiły ale moja Amelka poszła krok dalej uświadomiła panią jak kocha zwierzątka a zwłaszcza kika kika czyli kotka Pani postanowiła na swoim telefonie pokazać jej jakiego ma ładnego kotka.Co zrobiła Amelka pocałowała zdjęcie na monitorze zawołała moja kika po czym delikatnie po głaskała telefon jak kotka ja uśmiechnęłam się szeroko z wróżyłam się ale mina i poklask innych obecnych tam ludzi był bez cenny.

    Odpowiedz
  • Sara 30 września, 2016 at 08:58

    Ja codziennie widzę najpiękniejszy uśmiech świata i to już od 5 lat :). Mój najukochańszy synek codziennie uśmiecha się szeroko kiedy się budzi a moje serce dostaje w tym momencie tyle energi że ten uśmiech przechodzi na mnie i tak uśmiecham się codziennie i śmieję się codziennie. Dla mojego dziecka które obdarowuje mnie najpiękniejszym uśmiechem robię to samo!. Człowiek ma niestety manię niedoceniana tego co posiada, ja opamiętałam się właśnie dzięki mojemu dziecku które nauczyło mnie patrzeć na świat zupełnie inaczej, doceniać wszystko i zwracać uwagę na to co kiedyś wydawało się nieistotne. Właśnie za to że ta mała istotka pozwoliła mi wkroczyć do swojego świata i czuć wszystko na nowo obdarowuję ją najpiękniejszym uśmiechem świata codziennie! Bez wyjątku i nie zważając na sytuację uśmiechamy się a to są najpiękniejsze uśmiechy świata bo wywołane ogromną dozą miłości :)

    Odpowiedz
  • Daria 30 września, 2016 at 09:53

    Kiedy się uśmiecham?
    Zawsze i wszędzie, do znajomych i nieznajomych, w domu, w sklepie, u lekarza, na spacerze. Cieszę się z tego, że świeci słońce, cieszę się też gdy pada deszcz. Zawsze z córką obok siebie. Gdy moja 2 latka trafiła do szpitala, a ja poroniłam w 9tc wpadłam w lęk przed wychodzeniem z domu. Nie byłam w stanie zrobić kroku na zewnątrz, nie byłam w stanie postać w kolejce, iść do lekarza. Ja, młoda, silna kobieta, która właśnie miała rozpocząć swoje upragnione studia w wielkim mieście, ta która właśnie niedługo miała mieć egzamin na prawo jazdy, ta która podróżowała i nie mogła usiedzieć w miejscu… nie poddałam się tak łatwo choć droga była trudna to wkoncu jestem na prostej i cieszę się z każdej sekundy, uśmiecham się szeroko do każdego. Moje życie nabrało nowego sensu. Nauczyłam się nie przejmować błachostkami. Jestem poprostu szczęśliwa i uśmiecham się najszczerzej jak umiem do wszystkich. Mam nadzieję, że w tych trudach życia codziennego taki uśmiech choć trochę poprawia komuś humor.

    Odpowiedz
  • Patrycja 30 września, 2016 at 10:42

    Choć nie jestem jeszcze mamą i myślę, że to będzie kolejna najpiękniejsza chwila w moim życiu, to chcę opowiedzieć to co sprawiło, że takie one właśnie zaczęły być.
    Przez dłuższy czas rodzice starali się o rodzeństwo. W końcu, kiedy miałam 13 lat urodził się mój braciszek. Chwila szczęścia,radości. No właśnie…chwila. Kiedy jako nastolatka musiałam się nim opiekować – często się buntowałam, zwyczajnie nie miałam na to ochoty czy były inne plany. I wtedy stało się to.. Miałam 16 lat, piękny początek wiosny i brat mający 3 latka. Wyszłam z nim na spacer i otworzyły mi się oczy. On radośnie biegał wśród pięknie rosnących kwiatów już przy zachodzącym słońcu. Wtedy przykucnęłam i zrozumiałam, że właśnie takie chwile, te najmniejsze dają nam największą radość. Małe dzieciątko pokazało mi coś co sprawiło, że moje życie zmieniło się na dobre. Rodzina, którą mam jest największym szczęściem. To chwila, którą zapamiętam do końca życia. To radosna chwila, którą mogłabym podzielić się z całym światem aby inni zauważyli, że te 'najmniejsze’ aspekty są najbliższe naszym sercom.
    Pozdrawiam Was serdecznie, jesteście piękną rodzinką. A aktualnie brat jest w wieku Nikoli więc rozumiem jakie to szczęście mieć takie osoby przy sobie. Przytulam Was mocno!

    Odpowiedz
  • arguska 30 września, 2016 at 11:03

    Mój największy a zarazem najpiękniejszy uśmiech wywołały słowa wychowanki Domu Dziecka. Podczas studiów odbywałam dużo praktyk, w tym w Domu Dziecka. Bardzo zaprzyjaźniłam się z mieszkańcami tej placówki, a z niektórymi wychowankami połączyła nas silna więź… Pamiętam jak podczas ostatniego dnia praktyki mieliśmy w pokoju takie podsumowanie kończącego się miesiąca. Siedzieliśmy na dywanie przy przygaszonym świetle i każdy za coś dziękował. Jedna dziewczynka powiedziała: „Dziękuję, że pani Sylwia jest z nami…”. Pamiętam te słowa do dziś, są dla mnie jak dzwon, a jego sygnał jest dla mnie motywacyjnym akumulatorem- do działania, do zmian, do wiary, do pobudki z letargu!

    Odpowiedz
  • Marryd 30 września, 2016 at 11:13

    Nie jestem jeszcze mamą (chociaż mam nadzieję, że niedługo będę), ślub biorę za miesiąc, więc mój największy/najpiękniejszy uśmiech nie wiąże się ani z moim dzieckiem ani ze ślubem/mężem. Za to codziennie rano budzę się obok najcudowniejszego mężczyzny w moim życiu, dzięki czemu zwsze budzę się z uśmiechem na twarzy, który daje mi mnóstwo pozytywnej energii na cały dzień :) Nieważne czy kiedy wstaje on jeszcze słodko śpi czy czeka na mnie w kuchni z gotowym śniadaniem – zawsze jest obok, dlatego jak tylko otwieram rano oczy od razu się uśmiecham! :)

    Odpowiedz
  • Marzenie 30 września, 2016 at 11:57

    Dla mnie najważniejsza chwilą była ta kiedy dowiedziałam się, że będę mamą w końcu tą upragnioną, wymarzoną! U mnie wywołało największy i najpiękniejszy uśmiech w życiu kiedy zostałam już na dobre mamą mojego najpiękniejszego serduszka o nazwie Marzenie-(imię Marzenka).Od początku nie było zbytnio dobrze ciągle było coś nie tak, leżenie w szpitalu ciągłe wizyty u lekarzy, ale nie o tym tu mowo. Ale na ŚWIAT przyszło moje Marzenie z 10- punktami!!!Uśmiechu i dumy było co nie miara!!! W końcu zdrowe zęby, to szeroki uśmiech! Wiadomo każda mama chce dać Swojemu Dziecku To Co Tylko może DAĆ, NAWET CZASEM CHCE ODDAĆ SWOJE ŻYCIE ZA ŻYCIE SWOJEGO DZIECKA :) Każda mama po stopiła by chyba tak samo!!! Kocham swoje Dziecko TO ono DAŁO MI SZCZĘŚCIE, MIŁOŚĆ, POCIECHĘ , TO ONO DODAJE MI MOTYWACJĘ DO CIĄGŁEGO WSTAWANIA I MOTYWUJE DO DZIAŁANIA!!! Kocham Cię moje SERDUSZKO :) :) :) Uśmiechać się będę do Ciebie, do mężusia po prostu do wszystkich! Trzeba się śmiać, cieszyć, marzyć być uśmiechniętym przez cały czas bo śmiech to Całe ZDROWIE!!!( O które trzeba dbać od stóp, zębów aż do głów)

    Odpowiedz
  • Malwina 30 września, 2016 at 13:20

    Odkąd pamiętam przeszkadzał mi kolor moich zębów, nie były one może „beżowe”, ale na każdym zdjęciu zwracałam uwagę tylko na swój brzydki uśmiech. Bardzo długo to mi przeszkadzało, ponieważ miałam ważniejsze wydatki niż inwestowanie w wybielanie zębów. Próbowałam mnóstwo domowych sposobów, ale nic nie działało. W końcu postanowiłam, że to jest ten czas i wybrałam się do dentysty na profesjonalne wybielanie. Od roku cieszę się pięknym (według mojej opinii) uśmiechem :) Są białe, ale nie zbyt białe, dla mnie idealne!

    Odpowiedz
  • Maaja 30 września, 2016 at 14:20

    U nas wszystko co związane z naszym dzieckiem wywołuje u nas uśmiech na twarzy, jednak ostatnio wręcz sie naśmiałam, gdy moje 2,5 letnie dziecko na pytanie dziadka „i jak Twoj kotek?” Odpowiedziało: ” Dobrze, żyje ”

    Odpowiedz
  • Una 30 września, 2016 at 14:38

    Najpiękniejszy uśmiech… Chyba wtedy gdy po raz pierwszy trzymałam mojego synka na rękach i przystawilam go do piersi, do tej pory uśmiecham się na to wspomnienie, ten pierwszy raz…

    Odpowiedz
  • Ewa 30 września, 2016 at 15:23

    Najpiękniejszy i największy uśmiech w życiu wywołał u mnie ślub.. Sama ceremonia była jedną z najważniejszych momentów mojego życia.
    Kilka tygodni przed tym wydarzeniem pożegnaliśmy tatę mojego męża jednak mimo wszystko ślub się odbył ponieważ świadomość tego że przyszły teść by tego chciał była dla nas bardzo ważna. Radość ze mamy możliwość stanąć przed ołtarzem nie tylko była w sercu ale i na twarzy. Taka..nie do opisania..

    Odpowiedz
  • smallmeg 30 września, 2016 at 16:04

    Największy uśmiech w życiu wywołała u mnie mój „wypadek” na studiach gdy na nowej auli nie zauważyłam stopnia i upadłam robiąc tym samym straszny hałas! Wszystkie moje notatki poleciały do góry, kalkulator rozleciał się na kawałki, a kolana bolą mnie do tej pory. Już upadając myślałam jak wybrnąć z tego z twarzą, ponieważ wiedziałam że nie będzie to scena z komedii romantycznej gdzie pomaga mi chłopak z roku w którym ukrycie się podkochuje.. Uznałam że najlepszym sposobem jest się śmiać z samej siebie i gdy połowa roku na czele z Panią Profesor zleciała się żeby mi pomóc obdarzyłam ich szerokim uśmiechem, podziękowałam za zebranie notatek i powiedziałam że tym upadkiem otwieram oficjalny konkurs na naszym roku pt ” największa gafa popełniona przez studenta”. Muszę dodać że zakończenie konkursu, znalazłam się w czołówce ;).

    Odpowiedz
  • Bernadetta 30 września, 2016 at 16:26

    Nie będę pisała oczywistych rzeczy, że pierwsze spotkanie z moim (obecnym) mężem, że zaręczyny, że ślub czy dziecko (którego w sumie jeszcze nie mamy;)) napiszę kiedy ostatnio szczerze się uśmiechnęłam. To było wczoraj gdy z mężem udaliśmy się na konsultację do gastrologa w związku z męża dosyć uciążliwymi dolegliwościami, które w ostatnim czasie powodowały więcej smutku niż uśmiechu. W końcu trafiliśmy na osobę, która podbudowała mojego męża i jego radość na buzi i poczucie, że trafił na właściwą osobę spowodowała, że nie sposób było się nie cieszyć razem z nim. Nie sposób było się nie uśmiechać widząc jego ulgę, radość i przeświadczenie, że zastostowanie odpowiedniego leczenia spowoduje, że znowu będzie mógł spać spokojnie :) to jest szczęście. Taka niby mała rzecz, niby nic, ale COŚ :))))

    Odpowiedz
  • salusiowo 30 września, 2016 at 16:51

    Różne sytuacje bywają w życiu… te dobre i te złe – segregujemy je w osobnych szufladkach!
    Tak jak wiesz i u mnie w życiu takowe bywają… jednak niedawno, po różnych przeżyciach… zobaczyłam 2 kreski!wizyta.. Kolejne wizyty… jest wszystko ok! Uśmiech jedyny i najprawdziwszy!!

    Odpowiedz
  • Manuela 30 września, 2016 at 17:21

    Największy, najpiękniejszy i najszczerszy uśmiech jaki w życiu miałam był w najmniej przewidywanym momencie. Było to dwa lata temu kiedy byłam przygotowywana do dosyć poważnej operacji. Wenflony, kroplówki i wiele innych okropnych rzeczy z tym związanym. Kiedy wszystko było coraz bliżej mojej godziny X, przyszedł lekarz i wtedy w mojej głowie zrodziło się pytanie, wtedy dla mnie najważniejsze: ” Panie doktorze czy po operacji będę mogła skoczyc na bungee? ” I to właśnie jego potwierdzająca odpowiedź wywołała ten magiczny uśmiech który jest wspominany przeze mnie bardzo często.
    Pozdrawiam ;)

    Odpowiedz
  • Weronika 30 września, 2016 at 18:27

    Te najważniejsze chwile jeszcze przede mną. A tak naprawdę to ja uśmiecham się nawet przez sen, mówią na mnie śmieszka, bo ciągle się uśmiecham. Pokazują się wtedy też moje urocze dołeczki, robię co mogę żeby zarażać wszystkich uśmiechem i trochę mi się to udaje. Mój uśmiech może nie jest śnieżnobiały, ale nigdy nie zawaham się go użyć, nawet teraz pisząc ten komentarz się uśmiecham. Kiedy kilka miesięcy kupiłam sobie szczoteczkę elektryczną musiałam się do niej przyzwyczaić, a dziś nie mogę wyjść z podziwu jak ja bez niej żyłam wcześniej. Niestety ta jak na złość się popsuła i musiałam wrócić do tradycyjnej, ale ja jak najszybciej chcę znów elektryczną.

    Odpowiedz
  • ania 30 września, 2016 at 19:22

    Najpiękniejszy uśmiech miałam chyba wtedy kiedy dowiedziałam się ze spodziewam się córci ( miałam wtedy już starszego synka ) Nie mogłam uwierzyć w to co lekarz powiedział.Będzie dziewczynka! Moja mina musiała być bezcenna ☺ Potem jeszcze 3 razy pytałam lekarza czy na pewno w moim brzuszku zamieszkała dziewczynka ? Lekarz nie mylił się ..6 miesięcy temu przyszla na świat Hania ❤ A przywitał ja mój starszy syn Hubert❤ I spełniło się moje największe marzenie : mieć synka i córkę Kocham….

    Odpowiedz
  • ZojkowaMama 30 września, 2016 at 22:08

    Nie wiem czy uśmiech, który opiszę był najpiękniejszy, bo miałam wtedy na zębach aparat. Z całą pewnością wiem jednak, że był to największy i najszczęśliwszy uśmiech w moim życiu. Zawsze czułam się potrzebna w życiu swoich bliskich. Dla dzieci swoich przyjaciół i rodziny byłam tą magiczną ciocią, z którą można się bawić godzinami, która dochowa największej tajemnicy i tą, która wierzy w piratów, Piotrusia Pana i wróżki. Z moim partnerem przez 6 lat związku nie myśleliśmy o ślubie i dzieciach. Woleliśmy szaleć. Jednak w końcu powiedzieliśmy sakramentalne „tak”, trochę ogarnęliśmy życie, aż w końcu postanowiliśmy założyć rodzinę. Pozytywny wynik testu był dla nas wielką radością, jak zresztą cała ciąża i poród. Kochałam to maleństwo. I tak, następnego dnia po porodzie (minęło już kilka dobrych godzin), spojrzałam na swoją córkę i powiedziałam: Teraz królewno, ciocia Cię przewinie. – po czym błyskawiczna myśl – Zaraz, chwila, co ja powiedziałam… Dziewczyny na sali popatrzyły na mnie jak na wariatkę. Ja wtedy się uśmiechnęłam tak szeroko i tak szczęśliwie, że nigdy w życiu tego nie zapomnę. Pomyślałam: Mama, mama Cię przewinie. Już nie jestem ciocią, teraz jestem mamą. Och, aż do tej pory ogarnia mnie niesamowity uśmiech i tak na sam koniec, już wiem, że ten uśmiech był najpiękniejszym w moim życiu. O, a ile jeszcze przede mną tych uśmiechów…

    Odpowiedz
  • Klaudia 1 października, 2016 at 09:31

    Kiedy miałam 17 lat i ginekolog niemający aparatu USG zalecił mi wykonanie testu ciążowego, razem z mamą od razu pojechałam do apteki. W domu wykonałam test i jak się okazało, to faktycznie byłam w ciąży. Byłam tak szczęśliwa i miałam tak głupkowatego „banana” na ustach, że musiałam na kilka minut zamknąć się w łazience. Ciężko było mi się opanować od śmiechu, by z pełną powagą na twarzy powiedzieć mamie, że test chyba jest zepsuty, ale niedługo pewnie zostanie babcią :) A teraz co do uśmiechów, to może się to wydawać nierealne, ale mój tata ucieszył się jeszcze bardziej i cieszy się do tej pory z ukochanej wnuczki. Pozdrawiam serdecznie!

    Odpowiedz
  • Carter 1 października, 2016 at 09:51

    Pamiętam ten dzień to dziś bardzo wyraźnie i już na samo wspomnienie, na twarzy gości nostalgiczny uśmiech. Miałam pięć lat i byłam brzdącem, którego misją w tamtym czasie było poprawianie kondycji moich rodziców. Regularne zabawy w berka, wyciąganie Taty na boisko i gra w piłkę nożną, spacery z Mamą, które spontanicznie zamieniały się w wyścigi do najbliższego drzewa…Wkrótce nastała era rowerów. Małe, kolorowe rowerki z doczepionymi koralikami na szprychach (to było coś ;), często dwa kółeczka towarzyszące z tyłu, jeśli mały kolarz dopiero uczył się jeździć. Wkrótce i ja stałam się dumną posiadaczką żółtej Maji. Moment, kiedy Tata wprowadza rower do pokoju i mówi, że to dla mnie i łezki szczęścia w oczach pięciolatki, która do tej pory wyglądała z utęsknieniem przez okno na śmigające na rowerach dzieci, ale zawsze powtarzała Tacie, że jest okej i żaden rower nie jest jej potrzebny i woli swojego szmacianego misia. Przecież w domu się nie przelewało, a Mama pojechała na długo do szpitala z jakąś „ałką” w główce i Tata był smutny, a starsze rodzeństwo krzyczało na niego, aż w końcu się wyprowadziło i zostaliśmy sami. Pewnego letniego popołudnia odbyła się moja pierwsza jazda próbna na rowerze. Kilka okrążeń wokół boiska z asekuracją mojego rodziciela, a potem ruszamy na naszą wiejską ścieżkę. W pewnym momencie pada typowe dla kilkulatka wyrażenie – „ja sama!”. Ruszam wzdłuż dogi i pedałuję ile sił w nogach, (jakimś cudem nie wpadając na płot!) przejeżdżam przez otwartą bramkę na nasze podwórko i … ląduję w żywopłocie. Wygrzebując się z krzaków słyszę jak Tata biegnie w moją stronę, jak zaczyna dopytywać, co mnie boli i czy zęby całe. W tamtej chwili uświadamiam mu, że „nauczyłam się jeździć na rowerze Tatuś! Widziałeś?!” i widzę jak na tej zmęczonej życiem, zestresowanej twarzy pojawia się uśmiech i słyszę śmiech. Ten widok wywołał najpiękniejszy uśmiech w moim życiu. I zęby na szczęście były całe… ;)

    Odpowiedz
  • Karolina 1 października, 2016 at 13:00

    Mój największy uśmiech w całym moim życiu pojawił się kiedy moja córka obudziła się ze śpiączki. Tak bardzo cieszyłam się, że znowu jest ze mną… Do końca życia zapamiętam tą chwilę… Cieszmy się z małych rzeczy :)

    Odpowiedz
  • Arabeska 1 października, 2016 at 16:57

    Najmilszy,najbardziej wzruszający i zapierający dech w piersiach dźwięk jaki usłyszałam w życiu- płacz mojej malutkiej còreczki, pierwszy płacz w jej życiu, i mòj szczery uśmiech od ucha do ucha, zmieszany ze łzami szczęścia. Ten właśnie uśmiech zapamiętam do końca życia, bo tak szczęśliwa byłam tylko wtedy

    Odpowiedz
  • Akceptacja 1 października, 2016 at 17:01

    Najszczerszy uśmiech? Gdy odebrałam od optyka moje nowe okulary- grubaśne, niezręcznie duże i dziwnie rzucające się w oczy. Na początku nie było mi do śmiechu, pòki mòj narzeczony nie zawołał na widok tych gogli na mojej twarzy: wyglądasz super! Kim Kardashian ostatni miała takie same;)

    Odpowiedz
  • Karolina,mama julki i .... 1 października, 2016 at 17:30

    A mi najmocniej kąciki ust podniósł mój mąż kilka dni temu .Kiedy to wrócił jak co miesiąc z delegacji, popatrzył na naszą dorastająca czteroletnią córkę ,potem na mnie, potem na córkę i stwierdził:
    „No udała nam się ta nasza córka, musimy kontynuować produkcję następczego pokolenia, bo szkoda by było żeby tak wyjatkowo dobre geny się zmarnowały…”
    Heh..wie jak trafić w serce matki, i mózg biologa:)

    Odpowiedz
  • Aleksandra 1 października, 2016 at 23:23

    Ten uśmiech i łzy, pamiętamy z mężem i przynajmniej dwa razy w roku wspominamy ten dzień….
    Nasz syn (dziś już jedenastoletni młodzieniec) miał cztery miesiące.
    Pojechaliśmy na typowe zakupy w markecie. Wpakowaliśmy naszego klocka razem z fotelikiem do wózka i wio przez alejki.
    Zatrzymaliśmy się na stoisku dziecięcym. Na półce z grzechotkami znaleźliśmy taką wielką, która wydawała tyrkoczący, dziwny dźwięk . Nasz syn wybuchnął takim śmiechem, że zamarliśmy. Pierwszy raz w życiu śmiał się głośno ukazując w całej krasie bezzębne dziąsła. do tego komicznie z każdą salwą śmiechu trząsł ramionkami. Popatrzeliśmy na siebie i też wybuchnęliśmy śmiechem, a na końcu popłakaliśmy się ze wzruszenia. A grzechotkę oczywiście kupiliśmy. Kosztowała 14 złotych i mamy ją do dziś

    Odpowiedz
  • Dawid Sz. 2 października, 2016 at 07:28

    Najbardziej się cieszyłem, kiedy Tato wyszedł ze szpitala żywy po czwartym zawale.

    Odpowiedz
  • Kaja 2 października, 2016 at 08:37

    Bardzo łatwe pytanie: to było tego lata. Hiszpania, Ronda – miasteczko na skałach. Stałam na górze tej skaly, patrzyłam w dół i po raz pierwszy naprawdę wiedziałam, że mogę zrobić ze swoim życiem co chce. Nie muszę siedzieć w zimnej Polsce, nie muszę płakać, że nie lubię swojej pracy – trochę wysiłku, trochę ryzyka i mogę mieć takie widoki na codzień. Z pewnością nie prowadzi tam najłatwiejsza droga, ale obym nigdy nie zwątpiła, że to ta słuszna.

    Odpowiedz
  • Jottete 2 października, 2016 at 09:04

    Największy uśmiech w moim życiu wywołały narodziny mojej córeczki, która jest dla mnie totalnym cudem świata. Kolejny wielki uśmiech pojawi się na mojej twarzy, kiedy moja córeczka będzie miała siostrzyczkę :)

    Odpowiedz
  • Blake 2 października, 2016 at 09:35

    Cóż – mam dziwaczne hobby, z którym też jest związany największy uśmiech, którego miałem w życiu – wyjazd do Europa Park. To tylko park rozrywkowy, aczkolwiek – dla takich osób jak ja, tak piękne parki są czymś niesamowitym. Już na wstępie po wejściu do parku uśmiech jak banan.
    Jednakże dopiero kontakt z ludźmi, pracownikami, wywołał na mojej twarzy szczery do bólu uśmiech z zębami wyszczerzonymi w ich kierunku. Dobra obsługa, to dobra zabawa:)

    Odpowiedz
  • Dorota 2 października, 2016 at 09:41

    Pierwszy taki uśmiech pojawił się gdy narodziło się moje dziecko
    ale nadszedł taki dzień gdy pojawił się on ponownie i był to moment gdy wstawiono mi brakujący ząb .

    Odpowiedz
  • Ramkatamka 2 października, 2016 at 09:54

    Najpiękniejszy uśmiech na mojej twarzy pojawił się gdy w wieku 18 lat pomimo trudności, obaw i strachu 21października 2014 roku ujrzałam po raz pierwszy moja wspaniała córeczkę . :D

    Odpowiedz
  • Klaudyna 2 października, 2016 at 10:22

    Największy usmiech w moim życiu wywoła we mnie chwila, kiedy pierwszy raz po wielu latach stanęłam na własne nogi…

    Odpowiedz
  • Mama Lenki 2 października, 2016 at 10:30

    A mojego najpiękniejszego uśmiechu nie widział niestety nikt, bo skrywała go ciemność nocy, gdy nad ranem ciszę przerwał płacz naszej nowo narodzonej córeczki, mój mąż okrył mnie kołdrą i czule szepnął mi do ucha: Śpij kochanie, ja do niej wstanę…

    Odpowiedz
  • Magdalena 2 października, 2016 at 10:35

    Zadziwiające, ale mój pierwszy, wielki uśmiech nie miał nic wspólnego z pierwszą miłością, przyjaźnią czy relacjami między ludzkimi. Bo mój największy uśmiech towarzyszył mi, gdy po raz pierwszy wygrałam. Były to kosmetyki. Konkurs z gazety, którą wtedy kolekcjonowałam. Spróbowałam w nim wziąć udział bez jakich nadziei na nagrodę. W końcu są lepsi ode mnie. A się udało. Niesamowite uczucie.
    Od tamtego momentu wiele się moim życiu zmieniło. Jednak wciąż lubię poczuć ten dreszczyk emocji, gdy biorę udział w konkursie, a następnie czekam na wyniki. Lubię wygrać coś, z czego będę korzystać, co nie będzie leżało na półce, więc tylko w takich konkursach biorę udział. Tak jak szczoteczka soniczna czy też elektryczna. Wiem, że korzystałabym z niej w każdej chwili. Więc próbuję i liczę, że wielki uśmiech znów pojawi się na mojej twarzy.

    Odpowiedz
  • Krystian Waśkowski 2 października, 2016 at 10:41

    Największy uśmiech w życiu wywołał u mnie,
    widok moich wspaniałych rodziców,
    patrzących na mnie bardzo dumnie,
    kiedy przyszło mi odebrać stypendium.

    Ten czas był wprost niesamowity,
    bo chociaż pieniądz w swej ilości był sowity,
    to jednak największą radość mi sprawiło,
    że moim rodzicom serce się wzruszyło.

    Po rozdaniu usiadłem z nimi i im podziękowałem,
    że wszystko co osiągnąłem to dzięki nim miałem.
    Cały mój ogromny trud i moja ciężka praca,
    właściwie tylko dzięki nim wiem, że się opłaca.

    Odpowiedz
  • Zuza 2 października, 2016 at 10:42

    Najpiękniejszy uśmiech był bombom szczescia, a jednoczesnie przypieczętowaniem decyzji związanym z wyborem studiow. Jestem studentką położnictwa i nigdy nie zapomnę emocji, wzruszenia podczas pierwszej pomocy na sali porodowej. Śmiało się we mnie wszystko. Właśnie ten uśmiech dał mi pewność że to jest to co mi w sercu gra.

    Odpowiedz
  • Kuba 2 października, 2016 at 11:23

    Nie ma większego szczęścia niż narodziny dziecka. Po całym stresie, który odczuwałem gdy żonie zaczęły się skurcze, po całej akcji jazdy do szpitala, nerwowego czekania, chodzenia w tę i z powrotem – moment w którym się dowiedziałem, że wszystko jest w porządku, kiedy w końcu mogłem dołączyć do styranej żony i zobaczyłem ją z naszym nowo narodzonym maleństwem… To był ten moment, gdy moją twarz rozpromienił największy możliwy uśmiech w życiu: normalnie od ucha do ucha, a gdyby nie uszy to i przez całą głowę :D Radość absolutna!

    Odpowiedz
  • Marcin 2 października, 2016 at 11:31

    Największy i zarazem najszczerszy uśmiech w moim życiu wywołało u mnie spotkanie moich rozwiedzionych rodziców. Nie mieli ze sobą normalnego kontaktu przez 7 lat(jak mieli to zawsze kłótnia). Była to środa. Wróciłem ze spotkania ze znajomymi, patrzę a moi rodzice śmieją się i piją herbatę w kuchni(u taty w domu). Poczułem się wtedy jak w „siódmym” niebie.

    Odpowiedz
  • Nicole 2 października, 2016 at 11:33

    Najpiękniejszy uśmiech w moim życiu pojawił się po ściągnięciu aparatu ortodontycznego – bez wątpienia.
    Teraz mogę cieszyć się codziennie pięknym uśmiechem, odkąd mam „naprawione” zęby, których do niedawna jeszcze bardzo się wstydziłam.
    Promienieje z dnia na dzień i rozsiewam wokół swój optymizm. Oczywiście przy tym nikogo nie oślepiając nowym, wspaniałym uśmiechem.

    Odpowiedz
  • Marttoolla 2 października, 2016 at 11:35

    Moja rodzina to zapaleni kibice hokeja.

    Synus Stachu od małego uczestniczy z nami w widowiskach. Bardzo lubi wszelakie klaskanie, krzyki, śpiewy. Najbardziej zas lubi prowadzącego oprawę, kiedy pokazuje gesty rąk do góry, szalików itp ….

    Po jednym z takich meczów poszliśmy do kościoła
    W odpowiednim czasie ksiądz mówi W GÓRĘ SERCA- i podnosi ręce w geście…

    i w tym momencie Stachu na cały głos: I WSZYSCY RAZEM!!!! i zaczyna klaskać …

    Nie musze mówić, że nawet duchowny parsknął śmiechem :D

    Odpowiedz
  • Natalia 2 października, 2016 at 11:50

    To zawsze ja opiekuje się moja siostrą gdy rodzice rano wychodzą do pracy. Wstaje rano, robię jej śniadanie, razem spędzamy czas rysując i grając w planszowe gry. Poczułam ogromne ciepło w serduszku i pojawił mi się na twarzy uśmiech od ucha do ucha, gdy wstałam rano aby obudzić siostrę i zrobić jej śniadanie, a na stole zobaczyłam talerz z kanapkami i kartkę z napisem : DLA SUPER SIOSTRY ZA OPIEKĘ. Moja siostra ma zaledwie 6 lat więc można spodziewać się jak wyglądało moje śniadanie, ale nigdy nie spodziewałam się tak wspaniałej wdzięczności.

    Odpowiedz
  • Agnieszka K. 2 października, 2016 at 12:49

    Najpiękniejszy uśmiech miałam dwa razy w życiu. Kiedy urodziły się moje dzieci. Gdy po wielkim wysiłku, zwątpieniu, że nie dam rady i bólu trzymałam w objęciach swoje dzieci. To była miłość od pierwszego wejrzenia, zapomniałam o całym wysiłku, nieprzespanej nocy i innych niedogodnościach . Zrozumiałam, że od tej pory nigdy nie będę się zastanawiać czy moje życie ma sens? Bo mam dla kogo żyć i mam nadzieję, że będzie mi dane jak najdłużej uczestniczyć w ich życiu ,gdyż obecnie zmagam się z ciężką chorobą. Nauczyłam się cieszyć każdą wspólnie spędzoną chwilą, nawet jeśli nie zawsze są to tylko radosne momenty. Tak więc porody a właściwie konsekwencje porodów były najcudowniejszymi, najpiękniejszymi i najwspanialszymi chwilami w życiu, których nigdy nie zapomnę i będę do końca życia dziękować, że spotkało mnie takie szczęście i mogłam zostać mamą najwspanialszych dzieci i to dwukrotnie….

    Odpowiedz
  • Anja 2 października, 2016 at 12:56

    Może na tle innych przeżyć, których ludzie doświadczają, nie jest to nic wielkiego, w końcu każdy (no prawie ;-) ) ma prawo jazdy, ale właśnie ten zdany za pierwszym podejściem egzamin wywołał ogromny uśmiech na mojej twarzy, połączony z równie wielkim uczuciem ulgi :-). Zdawałam w swoim życiu wiele egzaminów, ale ten właśnie był dla mnie najbardziej stresujący. Bardzo chciałam mieć „prawko”, ale wydawało mi się, że jeśli nie zdam za pierwszym razem, to już nigdy nie podejdę do egzaminu – stres był paraliżujący. Ale udało się, 07 lipca 2007 roku zaliczałam ten egzamin, dla mnie „level hardcore” i byłam najszczęśliwsza na świecie. Tego dnia można było wyłączyć wszystkie latarnie w mieście, bo swoim uśmiechem „waliłam po oczach” i spowodowałam efekt dnia polarnego, którego nigdy przedtem, ani potem, nie odnotowano w moim mieście ;-)

    Odpowiedz
  • Joannna S. 2 października, 2016 at 13:25

    Zaręczyny, ślub, ciąża, wygranie z ciężką chorobą lub zdanie ważnego egzaminu – to są momenty, w których czujemy się szczęśliwi i uśmiechamy się od ucha do ucha. Ja podobnie jak większość z Was, w takich momentach również byłam mega szczęśliwa i uśmiechnięta. Jednak najpiękniejszy uśmiech na mojej twarzy zagościł… Pomimo, że moje zęby są dość białe i równe, od pewnego czasu zaczęłam cierpieć na przypadłość zwaną „odsłaniające się szyjki zębowe” Jako, że byłam w dość trudnej sytuacji finansowej nie miałam za co tego wyleczyć. Po pewnym czasie moja przypadłość już była tak zaawansowana, że po prostu przestałam się uśmiechać :( Wówczas moja znajoma poleciła mi dobrego stomatologa, u którego można było płatność za leczenie uiścić nawet w kilkudziesięciu ratach. Z sercem na ramieniu poszłam na pierwszą wizytę. Pan stomatolog okazał się bardzo miłym i przystojnym lekarzem, który w sposób profesjonalny zajął się moim problemem. Po kilku następnych wizytach, moje zęby wyglądały, jakby nigdy nic im nie dolegało. Pod koniec ostatniej wizyty dentysta podał mi lusterko ze słowami: A teraz proszę się do siebie uśmiechnąć najładniej jak pani tylko potrafi.
    Od tamtego czasu minęło już kilka lat, a ja nadal mogę rozdawać swój uśmiech wszystkim w koło. Kocham się uśmiechać, bo wiem, że człowiek który uśmiechem obdarza inne osoby sprawia, ze inni też zaczynają się uśmiechać :)

    Odpowiedz
  • Joanna P. 2 października, 2016 at 13:30

    Największy uśmiech na mojej buzi pojawił się podczas zdobycia z moimi dziećmi (10 i 12 letnimi dziewczynami) Rohacza Ostrego i Płaczliwego w Tatrach Zachodnich. Kiedy podczas krótkiego odpoczynku na szczycie dzieci zapytały: „No to, który szczyt będzie następny mamusiu….”
    Oh… yes !!! :):):):):):):):) Dobro matki natury zostało zaszczepione w moim dzieciach. :):):):):):):):):)

    Odpowiedz
  • Ewa 2 października, 2016 at 13:31

    Bardzo wcześnie rano obudziło mnie piszczenie w moim łóżku. Takie ciche i delikatne. Otworzyłam oczy i zobaczyłam szczenię „West’a” (Rasa małych białych terrierów), które od zawsze było moim marzeniem. Opowiadałam chłopakowi, następnie narzeczonemu a od niedawna mężowi, że kiedyś takiego sobie kupię. Niestety bałam się, że nie dam rady pogodzić obowiązków z opieką nad takim kochanym zwierzątkiem. Mój mąż wziął sprawy w swoje ręce i ni z tego ni z owego po prostu kupił mi tego pięknego pieska i włożył go do łóżka na pobudkę. Najpiękniejszy poranek w życiu z łzami spływającymi chyba w okolicach uszu gdyż nie były wstanie zmieścić się na twarzy przez mój wielki i szeroki uśmiech!

    Odpowiedz
  • karolina 2 października, 2016 at 13:40

    Największy uśmiech wywołał u mnie On. Mój anioł. Tego pierwszego dnia. I kolejnych następnych. W każdych momentach wspólnie spędzonych ze sobą. W każdej chwili.

    Odpowiedz
  • jacek 2 października, 2016 at 13:46

    Uśmiech miech od ucha do ucha…
    Wychodzisz z domu i zaczynasz nowe życie z osobą którą kochasz…

    Odpowiedz
  • Pani Mamut 2 października, 2016 at 13:50

    Największy uśmiech w moim życiu był wywołany przez 1 pocałunek z moim chłopakiem :)

    Odpowiedz
  • Anita-w 2 października, 2016 at 13:56

    Pamiętam, że bardzo mocno, całkowicie szczerze uśmiechałam się przy otrzymaniu świadectwa z czerwonym paskiem. Może nie tyle co to świadectwo mnie ucieszyło, ale w sposób jak wszyscy moi znajomi klaskali i wesoło radowali tym. Czułam się wtedy, że dookoła mnie są osoby, które mi kibicują i zawsze tam będą. Niby nic wielkiego, ale zapadło to w moją pamięć :)

    Odpowiedz
  • sztruksowa 2 października, 2016 at 13:58

    Najpiękniejszy uśmiech w życiu wywołało u mnie zakończenie dwuipółletniego cyklu wizyt u ortodonty. Nigdy nie przepadałam za swoim uśmiechem. Nie byłam zadowolona z ustawienia moich zębów, były jakieś takie pokręcone- „co drugi wystąp”, na dodatek kolor pozostawiał także wiele do życzenia. Przebrnęłam przez okres mozolnych wizyt u ortodonty, mycia zębów po każdym posiłku, krojenia jabłka na małe kawałki i całej reszty „przyjemności” związanych z noszeniem aparatu. Na szczęście było warto. Po całym tym trudzie mam uśmiech piękniejszy niż kiedykolwiek. Oczywiście nadal trzeba o niego dbać, dlatego koniecznie potrzebuję Waszej cudnej szczoteczki sonicznej! Pozdrawiam!

    Odpowiedz
  • Ania 2 października, 2016 at 14:12

    Najpiękniejsze chwile w życiu przychodzą niespodziewanie- święte słowa, a co za tym idzie, szczery, nie wymuszony uśmiech często idący w parze ze łzami szczęścia. Wszyscy piszą o zaręczynach, ślubie, ciąży, dzieciach- zgadzam się masa powodów do uśmiechu!
    Jednak dla mnie największym powodem do uśmiechu w życiu jest usłyszeć słowo ” dziękuje” w momencie, kiedy pomagam słabszemu. Czy to biednej Pani, która mieszkając w altance z dziećmi prosiła o jedzenie, dając jej bułkę i dwa jogurty ( które akurat miałam w torebce), usłyszałam chyba pierwszy raz w życiu tak szczere i znaczące dziękuje – uczucie bezcenne <3 uśmiech na twarzy ogromy, w sercu jeszcze większy. Tak dawno to było, a ja na samą mysl o tym szeroko się usmiecham i wiem jedno- warto pomagac i usmiechac sie szeroko, nawet tak maly drozbiazg bywa dla niektorych wielki ! ;)
    enjoy! powodzenia dla wszyskich ;)

    Odpowiedz
  • mihal 2 października, 2016 at 14:13

    Jakiś czas temu postawiłem sprawdzić internetowe randki. Zdjęcia studentki, z którą się umówiłem były niewyraźne – robione z daleka. Wiedziałem tylko, że jest wysoka, szczupła i rudowłosa. Umówiliśmy się o 20.00 pod fontanną i mieliśmy stamtąd iść do kina. Gdy wybiła godzina spotkania udałem się w umówione miejsce ale nikogo tam nie było. Czekam 5 minut, wyciągam telefon by do niej zadzwonić ale widzę, że właśnie przyszła wysoką, szczupła i rudowłosa dziewczyna, która ewidentnie kogoś wypatruje. Schowałem więc telefon i podszedłem. Dałem buziaka ,przywitałem się i zapytałem czy idziemy. Ona się uśmiechnęła i powiedziała, że możemy iść tylko gdzie? To pytanie wydawało mi się dość dziwne, przecież umówiliśmy się do kina więc po co pyta skoro wie? Ale była bardzo ładna więc ukryłem swoje zdziwienie i kulturalnie odpowiedziałem. Nasza rozmowa w drodze do kina była dość dziwna, w ogóle się nie kleiła. Ona o czymś opowiadała a ja nie wiedziałem o czym. Gdy już staliśmy w kolejce po bilety to zapytałem czemu się spóźniła. Ona zaczęła opowiadać o pracy, że coś się wydarzyło i musiała dłużej zostać. Moje zdziwienie osiągnęło maksymalny szczyt i zacząłem bardziej drążyć temat. Mówię więc: „Nie mówiłaś wcześniej o pracy, myślałem że tylko studiujesz”. Ona: „Jak to nie?. Mówiłam”. Ja: „W ogóle nie kojarzę, kiedy to było?”. Ona: „No jak to kiedy? Na imprezie.” Ja (już lekko zmieszany): „Ale ja nie byłem na imprezie”. W tym momencie zapadła niezręczna cisza, którą przerwał mój telefon. Odbieram a tam ktoś mi się tłumaczy, że tramwaj nie przyjechał, że jest już na miejscu ale mnie tam nie ma itp.… nie wiedziałem co się dzieje, byłem bombardowany przez tysiące myśli a gdy do mnie dotarło co się stało to nie mogłem się powstrzymać od śmiechu. Oczywiście przeprosiłem dziewczynę stojącą obok mówiąc, że nastąpiła mała pomyłka, chyba z kimś innym się umówiłem. Z późniejszej rozmowy okazało się, że dziewczyna która „porwałem” do kina czekała na chłopaka poznanego właśnie na imprezie. Impreza była tak udana, że nie do końca pamiętała jego wygląd więc skoro podszedłem to była przekonana, że to ja :) To właśnie ta sytuacja wywołała najpiękniejszy uśmiech w moim życiu :)

    Odpowiedz
  • Oooli123 2 października, 2016 at 14:16

    Myślę, że najpiękniej się uśmiechnęłam wtedy kiedy popatrzył się na mnie chłopak który mi się podobał, a kilka minut po tym zaprosił mnie do restauracji i powiedział, że urzekł go mój uśmiech ( akurat wtedy umyłam zęby, szczoteczką philips ) i od tego momentu jesteśmy razem, ale dzień po upuściłam moją ukochaną szczoteczkę, więc liczę na nową : )
    dość mam tych zwykłych.

    Odpowiedz
  • Gabriela 2 października, 2016 at 14:17

    Zdecydowanie u mnie największy uśmiech w życiu wywołały zaręczyny, które odbyły się 27,09,2016r. czyli całkiem nie dawno na Rodos :)
    Być może zabrzmi to dosyć banalnie, ale te co mają je już za sobą, wiedzą jaka to wyjątkowa chwila. Sama do niedawna nie myślałam, że to coś tak wspaniałego, do tej pory jedynie lajkowałam znajomym zaręczyny na fb, gratulowałam – ale bez większego zaangażowania. Jednak teraz kiedy sama to przeżyłam – wiem jaki to cudowny moment i początek kolejnego etapu w naszym życiu. Jestem młoda mam 23 lata, byliśmy z chłopakiem na wczasach (jesteśmy ze sobą 7 lat) wiedziałam, że kiedyś mnie to czeka, ale tego szoku nie da się opisać :) Do ostatniej chwili człowiek w to nie wierzy.

    Był wieczór, po kolacji do show w hotelu mieliśmy godzinę, stwierdziliśmy, że nie będziemy jej marnować na siedzenie w pokoju i pójdziemy na spacer nad morze.
    Było pusto – jedyne co było słychać to szum morza, a z drugiej strony samochodów.
    Usiedliśmy na leżakach pod parasolem rozmawiając, jak cudownie jest tak odpocząć od codzienności, smialiśmy się, gaworzyliśmy o wszystkim i o niczym jak to zwykle bywa, mój S stwierdził, że idzie sprawdzić czy ciepła woda (siedzieliśmy tyłem do morza, troszkę wiało) schował się za leżak, szybko wyjął pierścionek(jeszcze go nie widziałam) usiadł koło mnie, zaczął mówić…
    „Urodziłem się po to żeby kochać, Ciebie kochać… chciałabym być z Tobą do Końca życia…. WYJDZIESZ ZA MNIE?” klęka i otwiera pierścionek… było ciemno , MYŚLAŁAM, ŻE SOBIE ROBI ZE MNIE PRZYSŁOWIOWE JAJA… ale nie – tam błyszczał się diament.
    Przez 5 minut mówiłam mu że oszalał, kolejne 5 płakałam, później odpowiedziałam TAK, a kolejne 5 dni(które już minęło) jestem najszczęśliwszą osobą na ziemi, nie pamiętam abym przez 23 lata była taka szczęśliwa i uśmiechnięta jak właśnie teraz.

    Nie marzę już o 6 w totka, mam coś znacznie wspanialszego-JEGO.

    To tyle… Dziękuje za przeczytanie.
    Pozdrawiam ciepło.

    Odpowiedz
  • ewelina 2 października, 2016 at 14:32

    Może to banalne, ale największy i najpiękniejszy uśmiech pojawił się, kiedy zdobyłam najwyższą górę znajdującą się w całości na terenie Polski – Kozi Wierch! Nie wiem czy uwierzycie czy nie, ale 2291 m n.p.m. robi ogromne wrażenie! Może dla niektórych to TYLKO 2291 m n.p.m., ale dla mnie to AŻ!
    Włożyłam dużo trudu i wysiłku, żeby zdobyć tę górę! To co zobaczyłam przeszło moje najśmielsze oczekiwania … cisza, spokój, brak żywej duszy (oprócz moich 3 towarzyszy górskich wędrówek) i ta ogromna przestrzeń (szkoda, że nie mogę załączyć tu zdjęcia, żebyście choć troszkę mogły/li poczuć to samo co ja)!
    Tak, to właśnie wtedy pojawił się NAJwiększy, NAJpiękniejszy, NAJszczerszy UŚMIECH! Na szczycie góry wszystko wydaje się takie proste, znikają wszystkie problemy dnia codziennego … Polecam każdemu!

    Odpowiedz
  • Konrad 2 października, 2016 at 14:43

    Najpiękniejszy uśmiech miałem gdy się dowiedziałem że dostałem się do mojej wymarzonej szkoły.

    Odpowiedz
  • Sebastian 2 października, 2016 at 14:50

    – Największy i najpiękniejszy uśmiech w moim życiu wywołało kiedy moja córeczka powiedziała do mnie tato :)
    – to było spełnienie moich najskrytszych marzeń, które wtedy się spełniło :))))))

    Odpowiedz
  • Martka 2 października, 2016 at 15:02

    Najpiękniejszy uśmiech miałam przez łzy, kiedy okazało się, że moje modlitwy zostały wysłuchane i moja bratowa, która była w ciąży, powiększyła rodzinę mojego braciszka o dwoje najpiękniejszych skarbów na świecie – jego i ją <3

    Odpowiedz
  • Justyna Knosala 2 października, 2016 at 15:36

    Niestety nie mogę jeszcze napisać, że najpiękniej jest zostać mamą, ale myślę, że równie pięknie jest dostać nadzieję, na założenie rodziny, na normalne życie. Mój chłopak wiedział, że choruję, ale kiedy karetka zabrała mnie do szpitala na drugim końcu Polski i próbowała mnie uratować, nie potrafił sobie poradzić. Bardzo bał się kolejnej straty. Rozumiałam to, byliśmy ze sobą zaledwie miesiąc, a on miał też swoje przejścia. Nie do końca wiedziałam, co będzie, kiedy wrócę już do swojego miasta. Po tygodniu zostałam przetransportowana do lokalnego szpitala. I wtedy, wychodząc z karetki, zobaczyłam jego. Biegnącego, z kwiatami w ręce. Widział mnie wykończoną, niepomalowaną, w najgorszym stanie jaki można sobie wyobrazić. Przytulił i ucałował w czoło. Wiedziałam, że to znaczy, że zostaje. I został do teraz. Ja już funkcjonuję normalnie, czasem kontrole i leki, ale wszystko jest dobrze. Planujemy razem przyszłość, rodzinę i spełnianie marzeń. Bo wiemy, że jeśli przetrwaliśmy to, to przetrwamy wszystko. Przetrwaliśmy z uśmiechem i kwiatami :)

    Odpowiedz
  • Justyna 2 października, 2016 at 15:46

    Moją tendencją i niedługo drugim imieniem będzie zapewne coś na kształt ” uśmiech bez przerwy”, ponieważ entuzjazm wylewa się ze mnie niczym z napełnionej po brzegi wanny. Jestem osobą z natury uśmiechniętą i zadowoloną, ale mój największy uśmiech wywołał ostatnio udany lot samolotem. Byłam szczęśliwa niczym pisklak i oczarowana jak dziecko, które dostało pierwszą zabawkę. Niesamowite odczucia podczas lotu wywołały we mnie przypływ szczęścia i zachwyt ukazany uśmiechem od ucha do ucha. Widok chmur niczym wielkie poduszeczki zapadł mi w pamięci i zostanie tam do końca życia :).

    Odpowiedz
  • Daria 2 października, 2016 at 16:42

    Mój największy uśmiech w życiu,
    pojawił się przy jego odkryciu.
    Adam teraz mój narzeczony,
    powinien być już odznaczony.
    Gdyż potrafi wytrzymać z nerwusem,
    choć nagradzam go słodkim całusem. :P
    Jestem moją oporą w trudnych chwilach,
    nie straszna mu moja choroba w dużych szpilach.
    Nie odwrócił się gdy spadło kolejne nieszczęście,
    niepełnosprawność w mojej rodzinie, zawsze widzi wyjście.
    Jest ze mną w chwilach radosnych i bolesnych,
    potrafi wyszukać dużo metod nowoczesnych.
    A więc szczoteczkę dla niego wygrać bym chciała,
    gdyż jest moim szczęściem w życiu co nie miara.

    Odpowiedz
  • Julka 2 października, 2016 at 17:00

    Największy uśmiech pojawił się na mojej twarzy w momencie gdy mój narzeczony zaprosił całą rodzinę i w dniu moich 18-nastych urodzin przy zaproszonych gościach oświadczył mi się…. Kocham tego wariata ❤

    Odpowiedz
  • Dawid P. 2 października, 2016 at 17:15

    Mój największy uśmiech pojawił się gdy zdałem egzamin na prawo jazdy. Nie był to taki zwykły dzień. Był wtedy 6 grudnia. Po egzaminie zadzwoniłem po rodziców aby mnie odebrali. Mój tata gdy przyjechał miał na głowie czapkę mikołaja. Bardzo mnie to ucieszyło, był to dla mnie bardzo radosny dzień. Nie zapomnę go.

    Odpowiedz
  • Węgrzyn 2 października, 2016 at 17:19

    Najpiękniejszy uśmiech w życiu, uśmiech przez łzy gdy po tak długim okresie(prawie 3 lata) zebrał się na słowa „moje słońce”…

    Odpowiedz
  • Marta B 2 października, 2016 at 17:40

    Największy uśmiech na mojej twarzy zagościł lata temu kiedy dostałam na święta swój pierwszy rower. Byłam tak szczęśliwa, że błagałam rodziców, abym mogła z nim spać. Może to trochę przyziemne, ale nie było wtedy szczęśliwszego człowieka na Ziemi ode mnie! Do dnia dzisiejszego patrzę na ten rower z ogromnym sentymentem i choć ledwo się trzyma to wciąż jeżdżę na nim z ogromną dumą.

    Odpowiedz
  • Olcia 2 października, 2016 at 17:44

    Najpiękniejszy uśmiech w moim życiu wywołał pierwszy uśmiech mojego kochanego synka!!!

    Odpowiedz
  • Maria Dubec 2 października, 2016 at 17:59

    Najpiekniejszy usmiech na mojej twarzy wywolal moment kiedy urodzil sie moj w tej chwili 2-letni piesek. Jest moim najlepszym przyjacielem z ktorym spedzam caly dzien na zabawie, a w nocy wspolnie spimy przytuleni na lozku. Kocham go za wszystko, chociaz nie moze mowic bo to pies, nie wyobrazam sobie zyc bez niego. Daje mi wsparcie, milosc jak i ze przy nim nie czuje sie samotna. Pomogl mi w wyleczeniu depresji, bylam o krok w wyladowaniu na oddziale zamknietym, przebywanie codziennie z nim dalo mi sily i teraz patrze na swiat z usmiechem na twarzy. Pamietam jaki byl malutki jak sie urodzil… Codziennie sie nim zajmowalam a teraz wyrosl na swietnego, wiernego przyjaciela!

    Odpowiedz
  • Dajana 2 października, 2016 at 18:44

    Najpiękniejszy a zarazem największy uśmiech sprawiło spełnienia mojego marzenia, czyli samodzielna wyprawa w przestworza, a mianowicie lot szybowcem i to samodzielny! To chyba też zarazem najdłuższy uśmiech w moim życiu, ponieważ gdy oglądam nagranie z tego jakże ekscytującego dnia, to uśmiech nie znika z mojej twarzy, no może oprócz lądowania, gdzie starałam się zachować kamienną twarz.

    Odpowiedz
  • Ewelina 2 października, 2016 at 18:49

    Mój najpiękniejszy uśmiech na świecie będzie wtedy kiedy uda mi się chociaż raz w coś wygrać :)

    Odpowiedz
  • Gracja 2 października, 2016 at 19:01

    Było wiele sytuacji i zdarzeń, dzięki którym byłam bardzo szczęśliwa, ale chyba największy i najpiękniejszy uśmiech zagościł na mojej twarzy gdy po raz pierwszy włożyłam na siebie suknię ślubną. Było to już parę miesięcy temu, a pamiętam tak dokładnie jakby to było wczoraj. Od dziecka marzyłam o tym dniu ! Już jako mała dziewczynka wyobrażałam sobie jak będzie wyglądać moja suknia marzeń i gdy wreszce po latach zobaczyłam w niej swoje odbicie w lustrze czułam się piękna, szczęśliwa i niesamowicie wzruszona. Uśmiechałam się i płakałam jednocześnie. Nie mogłam się doczekać chwili, w której ujrzałby mnie mąż. Teraz jesteśmy już 3 miesiące po ślubie, a ja nadal uśmiecham się wspominając ten moment.

    Odpowiedz
  • kropka 2 października, 2016 at 19:07

    Najpiękniejszy i największy uśmiech wywołało u mnie to, że podczas leżenia w szpitalu, poznałam swoich idoli jak byłam bardzo chora, i to oni własnie sprawili, że wyzdrowiałam, walczyłam i wywalczyłam zdrowie, a lekarze już w to wątpili… Pokazałam, że chcieć to móc!
    A potem były tylko największe uśmiechy, kiedy jeździłam na koncerty do nich ;)

    Odpowiedz
  • Alexandra 2 października, 2016 at 19:15

    Najpiękniejszy i najszczerszy uśmiech w moim życiu z pewnością wywołało spotkanie z moim idolem.

    W sierpniu wraz z rodziną udaliśmy się nad morze. Ostatniego dnia wieczorem poszliśmy cieszyć się widokiem nadmorskiego zachodu słońca. W drodze na plażę ujrzałam plakat. Informował on o koncercie, tego samego dnia. Koncercie mojego ulubionego piosenkarza, Korteza. Takim sposobem totalnie zwykły dzień stał się niespodziewanie najpiękniejszym w moim dotychczasowym życiu. Moja rodzina początkowo była nastawiona bardzo negatywnie, później jednak tata z wujkiem poszli dopłacić pieniądze na parking, a ja wraz z kuzynką stałam i słuchałam na żywo muzyki najcudowniejszego wokalisty w tym kraju. Zapytałyśmy panów zajmujących się światłami i dźwiękiem, czy możemy zająć miejsce na podeście obok nich. Zgodzili się bezproblemowo. W ten oto sposób przez dwie godziny stałam oko w oko z moim idolem (dzieliło nas około 20m, ale stałam na podeście, więc ponad całą resztą publiczności, na wysokości sceny). Wróciłam do wynajmowanego domku ok. 23, zasnęłam około 3 w nocy; nie mogłam uwierzyć że ten cud miał miejsce naprawdę.

    O zachodzie słońca wszyscy zapomnieli, ja stałam się tego dnia najszczęśliwszą osobą na Ziemi.

    Odpowiedz
  • Marta S 2 października, 2016 at 19:28

    Mam to szczęście, że w moim życiu było parę takich chwil, w których mój uśmiech był najszerszy i najszczerszy z możliwych. Był to moment narodzin siostrzenicy, nieoczekiwany przyjazd brata, który mieszkał za granicą czy przyjęcie-niespodzianka, które zorganizowali mi moi przyjaciele na 18ste urodziny. Było też jedno zdarzenie, które zapamiętam do końca życia, bo był to pierwszy raz kiedy poczułam tak niezwykle przepełniające mnie szczęście, a z mojej buzi uśmiech nie schodził przez wiele godzin. Miałam 19 lat, gdy spełniło się moje marzenie – pierwszy raz odwiedziłam Hiszpanię. Może to się wydawać błahe, ale dla mnie to było coś niesamowitego. Zarówno w gimnazjum, jak i w liceum chodziłam do klasy o profilu hiszpańskim. Przez 6 lat miałam po 6 godzin lekcji języka hiszpańskiego w tygodniu. Jest to dla mnie najpiękniejszy język jaki kiedykolwiek słyszałam i bardzo się cieszę, że miałam możliwość go poznać. Jednak lekcje nie były dla mnie wystarczające – chętnie sięgałam po muzykę, filmy i seriale w języku hiszpańskim. Zaczęłam szukać hiszpańskich restauracji w mojej okolicy i eksperymentować w kuchni, żeby samej przygotowywać tamtejsze specjały. Interesowałam się historią i kulturą tego wspaniałego kraju. Ciągle było mi mało! Wzięłam również udział w akcji, którą organizowała moja nauczycielka Suzana, która pochodziła z Hiszpanii. Polegała ona na podaniu swojego adresu email, które Suzana podawała nastolatkom z Hiszpanii, abyśmy mogli nawiązać korespondencyjne znajomości. W ten sposób poznałam Fionę mieszkającą w San Sebastian. Być może ktoś czytając moją historię liczy na to, że bardzo się zaprzyjaźniłyśmy, postanowiłyśmy poznać osobiście i odwiedziłam ją w tym pięknym mieście. Nic takiego się nie stało. :) Wymieniłyśmy parę wiadomości, ale brakowało nam wspólnych tematów i nasza znajomość trwała jedynie 3 miesiące. Jednak Fiona do każdego maila dołączała wiele wspaniałych zdjęć, na których uwieczniała piękno swojego miasta. Byłam absolutnie zakochana w tym co zobaczyłam. Postanowiłam, że muszę kiedyś odwiedzić Hiszpanię. Niekoniecznie San Sebastian, bo czytając o tym kraju miałam na swojej liście wiele regionów, które chciałam zobaczyć na żywo, ale to te zdjęcia stanowiły bodziec, który zmotywował mnie do działania. Zaczęłam odkładać pieniądze (zarobione udzielając korepetycji z języka hiszpańskiego!) i w końcu udało mi się zrealizować moje marzenie. To była Barcelona. Gdy wysiadłam z samolotu, miałam łzy w oczach. W końcu udało mi się tu dotrzeć i było jeszcze piękniej niż to sobie wyobrażałam! Miałam wrażenie, że nawet powietrze pachnie inaczej. To był niezapomniany tydzień. Była niezwykle szczęśliwa, ale i dumna z siebie, że udało i się spełnić swoje marzenie i że mogłam w końcu skorzystać z owoców ciężkiej pracy, jaką było kilka lat nauki o kulturze i języku tego kraju, aby bez problemu porozumiewać się w tym wspaniałym kraju. Cudownie było widzieć szyldy na ulicach, gazety w sklepach i słyszeć głosy na ulicy – wszystko po hiszpańsku! I co więcej – wszystko było dla mnie zrozumiałe. Do tego wspaniała pogoda, piękne ulice, przemili ludzie, którzy bardzo entuzjastycznie reagują, gdy widzą obcokrajowców mówiących w ich języku. To było niesamowite przeżycie. I to wtedy po raz pierwszy na mojej twarzy pojawił się najpiękniejszy uśmiech.

    Odpowiedz
  • Jola 2 października, 2016 at 19:29

    Najpiękniejszy uśmiech? Sama nie wiem ale chyba wtedy gdy w trakcie cesarskiego cięcia usłyszałam – „Urodziła Pani piękną córeczkę”. „Córeczkę? jaką córeczkę przecież to miał być syn?” – pomyślałam w duchu… Ale konsternacja trwała jakieś 30 sekund… Do momentu kiedy moim oczom ukazał się śliczny czarnowłosy czupurek… Wystarczył dosłownie jeden rzut oka i uśmiech długo nie schodził mi z budzi…. Pamiętam, że zdołałam tylko wybełkotać: „Boże jaka Ona śliczna, a jaka czarna”. Po czym śmiać się zaczął cały zespół na sali, a ja? Ja, śmiałam się i płakałam… ze szczęścia… Tak to nasze pierwsze spotkanie w realu było okraszone moim najpiękniejszym uśmiechem takim od serca przez oczy, po usta :)

    Odpowiedz
  • Gonti 2 października, 2016 at 19:38

    U mnie największy uśmiech sprawiła bardzo prosta rzecz- dwie kreskówki na teście ciążowym. Za niecały miesiąc powitamy Filipa :)

    Odpowiedz
  • AnitaMarta 2 października, 2016 at 19:39

    Jesienne popołudnie, liście szurają po chodnikach, smagane podmuchami wiatru. Słońce już zachodzi, a centrum Warszawy wydaje się jakieś dziwnie opustoszałe. On siedzi na ławce nieopodal wejścia na Dworzec, czeka na grupę znajomych. Jak zawsze jest przed czasem, ale nie szkodzi, w słuchawkach leci ulubiony rockowy kawałek. Nagle czuje dotyk na ramieniu i kątem oka zauważa rude loki. „Powiedz mi proszę, która godzina” – powtarza ona zniecierpliwiona. „5 po 17” – odpowiada nieco zaskoczony jej ekspresyjnością. „A niech to, wiedziałam, że się spóźnię” – rzuciła na odchodne. Coś zapiekło go w sercu, czy to właśnie ten moment? „Skoro tak, może pójdziemy na kawę?” – krzyknął za nią, a ona z przekonaniem zwróciła się w Jego stronę. „Czemu by nie” – zgodziła się z szelmowskim uśmiechem… Ten moment sprawił, że nie idę już przez życie samotnie !

    Tak tą dziewczyną byłam JA.
    I myślę, że to właśnie ten uśmiech sprawił, że reszta potoczyła się jak w bajce :)

    Odpowiedz
  • Dominika 2 października, 2016 at 20:00

    Mój największy uśmiech wywołało u mnie pierwsze spotkanie po czterech latach związku na odległość z moim chłopakiem. Mój chłopak Maciek mieszkał ponad 500km ode mnie. Pierwsze spotkanie i jego widok wywołał burzę łez i uśmiech od którego łapał mnie skurcz policzków. Chwila była tak magiczna, jakby serce zalała mi euforia, prawie zemdlałam. Nie mogłam i nie chciałam powstrzymać uśmiechu, zapach ciała osoby na którą tak długo czekałam był kolejnym pretekstem do uśmiechu. To najradośniejsza chwila w moim życiu. Dzisiaj mieszkamy razem od dwóch lat .
    (Teraz poza konkursem przesłanie dla ludzi… Wierzcie w miłość na odległość, wierzcie w miłość do osoby poznanej w internecie. Nie dajcie sobie wmówić, że niemożliwe, że zdradza, że tak się nie da, a jak ktoś będzie do czegokolwiek Was zmuszał, pokażcie mu środkowy palec i idźcie dalej!!!).

    DZIĘKUJĘ ZA NIEGO
    DZIĘKUJĘ WAM.

    Odpowiedz
  • Ania 2 października, 2016 at 20:04

    Niedawno udało mi się zmienić pracę, ostatnim etapem była rozmowa rekrutacyjna z moim nowym przełożonym – Przemkiem.
    Wchodzę i podchodzi do mnie klon mojego kolegi z dzieciństwa i przedstawia się jako mój nowy szef. W tym momencie – mój głupi uśmiech nie zrobił, chyba najlepszego wrażenia, ale rozmowa poszła dobrze i pracę dostałam. Aż do teraz mnie korci, żeby Panów przedstawić sobie nawzajem i zobaczyć ich minę :)

    Odpowiedz
  • Tynka 2 października, 2016 at 20:19

    Największy uśmiech na mojej twarzy był, gdy połączyłyśmy z mamą dwie ważme wiadomości. Pamiętam jak dziś, to była środa 12 sierpień, przyjechałam do mamy, żeby z nią porozmawiać i coś jej oznajmić. Ona też przez telefon mruknęła, że ma kilka nowości dla mnie. No cóż moja mamuśka już w progu odpaliła, że jest w ciąży, i co to będzie bo w jej wieku to raczej zostaje się babką. No cóż, ubiegła mnie bo moja ważna wiadomość to to, że zostanie pierwszy raz babcią, więc nic straconego, bo ja też jestem w ciąży! Miałam rodzić dwa tygodnie wcześniej od mamy jednak, mama mnie znów uprzedziła i urodziła pierwsza :)

    Odpowiedz
  • Marta 2 października, 2016 at 20:19

    Szczery i piękny uśmiech….. gdy po 12 latach nie formalnego związku mój facet oznajmił ze jest gotowy na ślub!!!!!!!:-) kolejny… gdy w wielką sobotę tego raku dowiedzieliśmy się że zostaniemy rodzicami!!!!! Radośc której nie da się opisac słowami.

    Odpowiedz
  • Ariadna133 2 października, 2016 at 20:25

    Najpiękniejszy uśmiech miałam w dniu kiedy adpotowałam Dżekiego. Mały, biszkoptowy z okląpniętym uszkiem i największym psim uśmiechem na pyszczku. Od tego dnia wspólnie suszymy ząbki na spacerach :-)

    Odpowiedz
  • Edyta M. 2 października, 2016 at 20:34

    Witajcie ;D
    Ponad rok temu, a dokładniej szesnastego lipca 2015, przez całkowity przypadek poznałam mojego narzeczonego. Stało się to tak, że wypowiadałam się na temat na który on nie miał bladego pojęcia – na temat miłości. Ledwo się rozstałam, a dokładnie zostałam rzucona przez mojego poprzedniego narzeczonego, który nawet nie podał mi powodu, więc oczywiście wkurzona, chcąc zemścić się na tamtym, uknułam plan, żeby umówić się z nim tak, żeby on nie wiedział, że to ja… Wiem, to było trochę szurnięty. Więc całą tą sytuację, zauważył mój Jarek. Odciągnął mnie od tego wszystkiego tylko po to, żeby wypytywać mnie na temat miłości, po co ona komu, dlaczego ludzie szukają drugiej połówki i „szczerzą się” tak ze wszystkiego gdy są razem. Więc oczywiście rozbawiona zaczęłam odpowiadać na wszelkie jego pytania. Uśmiech nie schodził mi z twarzy prze, uwaga, całe jedenaście godzin naszej rozmowy! Z pewnością wtedy był mój najwspanialszy uśmiech. Teraz mieszkamy razem i często śmiejemy się planując wspólną przyszłość, myślę, że dzięki niemu nie raz jeszcze uśmiechnę się wspaniale. Pozdrawiam.

    Odpowiedz
  • Mikołaj Rostkowski 2 października, 2016 at 20:36

    U mnie największy uśmiech na twarzy wywołał mój siostrzeniec Julek, który mając teraz zaledwie 3 miesiące, spojrzał się na mnie i uśmiechnął od ucha do ucha. :-)

    Odpowiedz
  • 2 października, 2016 at 20:39

    Największym uśmiechem w moim życiu obdarowałam swojego ortodontę, w dniu w którym widziałam go po raz ostatni :):):) oj tak… zdjęcie aparatu po półtorarocznym leczeniu zdecydowanie przyczyniło się do najszerszego, najprostszego, najbielszego i najszczerszego uśmiechu jaki kiedykolwiek zagościł na mojej twarzy :)

    Odpowiedz
  • Izabella 2 października, 2016 at 20:55

    Najpiękniejszy uśmiech w moim życiu? Styczeń, rok 2015. Wracam do domu po długiej karnawałowej imprezie. Pomimo faktu, że wracam z narzeczonym, milczę jak grób. Ja, gadatliwa osoba. Milczę, bom wściekła. Wcześniej rozmawiałam przez telefon z mamą, która oznajmiła mi, iż mój – wyjątkowo niekonsekwentny pomimo swego wieku – brat właśnie wraca do domu, ale nie z sam, a z pieskiem. Byłam wściekła, bo doskonale zdawałam sobie sprawę, że pies to jego chwilowa zachcianka, a i tak wszystkie związane z nim obowiązki spadną na mnie – jak zwykle. Gdy przekroczyłam próg domu, swoje pierwsze kroki od razu skierowałam do pokoju brata. Na podłodze był wielki kojec, a w tym kojcu siedziała maleńka, srebrno-szara kuleczka o błękitnych oczach… Wystraszona, malutka, tęskniąca za swoją mamą i nie pojmująca co robi w tym domu i z tymi ludźmi… Gdy go zobaczyłam, moje nerwy odeszły do lamusa, a na twarzy pojawił się szczery i szeroki uśmiech. Uśmiech troski, uśmiech świadomości – uświadomienia sobie, że jestem teraz za żywe stworzenie odpowiedzialna. Oczywiście stało się tak, jak przypuszczałam – losy pieska bardzo szybko przestały obchodzić brata, a moje życie wywróciło się do góry nogami, co odczuwam zwłaszcza zimą, gdy czeka na mnie wizja realnych krótkich spacerów o czwartej nad ranem… Jednak za każdym razem, gdy widzę tego pieska, mojego psa, taką życiową niespodziankę i zarazem wielkie wyzwanie (piesek jest takiej rasy, że codzienne spacery nie trwają krócej niż trzy-cztery godziny niezależnie od pogody, mojego stanu zmęczenia, pory roku) na mojej twarzy maluje się uśmiech. Wiem, że mam kogoś, kto nigdy mnie nie zawiedzie, kto za mną tęskni i kto jest mi tak po prostu wdzięczny za to, co dla niego robię – a w dzisiejszych czasach trudno doszukać się wdzięczności u drugiego człowieka. Jestem dla mojego psa całym światem – i jego widok notorycznie maluje na mojej twarzy uśmiech. Dla mnie jest to najpiękniejszy uśmiech mojego życia, bo jego źródło płynie prosto z odruchów serca i nie jest niczym innym uwarunkowane.

    Odpowiedz
  • silu_1996 2 października, 2016 at 21:09

    A co u mnie wywołało największy uśmiech w życiu? Kiedy po ciężkich próbach w walce z otyłością udało mi się osiągnąć mój zamierzony cel i w tej walce o wymarzony cel nie poddać się.
    Ten najpiękniejszy uśmiech i łzy radości pojawiły się po wejściu na wagę, kiedy cyferki wskazały nie trzycyfrowe liczy a dwu.

    Odpowiedz
  • Karolina 2 października, 2016 at 21:13

    Znajomi i inni mówią że mam ładny uśmiech, ale rzadko go widzą. Prawda to mimo że mam zęby w porządku to nie lubię się uśmiechać. Kiedy jest coś widoczne codziennie traci swój urok, ale pytanie było inne. Kilka lat temu poznałam kogoś przez internet dziwne ale prawdziwe. Mieliśmy wspólne zainteresowania kiedy on pisał robiło mi się ciepło na sercu. Postanowiliśmy się spotkać czułam się przy nim fantastycznie. Ale wyznał mi że nie jest pewny swojej orientacji co mnie zdołowało, ale widząc jego smutek uśmiechnęłam się szczerze i szeroko, objęłam go ramieniem i powiedziałam że wszystko się ułoży. Teraz jesteśmy parą (bo w końcu się określił) ale to wspomnienie sprawia że mam ochotę się uśmiechać cały czas, ale nie robię tego bo tamten uśmiech straciłby swój blask. Pozdrawiam

    Odpowiedz
  • Ahaja 2 października, 2016 at 22:09

    Dużo było tych uśmiechów,
    nawet trudno zliczyć mi:
    pierwsze „mama”, pierwsze kroki,
    wszystko pierwsze… Razy trzy.
    I po każdym egzaminie,
    po życzeniach i prezentach…
    Jak tak teraz o tym myślę
    – często jestem uśmiechnięta.
    Bo ja lubię się uśmiechać
    i to jedno się nie zmienia.
    Chociaż przyznam, jeden uśmiech
    wziął mnie całkiem z zaskoczenia:
    Dzwoni do mnie współlokator
    (byłam na wakacjach w Pradze):
    – „Jest do ciebie tu przesyłka
    i sam sobie nie poradzę.”
    – „Kurde, Jacku, poproś kogoś.
    Może weź sąsiada z góry?”
    Jacek, chociaż złoty chłopak,
    raczej marnej jest postury.
    Z drugiej strony, ile paczka
    może ważyć? Bez przesady!
    – „Zajmij się tym, no bo przecież
    ja ci pomóc nie dam rady.”
    Rozłączyłam się, znów dzwoni:
    – „Wracaj! To stan wyjątkowy!”
    – „Wrócić mam z powodu paczki?
    Zwariowałeś?! Nie ma mowy!”
    Rano znowu: – „Ania, wracaj!
    Masz tu dużo do roboty…”
    – „Nie zawracaj mi gitary!
    Nie mam czasu na głupoty!
    Nie ogarniasz jednej paczki?
    To naprawdę takie trudne?”
    – „To w zasadzie nie jest paczka…
    To coś śmierdzi. I jest brudne.”
    Szybko więc do kraju wracam,
    myśląc sobie: No nie wierzę!
    Ktoś, kto głupie ma pomysły
    wysłał mięso mi nieświeże?
    No, nareszcie! Jestem w domu.
    Wbiegam szybko do mieszkania,
    a tu… czeka na mnie szczeniak
    i zaczyna powitania!
    Przewraca mnie na podłogę,
    liże, warczy, szczeka, skacze,
    ja, jak głupia się uśmiecham
    i jak głupia również płaczę.

    Od 12 lat jest z nami,
    ten głupiutki, żółty leń…
    A ja zawsze się uśmiecham,
    wspominając tamten dzień.

    Odpowiedz
  • Agata 2 października, 2016 at 22:25

    Mój najpiękniejszy uśmiech w życiu wywołała wiadomość od mamy. Przyjechała ze szpitala po badaniu onkologicznym z nowiną, że nie ma przerzutów.

    Odpowiedz
  • Angie 3 października, 2016 at 00:05

    Najpiękniejszy uśmiech jaki dostałam od życia gości na mojej twarzy po dziś dzień. Zaczął się w momencie w którym się zakochałam po uszy. Miłość potrafi zdziałać cuda i ukazać świat w jeszcze piękniejszych barwach. Ciągle obdarzasz wszystkich uśmiechem i nie możesz się doczekać by zobaczyć obiekt moich westchnień a inni ludzie myślą,ze zwariowałaś. Najwspanialsze jest to,że moje uczucie rośnie ona z każdym dniem i jest silniejsze! A ja wiem,ze cokolwiek się stanie zawsze znajdę siłę by odwzajeminić jego uśmiech! Takiego uczucia zyczę wszystkim i uśmiecham się do Was :D :D

    Odpowiedz
  • Mała Lottie 3 października, 2016 at 00:12

    Największy uśmiech w moim życiu wywołał powrót mamy ze szpitala kiedy miałam 6 lat. Była łysa, ale moja i cała :) A drugi uśmiech to ten odzyskany po kilku latach walki z depresją. Wygraną.

    Odpowiedz
  • Pan Ząbek 3 października, 2016 at 00:51

    Mój największy uśmiech w życiu? Heh… Nic prostszego. Był czerwiec tego roku zaczynał się kolejny dzień jak każdy inny, wstałem, poszedłem do łazienki ogolilem się, umyłem zęby ubralem się i poszedłem do pracy, ale dokładnie gdy szczotkowalem żeby i patrząc w lusterko na siebie jak piana z pasty do zębów wydobywa się z ust wpadłem na genialny pomysl, może nie do końca rozważny no ale cóż… Taki już jestem. No i wracając do tematu poszedłem do pracy, do pracy której już czułem się wypalony w 200% i te czeste wizyty u managera sklepu który zawsze był nie zadowolony ale nie tylko ze mnie ale prawie że wszystkich pracownikow… Ciągle to samo: wyrabiać targety i plany obrotowe. Tego dnia jak wspominałem wpadłem na genialny plan i przeczuwając że będę wzywany do managera bo był to koniec tygodnia postanowiłem że to ja tym razem przejmie inicjatywę. Po wejściu do pracy i przepracowaniu ok 2h manager chciał się że mną widzieć więc idąc do niego wstąpiłem do szatni by wziąć do ust pastę do mycia zębów i poszedłem dalej. W drodze do biura poprzezuwalem trochę ta pastę by zrobiła się z niej piana i otwierając drzwi od jego biura na dzień dobry to ja zacząłem naskakiwać na niego, jaki to on jest wspaniały w swoim mniemaniu, że ciągle się tylko czepia itp przy okazji tocząc pjane z ust z pasty do mycia zębów… Patrzył się na mnie jak na wariata ale powiedziałem mu, że tak właśnie wygląda pan rozmawiając z innymi pracownikami… Jego mina była bezcenna! Wyszedłem trzaskając drzwiami, a na drugi dzień przyniosłem do kadr wypowiedzenie umowy… Nigdy się nie dowiedziałem co wtedy chciał odemnie ale można była przewidywać i co prawda od czerwca nadal nigdzie nie udało mi się znaleźć pracy to tamtejszy wyraz jego twarzy nadal mnie rozśmiesza, a na mnie zaczęli wołać pan Zabek…

    Odpowiedz
  • Grzegorz 3 października, 2016 at 07:13

    Uśmiech, to podstawa w relacjach z innymi ludźmi. Niektórzy uśmiechanie się mają po prostu w genach. Inni muszą się tego nauczyć. Jeszcze inni w ogóle nie potrafią się uśmiechać. Chyba największym uśmiechem w moim życiu był ten, który pojawił się na mojej twarzy po pierwszym, w pełni samodzielnie i profesjonalnie zadyrygowanym koncercie. Zadowolenie orkiestry, rozanielenie publiczności i moje własne poczucie, że jestem we właściwym miejscu i we właściwej porze… że to jest to, co powinienem w życiu robić. Bo chyba tylko prawdziwe szczęście wywołuje szczery i naturalny uśmiech.

    Odpowiedz
  • slomka 3 października, 2016 at 07:19

    Ja uwielbiam się uśmiechać, ale największy i najpiękniejszy uśmiech wywołała u mnie wyjątkowa sytuacja. Kiedy po trudach i znojach i 10 godzinach męczarni przyszło na świat moje ukochane dziecko. Malutkie rączki, ciemne włoski i delikatne ciałko spowodowało się, że pomimo cierpienia chwila ujrzałam mały cud i dar życia, stała się najwspanialszym momentem i wywołała u mnie najpiękniejszy i największy uśmiech, a przy tym dodatkowo łzy radości.

    Odpowiedz
  • Marek S. 3 października, 2016 at 07:39

    Najpiękniejszy uśmiech to ten, gdy urodził się mój brat. Długo byłem zły, że nie będę jedynakiem. Widocznie za bardzo mnie rozpieścili. Poza tym mój ojciec zmarł i mama wyszła ponownie za mąż. Kiedy pojawił się na świecie, nie chciałem iść do szpitala, żeby go zobaczyć. Przywieźli go do domu. I wszystko kręciło się wokół niego. I zmuszali mnie, żebym do niego podszedł. A to tylko jakiś tam dzieciak, który brudził pieluszki w rekordowym tempie… W końcu zbliżyłem się do niego, kiedy leżał w łóżeczku. Moja mina mówiła, że czuję pogardę. Nie potrzebowaliśmy go w rodzinie ani jego ojca…
    Stanąłem i patrzę na jego twarzyczkę, rączki, nóżki… Był słodki! W minutę zmiękczył moje serce. Mój uśmiech przyćmił słońce! :-) Pokochałem go i zaakceptowałem nową miłość mamy. Teraz, gdy jest już chłopakiem nie wyobrażam sobie, że mogłoby go nie być. Jesteśmy ze sobą bardzo zżyci.

    Odpowiedz
  • Monika 3 października, 2016 at 08:23

    Jedyną rzeczą, która przychodzi mi do głowy w związku z tym pytaniem to to, kiedy widzę, jak mój facet widzi mnie z daleka (widzimy się tylko w weekendy) i widzę w jego oczach radości ogrom miłości-wtedy jestem najszczęśliwszą osobą na świecie!

    Odpowiedz
  • gosiaczektymka 3 października, 2016 at 08:44

    Maz- pewnie ,skromne przyjecie,skromne zycie,ale razem
    Corka-tak oczywscie-jej pierwsze slowa,kroki,gesty,nauka …..
    ale to co najbardziej co sobie przypominam to jak po 3 miesiacach wielkiej niewiadomej szpitalnego leczeniamoja kochana mama, rodzicielka 7 dzieci, podpora 3 generacji, wyszla w sama Wigilie-CUDEM na wspolne swietowanie.Radosci co nie miara :) :) dziekuje lekarzom, losowi i silnej woli mojej mamy,ze sprawia usmiech na 18 twarzach :)

    Odpowiedz
  • Dominika 3 października, 2016 at 09:17

    Najpiękniejszy uśmiech jest zarezerwowany dał mojego nażyczonego, który mi się oświadczył przed samymi studiami na które poszliśmy razem. Dzięki tej szczoteczce mogłabym się z nim dzielić jeszcze piękniejszym uśmiechem :)

    Odpowiedz
  • Carolina 3 października, 2016 at 09:43

    Najwspanialszy uśmiech pojawił się na mojej twarzy po przepłynięciu samotnie jachtem całego Bałtyku. Nie był to sportowy wyczyn, o którym mówi się w programach informacyjnych. Nie zrobiłam tego jako pierwsza, nie zrobiłam tego najszybciej, nie zrobiłam tego w żaden wyjątkowy sposób. Ale właśnie wtedy udowodniłam sobie, że mogę. Przygotowania zajęły mi kilka lat. To nie tylko umiejętności techniczne, ale też, a może przede wszystkim, nabranie pewności siebie, która pozwala zmierzyć się z żywiołem. Pewność siebie, pokora, zaradność, umiejętność zostania na dłużej z własnymi myślami mając za towarzysza szum morza, wznoszącą falę i faunę morską- to cenne wartości, których podczas tych kilku tygodni się nauczyłam. Uwierzyłam też w ludzi, którzy zawsze w każdym porcie życzliwie podchodzili, pytali, udzielali wskazówek, zapraszali na kawę. Wyprawa pochłonęła mnóstwo energii, ale wartości dodane przewyższyły wszystko. Kiedy zobaczyłam główki portu kończącego moją przygodę i wiedziałam, że czekają tam moi bliscy uśmiech rozbłysł na mojej twarzy pomimo zmęczenia, zimna i mokrych ubrań. Był to uśmiech, który z jednej strony coś zakończył, ale z drugiej zapoczątkował nową mnie. Warto spełniać marzenia, stawiać sobie wyzwania i je realizować. To właśnie chwile spełnienia rysują najpiękniejsze uśmiechy na naszych twarzach.

    Odpowiedz
  • Dumna mama 3 października, 2016 at 09:44

    Mój najpiękniejszy uśmiech miał miejsce jakieś 4 dni temu, kiedy to dowiedziałam się że mój synek wyjdzie ze szpitala po ponad 2 miesiącach. Urodził się przez cesarskie cięcie w 33 tyg. Nie oddychał. Wszystko z powodu choroby obrzeku uogulnionego u płodu. Niewiele dzieci przezwycięża tą chorobę, pielegniarki i lekarze byli co do tego zgodni – 99% szans na niepowodzenie. 1 % to jego wymodlona silna wola i cud . Miał 3 operacje w czasie 2 miesięcy. Pierwszy raz na rękach miałam go 2 tygodnie temu. Od czwartku będzie ze mną, swoim tatą i jego dwa lata starszą siostrzyczką juz codziennie.
    Najpiękniejszy usmiech jest wtedy gdy doświadczysz cudu. Ja doświadczyłam. Od tego czasu uśmiecham się codziennie.:)

    Odpowiedz
  • Pysia 3 października, 2016 at 09:56

    Dokładnie miesiąc temu będąc u mojego narzeczonego dowiedziałam się, że ma dla nas super w jego mniemaniu plan na popołudnie.” Pokażę ci nasze pola!,, Radośnie wykrzyknął a mnie zrzedła mina,niedziela..sukienka,szpilki bo „dzisiaj zabieram cię na randkę,, a on mi z polami wyskakuje! O nie kochany , nie zrobisz mi na złość, choćbym miała buty stracić to nie będziesz potem opowiadał jak to twoja dziewczyna piszczała topiąc się w ziemi. Zła jak osa lazłam jak ta…krowa nogi wysoko podnosząc, w końcu na skraju wytrzymałości zdjęłam buty i szłam boso. Leziemy i leziemy , mój gdzieś po krzakach łazi i słyszę ,,Pysia?” ,,Co chcesz?!” ,, Odwróć się Pysia” ,,nie. Jestem boso, w ogóle co to za pomysł? Brudna jestem!” ” Odwróć się bo ja też się brudzę !,, Nosz… odwracam się i..chłop mi klęczy w błocie z pierścionkiem i jakimiś polnymi kwiatkami. No tak to się nie śmiałam i nie uśmiechałam nigdy :)

    Odpowiedz
  • Kasia 3 października, 2016 at 10:04

    Hmm, uśmiecham się bardzo często, moi znajomi mówią mi nie raz, że uśmiech mam przyklejony do twarzy :) I chyba coś w tym jest. A co go wywołuje? Nie wiem, to jest chyba odruch bezwarunkowy, bo lubię się po prostu uśmiechać. Ludzie uśmiechnięci są ludźmi pozytywnymi, tak, to jest dobre określenie – ja wszystko widzę pozytywnie. Nie ma sytuacji bez wyjścia, nie ma takiej rzeczy, której nie dałoby się załatwić, jak nie tak to inaczej. A z uśmiechem zawsze łatwiej :) Bądźmy więc pozytywni i uśmiechajmy się jak najczęściej!

    Odpowiedz
  • Asia 3 października, 2016 at 10:35

    Największy i najpiękniejszy uśmiech pojawił się na mojej twarzy gdy po raz pierwszy zobaczyłam moją córeczkę po porodzie :)

    Odpowiedz
  • Nelma 3 października, 2016 at 10:54

    Najpiękniej śmiałam się kiedy mój jeszcze wtedy chłopak zrezygnował ze studiów w Warszawie i przeprowadził się do Poznania tylko po to by być ze mną. Nigdy mu tego nie zapomnę pamiętam to gdyż był to dzień gdy poprosił mnie o rękę. Od tamtego dnia minęło już 10 lat a ja wciąż kocham go tak samo.

    Odpowiedz
  • MamaAnastazji 3 października, 2016 at 11:00

    Największy uśmiech pojawił się u mnie gdy jechałam z moja córką Anastazją (4,5 l.) samochodem i usłyszałam : „Mamo po deszczu jawi się tęcza..” – wtedy miałam ochotę krzyczeć– JESTEM SZCZĘŚLIWA !!!

    Odpowiedz
  • Karolina Kozłowska 3 października, 2016 at 11:00

    Największy/najpiękniejszy uśmiech w życiu – jak pierwszy raz zobaczyłam moją wymarzoną Dzidzię na świecie :) … nigdy nie zapomnę tej chwili … tej radości … tego największego i najpiękniejszego uśmiechu na moich ustach i łez radości w oczach …

    Odpowiedz
  • Sylwek 3 października, 2016 at 11:04

    chyba największy uśmiech w moim życiu wywołała reakcja dziecka, które spotkałem podczas swojej ostatniej wyprawy do Azji Południowo-Wschodniej.
    Będąc w Phnom Phen (Kambodża), pomyślałem, żeby wybrać się na przejażdżkę rowerową po okolicznych wioskach. Zawsze na takie wypady kupuję coś słodkiego, ponieważ dzieci w tych wioskach nie zawsze mają dostęp do słodyczy.
    Na swojej drodze spotkałem chłopca, któremu dałem parę cukierków, niesamowita była jego reakcja, gdyż po przeliczeniu ilości cukierków postanowił obdarować mnie połową :).
    Nigdy tego nie zapomną, tak naprawdę to wspomnienie do dzisiaj wywołuje na mojej buzi uśmiech. Pozdrawiam

    Odpowiedz
  • Aśka 3 października, 2016 at 11:06

    Najpiękniejszy uśmiech w życiu wywołały u mnie słowa mojego ortodonty : I MAMY PROSTE ZĄBKI po 3 latach noszenia aparatu :) teraz muszę o nie dbać jeszcze bardziej !

    Odpowiedz
  • Paulin28 3 października, 2016 at 11:13

    :) największy uśmiech wywołuje u mnie jazda na rowerze:)) po prostu to uwielbiam i niejednokrotnie szczerze się sama do siebie przemierzając przeróżne ścieżki :) jednak uśmiech podczas jazdy grozi tym, że coś może wpaść w zęby czyt. owady :D ;) i tutaj widzę rolę dla takiej super szczoteczki :)

    Odpowiedz
  • Marek 3 października, 2016 at 11:14

    Nie widze sie co dzień no chyba ,ze przed lustrem – jak najładniej sie uśmiecham ?- Kiedy bawie sie z moim synkiem 7 miesiecznym i on skleja swoje nie zrozumiałe słówka ,to sie uśmiecham ,jak patzry mi w oczy szczerze ,uśmiecham sie .Ostatnio z pełną buzia sliny i dwoma wyrzynającymi sie ząbkami powiedział do mnie Tfata. Powiedział TATA i w srodku sie ceszyłem a uśiech miałem jak rekin:)

    Odpowiedz
  • Karolina Ś. 3 października, 2016 at 11:22

    Chwila, w której wykrzesałam z siebie najpiękniejszy uśmiech świata była ta, gdy zobaczyłam dwie kreski na teście ciążowym. Ogromny szok i wzruszenie mieszały się z niesamowitą radością. To jest takie uczucie, którego nie sposób opisać słowami. Mąż do dziś pamięta, jaka była moja mina i jak bardzo to przeżywałam… Ciężko jest mi sobie wyobrazić, jak mogłam wyglądać, ale wiem, że włożyłam w ten wyraz twarzy największy ładunek emocjonalny, jaki mogłam.

    Odpowiedz
  • supergroover 3 października, 2016 at 11:25

    Codziennie rano wstając koło kobiety którą kocham, będąc zdrowym oraz mając dach nad głową i coś w lodówce pojawia się uśmiech na mojej twarzy bo wiem, że niektórzy ludzie nigdy tego nie mieli i mieć nie będą…

    Odpowiedz
  • Olala 3 października, 2016 at 11:29

    Uśmiecham się, kiedy dostaję kwiaty, komplementy, gdy zakładam nową parę butów.
    Uśmiecham się kiedy to ja mogę komuś sprawić radość.
    Czasem śmieję się, kiedy ktoś się przewróci! To bywa zabawne
    Uśmiecham się kiedy jestem pewna siebie i kiedy jestem zakłopotana.
    Ogólnie śmieję się dużo, często, a czasem w najmniej odpowiednim momencie.
    Uśmiecham się, kiedy nie wiem co powiedzieć.
    Uśmiecham się do ludzi, którzy odwzajemniają mój uśmiech.
    Największy uśmiech na świecie wywołują u mnie sytuacje, w których nie nastawiam się na nic a dzieje się szczęście.
    Moje prywatne, najlepsze szczęście.
    Życzę tego każdemu ;))
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
  • Makowaapanienka 3 października, 2016 at 11:43

    Największy uśmiech wywołują u mnie dzieciaki, które przychodzą na badanie (pracuję w szpitalu) i mówią, że lubią do mnie przychodzić i jestem najlepszą `ciocią` w szpitalu :)

    Odpowiedz
  • Andrzej Tomaszewski 3 października, 2016 at 12:03

    Najpiękniejszy uśmiech w życiu to był uśmiech mojej narzeczonej Iwony kiedy odpowiedziała mi TAK ))

    Odpowiedz
  • cudowne to było uczucie 3 października, 2016 at 12:06

    najpiękniejszy uśmiech w moim życiu był w tedy jak pierwszy raz mojej siostry córka powiedziała do mnie ciociu

    Odpowiedz
  • Monika 3 października, 2016 at 12:10

    Może ktoś uzna to za zbyt szczere, albo pomyśli, że gram na emocjach, ale… jeśli ktoś tego nie przeżył to nie zrozumie – u mnie największy a zarazem najpiękniejszy uśmiech w życiu wywołały pozytywne wyniki badań, które przez bardzo długi czas wypadały dość kiepsko i wyglądały blado, usłyszałam nawet, że nie ma dla mnie większych szans na wyleczenie, a jednak – udało się i jestem zdrowa… jestem tutaj, żyję i cieszę się każdą chwilą, bo wiem, że życie i zdrowie są kruche i bardzo cenne, a tak łatwo można je stracić. W pogoni za codziennością czasami zapominamy o uśmiechu, a to on jest kwintesencją życia… Uśmiech to coś bezcennego, a zarazem najcenniejszego co mamy, co możemy ofiarować innych i co możemy dostać od nich w zamian. Uśmiech nic nie kosztuje, a jest najbardziej wartościowy na świecie, więc… Uśmiechajmy się! Uśmiechajcie się! Uśmiechnij się i biegnij przez życie… z uśmiechem, bo z nim najbardziej nam do twarzy!
    Uśmiechniętego dnia, Monika :D

    Odpowiedz
  • julciap26 3 października, 2016 at 12:16

    Była sobie sobota, dzień mojego ślubu. Podjechałam więc do Wrocławia pociągiem (bo tak szybciej) po wiązankę (mąż jeszcze ogarniał inne sprawy wagi cięższej). Co z tego, że dziś biore ślub. Co z tego, że czas mnie goni. Że ja nie dam rady?? Wiązanka odebrana, biegnę na dworzec, wbiegam na schody i z oddali słyszę jak odjeżdża mój pociąg. No masz, o ty pociągu złośliwy! No ale żeby dziś?? Rozumiem w innym dniu, ale żeby dziś??? Więc biegnę po schodach. Gdy już znalazłam się na peronie, a mój pociąg powoli sobie odjeżdżał w wiadomym kierunku, zobaczyłam konduktora, który połową swego ciała wystawał z wagonu. Jakże szerze się do niego uśmiechnęłam, z błagalnym spojrzeniem. Konduktor uśmiechnął się do mnie i tylko usłyszałam gwizdek. Pociąg zahamował i udało mi się do niego wsiąść. Alleluja!!! Gdy mijałam konduktora podziękowałam mu uśmiechem, a on mi krzyknął: „Wszystkiego dobrego panienko!”. Owszem jeszcze wtedy byłam pamienką i dzięki konduktorowi jeszcze tego samego dnia już nią nie byłam. W sumie gdyby nie uśmiech i jego moc, mogłabym na własny ślub nie zdążyć. Jak by nie patrzył mój uśmiech zatrzymał pociąg …

    Odpowiedz
  • klainiczka 3 października, 2016 at 12:26

    Najpiękniejszy uśmiech wywołał u mnie mój siostrzeniec gdy go po raz pierwszy zobaczyłam. Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia oraz oczywiście w jego uśmiechu.

    Odpowiedz
  • Natalia P 3 października, 2016 at 12:30

    Najpiękniejszy uśmiech? Podejrzewam, że był wtedy, kiedy czułam wewnątrz największe poczucie szczęścia w całym swoim życiu, nigdy się tak nie czułam. Niestety był on poprzedzony smutkiem i rozpaczą, ponieważ po badaniu usłyszałam diagnozę ginekologa, że ciąża jest pozamaciczna i muszę udać się na rutynowe, trzydniowe badania na oddział i prawdopodobnie trzeba będzie ją usunąć. Świat się zawalił, narzeczony słysząc mój płacz zwolnił się z pracy i przyjechał najszybciej jak mógł do mnie, był przy mnie, wspierał przez ten okres… Po trzech dniach badań okazało się… że Anastazja tam jest! Żyje, bije jej serduszko! Uczucie, które mi wtedy towarzyszyło było ni do opisania, przytuliłam lekarza, wybiegłam z gabinetu szczerząc się od ucha do ucha, szłam ulicą i śmiałam się w głos do ludzi, do mijających nas samochodów.. Łzy szczęścia spływały mi po policzkach, czułam, że nie mogę się przestać śmiać, że wszystko jest dobrze, że jest we mnie nowe życie! Szczęście, które mnie wtedy ogarnęło trwa do dziś, czując kopniaki i rozpychanie się mojej małej Towarzyszki, która za dwa miesiące będzie już razem z nami. To cudowne, że niedługo zobaczę powód mojej największej radości w życiu!

    Odpowiedz
  • krojepomidory 3 października, 2016 at 12:47

    Najszczęśliwszym dniem w moim życiu był moment, gdy dowiedziałam się, że nie jestem bezpłodna. Od 16 roku życia chodziłam do lekarzy i ich zmieniałam, każdy przede mną jedynie rozkładał ręce i groził bezpłodnością. Dopiero po udaniu się do prywatnej kliniki z dala od mojego miejsca zamieszkania (po 6! latach) i wykonaniu serii badań dowiedziałam się, że nie jestem bezpłodna a jedynie mam rozregulowane hormony. To był zdecydowanie dzień z najpiękniejszym moim uśmiechem.

    Odpowiedz
  • AAŚKA:) 3 października, 2016 at 12:47

    Najpiekniejszy uśmiech na mojej twarzy ,,wywołał aparat ortodontyczny,, :) .. który nosze jeszcze w dalszym ciagu . To on sprawił że któregoś dnia mogłam sie w końcu szczerze uśmiechnąć :).

    Odpowiedz
  • Karolina 3 października, 2016 at 13:16

    Najpiękniejszy uśmiech był dzień w którym Moj Mąż poprosił mnie o rękę pod Giewontem. Szczęście nie do opiania. Najpiekniejszy i najcudowniejszy uśmiech :)

    Odpowiedz
  • magdalena julka 3 października, 2016 at 13:25

    Mogłabym napisać sporo ale …
    Najpiękniejszy uśmiech pojawia się u mnie codziennie
    Frazes nie … jestem 33 letnią kobietą, która od ponad 10 naprawdę choruje
    Uśmiech pojawia się u mnie nawet przez łzy tak – tak też można lata praktyki
    Najpiękniejszy uśmiech pojawia się u mnie po przebudzeniu bo wiem, że jest ciężko i będzie ale staję na obu kończynach ;) i …tak jeszcze mogę iść ( po swojemu ) jeszcze mogę coś zrobić dla siebie, bliskich dla świata uśmiechnąć się ;) najpiękniej jak potrafię i walczyć nadal o swój uśmiech oby trwał jak najdłużej

    Ciągle walczę o zwykłą szarą codzienność..

    Odpowiedz
  • Michał Kraus 3 października, 2016 at 13:27

    Największy oraz najpiękniejszy uśmiech w życiu mam wtedy kiedy rano umyję zęby

    Odpowiedz
  • Piotr 3 października, 2016 at 13:33

    Musiałem zmienić pracę z fajnej na taką której nie cierpiałem, zaraz potem powódź zalała mój dom, zmarł ojciec a ja już nie wyrabiałem na zakrętach i nerwowo miałem wszystkiego dość. Pewnego ranka budziłem mojego dwu letniego synka do niani a on leżał i pił swoje mleczko gładząc moje ramie – zapytałem czemu to robi? na co usłyszałem oś co daje mi uśmiech i siłę żeby działać od lat a mianowicie „bo cię lubię”

    Odpowiedz
  • Marta 3 października, 2016 at 13:36

    NAJWIĘKSZY uśmiech wywołał u mnie mój chłopak, który pomimo mojego doła i płaczu przyjechał do mnie z kocykiem i powiedział: JAK MASZ MIĘKKIE SERCE TO NIE MIEJ SZKLANEJ D***, DO DZIEŁA DZIEWCZYNO, WEJDZIEMY TAM RAZEM! POWIEDZIAŁAŚ „A” TO POWIEDZ „B”!!! I tak oto weszłam do domu, w którym nikt nie lubi zwierząt z małym pieskiem, którego znalazłam na ruchliwej drodze. Do dziś piesio jest z nami a wszyscy domownicy witają go NAJPIĘKNIEJSZYMI uśmiechami jakie kiedykolwiek widziałam :)

    Odpowiedz
  • Jovi 3 października, 2016 at 13:42

    Moze to infantylne, ale mialam „banana” przez tydzien prawie jak dostalam pocztowke z wakacji od mojego obecnego meza, a owczesnego chlopaka, ktorego ledwo znalam i w dodatku wlocha! Tak, tak, wyszlam za wlocha :)

    Odpowiedz
  • Monika 3 października, 2016 at 14:08

    Najpiękniejszy uśmiech… to ten, gdy 4 kwietnia 2009 roku ujrzałam twarz najbardziej wyczekanego dziecka na świecie. Moja 25 miesięczna ciąża adopcyjna zakończyła się z chwilą ujrzenia słodkiego uśmiechu mojego synka. Po prawie 6 latach kolejny równie piękny uśmiech zagościł na mojej twarzy, gdy zobaczyłam swoją adopcyjną córeczkę. To dwa najpiękniejsze uśmiechy. Wyczekane jak nie wiem co>)

    Odpowiedz
  • Gosia 3 października, 2016 at 14:17

    Od paru lat opiekuję się moim tatą, robię to z przyjemnością choć czasem organizm mój odmawia mi posłuszeństwa. Możliwość opieki i opieka nad rodzicami daje mi jednak dawkę dużej mocy. Uśmiech mojego taty każdego dnia za to, że przy nim jestem wywołuje uśmiech na mojej twarzy i te dwa uśmiechy i załzawione z wdzięczności oczy mówią wszystko, mówią same za siebie. Ja jestem wdzięczna rodzicom za to, że mnie wychowali, a tata jest wdzięczny za to, że może i ma się do kogo uśmiechać.

    Odpowiedz
  • Lauren Rose 3 października, 2016 at 14:23

    Pewnego letniego dnia wraz z całą rodziną pojechaliśmy na piknik do bliskich przyjaciół. Jak zawsze, towarzyszył mi mój roczny piesek rasy beagle. W pewnym momencie spiesznym krokiem powędrowałyśmy z koleżanką do domu po sok, a mój pies, zobaczywszy mnie, pobiegł za nami. Niestety, nie zauważył, że skręciłyśmy za rogiem. Dalszy rozwój sytuacji usłyszałam od taty, który wszystko to widział, a mianowicie – pies przystanął niepewnie, ale za moment zauważył po drugiej stronie ulicy dwie dziewczyny, wiec bez chwili namysłu pobiegł za nimi. Potrącił go samochód, robiąc dziurę w tylnej łapie, a ten, najprawdopodobniej myśląc, że to nasze auto, pobiegł za nim. Rozwiesiliśmy ulotki o zaginięciu psiaka. Dzięki telefonom, które dostawaliśmy, dowiedziałam się, że skacząc na trzech łapkach znalazł się dwa miasta dalej. Po powrocie ze szkoły tydzień później, tkwiąc w najczarniejszym scenariuszu, gdy włożyłam klucz w zamek, usłyszałam znajomy stukot pazurków. To był on, mój pies! Jednak największy uśmiech na mojej twarzy wywołał nie sam powrót, lecz fakt, jak mądre jest to stworzonko. Uczciwy znalazca powiedział, że maleństwo na trzech łapkach i z ostatkiem sił, po swoich własnych śladach zagościło w sklepie z psią karmą :)

    Odpowiedz
  • Magda 3 października, 2016 at 14:31

    Co wywołało u mnie najpiękniejszy uśmiech? Słowa „ŻYJE”-mój ukochany, wypadek drogowy, bardzo ciężki stan, 1 doba decydująca… Minęło już trochę czasu od tego zdarzenia a my jesteśmy nierozłączni<3 i niech tak zostanie. Ironia losu- w tragicznej sytuacji uśmiechać się-ale dla mnie spośród wszystkich moich uśmiechów musiał to być- nie, przepraszam, to na 100% był mój najpiękniejszy uśmiech w życiu <3

    Odpowiedz
  • Uśmiechnięta 3 października, 2016 at 14:48

    Jestem studentką położnictwa. Niedawno w trakcie praktyk asystowałam przy porodzie. Największy uśmiech wywołany był chwilą, gdy po raz pierwszy w życiu odebrałam poród i trzymałam w rękach nowe życie. Niesamowita chwila, której nie zapomnę nigdy. :)

    Odpowiedz
  • krzysztof zaczyk 3 października, 2016 at 14:49

    u mnie to był ten moment jak zauważyłem w lesie nagiego mężczyzne i kobiete i jak mnie zauważyli zaczeli uciekać myślałem że pukne ze śmiechu myślałem ze mi zęby wyskoczą ale na szczęście nie wyskoczyły i znów mam szeroki uśmiech

    Odpowiedz
  • pablo_ck 3 października, 2016 at 14:56

    Najpiękniejszy uśmiech w moim życiu wywołały narodziny żółwia – będąc na wakacjach widziałem jak z pękniętego jaja wykluwa się mały, piękny żółwik. Nazwałem go Zosia, ponieważ był tak śliczny jak dziewczynka :)

    Odpowiedz
  • Ula 3 października, 2016 at 15:28

    Największy a zarazem najpiękniejszy uśmiech w moim życiu był uśmiech tuż po zdjęciu aparatu ortodontycznego. Przez trzy lata zmagałam się z mymi okropnymi zębami. Każdą wizytę u mego ortodonty kończyłam pytaniem ”A kiedy zdejmiemy już aparat ? ” W końcu gdy przyszedł ten dzień zastanawiałam się czy bez aparatu nie będę wyglądała dziwnie w oczach innych ponieważ każdy przyzwyczaił się do mego byłego uśmiechu z aparatem . Po zdjęciu bałam się spojrzeć w lustro ale gdy otworzyłam oczy i zobaczyłam mój piękny w końcu szczery i prawdziwy uśmiech nie mogłam uwierzyć że jest on tak piękny jak z reklamy. Chciałabym zobaczyć siebie jeszcze raz gdy stoję i jestem najpiękniejszą kobietą z największym uśmiechem na świecie :) . Może to banalne ale nigdy tego nie zapomnę :)

    Odpowiedz
  • asia 3 października, 2016 at 15:31

    Nie ukrywam że wiele było takich momentów, kiedy urodziłam córkę, później ślub z najwspanialszym facetem na świeci, narodziny syna, ale chyba największą radość i uśmiech wraz z łzami szczęścia wywołał prezent jaki dostałam od męża. Tego roku na urodziny i w podziękowaniu za dwójkę dzieci i 6 lat małżeństwa maż spełnił moje wielkie marzenie na które nie sądziłam że będzie mnie stać. Mąż wykupił wakacje w Barcelonie! Barcelona marzyła mi się od dziecka, chciałam wypocząć na słonecznej plaże, popływać w ciepłym morzu, zwiedzić plac Rambla, zobaczyć kamienice Gaudiego, wyjechać na górę Monserat oraz Tibidabo, no i oczywiście zwiedzić stadion i muzeum FC Barcelona! Marzenia o których mówiłam na okrągło, czytałam, oglądałam na zdjęciach a tu tego roku mogłam zobaczyć wszystko na własne oczy ! Najpiękniejszy prezent, spełnienie marzeńi całe dwa tygodnie spędzone z rodziną.

    Odpowiedz
  • Sylwia 3 października, 2016 at 16:11

    Hmm, aby wziąć udział w konkursie musiałam trochę poszperać w swojej pamięci, powspominać dobre chwilę.. za oknem, piękna choć zimna jesień a ja z uśmiechniętymi myślami staram się zdecydować, który uśmiech był tym najbardziej wyjątkowym. Dość przyjemne zadanie na wieczór ;) I wybór padł na uśmiech do… lustra. Każda z nas boryka się z kompleksami, mnie powoli zjadały więc postanowiłam z nimi walczyć. I pewnego, wyjątkowo, zwykłego dnia wstałam rano, poszłam do łazienki i nie mogłam się na siebie napatrzeć. Powoli akceptowałam każdą część siebie i nagle bum.. Jestem piękna, zasługuje na wszystko co dobre, wcale nie jestem gorsza od reszty ludzi! Niesamowite uczucie, chociaż całkiem zwyczajne, akceptacja. eraz ten najpiękniejszy uśmiech widać u mnie dość często i chętnie dziele się nim z innymi :)

    Odpowiedz
  • Katarzyna 3 października, 2016 at 16:28

    U mnie uśmiech wywołuje uśmiech drugiego człowieka.

    Odpowiedz
  • madebyam 3 października, 2016 at 16:35

    Z natury jestem bardzo pozytywną osobą i często się śmieje. Niestety natura nie obdarzyła mnie ani śnieżnobiałymi, ani prostymi zębami. Pomimo tego, że zawsze się uśmiechałam czy to do zdjęć czy po prostu z czystej serdeczności czułam dyskomfort. W końcu po kilku latach uzbierałam na wymarzony aparat na zęby. Minął rok, ostatnia wizyta i… wymarzony uśmiech!! Gdybyście mnie widziały jak zobaczyłam się w lusterku!! Banan od ucha do ucha… Całą drogę do domu wracałam z uśmiechem na twarzy tak, żeby wszyscy go podziwiali. Jeśli ktoś nosił aparat zna to uczucie doskonale. Cel został osiągnięty!!

    Odpowiedz
  • Joasia Joasia 3 października, 2016 at 16:39

    Mój największy i najpiękniejszy uśmiech podarowałam pewnego dnia mojemu mężowi ,który wrócił bezpiecznie do kraju. Po wielu miesiącach rozłąki i traumatycznych przeżyciach mojej połówki, dzień jego przyjazdu był kosmicznym i największym szczęściem w życiu dla mnie i dla synka. Ten uśmiech zaraził owego dnia wielu ludzi na lotnisku i był on najwspanialszym i najukochańszym prezentem dla mojego ukochanego.

    Odpowiedz
  • Gutek 3 października, 2016 at 16:57

    Największy i najpiękniejszy uśmiech wywołało u mnie każda kolejna rocznica zachowania trzeżwości. Kiedyś nadużywałem alkoholu. Od trzech lat zachowuję trzeźwość. 30 sierpnia to dla mnie szczególny dzień. I każdy jest jeszcze piękniejszy.

    Odpowiedz
  • kynga 3 października, 2016 at 17:38

    wciąż szeroki uśmiech u mnie, wywołuje wspomnienie jego oświadczyn, a właściwie tego, że ze szczęścia chciałam tańczyć na skałach nad brzegiem oceanu. Kilka sekund później spadłam z tych skał i tylko cud, że żyję i mam wszystkie zęby. Szczerbatej by pewnie nie chciał :)
    Za każdym razem gdy to wspominam sprawdzam czy mam wszystkie zęby. uff mam.

    Odpowiedz
  • esPe 3 października, 2016 at 17:58

    Największy i najpiękniejszy uśmiech wywołała u mnie wiadomość mojego męża o tym, że jestem w ciąży, bo to od odczytał moje wyniki badań w internecie :)

    Odpowiedz
  • PozytywnaAgutka 3 października, 2016 at 18:44

    U mnie ten przysłowiowy banan na buzi pojawia się kiedy widzę obcych ludzi uśmiechających się do mnie bez powodu, niosących bezinteresowną pomoc – po prostu życzliwych i szczęśliwych. W dzisiejszym świecie, gdzie zanikają pewne wartości tak trudno o to by chociażby przepuścić kogoś w kolejce, ustąpić miejsca, poświęcić kilka minut – pomóc. Dlatego gdy widzę, że są jeszcze tacy ludzie, uśmiecham się szeroko, a jeszcze szerzej kiedy ktoś ten uśmiech odwzajemnia. Uśmiech nic nie kosztuje, a potrafi tak wiele zmienić. :) :) :)

    Odpowiedz
  • Beacia1978 3 października, 2016 at 18:51

    Wiele chwil wywołało u mnie ogromy uśmiech. Oczywiście wspaniałe sytuacje z życia są tymi najważniejszymi, ale te proste codzienne uśmiechy na myśl o zbliżającym się weekendzie, spotkaniu z przyjaciółkami czy kolacji z mężem tak naprawdę budują nasze szczęście. Bo jego miarą nie jest szerokość uśmiechu, ale ich ilość w ciągu dnia. Ale myślę, że ogromny i do tego zdrowszy uśmiech wywołałaby u mnie możliwość przetestowania tej wspaniałej szczoteczki wygranej w konkursie!

    Odpowiedz
  • Joasia 3 października, 2016 at 19:05

    Największy i najpiękniejszy uśmiech wywołał na twarzy mój lekarz ! Było to dwa lata temu jak przekazał mi wyniki mojej biopsji :-D do chwili obecnej cieszę się z najmniejszych szczegółów.

    Odpowiedz
  • Annette_21 3 października, 2016 at 19:10

    Dla mnie dawanie prezentów to zwyczaj, który pozwala nam pokazać, że zależy nam na danej osobie i jej dobrym samopoczuciu. Obdarowuje ludzi częściej niż kiedyś. Sprawia mi to dużo więcej radości niż kupowanie czegoś dla siebie, czy nawet otrzymywanie prezentów. Głównym celem w podarowaniu komuś czegoś była chęć wywołania uśmiechu, poprawy nastroju- na chwilę lub na dłużej, czasami pomocy tej osobie. Może dzieje się tak dlatego, że przede wszystkim obdarowuje osoby, które dobrze znam albo takie, które naprawdę pragnę obdarować lub tych, co lubię! Moje prezenty cieszyły innych dlatego, że prezent to nie tylko rzeczy całkiem nowe i nie tylko rzeczy materialne. Pomysł na prezent, który ma być spersonalizowany- jest chyba najbardziej pożądanym rodzajem podarunku. Ofiarując komuś coś, czego ten naprawdę pragnie, podkreślamy jak bardzo zależy nam na tej osobie, okazujemy zainteresowanie jej słowami, pragnieniami oraz wyrażamy, że jest to dla nas ważne! Moim zdaniem większą wartość mają te indywidualne. Największy, a zarazem najpiękniejszy uśmiech w życiu wywołuje u mnie chęć dzielenia się, obdarowywania drugiego człowieka spersonalizowanym prezentem, którym możemy wpływać na postrzeganie przez rodzinę, przyjaciół, znajomych subiektywnej wartości upominku. Uważam, że każdy z nas, otrzymując prezent, chce poczuć się kimś wyjątkowym! :)

    Odpowiedz
  • aneta 3 października, 2016 at 19:19

    …to było w czerwcu. Od rana pięknie świeciło słońce, więc postanowiłam wziąć się za generalne porządki. W powietrzu czuć było świeżość, ale brakowało zapachu kwiatów, więc pobiegłam na targ do ogrodnika. Kupiłam przepiękne piwonie. Słuchając porad fachowca podcięłam końcówki łodyg na desce do krojenia i wstawiłam kwiaty do wazonu. wyglądały cudnie. Nie tracąc czasu wróciłam do sprzątania sypialni. W tym czasie wrócił mój mąż i nakrył stół do obiadu… po chwili stanął w drzwiach pokoju z kwaśną miną twierdząc, że „dziwny ma smak ta seler naciowa, jakaś taka bardzo twarda i gorzka…” szybko zorientowałam się, że własnie zjadł łodygi kwiatów, których nie wyrzuciłam do śmietnika:-) jak tylko wrócę pamięcią do tego zdarzenia od razu chce mi się śmiać… ach Ci mężczyźni…

    Odpowiedz
  • Monia 3 października, 2016 at 19:23

    Moj usmiech wywolal.na twarzy 1 usmiech mojego dziecka I slowo mama :-)

    Odpowiedz
  • Karina 3 października, 2016 at 19:35

    Najpiekniejszy uśmiech wywolalo u mnie kiedy na swiat przyszla moja coreczka :) Ta szczoteczka przydalaby sie w przekonaniu jej jak fane jest mycie zebow i jak bardzo pozyteczne :) bo teraz jak to ona mowi : ją to nie rusza… :)

    Odpowiedz
  • Jędruch pisze 3 października, 2016 at 19:41

    Mam żółte zęby, cała moja rodzina ma żółte zęby. Wszystkie moje związki, kończyły się przez żółte zęby i chociaż nie mam ani jednego ubytku, to żółte zęby sukcesywnie odpychają ode mnie co raz więcej ludzi. Moim problemem jest to,że nawet przy najmniejszym uśmiechu, usta układają się w wielką dziurę obwieszczającą światu żółć moich zębów.Stosowałem już wszystkie środki polecane przez dentystów, znajomych i życzliwych ludzi, a nawet ekspertów z reklam past do zębów. Moje zęby, choć pięknie od linijki spowite, okraszone są cholernie żółtym kolorem. W szkole średniej, siedząc w pierwszej ławce, nauczycielka poprosiła mnie, żebym się tak nie szczerzył, bo wyglądam jakbym się napił żółtej farby. Pofatygowałem się z tą sprawą do dyrektora, który miał kilka zębów, ale wszystkie żółte jak moje- nauczycielka dostała srogą reprymendę. Od tamtej pory, kiedy ktoś opowiada kawał, trzymam rękę w pogotowiu, w bliskim sąsiedztwie ust,żeby stworzyć parawan, gdyby spod ust wydostał się jakiś żółty blask. Zapuściłem długiego wąsa, by te cholernie żółte zęby, miały naturalną osłonę. Nie jestem specjalnie przystojny, a raczej na pewno nie i jeszcze ten wąs…Jakiś czas temu specjalnie podstawiłem się kilku wiejskim mięśniakom, licząc,że zrobię sobie protezę, ale skubańcy bili po nosie. Nie dość,że mam żółte zęby, obleśnego wąsa, to jeszcze nos spuchnięty i krzywy dożywotnio.Prawdopodobnie pierwszy raz uśmiechnę się kiedy umyję zęby szczoteczką z konkursu.

    Odpowiedz
  • Anita 3 października, 2016 at 20:10

    nie mam problemu z uśmiechaniem się , robię to codziennie z racji wykonywania takiej a nie innej pracy ale tez wiem ze je śli ja się uśmiecham to ta druga strona czyli moj rozmówca rownież zmienia podejście do rozmowy
    Ktoś mi kiedyś powiedział ze mam ładny uśmiech , czy ja wiem ale wiem na pewno ze ten jeden wyjątkowy uśmiech miałam kiedy dowiedziałam sie ze zostanę mamą i to bedzie córeczka :)

    Odpowiedz
  • Agata 3 października, 2016 at 20:29

    Mój najpiękniejszy uśmiech to ten, kiedy ortodontka podała mi lusterko i zobaczyłam moje zęby po zdjęciu aparatu. Zęby były moim największym kompleksem przez niemal 20 lat. Były krzywe, rosły niemal w dwóch rzędach i wstydziłam się uśmiechać. Zupełnie też o nie nie dbałam – w trudno dostępnych przez zachodzenie na siebie miejscach zbierał się kamień, gryzłam wszystko, a trudne do odkręcenia rzeczy otwierałam zębami. Bardzo przez to ucierpiało moje szkliwo. Kiedy udało mi się zebrać pieniądze na aparat, przemóc strach przed wyrwaniem wszystkich ósemek, podjąć prawie 3-letnie, często bolesne leczenie, przemóc wstyd przed kilkoma miesiącami seplenienia przez dodatkową płytkę, zmieniłam podejście do moich zębów. Teraz są proste, ładne, dbam o to, żeby je prawidłowo myć, często odwiedzam dentystę, usuwam kamień, nie mam dziur. Wiem, że to najlepsza wizytówka, która potrafi poprawić lub zepsuć wygląd całej twarzy. Z „nowymi zębami” częściej się uśmiecham i jestem bardzo dumna z mojej decyzji. Sporo mnie to kosztowało – pieniędzy i samozaparcia – ale teraz wiem, jak ważne są zęby i jak potrafią zmienić całe podejście do życia. Bo naukowo udowodniono, że im więcej się uśmiechamy, nawet jeśli na początku to wymuszony, sztuczny uśmiech, tym radośniej się czujemy.

    Odpowiedz
  • Mateusz 3 października, 2016 at 20:44

    Największy uśmiech uśmiech wywołało u mnie jedno słowo wypowiedziane przez pewną Panią, mianowicie „TAK”. Teraz owa Pani, jest moją narzeczoną. A już niedługo żoną :) Pozdrawiam, Mateusz.

    Odpowiedz
  • Damian 3 października, 2016 at 20:49

    Gdy auto wróciło od lakiernika …… :D

    Odpowiedz
  • MagdalenaF 3 października, 2016 at 21:21

    „Kochanie,Jesteś dla mnie najważniejsza i tylko ty się liczysz”- Słowa wypowiedziane przez najukochańszego chłopaka na świecie.
    Życzę wszystkim, abyście znaleźli swoją drugą połówkę. Uśmiech za każdym razem gwarantowany, obiecuję!

    Odpowiedz
  • Kaśka 3 października, 2016 at 21:30

    Pomogłam mojej babci odnaleźć siostrę, która wyjechała do USA. Babcia nie miała kontaktu z nią 30 lat, aż tego dnia odnalazły siebie i . Był płacz, śmiech, smutek, radość. Wtedy właśnie na mojej twarzy pojawił się największy uśmiech…

    Odpowiedz
  • ilovelean 3 października, 2016 at 21:31

    Największy uśmiech jaki ostatnio zapamiętałam miałam w momencie pobicia własnego rekordu na siłowni gdy podniosłam 70kg w martwym ciągu. Może to brzmi dziwnie ale na początku roku problemem było dla mnie podnieść samą sztangę 20 kg i dużo pracy i wysiłku kosztowało mnie dojście do takiego poziomu.

    Odpowiedz
  • Karola 3 października, 2016 at 21:44

    Najpiękniejszy i Największy uśmiech w moim życiu wywołuje mój młodszy o 19 lat brat. Obecnie ma rok i osiem miesięcy, mówi jeszcze tylko po swojemu. Nie mieszkamy już razem, dlatego też nie widujemy się zbyt często.
    Od urodzenia aż po dziś dzień wywołuje na mojej twarzy najszczerszy i największy uśmiech za każdym razem, jak się bawimy, „rozmawiamy”, tańczymy.. za każdym razem jak na niego patrzę i strasznie go kocham!

    Odpowiedz
  • Joanka 3 października, 2016 at 21:44

    Dialog z życia wzięty, który sprawił, że uśmiałam się do łez:
    Ja do mojego 2,5 roczniaka: „Synu, musimy chyba posprzątać kuchnię, spójrz jaki bałagan”
    Syn zmarszczył brwi, rozejrzał się: „noooo, ale syf!!!!”
    Kurtyna i banan od ucha do ucha :D

    Odpowiedz
  • Ewelina 3 października, 2016 at 22:53

    Co wywołało najpiękniejszy uśmiech w moim życiu? Były to moje 20 urodziny 26 października 2014 roku. Z moim lubym byliśmy w związku już ponad rok. Postanowiliśmy spędzić ten wieczór we dwoje w starym domku po jego dziadku w niewielkiej wsi. Siedzieliśmy przy kolacji, kiedy on wręczył mi czerwoną kopertę w listem w środku. Mój M tak pięknie splatał słowa w zdania, przedstawił na niewielkim kawałku papieru cała naszą przygodę, od nocy Sylwestrowej, pierwsze słowa „Kocham”, pierwsze wspólne noce, spacery, pocałunki… To wszystko działo się jeszcze raz w mojej głowie. To właśnie wtedy łzy szczęścia wypełniły moje oczy , a uśmiech poszerzył się o parę centymetrów. Pomimo wzlotów czy upadków, ja wciąż uwielbiam sięgać po tę czerwoną kopertkę ze skrawkiem papieru, która sprawia, że przenoszę się znów do tych cudownych i niezapomnianych początków. Mam nadzieję, że nasza cudowna przygoda się nie zakończy. Bo jak nie my to kto? :)

    Odpowiedz
  • Milena 3 października, 2016 at 22:55

    Trzy lata temu poznałam moją obecną dziewczynę. Była wtedy niepełnoletnia (teraz ma 18 lat, a ja 24 :) ). Spotykałyśmy się jako koleżanki, później przyjaciółki i wszystko przerodziło się w miłość. Była okropnie skryta, bardzo smutna, jedyny uśmiech pojawiał się na jej twarzy, gdy spędzałyśmy czas same, gdy obserwowałam ją wśród znajomych, była okropnie przygnębiona. Starałam się dowiedzieć, co jest tego powodem, dowiedziałam się po dłuższym czasie. Ukrywała straszną prawdę. Rodzice zostawili ją, gdy tylko się urodziła. Mieli po 16 lat. A ją wychowywała prababcia, która miała stare metody wychowania. Biła ją, poniżała, wyzywała. Tragedia. Nikt nie widział, nikt nic nie słyszał. Zawsze chodziła czysta, nigdy nie miała siniaków, to tylko na zewnątrz, to co działo się w domu było tematem tabu. W szkole nikt nic nie słyszał. Dlatego zdecydowałam się interweniować. Najpierw były kłótnie, gdy prababcia dowiedziała się o tym, że ja wiem o każdym jej „wybryku”. Zakazała nam się spotykać. Nie wiedziała o tym, że się kochamy, że to nie tylko koleżeństwo. Było nam ciężko, spotykałyśmy się po kryjomu, ale ograniczałyśmy spotkania do minimum, żeby uniknąć kłótni, bicia i wyzwisk. Nikt powiadamiany nie reagował. Wreszcie nadszedł czas, że nie wytrzymałyśmy obie, najpierw chciałyśmy targnąć się na własne życie, ale w ostatniej chwili obie doszłyśmy do wniosku, że lepsza byłaby ucieczka, pomogłam jej uciec z domu, przez okno. ponad 2 metry nad ziemią. Zabrałam jej rzeczy do auta i wywiozłam z miasta, do jej matki. Miesiąc wytrzymała, większa krzywda jej się tam działa niż u prababci. Uciekła z powrotem, tym razem do domu dziecka. Mnie oskarżono o porwanie i mimo tłumaczeń, prokurator wniósł zakaz spotykania się i zbliżania do niej na nie bliżej jak 5 metrów. Odbyły się 4 rozprawy, wreszcie wszystko potoczyło się po naszej myśli, gdy po ostatniej rozprawie, uniewinniającej mnie, mogłyśmy się przytulić, na naszych twarzach zagościł prawdziwy, najszczerszy uśmiech, łzy w oczach i ta radość. Nie do opisania. Teraz nadal jesteśmy razem i planujemy ślub za granicą. Czasami warto walczyć o szczęście. Teraz uśmiecham się codziennie, nie warto tracić czasu na smutki, uśmiech potrafi wiele zdziałać, nawet dzięki niemu możemy się zakochać :)

    Odpowiedz
  • oinoic 3 października, 2016 at 23:04

    Jestem młodą mamą i wszelkiego rodzaju porady były przeze mnie wchłaniane jak powietrze przez płuca. Znajomi, internet, książki. Okazało sie jednak, ze po urodzeniu pojawiło się kilka problemów, których rozwiązania były różne w róznych źródłach, ale żadne nie poradziło sobie z problemem. Dlatego też postanowiliśmy razem z mężem odwiedzić poradnię laktacyjną. Profesjonalna obsługa, ciepło Pań, które sprawdzały poprawność karmienia oraz ich fachowe porady naprawdę skutkowały i były niezastąpione. Najpiękniejszą rzecz, która wywołała najszczerszy uśmiech na mojej twarzy, a jaką usłyszałam od Pań z poradni laktacyjnej to zdanie, którego nie zapomnę do końca życia:
    „Jak pięknie pachnie Państwa noworodek”.
    Byłam zaskoczona, bo nie zwróciłam na to uwagi, chyba byłam zbyt zmęczona cesarskim cięciem i całą otoczką porodu. Karmiłam malutką tylko piersią i myślałam, że każdy dzidziuś tak pachnie. Dopiero po tej wizycie zaczęłam łapać w swoje nozdrza zapach mojej córeczki i łapie go do dzisiaj, aby zapamiętać go do końca swego życia, bo jest czymś, czego nie da sie zamknąć w słoiczku. Jest niepowtarzalny i wiem, że za rok czy dwa, kiedy wprowadzimy do diety inne pokarmy zacznie zanikać. Życzę wszystkim mamom, żeby zwróciły na to uwagę, gdyż jest to niezapomniana i niezastąpiona woń, która już nigdy się nie powtórzy, gdyż tak jak każdy z nas jest niepowtarzalny tak i każdy z nas ma wyjątkowy, indywidualny zapach – zapach narodzonego życia.

    Odpowiedz
  • Karolina Panda 3 października, 2016 at 23:18

    Największy i zarazem najpiękniejszy uśmiech w moim życiu wywołał 'prezent’ z okazji Dnia Kobiet. Będąc w ciąży nie wiedziałam czyją mamą zostanę. Na Dzień Kobiet okazało się, że na świat przyjdzie córka. Anatola, nasza kochana mała Tosia… Przyszła i poszła… tak szybko, tak bez pożegnania, tak nagle, tak smutno. Jednak od zawsze pragnęłam córki i choć szybko Los mi ją zabrał to i tak uśmiech na twarzy w tym Dniu Kobiet i w dniu ujrzenia córeczki był najpiękniejszy i największy jaki kiedykolwiek w życiu miałam. Jej odejście było strasznym przeżyciem, ale nie przyćmiło tego uśmiechu, który wtedy się pojawił – bo według mnie ja nie tylko byłam ale nadal jestem mamą mojej córeńki… córeńki, która może i nie żyje już z nami ale żyje w innym świecie i niezależnie od wszystkiego to ja jestem, byłam i będę jej mamą. Nie miałam córki, ja mam córkę. Mieszka gdzie indziej, ale jest.
    ~ http://bylasobiepanda.blogspot.com/

    Odpowiedz
  • Katarzyna1984 3 października, 2016 at 23:21

    Historia mojego uśmiechu zaprowadziła mnie przed …ołtarz, a tak się składa, że to właśnie tego dnia mój uśmiech grał rolę pierwszoplanową! Poznałam go w drodze z uczelnianej biblioteki. Późna jesień…Było zimno i padał deszcz – jeden z takich depresyjnych, jesiennych wtorków. Szłam jak zawsze w swoich żółtych kaloszach i z różową parasolką, podśpiewując pod nosem z radości, że wreszcie udało mi się skończyć projekt na jutrzejsze zaliczenie. Z naprzeciwka biegł on. Robił to tak szybko, jakby właśnie brał udział w zawodach na czas albo gonił uciekający i jedyny tramwaj. Nagle…tuż przed moimi kaloszami wywinął na śliskim liściu takiego orła, że nie wiedziałam, czy żyję. Nachyliłam się nieśmiało i próbując opanować śmiech, zapytałam „Czy nic się Panu nie stało”? On tylko wstał, otrzepał się z liści i próbując chyba wybrnąć z sytuacji odpowiedział „Widzisz, Twój rozbrajający uśmiech powalił mnie na łopatki”. I tak się zaczęła nasza znajomość – od mojego uśmiechu, który towarzyszył mi w jednym z najpiękniejszych wydarzeń w moim życiu- podczas naszego ślubu! Wspomnienie tego dnia do dziś wywołuje szeroki uśmiech zadowolenia i rozmarzenia, a gdy spojrzę na zdjęcia, dokumentujące ten dzień – są kolejne powody do radości. Mój uśmiech tego dnia był uśmiechem kobiety szczęśliwej, spełnionej i co najważniejsze – kochanej!. Promieniałam radością i szczęściem, a mój uśmiech – zdrowiem, co było oczywiście zasługą moich wcześniejszych działań, ukrytych pod kryptonimem „piękny uśmiech”. Tego dnia wszystko było takie idealne!. Moja biała, wymarzona biała suknia, łososiowe dodatki i delikatna, romantyczna fryzura i idealny on u boku. Czułam się piękna, kochana i ważna, całkiem tak jakbym nagle stała się postacią pierwszoplanową w filmie wyreżyserowanym przez życie, a wszystkie światła kamer były zwrócone w moją stronę. Wtedy chyba po raz pierwszy w życiu poczułam bezgraniczne szczęście, a mój uśmiech pomógł mi obwieszczać wszystkim wokół, że to zdecydowanie jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu. Patrząc na zdjęcia z tego dnia i nieschodzący z mojej twarzy uśmiech śmiało mogę stwierdzić, że to on zastąpił pracę kosmetyczki, bo stworzył na mojej twarzy trwały i podkreślający moje atuty makijaż. To dzięki niemu moje oczy promieniały, na twarzy malował się rumieniec ekscytacji, a ja cała promieniałam! To także on, a nie kwiaty, delikatny welon i szpilki, był tego dnia moim najpiękniejszym dodatkiem do sukienki. To on sprawił, że w ten pamiętny dzień, Sylwester 2012/2013 byłam pełną radości i blasku panną młodą. Tak, ten należał zdecydowanie do mnie i mojego pięknego uśmiechu, który, jakby nie było, kiedyś otworzył serce mojego męża!

    Odpowiedz
  • Kamil 4 października, 2016 at 01:00

    Prawdopodobnie największy uśmiech w moim życiu wywołała ostatnia sytuacja w moim życiu która ostatnio miała miejsce. Po prawie 5 latach związku z dziewczyną (piękną i inteligentną, o dobrym sercu co tez ważne ) po wielu rozczarowaniach kłótniach rozstaniach obietnicach zmianach kompromisach itp. gdy już czułem że to sie rozpada na prawdę.. to zrozumiałem że warto walczyć na 110% i dać z siebie 110% nie raz na jakiś czas, ale kazdego dnia starac sie o lepsze zycie,wspolne zycie i piszę to a obok zasnęła moja ukochana a w listopadzie mamy 5 rocznice . Ale wracając do tematu, szczery pełen uśmiech na mojej wtarzy wywołał filmik ktory oglądałem z moją dziewczyną ostatnio, który przedstawiał małego buldoga francuskiego który nie potrafi wskoczyć na kanapę ;D Pozdrawiam Wszystkich :)

    Odpowiedz
  • Damian M. 4 października, 2016 at 07:12

    Najszczerszy uśmiech… Kiedy mój 3-letni syn powiedział do mnie, jakiś miesiąc temu, „Tato, gdy dorosnę, chcę być taki jak Ty i też będę miał fajną żonę” Po prostu bezcenne! Z jednej strony niesamowite szczęście i uśmiech radości, a z drugiej… jak 3-latek może wymyślić coś takiego :)

    Odpowiedz
  • justyna 4 października, 2016 at 08:04

    Są takie rzeczy do których po prostu trzeba dojrzeć. Dla jednych to będzie picie kawy, dla innych regularne wyjścia do teatru, a dla mnie narodziny córeczki. To uczucie gdy mogłam ją pierwszy raz przytulić… świat przestał istnieć, czas się zatrzymał, ból odszedł w niepamięć. Patrzyłam na nią, płakałam ze szczęścia i nie mogłam wzroku oderwać. Przecież to cud! To moje dziecko – cząstka mnie, wynik naszej szalonej miłości ;-) Różowe policzki, maluśkie paluszki i te przepełnione miłością i bezbronnością oczka….Pierwszy raz widziałam męża tak dumnego z siebie i rozczulonego. Nie ma większego szczęścia niż danie życia ;-)

    Odpowiedz
  • MALWA 4 października, 2016 at 08:06

    Największy/najpiękniejszy uśmiech w życiu wywołało hasło: / EGZAMIN ZDANY /

    Odpowiedz
  • Gajesia 4 października, 2016 at 08:13

    Kiedy dziecko mówi, MAMO NIE LUBIE Twojej Pani Kierownik :) Codziennie :)

    Odpowiedz
  • Lisa 4 października, 2016 at 08:37

    Chciałabym, żeby życie każdego z Nas było zbiorem najpiękniejszych uśmiechów. Każdego, bez wyjątków. Chciałabym, żeby najpiękniejszym uśmiechem był ten, który dostajemy od nieznajomego przechodnia i takim samym możemy się odwdzięczyć. Aby napiękniejszym usmiechem był ten, kiedy dostaniemy pierwszą szóstkę w szkole, albo wygramy konkurs recytatorski. Aby najpiękniejszym uśmiechem był ten, kiedy wyjeżdżamy w góry, albo trzymamy pierwszą miłość za rękę na przerwie. Aby najpiękniejszym uśmiechem był ten zmęczony – kiedy matka po raz pierwszy widzi swoje dziecko po długim porodzie, a potem ma najpiekniejszy uśmiech kiedy idzie do przedszkola, do szkoły i kiedy może patrzeć na Jego najpiekniejsze usmiechy. Tak rzadko opowiadamy o uśmiechu! Tak rzadko opowiadamy o pięknych chwilach… a usmiech jest zawsze najpiękniejszy kiedy jest szczery, Więc staram się budować moje życie z tych najpiekniejszych usmiechów. Życzę Wam tego samego!

    Odpowiedz
  • Monisss 4 października, 2016 at 09:04

    Wiele było pięknych chwil w moim życiu, kiedy to uśmiech sam rysował się na mojej twarzy. Najpiękniejszym jednak momentem był mój ślub, kiedy to stanęłam przed moim ukochanym mężczyzną na ślubnym kobiercu, i spojrzałam mu głęboko w oczy. Wtedy zrozumiałam, że w moim życiu liczy się tylko on, my i nic więcej! On jest sensem mojego życia, z nim spędzę już wszystkie moje dni. Nigdy nie będę samotna i zawsze będę miała ukochaną osobę przy swoim boku. Kiedy to do mnie dotarło – moja dusza rozradowała się a ciało od razu znalazło ujście dla tej niesamowitej radości – szczery, piękny uśmiech! Mój ówczesny jeszcze narzeczony jak tylko spostrzegł moje rozradowane lico od razu się wzruszył i wyszeptał „Kocham Cię piękna”. Moje oczy również zwilżyły się od piękna tej magicznej chwili! Dziś jesteśmy 4 lata po ślubie a każdy dzień kiedy widzę ukochanego męża przy boku, rozpoczynam uśmiechem. Życzę każdemu aby znalazł swoją drugą połówkę – powód do uśmiechania się przez całe życie!

    Odpowiedz
  • Martaz 4 października, 2016 at 09:16

    Lata starań, badań, wędrówek po lekarzach…Zastrzyki, hormony, suplementy i leki w cenach trzycyfrowych…”Wszystko jest z Panią w porządku, ale nie umiemy pomóc…” – mówił ginekolog, rozkładając ręce. A ja oczami wyobraźni tuliłam do piersi małego, różowego bobasa, który odpowiadał mi bezzębnym uśmiechem i oplatał moją szyję miękkimi rączkami…Nie było miesiąca, żebym nie płakała, widząc, że znowu nic z tego, znowu natura zdecydowała inaczej…Mój maż również stał się bardziej zdystansowany, schował w swojej męskiej skorupie i po pewnym czasie zaczął odwracać głowę, widząc na spacerze matkę, pchającą wózek i radośnie szczebioczącą do swojego największego skarbu. Ona skarb miała…I gdy już straciliśmy nadzieję, gdy już pogodziłam się z myślą, że nie jest mi dane poznanie smaku macierzyństwa i powinnam przygarnąć psa ze schronu – wtedy nadszedł TEN dzień. Kwietniowy poranek, poranne siusiu i dwie kreski. Blade jak ja po zjedzeniu brukselki, ale były tam! Patrzyły się na mnie swoimi różowymi ślepiami, a ja patrzyłam na nie. Euforia, niedowierzanie, trochę niepokoju, lecz przede wszystkim WIELKI UŚMIECH. Uśmiech, który nie opuszcza mnie od tamtego dnia i który staje się jeszcze większy, gdy patrzę na swojego wspaniałego, zdrowego 5-latka…
    PS. A psa i tak przygarnęliśmy:)

    Odpowiedz
  • Karolina.k 4 października, 2016 at 09:37

    Największy uśmiech? Zdecydowanie tegoroczny, wakacyjny :-) wybraliśmy się z narzeczonym w nasze piękne polskie Tatry. Pierwsza wyprawa w góry, zero doświadczenia, deszcz, mgła i ja :-D wybraliśmy niby łatwą trasę ale kiedy dotarliśmy na szczyt byłam w siódmym niebie. Ale było ciężko! Walka sama ze sobą na maksa mnie wykończyła. Widoki, które zobaczyłam zrekompensowały mi cały wysiłek! Było niebiańsko! :-) Banan nie schodził mi z twarzy do końca dnia :-) to uczucie wolności jest wręcz onieśmielające!

    Odpowiedz
  • Kama 4 października, 2016 at 09:52

    Najpiękniejszy uśmiech w życiu wywołały u mnie cztery lata temu narodziny mojej siostrzyczki oraz pokonanie przez mamę raka . Mama chorowała i z dnia na dzień traciła nadzieję na lepsze życie. Wszystko w mgnieniu oka rozsypało się jak domek z kart. Wszyscy byliśmy przy mamie. Miała w swojej rodzinie pełne wsparcie. Zawsze marzyła o tym, aby dać mi rodzeństwo. Niestety w tej sytuacji było to nie możliwe. Mama postanowiła jednak, że nie da się chorobie i z dania na dzień będzie coraz silniejsza. Nie mogłam wyjść z podziwu jaką mam odważną mamę. Rak został pokonany, a dzisiaj siedzę z moją cudowną siostrzyczką przy kolorowance. Życie jest piękne!

    Odpowiedz
  • Magdalena 4 października, 2016 at 10:00

    Pamiętam ten dzień jakby to było wczoraj, a minął już prawie rok. Długo wyczekiwany przeze mnie moment zdjęcia aparatu ortodontycznego. Przez całe życie nie uśmiechałam się w taki sposób, że pokazywałam przy tym swoje zęby, wręcz przeciwnie na każdym kroku kontrolowałam swój uśmiech, aby nikt nie mógł dostrzec moich brzydkich, krzywych zębów. Po zdjęciu aparatu spontanicznie uśmiechnęłam się- szczerząc białe, lśniące a przede wszystkim proste zęby. Niewątpliwie to był mój największy, najpiękniejszy, ale również dla mnie pierwszy, prawdziwy uśmiech w życiu. Od tego czasu towarzyszy mi on na każdym kroku, jestem pełna radości i łatwo nawiązuję kontakty z innymi ludźmi. Uśmiechu z tamtego dnia nie zapomnę do końca życia.

    Odpowiedz
  • sunny85 4 października, 2016 at 11:59

    Wraz z mężem i moimi rodzicami wybraliśmy się na wakacje do Zakopanego. Jednego dnia wybraliśmy się na wycieczkę na Dolinę Kościeliska. Wraz z mężem zobaczyliśmy, że można zwiedzić tam Mroźną jaskinię- 30 min dojścia czarnym szlakiem. Mama miała jednak pewne wątpliwości i spytała czy ze swoją średnią kondycją da radę tam wejść. Na to mój mąż nagle z powagą w głosie rzekł: Mamo, na pewno mama da radę- tam kobiety z wózkami wchodzą” No i poszliśmy….. Jak już byliśmy pod jaskinią to myślałam, że moja mama udusi męża gołymi rekami :) Cała zlana potem, wymęczona- ale jak to moja mama nie chciała pokazać, że nie daje rady skoro tam kobiety z wózkami wchodzą:D Stwierdziła tylko, że jeśli mój mąż chce ją wykończyć to następnym razem ma wybrać inną strategię :) Po dziś dzień ta historia wywołuje na mojej twarzy szeroki uśmiech.

    Odpowiedz
  • PIotr Aleksander 4 października, 2016 at 12:03

    Najpiękniejszy uśmiech pojawił się u mnie gdy mój mały chrześniak po moim powrocie z dalekiej podroży podbiegł do mnie radośnie krzycząc : „Wujek,wujek,wujek” i się po prostu przytulił, widziałem czystą i szczerą radość w jego oczach. To mnie rozbroiło i absolutnie zamurowało nie wiedziałem co wtedy zrobić uścisnąłem go mocno i uśmiechnąłem się (mało co się nie popłakałem).
    Wtedy zrozumiałem że on za mną tęsknił i mam po co wracać do Polski.

    Odpowiedz
  • Marysia 4 października, 2016 at 12:06

    Największy uśmiech w moim życiu, który mnoży się każdego dnia to prezent na 18. urodziny. Dostałam od całej rodziny swoją pierwszą lustrzankę. Fotografia jest moją największą pasją w życiu i do 18 roku życia wszystkie „piękne” sesje robiłam cyfrówką. Dziś mogę się spełniać z większymi możliwościami, codzienne sesje dają mi wiele radości, dlatego uśmiech ten jest na co dzień.

    Odpowiedz
  • Dominika 4 października, 2016 at 12:26

    Milość mojego życia… Jestem szalenie zakochana od roku – niegdy wczesniej sie tak nie czulam. Lekko, naturalnie, tak ciepło… Dzielił na dystans wielu kilometrów. Ja – rodowita mieszkanka Polski, On – mieszkający za granicą od kilku lat. Zawsze kiedy się widzielismy czas płynal tak blogo, i tak szybko niestety… To takie przerażajace uczucie – zabojcza mieszanka ekscytacji polaczonej z tesknata, ktora wiesz ze nadjedzie za kilka dni – kiedy tylko on wyjedzie… A jedynym lekarstwem jest kolejna podoroz, zeby sie spotkac na te kilka dni… Czas nabiera nowego wymiaru.

    Niespodziewanie, po kilku miesiacach on powiedzial – 'wiem, ze nie powinienem tego mowic, ale chyba lepiej zebys byla swiadoma… Zamierzam Cie niedlugo porwac do siebie. Nie moge tak dluzej zyc…’

    I tak tez zrobil – najpiekniejsza chwila w moim zyciu ozdobiona szczerym, najwiekszym usmiechem, ktory trwa do tej pory… :D

    Odpowiedz
  • Monika Brendel 4 października, 2016 at 12:37

    Za każdym sukcesem stoi piękny, szczery uśmiech. Staje się on najcenniejszą nagrodą, wybuchem emocji, wrażeń oraz spełnieniem tych prawdziwych, najskrytszych marzeń. Dzięki niemu sięgamy gwiazd, przeganiamy szare chmury, odnajdujemy sens dzielenia się szczęściem z innymi. To bardzo motywujący odruch – często wzruszający i najpiękniejszy zarazem – jaki jesteśmy w stanie z siebie wydobyć.
    Dla każdego wyjątkowy moment/chwila potrafi stanąć w miejscu. Zaręczyny, narodziny dziecka, nowa praca czy po prostu – pamięć bliskich nam osób. Czujemy wtedy, że to jest nasz czas! Specjalna okazja zadedykowana tylko nam. Promieniejemy, błyszczymy – czujemy to „coś”, czego nie da się opisać słowami – tylko pełnym radości uśmiechem.
    W moim życiu jest kilka pamiętnych wspomnień, które jak kadr z najcudowniejszego filmu – wzbudza we mnie silne emocje. Nawet teraz nie potrafię okiełznać w sobie ogromnego banana na twarzy – nawet nie będę próbować przerwać tej przyjemności. Albowiem każdy promień tworzy słońce, a ono jak wiadomo jest esencją radości.
    Stałam jak wryta przed listą kandydatów, którym się nie poszczęściło. Nerwowo szukałam swojego nazwiska licząc, że uczelnia nie przyjęła mnie z otwartymi ramionami. Jednak w tej jednej chwili samotnego analizowania dalszych swych poczynań nieśmiało spojrzałam na krótki spis ludzi, którzy spełnili swoje marzenia. Zbladłam. Wykorzystałam okazję, że nikogo nie ma w pobliżu i wydałam z siebie tak ekscytujący okrzyk radości, że każdy zacząłby mi klaskać. Mój uśmiech był chyba wtedy tak szeroki, że aż bolesny. Kucnęłam nad „ścianą selekcji” i niedowierzałam. Łzy, ścisk, drżenie, mój żabi chichot i nagły napływ gorąca robił ze mną co chciał. Nigdy wcześniej nie przeżyłam tak euforycznego uczucia. Nie wiedziałam jak się uspokoić, jak wyjść z uczelni bez podejrzeń o obłąkanie i z kim najpierw podzielić się tą nowiną. Bardzo przejęłam się decyzją o moim losie. To był strzał prosto w moje marzenia, pragnienia, oczekiwania, przyszłość… Nie posiadałam wybitnych umiejętności, moje portfolio nie krzyczało u drzwi „SUKCES, SUKCES, SUKCES”… Mimo to zaryzykowałam. Byłam w gronie 300 ludzi z nadzieją – znalazłam się w 16-stce zwycięzców.
    To był najdłuższy, największy i dla mnie najpiękniejszy uśmiech. Zadedykowany tylko mi – i mimo, że nie mogłam go zobaczyć – wiem, że był najjaśniejszy, najszczerszy i najbardziej oczekiwany. Teraz oczekuję kolejnego – już niebawem pozna go każdy, kto pogratuluje mi kolejnego decydującego kroku w moim życiu. Tym razem będzie to przysięga na całe życie. Zatem muszę się postarać by nie zawieść JEGO, siebie i tych, którzy będą razem z nami dzielić ten dzień promiennym uśmiechem. Nie ma nic gorszego niż suknia bielsza od moich ząbków :)

    Odpowiedz
  • Gosza 4 października, 2016 at 13:39

    Tej chwili, tego uczucia i uśmiechu nigdy nie zapomnę. To bodaj mój najbardziej wzruszający i szczęśliwy dzień jak dotąd. Było to podczas mojego koncertu, do którego przygotowywałam się ponad rok czasu. Równocześnie okres ten upłynął mi bez obecności mojego Przyjaciela. Niestety dwoje poszukujących i w pewnym sensie umartwionych dusz, niekiedy rozdzielają się by nabrać sił i energii dla siebie nawzajem..choć zdecydowanie zawsze trwa to zbyt długo, co wzmaga ogromną tęsknotę i smutek. Gdy nadszedł dzień koncertu, postanowiłam zburzyć mur ciszy i oczekiwania między nami, i napisałam jak bardzo potrzebuję i pragnę by był w ten dzień ze mną – nikt bowiem inny nie rozumiał muzyki w tak subtelny sposób jak On. W tej kwestii zawsze rozumieliśmy się bez słów. Jak wielka była moja radość, gdy po skończonych brawach ujrzałam Go w rogu sali. Był poruszony i na swój sposób radośnie smutny. Sam Jego, tak długo wyczekiwany widok oraz zrozumienie i podziw jaki ujrzałam w Jego oczach, wywołał u mnie ogromny uśmiech i wielkie szczęście. Uśmiech ten wyrył się w mojej pamięci, mam nadzieję, na zawsze.

    Odpowiedz
  • Piotr Dmuchowski 4 października, 2016 at 13:56

    Uśmiech. Nie rozbuchaną, szaloną radość z czegoś tylko zwykły uśmiech?
    Przez pięć lat nie było mnie w rodzinnym domu. Kiedy wreszcie się tam wybrałem i wieczorem, u kresu podróży stanąłem na drodze dojazdowej zatrzymałem się i wysiadłem z auta.Z góry widziałem, jak niewiele się zmieniło i że ciągle jestem tu u siebie. W Domu.
    Dopiero łzy cieknące po policzkach uświadomiły mi, że ciągle stoję i się uśmiecham zamiast tam jechać. A słońce już zachodziło…

    Odpowiedz
  • Natalia 4 października, 2016 at 14:01

    Najpiękniejszy uśmiech zawsze wywołują na mnie przyjaciele: kiedy myślę, że jestem w sytuacji bez jakiegokolwiek wyjścia, nagle zjawiają się oni!
    Czuli, troskliwi, zabawni, zawsze uspokoją, pocieszą i zmienią dziwny, bezkształtny wyraz ust na przepiękny i, przede wszystkim, szczery uśmiech.
    Bardzo się cieszę, że ich mam. Każdy z nas powinien otaczać się takimi ludźmi, ponieważ uśmiech nie jest czymś jednorazowym, czymś, co pojawia się i nagle znika na zawsze.
    Starajmy się, by uśmiech ten gościł na naszej twarzy jak najczęściej, by każdy z nich był po prostu najpiękniejszy! :)

    Odpowiedz
  • Estera 4 października, 2016 at 14:21

    Najpiękniejszy uśmiech wywołało u mnie potwiardzenie pierwszej ciąży przez lekarza. Zaraz po wizycie szłam do pracy. Musiałam się naprawdę wyjątkowo pięknie uśmiechać, bo koleżanki od razu się domyśliły mojego odmiennego stanu. Dodam, że nie wiedziały gdzie byłam.

    Odpowiedz
  • Monika 4 października, 2016 at 14:25

    Z opowiadań mojej mamy”Gdy byłam małą dziewczynką bolał nie strasznie ząb. Mama szła do pracy więc kazała tacie iść ze mną do dentysty. Ja się strasznie bałam i płakałam. Tata postanowił mnie przekupić piękna lalką. Umowa była taka że po wizycie u dentysty miałam otrzymać zabawkę. Mama wróciła z pracy i zobaczyła mój piękny,niesamowicie szczery uśmiech a w ręku lalke. Lecz gdy usłyszała, że nawet nie weszłam do gabinetu lekarza zrozumiała dlaczego mój uśmiech był tak oszalamiająco piękny i szczery. ..to był uśmiech pięcioletniego zwycięzcy „

    Odpowiedz
  • Marta 4 października, 2016 at 15:09

    Pewnie takich wielkich uśmiechów w moim życiu było bardzo wiele. Mam pewne problemy z kręgosłupem i często mówię mojemu synowi Cyprianowi lat 3, że od wyciągania go z wanny pęknie mi kiedyś kręgosłup. Ostatnio poprosiłam Cypriana, żeby podał mi coś z podłogi. Odpowiedział: Mamo, nie podam ci bo pęknie mi ROSÓŁ.

    Odpowiedz
  • Gosia 4 października, 2016 at 15:35

    Największy uśmiech, ale niekoniecznie najpiękniejszy, miał miejsce w dzień moich 21 urodzin. Mój mąż (wtedy jeszcze narzeczony) wyjechał za granicę, żebyśmy mogli wyprawić wymarzone wesele i niestety nie dostał wolnego, by być ze mną tego dnia. Z samego rana zadzwonił z życzeniami i obiecał, że jeszcze wieczorem porozmawiamy. To był dla mnie długi i pracowity dzień. W końcu nadszedł wieczór i czekałam na telefon. Zamiast tego usłyszałam z sypialni, że ktoś coś grzebie przy drzwiach wejściowych. No a ja, jak na kobietę przystało, będę bronić swego! Wzięłam to co miałam pod ręką – miotłę, którą zapomniałam wcześniej odstawić do schowka i telefon z wykręconym numerem do brata- i pędziłam w stronę wejścia po schodach. Po zejściu może jakichś dwóch stopni zobaczyłam w drzwiach narzeczonego. Nie wiem, czy to z radości czy z ulgi, ale poplątały mi się nogi i z gracją pijanej Kleopatry runęłam z piętra prosto pod drzwi, trzymając ciągle miotłę w ręce. Poczułam, że skruszyła mi się jedynka, leci mi krew z kolana i rośnie siniak nad lewym okiem. Wtedy zza płaszcza narzeczonego, który próbował mnie poskładać, wyłonił się pyszczek małego, słodkiego szczeniaczka. Zapomniałam o całym bólu, usiadłam na kolanach swojego mężczyzny i tuliłam pieska ciesząc się przy tym jak dziecko w Disney Worldzie. Z tym, że takie szczerbate i poobijane, duże dziecko.
    Dziś już cała rodzina zna historię o „Małgorzacie szczerbatej, co to na miotle po szczeniaka leciała”. Wciąż się śmieję wspominając te wydarzenia, jak tamtego dnia. Jedyna różnica to taka, że dziś nie mam już „uroczej” luki w uzębieniu.

    Odpowiedz
  • Aneta 4 października, 2016 at 16:20

    Najpiękniejszy uśmiech wywołała moja córka, którą zaraz po porodzie położono mi na piersiach, największe szczęście w moim życiu :)

    Odpowiedz
  • monika 4 października, 2016 at 16:24

    Zaręczyny w sylwestra 2014/15 piękny pierścionek i pytanie czy zostaniesz moją żoną;))

    Odpowiedz
  • JUSTYNA 4 października, 2016 at 16:25

    Co wywołało największy uśmiech w moim życiu ? jest kilka takich momentów, które nie zapomnę do końca mojego życia :)
    Jednym z największych moich uśmiechów pojawił się, gdy usłyszałam „Kocham Cię” od osoby, którą również kocham, ale mieliśmy kilka problemów zanim te magiczne słowa się pojawiły, teraz jesteśmy ze sobą 5 lat.
    Kolejny uśmiech zawitał na mej twarzy, przy narodzinach mojej siostry ( rodzynek rodziny), wielkie szczęście i masa śmiechu i uśmiechu przy takiej iskierce :)
    Spotkanie ukochanej osoby po 10 latach, uśmiech przez łzy, chwytający za serce…
    Ale przede wszystkim uśmiech na mojej twarzy powoduje, radość i szczęście najbliższych, to, że są zdrowi, że są przy mnie i mam tę świadomość, że zawsze będą … to największy uśmiech powoduje :)

    Odpowiedz
  • Adrian 4 października, 2016 at 16:57

    Największy uśmiech w moim życiu wywołał fakt, że zostałem Wujkiem. Dla mojej siostry urodziła się dziewczynka, w momencie kiedy przyszła na świat i wziąłem Aurelie w swoje ręce to uśmiechnęła się do mnie :), uśmiech niemowlęcia, malutkiej dziewczynki sprawił że uśmiechnąłem się aż do łez. Teraz moim marzeniem jest tylko założyć rodzinę i czekać na ten moment oraz na chwilę z życia czyli uśmiechy własnych dzieci :).

    Odpowiedz
  • Aginieszka 4 października, 2016 at 17:19

    Największy i najpiękniejszy uśmiech wywołały u mnie narodziny moich córek :) Mimo bólu, to przeżycie wzbudziło we mnie pozytywne emocje jakie ciężko wyrazić słowami tj. radość i uśmiech na twarzy matki, która pierwszy raz widzi i spogląda na cud, który nosiła pod sercem 9 miesięcy, cud który leży obok niej i patrzy swymi maleńkimi oczętami. Takie chwile wyzwalają w człowieku uśmiech, który długo gości na twarzy.

    Odpowiedz
  • Kuba 4 października, 2016 at 17:21

    Mój największy uśmiech w życiu? To chyba był ten z przed kilku dni, kiedy po ciężkim dniu w pracy czekał na mnie w domu tatar na dzień faceta :D (P.S. Życie bez tatara to jakby zabrać całe szczęście z tego świata..)

    Odpowiedz
  • Angelika F. 4 października, 2016 at 17:48

    Jest w życiu wiele takich chwil, które powodują, że masz ochotę się uśmiechać. Narodziny dziecka, sprawienie innym radości i kiedy inni troszczą się o ciebie, na przykład robiąc ci herbatę. Myślę, że warto się uśmiechać choćby tylko po to, by inni poczuli się lepiej.
    Osobiście przeżyłam dużo radosnych chwil i chyba jeszcze więcej tych przykrych – ale uważam, że i te i te pomagają nam być lepszymi ludźmi.
    Mój młodszy braciszek ma autyzm (absolutnie się tego nie wstydzę, żeby sobie ktoś tak nie pomyślał! I nie żądam też żadnego fałszywego współczucia – po prostu kocham go takim jaki jest i uważam, że jest cudowny) i aż do szóstego roku życia nie mówił. Owszem, powtarzał sylaby i dźwięki, czasem także jakieś półsłówka, ale nigdy nie komunikował się słownie z resztą rodziny.
    Więc kiedy nadszedł taki dzień, który był dla innych zwyczajnym dniem – dla mnie stał się najjaśniejszym dniem w roku.
    Mój brat od jakiegoś czasu umiał juz wtedy mówić kilka podstawowych słów: mama, tata itd (ale nadal było ich około dziesięciu – piętnastu). Z czasem nauczył się ich znacznie więcej, ale nadal porozumiewa się z innymi na bardzo podstawowym poziomie i nie zawsze potrafi wyrazić o co mu chodzi.
    Aż tu nagle pewnego dnia usłyszałam to.
    „Dziękuję, Tacika”.
    Mam na imię Angelika i chociaż nie do końca wyszło mu wymówienie mojego imienia, dla mnie to był najpiękniejszy prezent od świata. Uśmiechałam się przez łzy. I nadal kocham się uśmiechać, nie ważne jak bardzo źle jest – w końcu powody do śmiechu są dosłownie wszędzie!

    Odpowiedz
  • Karolina 4 października, 2016 at 17:52

    Największy uśmiech w moim życiu wywołał moment, w którym po raz pierwszy poszłam na koncert mojej idolki. Po koncercie oczywiście był czas na zdjęcia i autografy. Nigdy nie miałam tak dużego uśmiechu!!! :D

    Odpowiedz
  • Anna 4 października, 2016 at 19:06

    Smieje się codziennie- do meza, do przyjaciol, o przechodniów na ulicy, do lustra… Nawet do komórki, gdy czytam kolejny idiotyczny sms od moich pozytywnie zakręconych członków rodziny. Najszerzej jednak smieje się do mojej córki. Każdego dnia. A najpiękniejszy uśmiech zagościł na mej twarzy gdy po nieoczekiwanie skomplikowanym porodzie lekarz oznajmil- Pani córka żyje.

    Odpowiedz
  • patii914 4 października, 2016 at 19:19

    Najpiękniejszy uśmiech, jaki widziałam to uśmiech mojego męża w dniu naszego ślubu! Zaraz po nałożeniu obrączek mój ukochany puścił do mnie oczko i uśmiechnął się tak, iż w momencie pojęłam, że czeka mnie teraz nowe… lepsze życie!

    Odpowiedz
  • Karola 4 października, 2016 at 19:28

    Dotychczas najpiękniejszy i największy uśmiech w moim życiu wywołał moment kiedy ja i mój mąż powiedzieliśmy sobie TAK. Uśmiechy towarzyszyły nam od samego rana przez całą dobę. Rodzina i przyjaciele mówili, że nigdy w życiu nie widzieli tak szczęśliwej i uśmiechniętej pary… że dla wielu jesteśmy przykładem…
    po obejrzeniu nagrania w zupełności w to wierze :)
    od tego dnia minęły już miesiące a na mojej twarzy ciągle gości uśmiech prawie tak samo duży u niezwykły jak w dniu ślubu…

    Odpowiedz
  • Angelika 4 października, 2016 at 19:31

    Najpiękniejszy uśmiech w życiu, pojawił się na mej twarzy gdy pierwszy raz ujrzałam mojego ukochanego. Był to najszczerszy uśmiech przepełniony najpiękniejszym uczuciem dozgonnej miłości i szczęścia :)

    Odpowiedz
  • senninha 4 października, 2016 at 19:34

    Największy uśmiech w moim życiu… mam nadzieję, że wciąż jest przede mną. Uśmiecham się myśląc o tym, że być może będzie on miał miejsce za wiele, wiele lat, gdy moje włosy przyprószy siwizna, nogi będą marznąć szybciej niż teraz, ale wciąż w środku będę tą samą osobą. Będę dowcipkować z najlepszą przyjaciółką sącząc jakieś odżywki na wzmocnienie. I uśmiecham się wyobrażając sobie, że wcisnę się jeszcze w licealne ubrania. I uśmiecham się myśląc o tym, że moja córka spełni w życiu swoje marzenia…, że będzie mieć więcej odwagi niż ja. I nawet jeśli zamarzy o trenowaniu muay thai. I uśmiecham się na myśl, że mój dentysta poczęstuje mnie torbą pełną krówek, ciastkami z toffi i powie, że najnowsze badania dowodzą, że to najlepszy sposób na leczenie zębów i że będzie to prawdą. I uśmiecham się też, gdy myślę o tym, jak pokracznie chodzę w szpilkach. I o tym, że ubieram je zdecydowanie za często.
    Ale gdzieś z tyłu głowy mam takie jedno wspomnienie.
    Miałam gdzieś około 9 lat. Piegowatą buzię, niewyparzony język i fryzurę a’la Pan rondelek. Kilka tygodni wcześniej razem z całą rodziną przeprowadziłam się do nowego domu. Nowy dom, nowa szkoła i nowe koleżanki. Komuś z takim ciętym językiem i fryzjerem nie było łatwo.
    Do równoległej klasy chodził taki wioskowy błazen – taki co to zawsze robi wokół siebie dużo szumu, chwali się świecącymi butami i żelem na włosach, który co rano podkradał starszemu bratu. Mocno nie przypadłam mu do gustu, bo ośmieliłam się odpowiedzieć coś raz na jego zaczepki. Chrabąszcze wrzucane do tornistra, karteczki z dziwnymi przezwiskami, czy rzucanie ogryzkami stało się moją codziennością. Nie będę zgrywać twardziela – płakałam wracając ze szkoły do domu. Nie chciałam się nikomu skarżyć, bo byłam na to zbyt dumna. Ale okazja do rewanżu nadarzyła się niespodziewanie szybko. w szkole organizowane były zawody w piłkę nożną, a od ostatnich on nosił dumnie tytuł najlepszego piłkarza. A że wychowywałam się w wśród kuzynów to chodzenie po drzewach i granie w nogę było często moim jedynym zajęciem zgłosiłam się do uczestnictwa w zawodach. Kopanie piłki pomiędzy pachołkami, główkowanie, strzelanie 1 na 1, kiwanie przeciwników i temu podobne. Wyraz jego twarzy, gdy to JA odbierałam dyplom i gratulacje od nauczycieli wuefu bezcenne. Uśmiechałam się wtedy tak bardzo, że przez dwa dni bolała mnie szczęka. Ale był to jeden z tych uśmiechów, które warto zapamiętać.

    Odpowiedz
  • Wioleta 4 października, 2016 at 19:39

    Uśmiech u mnie wywołują codziennie moje dzieci, ale to wiadomość o tym że mój mąż po rocznej ciężkiej walce z chorobą został wyleczony i teraz już jest wszystko ok wywołało u mnie największy uśmiech, i to dla niego walczę o tą szczoteczkę żeby i on mógł się w końcu znowu szeroko śmiać. Nie chce opisywać co nam się przydarzyło bo nie o to chodzi, ważne że to już za nami i w końcu jesteśmy wszyscy razem w domu.

    Odpowiedz
  • Arkadiusz Kamiński 4 października, 2016 at 19:59

    Hmm wiele tego było i myślę że wiele przede mną.. niemniej dużo radości przysparzają dzieci i ostatnią wyszukaną chwilą było wieczorne czytanie bajek kiedy to mój 5-letni syn stwierdził podczas zaangażowania jego 2-letniej siostry w bajkową opowieść przeszkadzającą mu ewidentnie w oddawaniu się objęciom Morfeusza: „…dobra, skończmy już te rozmowy i chodźmy spać bo rano będzie ciężko wstać na mycie zębów, a co dopiero do przedszkola…” Tzw. KOPARA OPADŁA!!! No i fajnie

    Odpowiedz
  • Boguśka 4 października, 2016 at 20:01

    Było to w roku 2002r. Maj. Leżałam w szpitalu z zagrożeniem ciąży. Wycinany wyrostek robaczkowy, osłabiony organizm i płód. Na dodatek nie zostałam wypuszczona w niedzielę na Pierwszą Komunię Św. mojej chrześnicy. Leżałam smutna, wiedząc jednak, że jeszcze większy smutek ogarnął moją Anię – nie mogłam być z nią w tak ważnym dniu, a byłyśmy sobie bardzo bliskie (zresztą tak jest do dzisiaj). Przyszedł do mnie lekarz, i jak to w marnych kawałach bywa, od progu zaczął gadkę coś w stylu ”mam dla Pani dwie wiadomości”’. Nie przepadam za takim rozpoczynaniem rozmowy, bo nie było mi ani trochę do śmiechu, kiedy to doktorek ewidentnie tryskał humorem. No cóż, pozostało mi go wysłuchać. Jak na złość zaczął owijać w bawełnę. Nie wytrzymałam i z nerwowym krzykiem kazałam wreszcie przejść do rzeczy. Chyba się nieco wystraszył, ale uśmiech nie znikał mu z twarzy. Powiedział mi wtedy, że mój kochany synek na pewno szczęśliwie przyjdzie na świat, ale muszę poczekać do września i dbać o siebie do tego czasu. Zapytałam co z drugą wiadomością, a ten „Aaa to niech sama Pani zobaczy”. Wtedy drzwi się otworzyły. Weszła Ania, w białej komunijnej sukience, z kwiatami w rękach. Towarzyszył jej mój brat ksiądz, który odprawiał mszę. Jak się okazało, chrześnica zaraz po mszy stwierdziła, że nieważne są dla teraz obiad i całe przyjęcie, tylko musi mnie odwiedzić – by poczuć że byłam z nią nie tylko duchem w ten działem, ale i ciałem. Wtedy zarówno nowina o moim synku, jak i wizyta Ani, wywołały we mnie największy i najpiękniejszy uśmiech. Wiedziałam, że nie stracę syna, wiedziałam też że nie zawiodłam chrześnicy. Mimo, że pojawiły się łzy, to ciurkiem leciały , zapadając się w uśmiechnięte szeroko usta.:)

    Odpowiedz
  • KURKA 4 października, 2016 at 20:10

    Witam, ja napiszę krótko i zwięźle.
    Największy uśmiech jak do tej pory w moim niezbyt długim życiu wywołał mój już teraz , narzeczony.
    Gdy spełniając swoje marzenie czyli wycieczkę do USA spełnił także moje ciche marzenie(zaręczyny). Stało się to w piękny goracy wieczór w LAS VEGAS przed hotelem BELLAGIO przy przepięknej fontannie przy muzyce The Beatles – Lucy in the Sky with Diamonds. MEGAAAA uśmiech moj był gwarantowany. :))

    Odpowiedz
  • Magda 4 października, 2016 at 20:59

    Mój. Mój największy uśmiech na twarzy pojawił się w momencie gdy wprowadziliśmy się z mężem do naszego wspólnego gniazda. Po tylu latach mieszkania z teściami nareszcie mogłam się szczerze uśmiechnąć i wprowadzić do własnych czterech ścian. To był dla mnie na prawdę największy powód do uśmiechu :)

    Odpowiedz
  • Jagoda 4 października, 2016 at 21:25

    Jak dziś to pamiętam, oczywiście miłość! Pierwsza miłość i pierwszy pocałunek. Czy jest coś co może bardziej cieszyć? Oczywiście na tamten moment. Po romantycznym spacerze w parku, kiedy dostałam od chłopaka kaktusa w prezencie, co mnie wtedy megaa cieszyło. Kiedy mieliśmy się pożegnać.. ahh.. te nieudolne pierwsze pocałunki. Gdy wróciłam do domu, to cieszyłam się jak myszka do sera. Rodzice patrzyli na mnie jak na wariata. Tak, to był najszczerszy niewinny i najszerszy uśmiech w moim dotychczasowym życiu. :)

    Odpowiedz
  • Tymoteusz 4 października, 2016 at 21:30

    Witam…
    Największy uśmiech wywołała na mnie wiadomość jak byłem u Pana Stomatologa że nie mam nic do zrobienia :D
    a najpiękniejszy uśmiech kiedy zdałem prawko.:)

    Odpowiedz
  • Mała Mi 4 października, 2016 at 21:43

    Na mój najpiękniejszy uśmiech czekałam bardzo długo ponieważ nigdy nie był on idealny z racji wady zgryzowej i nieprawidłowego ułożenia szczęk, 3 tygodnie temu przeszłam operacje dzięki której moje marzenie o prawidłowym ustawieniu zębów i pięknym szerokim uśmiechu stało się rzeczywiste, w końcu mogę uśmiechnąć się tak szeroko jak nigdy dotąd! Mama śmieje się: „gdyby nie uszy to miałabyś uśmiech na około głowy”.
    Dla wspaniałego uśmiechu jest się w stanie dużo przejść bo naprawdę warto.
    Mogę wiec powiedzieć, że dla mnie największą nagrodą jest mój nowy piękny uśmiech.

    Odpowiedz
  • jak diament 4 października, 2016 at 22:09

    Ideałem jest żyć po swojemu. Napędzany siłą własnych marzeń, iść przed siebie. Lśnić. Gdy kilka tygodni temu odważyłam się przewrócić swoje życie do góry nogami, ktoś powiedział: „teraz nie masz nic”. A ja właśnie odnalazłam siebie! Na mojej twarzy pojawił się najpiękniejszy uśmiech w życiu. Najprawdziwszy, płynący z przekonania, że teraz czeka mnie tylko najlepsze. Pielegnuję to uczucie każdego dnia, uśmiecham się do siebie najpiękniej! Niech siłą napędową będą Wasze marzenia. Śnijcie i lśnijcie. A uśmiech Wasz, niech otwiera wszystkie drzwi!

    Odpowiedz
  • Łukasz 4 października, 2016 at 22:19

    Co wywołało u mnie najpiękniejszy uśmiech… hmmm ciężko powiedzieć bo rzadko widzę swój uśmiech, co wywołało u mnie największy uśmiech wiem że tych sytuacji było wiele w moim życiu i ciężko jest mi powiedzieć który z nich był największy… Bo tak naprawdę Czy to jest takie ważne, który akurat był największy i najpiękniejszy? Ja wychodzę z założenia, że uśmiechać się trzeba cały czas bo nawiązując do pytania możliwe, że ten naprawdę największy i zarazem najpiękniejszy uśmiech dopiero nas spotka. Bo jaki sens miało by życie gdybyśmy byli pewni że najpiękniejsze chwile są już za nami…

    Odpowiedz
  • Weerkaa 4 października, 2016 at 22:51

    Co wywołało na mojej twarzy największy uśmiech ?! To chyba był zdecydowanie powrót do rodziny i do domu po 3 miesiącach ciężkiej pracy nad morzem . Przez te 3 miesiące nie miałam czasu dla rodzimy , chłopaka i znajomych i skupiałam się tylko na pracy . Kiedy przyszedł dzień pakowania skakałam niczym małe dziecko po dostaniu lizaka ;) Jak wróciłam do domu od razu rzuciłam się do swojego pokoju . Cieszył mnie sam widok tego znajomego mi miejsca . Kochani rodzice urzadzili mi przyjęcie na moje powitanie , na którym bawiłam się doskonale wśród dobrze znanych i kochanych przeze mnie osób . Człowiek nie docenia tego co ma póki tego nie straci . Ja cieszyłam się jak głupia z każdej chwili spędzonej z bliskimi i do teraz tak mi zostało :)

    Odpowiedz
  • Paulina 4 października, 2016 at 23:32

    Najpiekniejszy usmiech w moim życiu był ten gdy dostałam wielo pokoleniowa bransoletke od babci jeden z najcudowniejszych prezentow w moim życiu i nic nie zmieni tej chwili

    Odpowiedz
  • moniczka 5 października, 2016 at 00:06

    Największy uśmiech na mojej twarzy… no pamiętam… mój mąż pojechał na zakupy ale nie samochodem tylko autobusem a ponieważ droga od autobusu dosyć długa to przydarzyła mu się niemiła rzecz – mianowicie dostał rozwolnienia po drodze i nie zdążył dojść do domu i zrobił COŚ w majtki i wtedy pamiętam jak dziś śmiałam się do rozpuku i chyba tylko obcisłe bokserki go uratowały bo na pierwszy rzut oka nic nie było widać ;)

    Odpowiedz
  • Emilia 5 października, 2016 at 00:14

    Największy uśmiech na mojej twarzy wywołał prezent urodzinowy, który dostałam od męża prawie trzy lata temu – piesek rasy shih tzu. Migotka, bo takie imię otrzymała sunia, stała się naszą wielką miłością i radością dla całej rodziny. Co więcej – merdający ogon cały czas sprawia, że uśmiech powraca i daje energetycznego kopa nawet w jesienne, deszczowe dni.

    Odpowiedz
  • FelQQ 5 października, 2016 at 01:21

    Największy uśmiech na twarzy miałem gdy będąc na wakacjach u babci pewnego ranka budząc się rano usłyszałem rozmowę dwojga staruszków i jak dziadek mając 80 lat mówi do swojej żony po 40 latach małżeństwa ” KOCHAM CIĘ I BĘDĘ KOCHAŁ DO OSTATNICH DNI SWOJEGO ŻYCIA”

    Odpowiedz
  • patrycja230 5 października, 2016 at 03:40

    Myślę, że najpiękniejsze uśmiechy są niespodziewane, spowodowane szczęściem, niezapomniane jak chwile, które je powodują.Są przede wszystkim szczere.Mój największy i najpiękniejszy uśmiech? Mam nadzieję, że było ich więcej niż jeden, haha! Jednak przechodząc do meritum sprawy,przypominam sobie jeden z momentów mojego życia,gdy ten uśmiech był niezapomniany i był lekiem na całe zło.Ten uśmiech nie miał świadków, wiedziałam o nim tylko ja. Był to uśmiech o nazwie „dasz radę, będzie dobrze”.Po miesiącach depresji, smutku i ogólnego rozbicia w moim życiu zaczęło się coś zmieniać na lepsze, dzięki wielu osobom, które pomogły mi zrozumieć co tracę.Pierwszy szczery uśmiech od tak gdy walczy się z depresją, to chyba sukces i motywacja,bo dla dalszych uśmiechów i ludzkiej serdeczności warto żyć :)

    Odpowiedz
  • natalka7777 5 października, 2016 at 08:07

    Uwielbiam sprzątać , a w szczególności odkurzać… Zawsze jak odkurzam mam na uszach słuchawki i słucham swojej ulubionej muzyki dosyć głośno. Na tyle głośno,że rzadko słyszę co się wokół mnie dzieje. Często sobie przy tym odkurzaniu tańczę i oczywiście również śpiewam… a wiadomo że głosu Shakiry to ja nie mam :) i tak pewnej soboty, będąc sama w domu oddawałam się wiadomym czynnościom, a że leciała akurat moja ulubiona piosenka to dawałam niezły koncert… Wyobraźcie sobie moją minę jak nagle ktoś wyłączył mi odkurzacz… Okazało się, że mąż wrócił do domu, ale nie sam… Z dwoma kolegami… Oczywiście wszyscy twierdzili, że podobał im się mój koncert… :) Dokuczali mi później do końca dnia…:) zdecydowanie pamiętna sobota.

    Odpowiedz
  • Jolaaa23 5 października, 2016 at 08:08

    Najszerszy największy uśmiech – to dzień kiedy dowiedziałam się, że dostałam list z uczelni, że jestem na liście przyjętych. Tak mocno chciałam sie dostać i tak mało wierzyłam w to, że się uda, ze kiedy się dowiedziałam policzki bolały mnie od uśmiechu łzy płynęły po policzkach radości nie było końca. Mam szeroki duży uśmiech ale w tym dniu niemalże było mi widać ósemki.

    Odpowiedz
  • Monika Szydłowska 5 października, 2016 at 08:30

    Największy uśmiech w moim życiu wywołał skok ze spadochronem! Spadałam z prędkością 200 km/h, pływałam na wysokości 4000 m, wpadłam w chmurę i wróciłam na ziemię ;) Skakałam z instruktorem, który ma pseudonim BANAN, więc jak przystało „banana” na buzi miałam non stop ;) Od takiej prędkości i emocji nie mogłam „zdjąć” uśmiechu z twarzy, zastygł już na niej :D Polecam! To trzeba przeżyć samemu! ;)

    Odpowiedz
  • Mateusz 5 października, 2016 at 09:06

    Najpiękniejsze jest kiedy na uśmiech odpowiadasz uśmiechem.
    Przez całe życie to moja mama starała się żeby zorganizować mi jakieś wakacje – choć nie było jej lekko, zawsze gdzieś mnie wysyłała. W tym roku, to ja zrobiłem jej niespodziankę. Zabrałem ją na wakacje do Włoch. Moment, kiedy dowiedziała się o wylocie (dzień przed, kiedy przyjechałem po nią z walizką) był tak wyjątkowy, że zapamiętam go do końca życia. Na wieść o wyjeździe cieszyła się i płakała jednocześnie. Wiedziałem że moje kąciki ust same idą do góry. Powiedziała wtedy, że zawsze będzie widać między nami podobieństwo, nie tylko charakteru, ten uśmiech który nas łączy jest jedyny i wyjątkowy – zawsze będziemy rozpoznawalni dzięki niemu.

    Odpowiedz
  • Kora 5 października, 2016 at 09:08

    Mam wiele sytuacji, gdzie pojawił się na mojej twarzy wielki, piękny uśmiech. Ale największy, jaki ostatnio pamiętam, wywołała na mojej twarzy moja koleżanka (10 lat ode mnie starsza), gdy zapytała mnie, czy nie wybiorę się z nią do klubu na jakieś tańce, bo baaardzo dawno nie była (7 lat), ja się zgodziłam, a wtedy ona, jak dziecko, aż podskoczyła z radości :) Nie da się opisać jaka była szczęśliwa tej nocy, ale to wywołało u mnie mega duży i szeroki uśmiech :)

    Odpowiedz
  • Leon 5 października, 2016 at 10:23

    Uśmiech ostatnio wywołało na mojej buzi ja moja roczna córka stwierdziła ze sama sobie pójdzie do chrztu na własnych nogach. Nie chciała aby ja nosić i trzymać za rączkę. Poszła na piechotę i przez cala msze stała i biegała zaczepiając inne dzieci. Cudowne to było. Cały ten dzień to sądzę był tak cudowny że można się tylko uśmiechać z radości posiadania cudownej córki

    Odpowiedz
  • Anka 5 października, 2016 at 10:43

    Myślę, że nie warto zastanawiać się nad tym co wywołało największy lub najpiękniejszy uśmiech – bo to tak, jakby wybierać spośród szczęśliwych chwil jedną, najważniejszą. Prawda jest taka, że każdy uśmiech jest ważny, jedyny, najcenniejszy, najpiękniejszy, największy. Każdy ten, który odbija w sobie radosne sytuacje, sukcesy, miłość i oddanie bliskich. Ślub, dziecko, awans w pracy, zdana matura, zdane prawo jazdy, spotkanie ze swoim idolem, pokonanie przeciwności losu… Najważniejsze jest to, by się uśmiechać. By zarażać swoją radością i optymizmem innych. Sama wiem, jak uśmiech potrafi wiele zdziałać! Ile potrafi przynieść wsparcia i ulgi osobom wokoło. Uśmiechając się – pokolorujemy świat, znika ponury smutek, szarość.

    Odpowiedz
  • Patrycja 5 października, 2016 at 10:45

    W moim życiu nie istnieje pojęcie „najpiękniejszego uśmiechu”. Zbyt wiele jest powodów do radości, żebym mogła któryś z nich ocenić jako ten „najlepszy”. Uśmiecham się trzydziestoma dwoma zębami, bo widzę swojego ukochanego jak przekracza próg domu, bo patrzę na babcię, która mając 80 lat rąbie drzewo, bo słońce wyszło, bo Pani na kasie w sklepie się do mnie uśmiechnęła, bo jest po prostu kolejny dzień, a ja mogę wstać i znowu przeżyć go na nowo – i to chyba wywołuje codziennie mój uśmiech. :)

    Odpowiedz
  • dorkow 5 października, 2016 at 10:56

    Czarny Protest- biały uśmiech:):):)

    Odpowiedz
  • Sara Kosowska 5 października, 2016 at 11:10

    Dziewczyna, która zaraża śmiechem i dobrą energią innych ludzi, często ma powody do uśmiechu :) (egoistycznie zabrzmiało, wstyd). Ale do czego zmierzam. Byłam sam na sam z ginekologiem. Miałam swoją 3 wizytę w 10 tygodniu ciąży. Nie dość, że się spóźniłam (przez co nie zdążyłam się uczesać, wyglądałam jak jakaś babajaga z opadniętym w prawą stronę kokiem na czubku głowy, z którego wystawały jakieś pojedyncze kosmyki włosów), to okazało się jeszcze, że niepotrzebnie się pozacinałam „przed wizytą” w domu, bo dzidzię było ładnie widać przez usg brzucha. Zdyszana babajaga dobiegła do mety, położyła się na łóżku u ginekologa czekając na obraz z usg (trochę przerażona bo płód był troszkę mniejszy od wieku ciąży). Chwila ciszy, obserwacja, mnóstwo myśli, czuję że serce to mi chyba zaraz połamie żebra… Przystawiono mi tą gałkę do brzucha, patrze, jest! Obróciło się twarzyczką do zewnątrz, ja patrze a tam główka wielkości brzuszka, trochę jakby trójkątna i dwie takiej samej wielkości kółka na twarzy w miejscu oczu, do tego dwa słodkie kikuciki, które były rączkami. Wyglądało jak malutkie ufo z filmów :) wybuchłam śmiechem i łzami jednocześnie. Niekontrolowany atak śmiechu, który mógł trwać… no nie wiem… długo :) Najzabawniejsze było to, że nie mogłam się śmiać bo traciliśmy obraz ale im bardziej myślałam o „zakazie” śmiania, tym bardziej chciało mi się to robić :)

    Odpowiedz
  • Agnieszka Cejest 5 października, 2016 at 12:09

    Nie będę zbyt oryginalna. Najpiękniejszy uśmiech wywołuje u Mnie uśmiech mojego dziecka. Nie, to chyba jednak nie jest prawda. Nie uśmiech, tylko samo dziecko. To że jest. Nie musi nic robić, nawet jak doprowadza mnie do szału swym zachowaniem, to i tak w końcu uśmiech pojawia się na mojej twarzy. Zosia ma dopiero roczek, a już zawładnęła całym moim życiem. I to dzięki niej uśmiecham się najpiękniej jak umiem.

    Odpowiedz
    • Aga 5 października, 2016 at 13:51

      Nie będę zbyt oryginalna. Najpiękniejszy uśmiech wywołuje u Mnie uśmiech mojego dziecka. Nie, to chyba jednak nie jest prawda. Nie uśmiech, tylko samo dziecko. To że jest. Nie musi nic robić, nawet jak doprowadza mnie do szału swym zachowaniem, to i tak w końcu uśmiech pojawia się na mojej twarzy. Zosia ma dopiero roczek, a już zawładnęła całym moim życiem. I to dzięki niej uśmiecham się najpiękniej jak umiem.

      Odpowiedz
  • Jacek 5 października, 2016 at 12:34

    Takich momentów miałem kilka… pierwszy – wyniki matur – zdałem i to nieźle = uśmiech pierwsza klasa. Później wymarzona praca (uśmiech lekko zelżał kiedy dowiedziałem się, o której muszę wstawać). Największy i najpiękniejszy uśmiech pojawił się u mnie, gdy usłyszałem „tak”, od swojej (już) narzeczonej :) Kolejny może pojawić się już niebawem – taka nagroda to gwarantowany uśmiech od ucha do ucha :)

    Odpowiedz
  • Wiola 5 października, 2016 at 12:47

    Myślę, że to był Dzień kiedy Mój facet poprosił mnie o rękę na Moście Karola w Praha. Był to wyjątkowy dzień i nie zapomniany, pośród mnóstwa ludzi, którzy się tamtędy przewijali. Pomimo tego, że dzień wcześniej się ostro pokłóciliśmy… powiedziałam TAK, bo co zrobić? Skoczyć z mostu czy potwierdzić zaręczyny? Do dziś nie wiem czy sprowokował tą kłótnię czy nie ;) A teraz już niedługo ślub i ponownie powiem TAK z tym samym szerokim uśmiechem :)

    Odpowiedz
  • Michał 5 października, 2016 at 12:53

    Największy uśmiech w moim życiu wywołał i nadal będzie wywoływał czyn człowieka względem drugiego. W dzisiejszym świecie, gdy narastają konflikty, najważniejsze jest szerzenie miłości. Pamiątam jak będąc na wycieczce w Krakowie, człowiek wyglądający na bezdomnego żebrał pieniędzy. Ludzie przepędzają takie osoby, każą im wziąć się za robotę, lecz w moim odczuciu jest to bardzo bolesne, gdyż uważam, że nikt nie ma prawa sądzić drugiego człowieka bez żadnych argumentów. Ludzie tacy często potrzebują poprostu jedzenia na przeżycie nocy. Gdy ten Pan podszedł do mnie pytając o pieniądze, oddałem mu jedzenie, które przed chwilą kupiłem, które przyjął i podziękował. Nie piszę tego, by pochawalić się swoim czynem, ale po to, żeby uświadomić niektóre osoby, że czasami warto spojrzeć gdzieś na bok i dostrzec potrzebujących. Czyniąc takie małe rzeczy stajemy się lepszymi ludźmi, u mnie osobiście największe szczęście i uśmiech wywołują takie właśnie czyny, gdy widzę jak drugiemu człowiekowi niesiona jest pomoc, nie bójmy się pomagać. Pomagając innym ludziom, pomagamy swojemu sercu.

    Odpowiedz
  • konwalia271 5 października, 2016 at 13:43

    Największy uśmiech w moim życiu pojawił się, gdy na porodówce lekarz powiedział ” Ma pani syna” , no i zamiast pokazać mi twarz dziecka , pokazał mi jego siusiaczka. :)

    Odpowiedz
  • Agnieszka 5 października, 2016 at 14:05

    Największy uśmiech wywołały u mnie zaręczyny. Był to moment w którym wiedziałam że mężczyzna mojego życia również chce je spędzić ze mną. Nie ma dnia bez wzajemnej radości i uśmiechu. Przygotowujemy się teraz do ślubu i miło by było jeszcze lepiej zadbać o nasze uśmiechy :)

    Odpowiedz
  • Bartek 5 października, 2016 at 15:08

    Moja dziewczyna jest wielką zwolenniczką dobrego zachowania i manier więc największy uśmiech wywołało u mnie gdy odbiło jej się na cały głos

    Odpowiedz
  • Dagmara 5 października, 2016 at 15:54

    Najwiekszy usmiech w zyciu mialam kiedy umieral moj dziadek w 2003r. Dziadek mial raka , 91lat.. mieszkal ze mna … umarl w dniu swoich urodzin kiedy to juz cala rodzina sie z nim pozegnala. W chwili jego smierci na jego twarzy pojawil sie taki usmiech ktorego nigdy u nikogo innego nie widzialam do tej pory. Jego usmiech sprawil ze w morzu lez ktore wylalam – widzac jego usmiech (mysle ze byl szczesliwy odchodzac do babci) – na mojej twarzy pojawil sie podobny.. najszczerszy bo w koncu w tych dniach pelnych smutku zrozumialam ze dziadek jest w koncu spokojny, nic go nie boli i jest szczesliwy! To byly smutne a zarazem najpiekniejsze z urodzin mojego dziadka jakie zapamietam do konca zycia!

    Odpowiedz
  • Karol 5 października, 2016 at 18:19

    Największy uśmiech w moim życiu wywołała moja Żona, kiedy to w dniu ślubu przyjechałem po Nią do domu rodzinnego ,a Ona ukazała się niczym bogini w swojej pięknej sukni ślubnej (której oczywiście wcześniej nie widziałem). Oprócz tego, że zaparło mi dech w piersiach to nie mogłem powstrzymać się od wielkiego uśmiech, od ucha do ucha, który powiększał się z każdą chwilą, ponieważ docierało do mnie, że to ja jestem tym szczęściarzem i to ja za chwilę będę dzielił życie, na dobre i na złe, aż do końca swoich dni z tą cudowną Kobietą. Pozdrawiam wszystkich zakochanych Małżonków.

    Odpowiedz
  • Kucharczuk 5 października, 2016 at 18:33

    Najpiękniejszy uśmiech w moim życiu wywołało spotkanie mojej idolki- Ewy Farny. Kiedy dowiedziałam się, że Ewa da koncert w Elblągu od razu zadzwoniłam do wujka i zapytałam czy będę mogła do niego przyjechać żeby móc pójść na koncert. Wujek oczywiście się zgodził. Po rozmowie z rodzicami i wujkiem od razu spakowałam plecak i wsiadłam w pierwszy autobus. Nadszedł dzień koncertu. Poszłam na niego razem z wujkiem i moją młodszą kuzynką. Byłam na miejscu wcześniej, trochę pobawiłam się na wesołym miasteczku, a po upływie czasu na scenę weszła Ewa Farna! Kiedy ją zobaczyłam i usłyszałam jej głos łzy spłynęły mi po policzku, a mój uśmiech był tak szczery i tak szeroki, moja twarz zastygła. Po chwili podszedł do mnie wujek i powiedział, że nigdy nie widział mnie takiej szczęśliwej. Mimo iż nie stałam pod samą sceną, to świetnie się bawiłam. Ten dzień zapamiętam do końca życia, bo właśnie wtedy spełniło się jedno z moich największych marzeń. :)

    Odpowiedz
  • Nel95 5 października, 2016 at 18:37

    Moja mama zawsze mówiła, że nigdy nie widziała mnie tak uśmiechniętej jak wtedy kiedy wypożyczyła mi moje pierwsze malutkie skrzypce :) Były obdarte, używane i brzmiały raczej jak głos mojego dziadzia, który palił całe życie, a nie jak Stradivariusy za milion dolarów; ale w wieku 8 lat to było wszystko o czym marzyłam.

    Odpowiedz
  • Dominika 5 października, 2016 at 18:44

    To będzie obrzydliwe, ale… jak zwymiotowałam na mojego kierownika, to jego mina sprawiła, że śmiałam się do rozpuku i płakałam z zażenowania jednocześnie. Byłam wtedy w ciąży, kierownictwo jeszcze o tym nie wiedziało. Pan L. zatrzymał mnie na korytarzu i zaczął tłumaczyć zawiłości pewnych analiz chemicznych. Słuchałam w skupieniu i nagle poczułam, że zbliża się katastrofa. Niestety nie zdążyłam ani ostrzec rozmówcy, ani wybiec do toalety. Firma do dziś ma ubaw.

    Odpowiedz
  • kasiam 5 października, 2016 at 18:46

    Najpiękniej uśmiechałam się, gdy wychodziłam (a właściwie z radości wyskakiwałam) z pociągu w ukraińskim mieście Winnica. Wyjechałam tam jako studentka ostatniego roku polonistyki i rusycystyki, a moim zadaniem była praca tłumaczki i lektorki języka polskiego. Projekt, który realizowałam, był spełnieniem marzeń, a pół roku na Podolu to jedno z moich najpiękniejszych wspomnień w życiu. Nigdy wcześniej nie byłam tak szczęśliwa i wówczas pierwszy raz tak mocno naładowałam akumulatory. Polecam każdemu! :)

    Odpowiedz
  • Lena 5 października, 2016 at 18:53

    Mój największy uśmiech wywołała chwila, kiedy moja siostra obudziła się po skomplikowanej operacji kardiologicznej. Moja chora siostra z zespołem Downa. Mój największy cud i sens życia. Dzięki niej każdy dzień przynosi mi radość, chociaż los dla nas łaskawy nie jest;)

    Odpowiedz
  • Maja Anna 5 października, 2016 at 19:08

    Trzy…dwa…jeden… uśmiech proszę!
    Nic nie kosztuje, nawet dwa grosze :)
    Jestem tego świadoma, często go używam,
    ale wcale nie po to, aby kogoś „wyrywać” ;)
    To moja wizytówka – w wielu aspektach życia,
    uśmiech to coś doprawdy nie do pobicia!
    Moja historia o najpiękniejszym z nich będzie dosyć aktualna,
    może dla Was wyda się… banalna…
    Na rozmowie kwalifikacyjnej nie schodził z mej twarzy,
    przecież bycie wesołym w stresie nikogo nie odstraszy!
    Podpierałam każde słowo i doświadczeniem uśmiechem,
    widziałam, że Pani szefowa również ma uciechę.
    Ten zaraźliwy sygnał przechodził z osoby na osobę,
    i go traktowałam jak swoją główną ozdobę!
    Pracę dostałam, teraz uśmiecham się zza swego stanowiska,
    uwielbiam mieć uśmiech na twarzy i energią tryskać! :)

    Odpowiedz
  • AnnaBBBBB 5 października, 2016 at 19:24

    Najpiękniejszy uśmiech na mej twarzy zagościł w momencie, kiedy… Ta historia wydarzyła się podczas sylwestrowego wyjazdu do Pragi. Wzięłam chłopaka pod bok i ruszyłam w podróż, magiczną podróż jak się potem miało okazać. Mój chłopak zadbał o to, by ten dzień zapadł mi w sercu do końca mojego życia. Przechadzając się urokliwymi uliczkami podziwiałam niezwykłość architektury tej metropolii, a w tym piękny most Karola. Chłopak krzątał się, czegoś ewidentnie szukał. Zaproponował mi, abyśmy zeszli tuż obok mostu, gdzie znajdowała się taka miniaturka tego większego z zawieszonymi kłódkami. Zeszliśmy, stanęliśmy i podziwialiśmy zabytkowe cuda stworzone rękami czeskich rzemieślników i w tym momencie mój facet z nikł mi z pola widzenia. Nie zobaczyłam go na wysokości moich oczu, gdyż skłonił się przede mną jak rycerz, jego ręka wysunęła się ku mojej osobie z lśniącym pierścionkiem i wtedy zapytał z zniewalającym uśmiechem, „czy się zgodzę”? Zamarłam, nie mogłam z siebie słowa wykrztusić, a on czekał biedny i czekał. Oprzytomniałam po chwili, krzyknęłam stanowcze „TAK, TAK, TAK”. Z jego plecaka kolejno wyfrunął duży biały pluszowy misio, wyłoniły się kieliszki z winem, którym się namiętnie upajaliśmy. Owo przedstawienie zakończyło się oszałamiającym wybuchem z tubki miliona czerwonych serduszek i kwiatków, które jak w zwolnionym tempie opadały na płynąca sobie spokojnie rzeczkę. To była chwila jak z bajki, w zachwyt wpadli również kroczący tuż obok nas ludzie klaszcząc z podziwu, a ja, czułam, że to jest ta chwila, ten wspaniały moment życia, który gości u mnie w sercu już ponad 2 lata i po dzień dzisiejszy jest to niezwykle mocne żywe wspomnienie. :)

    Odpowiedz
  • coinka 5 października, 2016 at 19:54

    ’Witam Państwa sprzed gmachu EXPO w którym odbywa się doroczny zjazd najpiękniejszych uśmiechów w życiu. Sala pęka w szwach, są wielkie, śnieżnobiałe uśmiechy i malutkie, są takie zwykłe i te z reklam past do zębów. Co tu się będzie działo…

    Rozmawialiśmy z kilkoma uśmiechami i nasze odczucia są następujące: większość kobiet najpiękniejszy uśmiech kojarzy z dzieckiem (jakże by było inaczej, prawda drogie panie?). Panowie tez podają taki powód, ale pan Roman W. z Warszawy cicho przyznał, że z dzieckiem kojarzy raczej łzy radości, a najpiękniejszy uśmiech pojawił się na jego twarzy, gdy ujrzał twarz sąsiada, gdy zajechał nowym samochodem (be-em-ką) pod blok na Gocławiu. Mariolka wraz z Gabryśką stawiają jednak na wizyty u kosmetyczki – nie umiały podać konkretnej, wiec wszystkie wizyty okraszają najpiękniejszym uśmiechem.

    Panowie podają też inne powody uśmiechu: nowy motor, mieszkanie, wycieczka, piwo z kolegami. Panie; nowe ciuchy, kwiaty od chłopaka, awans w pracy…

    Zapytaliśmy naszego eksperta, co jak i dlaczego. Powiedział, że uśmiechy trzeba ćwiczyć i dozować je bez ograniczeń każdego dnia. Najlepiej dzień rozpocząć od ćwiczeń rozciągających i w miarę możliwości uśmiechać się przynajmniej dwa razy na godzinę. Docelowo, każdy z nas powinien wywoływać najpiękniejszy uśmiech w życiu nie rzadziej niż raz na tydzień (chodzi o wyrobienie swoistego szablonu uśmiechu, który można przywoływać podczas specjalnych okazji. Życie jest krótkie, trzeba się cieszyć tak często jak to możliwe): gdy ktoś powie arcyśmieszny kawał, gdy dziecko przyniesie 6 ze szkoły, gdy młody, rumiany blondyn puści nam oczko. Nie trzymajmy tego uśmiechu w schowku na niepotrzebne rzeczy, ale cieszmy się nim na co dzień.

    Z hali Expo w Warszawie mówił do Państwa Waldemar Śmiejewski” (uśmiech)

    Odpowiedz
  • Martyna 5 października, 2016 at 20:05

    Mam 24 lata i tak sobie myślę… czy na mojej twarzy, kiedykolwiek pojawił się aż tak wielki i piękny uśmiech? Może nie powinnam brać udziału w tym konkursie, ponieważ wydaje mi się, że na pewno nie było jeszcze takiej sytuacji… ale pewnie, gdybym wygrała taką cud szczoteczkę elektryczną do zębów, to z całą pewnością, uśmiech nie zginął by z mojej buzi przez następne kilka dni… wtedy to dopiero bym się tak uśmiechała. I to na pewno też bez powodu :))

    pozdrawiam :D

    Odpowiedz
  • Paula S. 5 października, 2016 at 20:35

    Najsz(cz)erszy uśmiech wywołało u mnie spełnienie swojego marzenia.
    Każdy z nas ma marzenia, stawia sobie cele do osiągnięcia, ma ambicje. To nieodłączne elementy naszego życia. Bez tego, byłoby zwyczajnie puste i smutne. Każdy z nas musi się rozwijać, przeć do przodu, spełniać się i mieć pasję- coś co kocha/ lubi, coś co odrywa go od rzeczywistości.
    Moją pasją są góry. A moim dotychczasowym marzeniem było zdobyć najwyższy szczyt Tatr. W miniony weekend właśnie tego dokonałam. Po trzech latach przygotowań i regularnego chodzenia po cudownych Tatrach poczułam, że jestem gotowa na zdobycie Korony Tatr. I kiedy tak stanęłam na szczycie po ponad 3 godzinnym wchodzeniu, nie mogłam się nadziwić widokom, które mnie otaczały i temu, że w końcu tam jestem . Moje oczy zabłyszczały, a szczery i pełen radości uśmiech nie schodził mi z twarzy, aż do samego zejścia do Słowackiego miasteczka. Ba! Do końca dnia szczerzyłam się jak głupia. Nie mogłam uwierzyć, nacieszyć się tym co właśnie osiągnęłam. I choć dla wielu może to być nic, dla mnie jest dowodem na to, że mogę więcej, mogę wszystko. A wiesz co jest w tym najpiękniejsze? Że po spełnieniu tego marzenia, osiągnięciu tego celu, postawiłam sobie kolejny, który napędza mnie do działania. Nadal marzę i śnię, i ciągle się uśmiecham :) :) :D
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
  • Ewelina 5 października, 2016 at 20:44

    Wymieniłaś dwa rodzaje uśmiechu – największy i najpiękniejszy :-) Największy to ten którym przywitałam na świecie synka a najpiękniejszy to ten kiedy… zdjęto mi aparat ortodontyczny ;-)

    Odpowiedz
  • Dani 5 października, 2016 at 21:32

    Mój największy uśmiech wywołało wypadnięcie z automatu dwóch batoników naraz :-))

    Odpowiedz
  • Nelcia 5 października, 2016 at 21:42

    Będąc właścicielką piersi w skromnym rozmiarze A, po kąpieli stoję przed lustrem, podchodzi do mnie moja 3-lenia córeczka, patrzy w górę i mówi: Mamo jakie ty masz duże piersi. :)) Najpiękniejszy mój uśmiech i jednocześnie komplement życia;)

    Odpowiedz
  • Ola 5 października, 2016 at 21:42

    Zdjęcie aparatu ortodontycznego- best uśmiech ever

    Odpowiedz
  • Paoolace 5 października, 2016 at 21:43

    Długo nie wiedziałam co tak na prawdę chce robić w życiu.. Mieszkałam w różnych miastach, podejmowalam różne prace, w sprawach sercowych też mi się nie układało.. Męczylam się, nie mogłam nigdzie zagrzać miejsca. Aż w końcu przyszedł taki dzień, w którym zrozumiałam, że tak na prawdę nie muszę daleko szukać. Wróciłam w moje rodzinne strony, wyszłam na długi spacer, usiadłam gdzieś na polanie w lesie, zamknęłam oczy, wzięłam głęboki oddech, uśmiechnęłam się szeroko i powiedziałam do siebie- tak to jest dobry wybór. Odkryłam swoje miejsce na ziemi, poczułam ogromną ulgę. Sporo musiałam przejść by to zrozumieć. Już wiem czego chcę od życia i wiem, że wtedy podjęłam najlepsza decyzje w moim życiu- o powrocie w moje ukochane Bieszczady!

    Odpowiedz
  • Gosieeek 5 października, 2016 at 22:18

    Może wydawać to się bardzo nietypowe co napiszę, ale ten moment na zawsze utkwił mi w głowie. Największy uśmiech na mojej twarzy wywołało moje własne odbicie w lustrze, kiedy po latach chorowania na anoreksje w końcu ujrzałam w sobie piękną, młodą kobietę, która jest warta swojego życia. Uświadomiłam sobie, że chcę być sobą i nikim innym, że nareszcie dobrze się czuję w swoim ciele i zauważyłam, że jest śliczne. Od tego momentu uśmiech rzadko kiedy mi schodzi z ust, bo w końcu za przywrócone życie trzeba dziękować ;-)

    Odpowiedz
  • Kasia 5 października, 2016 at 22:54

    U mnie szeroki uśmiech na twarzy pojawił się w dniu urodzin mojego Chłopaka. Marzył o czymś bardzo, chciałam mu zrobić niespodziankę i kupiłam to czego tak bardzo chciał. Prezent nie był tani, nikogo o niego nie prosił, wiem, że po jakimś czasie sam by go sobie sprawił, jednak chciałam spełnić jego marzenie, po prostu. :) Kiedy go otworzył pełen zdumienia i zadowolenia, wtedy to ja na Jego twarzy zobaczyłam szeroki uśmiech od ucha do ucha. O to mi właśnie chodziło! Mnie nie pozostało nic innego jak tylko śmiać się z radości razem z Nim! On bo nie spodziewał się czegoś takiego, a ja bo patrzyłam na zaskoczonego i zadowolonego człowieka. Fajniej jest dawać niż brać, zdecydowanie! Polecam każdemu! I jak tu w takiej sytuacji się nie uśmiechać? :) Uśmiechaliśmy się nawzajem jeszcze długo .. :)

    Odpowiedz
  • Bartosz 5 października, 2016 at 23:21

    Wyrok – orzeczenie sądu, rozstrzygające merytorycznie o kwestii będącej przedmiotem postępowania sądowego. Na wyrok składają się dwa elementy – „rubrum”, w którym Sąd dokonuje komparycji, tj. sygnatura sprawy, wnioskodawca , orzeł w koronie, data itd… Jednak największy i najpiękniejszy uśmiech w życiu wywołała u mnie druga część wyroku – „tenor” – formuła, jedno krótkie zdanie wypowiedziane przez sędzię – „Sąd postanawia ustanowić Bartosza … opiekunem prawnym małoletniej Małgorzaty …”. Nic w moim życiu nie przebije tego momentu. Od czasu śmierci matki dziecka, od czasu ciężkiej batalii wśród psychologów, psychiatrów i innych mądrych ludzików, od pierwszego nazwania mnie „wujkiem” i pytania czy już z nią zostanę… Nic nie sprawiło mi większej radości niż to krótkie, odarte z emocji zdanie. Minęły już 4 lata – mała zaczęła 3 klasę podstawówki. A ja wciąż jestem jej „wujek” – ten najsilniejszy, najmądrzejszy i znający odpowiedź na każde pytanie.

    Odpowiedz
  • Katarzyna 6 października, 2016 at 07:16

    Uśmiech którego nie zapomnę do końca swojego życia…. Moment wybudzenia po operacji! Resztka sił, delikatne uniesienie kącikow ust z zewnątrz ale wewnątrz radość nie do opisania!

    Odpowiedz
  • Kaśka 6 października, 2016 at 11:27

    ”Nie potrzebujesz diety, tylko miłości…” – przeglądając pewne czasopismo te słowa wpadły mi w oko. I zaczęło się. Chłonęłam cały felieton jak gąbka wodę, z wypiekami na twarzy. W głowie zaczęły kotłować myśli. Stop. Muszę zrobić przerwę w pracy, odetchnąć. Odnalazłam w tym artykule siebie. Osobę wypełnioną na maxa mieszaniną emocji. Od apatycznych zachowań, obojętności, przez złość, płaczliwe humorki, zdenerwowanie, wkurzenie, nienawiść,aż po radość, śmiech, empatię, lojalność…miłość. Udręczona wnętrzem i myślami, zaczęłam sama szukać informacji o ajurwedze. Przez testy wyszło, że jestem osobą typu pitta. To co przeczytałam, było wypisz wymaluj jak ja. Trafiłam na pewnego bloga i zachwyciłam się przepisami sprytnie i niebanalnie otulonymi słowami wsparcia. :) Od tej pory zaczęłam zwracać uwagę na swoje wnętrzne. Przestałam się tak skupiać na wyglądzie, a zaczęłam walczyć by zbudować emocjonalną wieżę, o mocnych fundamentach i szczytach pełnych radości. Chciałam czuć w środku porządek, poukładać myśli. :) Po tym wszystkim odblokowała się moja energia. Poczułam się inaczej – wolniej, swobodniej. Lepiej sama ze sobą. Zaakceptowałam siebie i pokochałam… Gdy popatrzyłam w lustro, pierwszy raz odkąd pamiętałam uśmiechnęłam się do swojego odbicia (co do tej pory zastępował płacz, autentyczny). Był to jeden z najszczerszych uśmiechów. I jeden z najważniejszych, bo wygrałam walkę ze sobą, a depresyjne myśli odeszły w zapomnienie. :) Ludzie często widzą i odczuwają emocje wobec nas takie, jakimi sami siebie darzymy. Dlatego tak ważne jest lubić siebie i w siebie wierzyć, wtedy inni też to poczują w stosunku do nas. ;)

    Odpowiedz
  • Angelika 6 października, 2016 at 12:05

    Największy uśmiech w życiu wywołał u mnie ten konkurs :D Dzięki tej szczoteczce, moje zęby będą śnieżno-białe a ja pewna siebie!

    Odpowiedz
  • Rafał 6 października, 2016 at 14:25

    Największy uśmiech? Teraz, gdy myślę sobie o tym jak się męczycie, pocicie i zastanawiacie, który łzawy, wzruszający tekst nagrodzić :-D Na szczęście nie musiałem ich wszystkich czytać, ale domyślam się, że 3/4 z nich dotyczy narodzin dzieci, reszta to rodzice, śluby, choroby i takie tam. Naprawdę szczerze Wam współczuję, że musicie przez to przebrnąć, no ale sami sobie ten los zgotowaliście :-D

    Odpowiedz
  • Joanna 6 października, 2016 at 16:27

    Mój uśmiech wywołał buziaczek z Misiaczkiem ;-) Chodzisz wtedy w skowronkach :-) Dlatego warto mieć zawsze biały uśmiech, bo nigdy nie wiesz, kiedy ktoś Cię pocałuje :D

    Odpowiedz
  • agata 6 października, 2016 at 17:05

    Oczywiście…uśmiech wywołany dzięki dzieciom jest niezapomniany i szczery, ale wywołany przez ponad dwudziestu gimnazjalistów (jestem nauczycielką), którzy w dzień nauczyciela śpiewają (choć fałszują niesamowicie;) ” Sto lat” , jest niezapomnianym przeżyciem. A mówią, że młodzież taka zła…że nie docenia…docenili i to wywołało u mnie wieeeelki uśmiech;)

    Odpowiedz
  • Agnieszka 6 października, 2016 at 17:59

    Najpiękniejszy uśmiech na mojej twarzy wywołał moment, w którym moja miłość odwzajemniła moje uczucia. Czekałam na mojego ukochanego ponad rok, ale warto było. Już za kilkanaście dni kolejna rocznica naszego związku. I znów będziemy z uśmiechami wymalowanymi na twarzach wspominać ten dzień, w którym wszystko się zaczęło.

    Odpowiedz
  • Anna 6 października, 2016 at 18:06

    Znajomi mówią, że uśmiech nie znika z mojej twarzy,
    nawet gdy coś złego w życiu się wydarzy.
    Pomimo tego uśmiechu, który widać na zewnątrz,
    niekoniecznie aż tak dobrze jest wewnątrz.
    Jako młoda dziewczyna chłopaka poznałam
    i jak to bywa.. w nim się zakochałam!
    On za mną gonił, kwiaty codziennie przynosił,
    ale po kilku latach chyba mnie już nie znosił.
    Wszystko mu we mnie bardzo przeszkadzało,
    wiedziałam, że z taką osobą żyć by się nie dało!
    Chociaż się starałam i związek uratować chciałam,
    niepotrzebnie się tylko dodatkowo nacierpiałam.
    Mój były nową dziewczyną szybko się pocieszył,
    wszyscy uważali, że trochę się z tym pośpieszył.
    Pomimo sytuacji uśmiech nie zniknął z twarzy,
    czekałam co jeszcze w życiu się wydarzy..
    Staram się sama poradzić sobie z problemami,
    nie obarczać innych moimi negatywnymi myślami.
    Nagle mój były partner chciał do mnie wrócić,
    próbował z powrotem mi w głowie zawrócić.
    Na szczęście w ostatniej chwili się opamiętałam,
    zrozumiałam,że starej miłości już wcale nie chciałam!
    Czułam się szczęśliwa, wolna, podjęłam dobrą decyzję,
    miałam w tym dniu ogromny uśmiech i szczęścia wizję!
    Nie chciałam szybko w nowy związek wchodzić,
    żyłam dniem i wolałam za niedostępną uchodzić.
    Opłacało się czekać i poznać kogoś wyjątkowego,
    -mądrego, zabawnego i do szaleństwa zakochanego!
    Nowa miłość szybko bo po roku o rękę mnie poprosiła,
    wszystkim na koncercie, że mnie kocha nad życie ogłosiła!
    Jesteśmy naprawdę szczęśliwi aż do dnia dzisiejszego,
    mamy siebie, ufamy sobie i nie brakuje nam niczego.
    Najbardziej szczery uśmiech w swoim życiu miałam,
    gdy od przeszłości po długim czasie się oderwałam. :)
    Zaczęłam żyć, za wspólne chwile podziękowałam,
    dzięki temu po jakimś czasie ponownie się zakochałam!

    Odpowiedz
  • andrzej 6 października, 2016 at 18:50

    Nie miałem takiego bo szczoteczki których używam niszczą mi zęby a na lepsze mnie nie stać.Chociaż pojawił się u mnie uśmiech po tym wpisie.

    Odpowiedz
  • Renia 6 października, 2016 at 19:50

    Z racji tego, że z natury jestem osobą, która właściwie bez przerwy się uśmiecha i z każdego możliwego powodu (po prostu niewiele mi potrzeba, żeby się szczerze uśmiechać), ciężko jest mi wybrać jedną sytuację, która wywołała u mnie najpiękniejszy uśmiech.
    Tak więc, najpiękniejsze uśmiechy były wywołane przez:
    radość siostry, która dzięki moim korepetycjom zdobyła najwyższe oceny w klasie,
    powrót z za granicy brata, którego nie widziałam ponad rok czasu,
    ulga mamy, kiedy udało jej się znaleźć nową pracę,
    dumę taty, kiedy ukończyłam studia,
    powrót dziadka ze szpitala,
    wyniki badań, które wykazały, że jednak nie mam raka (miałam wtedy 18 lat..),
    dzień, w którym wyszłam „z dołka” po rozstaniu z pierwszą miłością;
    robienie tego, co daje mi szczęście :) i wiele, wiele innych, bo każdy powód do uśmiechu jest dobry! ;)

    Odpowiedz
  • jacksparrow 6 października, 2016 at 20:31

    Nie wszyscy policjanci są tacy źli i bezduszni na jakich wyglądają. A historia ma się tak: wracałam z pracy do domu. Moja droga na długim odcinku wiedzie prze las. No i stało się – złapałam gumę. Wokół żywej duszy, nikogo nie można poprosić o pomoc, a sama przecież tego koła nie wymienię, bo … no bo nie. Stanęłam więc na poboczu, za ciągłą. Niestety – jak pech to podwójny, bo jedynym przejeżdżającym samochodem był radiowóz. No i się zaczęło – dokumenty proszę, wie Pani jakie popełniła wykroczenie itd. Na nic moje tłumaczenia, że mam „kapcia” i musiałam tu stanąć no bo gdzie indziej, w rowie? Wtedy, niby od niechcenia zrobiłam te swoje maślane oczy i jeden z panów policjantów zmiękł. Pomyślałam – jest dobrze, jeszcze drugi towarzysz i będę uratowana. I uśmiechnęłam się od ucha do ucha do tego drugiego. I stała się rzecz niesłychana – starszy stopniem schował ten swój bloczek na mandaty i dał pouczenie. Ale to nie wszystko. Nie dość, że uniknęłam mandatu i punktów karnych to jeszcze panowie pomogli mi wymienić koło, o co nawet nie śmiałam ich prosić, ale skoro sami się zaofiarowali (zwłaszcza ten młodszy ;-) to przecież grzechem byłoby odmówić. Cud – powiecie? Nie – po prostu olśniewający, biały uśmiech, który lśnił w świetle księżyca i koguta policyjnego radiowozu niczym gwiazdy na wieczornym niebie ;) Za każdym razem, gdy wspominam tą przygodą na mojej twarzy rozpościera się uśmiech od ucha do ucha.

    Odpowiedz
  • Barbara 6 października, 2016 at 20:40

    Klika lat temu kompletnie nie wypaliły moje wakacyjne plany. Miałyśmy jechać z koleżanką nad morze, hotel zarezerwowany, wszystko było dopięte na ostatni guzik. Niestety, dzień przed wyjazdem dostałam anginy więc z wyjazdu nici. Ach, jaka byłam wściekła … Przeleżałam w łóżku całe 2 tygodnie. Nie mając szans na inny termin wyjazdu, nie wiedząc co ze sobą zrobić wpadłyśmy z kumpelą na „genialny” pomysł. Zrobiłyśmy się na bóstwo (najlepsze kiecki, szpilki, extra makijaż i fryzury) i „wparowałyśmy” na wesele zupełnie obcych ludzi. Ot tak, po prostu. Jadłyśmy, piłyśmy i bawiłyśmy się do upadłego. Nikt z gości przecież się nie przyzna, że nie zna kuzynek cioci babci, bo byłoby to ogromnym nietaktem  Oprócz Niego. Od razu mnie przejrzał. Najpierw poprosił mnie do tańca (przetańczyliśmy całą noc), a potem próbował delikatnie podpytać o rodzinne bądź przyjacielskie powiązania z parą młodą, aż w końcu zagiął na mnie parol i musiałam się przyznać. Myślałam, że już po mnie, będzie wielka afera, a On zamiast interweniować u gospodarzy wybuchł śmiechem, a potem pogratulował pomysłowości. I wtedy ja obdarzyłam Go moim najbardziej oszałamiającym, najpiękniejszym uśmiechem na jaki tylko było mnie stać. W takich okolicznościach poznałam się z moim przyszłym mężem.

    Odpowiedz
  • kamilslog 6 października, 2016 at 22:06

    Moja żona do dziś wspomina, że nie widziała u mnie w życiu tak wspaniałego takiego uśmiechu, gdy spojrzałem na jej test ciążowy i zobaczyłem dwie kreski :)

    Odpowiedz
  • Dawid 6 października, 2016 at 22:37

    Wiele uśmiechów w swoim życiu doświadczyłem, jednak tylko jeden pamiętam . Jak byłem mały miałem sąsiadkę, moja najlepsza przyjaciółka, spędzaliśmy całe dnie razem bawiąc się w dom, w babajage itd. Jednak pewnego dnia wyjechała wraz z rodzicami do Niemiec, nie wiedziałem o niczym , aż do jej wyjazdu ( nie chciano mnie dołować). Kontakt się urwał, były to inne czasu, bez komórek i facebooka. Jednak miałem ja w pamięci i pamiętałem nasze wspólne zabawy. Trzy lata temu dokładnie 10.05.2013 r. wróciła, nie widziałem jej 15 lat, ale poznałem ją od razu. Miałem łzy w oczach, a uśmiech największy w swoim życiu, cieszyłem się że odzyskałem bratnią duszę i wiedziałem że już nic nas nie rozłączy……… Dokładnie 10.05.2017 r. bierzemy ślub, wtedy to dopiero będę miał uśmiech.

    Odpowiedz
  • Marta 7 października, 2016 at 07:29

    Codziennie jest taki piękny uśmiech. Hit z dzisiaj, dialog matki z synem.
    Syn: Zobacz jak urosłem! Taki już jestem duży!
    Mama: Ojej jaki ty już jesteś duży! Ile ty masz lat?
    Syn: Ja już mam wszystkie lata!
    Kurtyna i oklaski.

    Odpowiedz
  • Baloo13 7 października, 2016 at 09:10

    To był kwiecień, dopiero co skończyła się Wielkanoc, a dla mnie była potrzebna wytrwałość i potężna moc –
    moja Córka na świat się właśnie wybierała – nieważne, że miesiąc za wcześnie – ona przecież tego nie wiedziała…
    Spakowana, opanowana (mimo, że to pierwsze dziecię), wyruszyłam – by powitać Olę wkrótce na tym świecie…
    Gdy mi ją już dali najszczerszy uśmiech na twarzy, pojawił się samoistnie, przykrywając trudu porodu obrazy!
    Gdy zaś Mąż-Tatuś na salę przybieżył – jeszcze większy niż poprzednio uśmiech, twarz moją „zmierzył”.
    Te chwile wywołały uśmiech piękny, głęboki i szczery, wywołany cudownym widokiem Rodzinnej atmosfery!

    Odpowiedz
  • Kluseczka 7 października, 2016 at 10:13

    Najpiękniejszą chwilę przeżyłam podczas banalnego Dnia Osiedla. Wtedy to mój pięcioletni syn, wraz z grupą karacistów, prezentował swoje umiejętności na scenie. Cała, bardzo liczna grupa, w przedziale wiekowym od 5 do 105 lat, energicznie i z zapałem pokazywała wszystkie chwyty i kroki. Na sam koniec pokazu, Sensej wziął mojego malucha i kazał mu stanąć na przeciw grupy i wykonać jakiś ruch i wtedy cała grupa: dorosłych i dzieci, nagle w widowiskowy sposób -padła na ziemię. Wyglądało to tak, jakby syn ich tym ruchem zmiótł na ziemię. Było tak pocieszne, wyglądało to tak śmiesznie, że na mej buzi zagościł najpiękniejszy uśmiech. I choć oczywistym jest, że wiem, że ten pokaz był ustawiony, ale mimo to pękałam z dumy i miałam ochotę wszystkich zaczepiać i mówić: „widzieliście, to mój syn, widzieliście?!”, „popatrzcie to mój syn tam występował” :) Teraz mój syn ma 12 lat, już siódmy rok uczęszcza na karate, ma zielony pas, i dał mi więcej powodów do dumy. Mimo to, z jakiś powodów właśnie ten moment najbardziej utkwił mi w pamięci.

    Odpowiedz
  • Akysz 7 października, 2016 at 10:34

    U mnie pierwszy taki uśmiech pojawił się, gdy podjęłam decyzję o powrocie do domu. Po blisko 10 latach spędzonych za granicą, z dala od Rodziców, od Domu postanowiłam, że już dość. Tęsknota była nie do zniesienia.
    Drugi, choć nieco gorzki, gdy po śmierci Taty, dowiedziałam się, że dostałam pracę w firmie, w której pracował, którą kochał, i której za nic w świecie nie chciał opuszczać.

    Odpowiedz
  • MiłoMi 7 października, 2016 at 10:35

    Byłam właśnie w trakcie matury w Anglii, gdzie przeprowadziłam się jako nastolatka. Na moich przednich zębach zaczęło pojawiać się dziwne, brązowe coś. Jako, że przesadnie eksperymentowałam wtedy z systemami odżywiania się, byłam pewna, że to kwasy owocowe zniszczyły moje szkliwo! Zamiast uczyć się fizyki, googlowałam załamana koszty porcelanowych licówek. Wcale nie pocieszały mnie wypowiedzi forumowiczów w stylu ‘Mam teraz ząbki jak z Hollywood!’ Bałam się uśmiechać do ludzi, bo owe brązowe coś stawało się w trymigu coraz brązowiejsze na dwóch zębach z przodu; byłam przerażona, że moje zęby się psują coraz głębiej! Ponieważ okazjonalnie wracając do Polski chodziłam do dentysty, ze względu na niższy koszt, musiałam poczekać z moimi czerniejącymi zębami. Co gorsza, to nie było moje pierwsze zmaganie z uzębieniem -kiedyś straciłam zęba uprawiając sport i z początku bardzo wpłynęło to na mój sposób postrzegania siebie, gdyż w dzieciństwie miałam śliczny, równy uśmiech. Cóż, oczekiwanie na kolejną walkę dobiegło końca i wtem na fotelu dentystycznym usłyszałam, że to był… OSAD. Co ciekawe, dentystka zaleciła mi zapoznać się ze szczoteczkami sonicznymi :) Po zdjęciu nieszczęsnego osadu stałam przez pół godziny przed lustrem i śmiałam się do siebie! Do dziś nie obchodzi mnie już to, że mój uśmiech nie jest idealny. Żałowałam trochę jedynie, że sytuacja odciągnęła mnie od nauki przed egzaminami i nawet zastanawiałam się, czy to nie kwalifikuje się jako 'traumatyczne doświadczenie’, które klasyfikowałoby mnie do paru dodatkowych procent na egzaminach zgodnie z tutejszym prawem… ;) Jednakże, to było wartościowe doświadczenie, bowiem osad nauczył mnie doceniania tego co mam. :D

    Odpowiedz
  • MalinowaEdzia 7 października, 2016 at 10:47

    Pierwsza randka, pierwszy całus, pierwszy taniec i najpiękniejsze oświadczyny! Miłość i jej objawy dały mi setki powodów do uśmiechów i radości. Są jak magiczne drobiazgi, które napełniają całe ciało ciepłem i sprawiają, że rozpływam się z przyjemności. Wiele widziałam, wiele zrobiłam, wiele, naprawdę wiele w życiu było sytuacji kiedy na mej twarzy gościł uśmiech. Pamiętam jak jeszcze mój narzeczony (potem mąż) zawsze gdy miałam gorszy dzień próbował mnie rozweselić, robił wszystko, dosłownie wszystko bym się uśmiechała! Pamiętam jak komicznie się zachowywał, jak śpiewał piosenkę „what you smile” która mimowolnie sprawiała, że na mojej twarzy malował się bananowy uśmiech. Pamiętam jak przypadkiem przeczytałam pierwszy wpis na Twoim blogu ! Również uśmiechałam się, myśląc sobie „czy to możliwe że jesteśmy aż takimi bratnimi duszami?”.

    Moje życie nie zawsze jest ciekawe, nie zawsze wesołe! Wiem jednak że uśmiech pozwala przetrwać każdą sytuację. Ten szczery, piękny ale też ten udawany, czasem wymuszony po to tylko, by inni się uśmiechali .

    Mąż od samego początku powtarzał mi, że zakochał się w moim uśmiechu . To on sprawiał, że widział we mnie to co najlepsze, że sam mimo kłopotów miał siłę do działania i walki, o to, by nam żyło się lepiej !

    Jednak ! Największy , najpiękniejszy, najbardziej olśniewający uśmiech wywołał u mnie pierwszy widok mojego dziecka… po tak wielkim trudzie, po takim bólu .. w końcu ! Mój uśmiech lśnił bardziej niż wisząca na szpitalnej sali lampa, rozpromieniał wszystko dookoła tak, że lekarze musieli trzymać mego męża „który na widok mnie uśmiechniętej, w ramionach z dzieckiem… zemdlał”. Gdy się ocknął nie potrafił wykrztusić słowa. Rozpłakał się! Nie wiedziałam o co chodzi. Stał się smutny, pełen zdenerwowania. Zbladłam… czyżby się wystraszył? czyżby nie takich emocji oczekiwał. Zamarłam. Zapytałam go „kochanie co jest, nie cieszysz się? „. Popatrzył na mnie, usiadł obok, chwycił mnie za rękę, uronił łezkę i z załamanym głosem powiedział „jestem najszczęśliwszym facetem na świecie. Nie wybaczę sobie, że nie wziąłem aparatu i kamery … bo ten uśmiech … płacz. Gdy cię zobaczyłem myślałem że śnie! Wyglądałaś cudownie, Twój uśmiech był najcudowniejszy, najpiękniejszy jaki widziałem … płacz”. Przytulił mnie mocno, a mi ? aż się zrobiło cieplej na serduszku ! Kocham go ! Kocham jego i nasze dziecko ! A uśmiech ? jest w stanie zdziałać cuda i jest lekiem prawie na wszytko ! Pozdrawiam, chcąca odzyskać piękny uśmiech, matka, żona a przede wszystkim kobieta !

    Odpowiedz
  • Hania 7 października, 2016 at 11:10

    Największy i najpiękniejszy uśmiech w moim życiu a zarazem łzy niesamowitego wzruszenia, uczucie jak gdyby całą moja dusza zadrżała, było wtedy gdy pokazano mi moją pierwszą córeczkę zaraz po porodzie – Zosię… Miała długie czarne włoski i czarne oczka patrzyła na mnie jednym okiem, spojrzeniem mądrym i roztropnym. Do dziś jej te spojrzenie pozostało, a ja jestem jej najlepszą na świecie przyjaciółką!

    Odpowiedz
  • kasia2006222 7 października, 2016 at 14:59

    Życie to mieszanka łez i uśmiechów. To niesamowita kompozycja bólu i szczęścia. Trudno zliczyć ilość uśmiechów i trudno zmierzyć je by móc określić który z pośród milionów był tym najlepszym, najpiękniejszym. Po pierwsze dzięki za ten konkurs, bo dałaś mi chwilę wytchnienia – chwilę w której wspomnienia niczym fala wypełniły piękne i pełne uśmiechu momenty. Nawet przez chwilę zastanawiałam się czy to właśnie w tym momencie nie uśmiecham się najpiękniej uświadamiając sobie ile szczęścia już w życiu dostałam. Jednak mimo wszystko najpiękniejszy uśmiech w moim życiu był skierowany do mojego lustrzanego odbicia. Był to przełomowy moment w swoim życiu w którym po latach ciągłego krytykowania siebie, biczowania za każdą pomyłkę i lęku przed jakimkolwiek działaniem postanowiłam najzwyczajniej na świecie zaopiekować się sobą. Kiedyś byłam strzępkiem nerwów, marionetką uszytą z ludzkich oczekiwać kryjącą duszę z której płynęły strumieniami łzy bólu i zmęczenia życiem. Wymagałam od siebie wiele nie dając sobie chwilę na wytchnienie i pozwalałam by opinie innych mordowały w samym zarodku moje plany i nadzieje na to, że kiedyś zacznę żyć własnym życiem. karałam się za każdy krok który przyczynił się do krytyki ze strony innych. Niemalże popadłam w depresję bojąc się wyjść z łóżka i żyć życiem które nie zadowala wszystkich wokoło. Aż pewnego pięknego dnia dokładnie 5 lat temu spojrzałam z pogardą w lustro i zatrzymałam się na chwilę. Ujrzałam bowiem że jestem wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju i dokładnie taka jaką chcieć mnie przytulić życie. Zrozumiałam że mam prawo do tego by czuć się ze sobą dobrze, by żyć tak jak podpowiada mi głos serca i by kochać to co kocham a nie to co chcą inni bym kochała. Możecie wierzyć lub nie, ale poczułam jak tajemnicza moc zrzuca ze mnie łańcuchy przywiązania do opinii innych i wyrzuca tony goryczy którą gromadziłam w sobie od kilku lat. I wtedy uśmiechnęłam się do siebie w taki prawdziwy, szczery i pełen miłości sposób. Moje życie od tamtego momentu przeszło niezłą rewolucję, a ja do dziś uśmiecham się za każdym razem gdy widzę w lustrze swoje odbicie. Jednak tego uśmiechu – promiennego, do bólu przeszytego szczerością i odbijającego w sobie ogromną siłę jaka tego dnia zaczęła się we mnie budzić nie jestem w stanie odtworzyć…

    Odpowiedz
  • Wicia 7 października, 2016 at 16:49

    Na przekór, największy uśmiech wywołało u mnie założenie aparatu na zęby. Jak wiadomo zęby dodają nam ogrom pewności siebie, każdy marzy o prostych, lśniących perełkach. Ja też. Dlatego w dniu gdy „szyny” pojawiły się na moich zębach, pomimo bólu, poczułam przypływ radości i pewności siebie! To właśnie takie głupoty potrafią czasami przynieść człowiekowi szczęście.

    Odpowiedz
  • Barbara P. 7 października, 2016 at 17:13

    Trzy lata temu miałam wypadek samochodowy. Jechałam z psem do znajomych i z podporządkowanej wjechało w nas rozpędzone auto. Siła uderzenia na szczęście skupiła się na tylnej części samochodu, ale i tak była na tyle silna, że bokiem uderzyłam w drzewo i wygięty przód auta zakleszczył mi nogi. Nie czułam bólu, ale nie mogłam wysiąść. Cały czas byłam przytomna i bardzo wystraszona. Szybko zatrzymały się inne samochody, ale panowie nie dali rady mi pomóc. Trzeba było czekać na straż. Co wywołało uśmiech na mojej twarzy w tej smutnej sytuacji? Początkowo nic, choć doceniałam z jakim poświęceniem ludzie próbowali dodać mi otuchy. Zagadywali, pocieszali, okryli kocem, bo dygotałam z zimna i stresu. Chcieli powiadomić kogoś z rodziny, ale zapomniałam numerów telefonów. Niemniej mnie w tym wszystkim najbardziej martwiło, że nie słyszałam mojej Bafi. Wołałam ją, wołali inni, ale pies jakby się pod ziemię zapadł. Jak przyjechali strażacy, to okazało się, że w samochodzie też jej nie ma i musiała wypaść podczas uderzenia. Niby fajnie, bo była szansa, że przeżyła, ale jednak nigdzie jej nie było. Karetka zabrała mnie do szpitala i dopiero na trzeci dzień pewien miły pan przyniósł mi ją na oddział chirurgii. Pod kurtką Bafiątko przemycił :-). Okazało się, że była cała i zdrowa i bąkała się po okolicznej wiosce. Ktoś komuś przekazał, że była w aucie i się zgubiła. Pan połączył fakty i w ten sposób zrobił mi cudowną niespodziankę. Oraz wywołał u mnie mega uśmiech wdzięczności i szczęścia po prostu! To było niesamowite i przyznam, że jak nie płakałam gdy mnie wyciągali z wraku, ani jak mi opatrywali połamane nogi, to w tym momencie coś puściło łzy mi leciały grochem. Towarzyszyły uśmiechowi. A pies tak się rozszczekał, że interweniowała pielęgniarka i wydało się kto mnie odwiedził. Pan był jednak na tyle miły, że zabrał Bafi do siebie jeszcze na kilka godzin. Po południu po pieska pojechał mój brat i zaopiekował się nim dopóki nie wyszłam ze szpitala. W ten sposób dobro i bezinteresowna pomoc obcych osób złagodziła powypadkową traumę. Ludzie są jednak wielcy. Na samo wspomnienie znowu się uśmiecham :)

    Odpowiedz
  • Anna 7 października, 2016 at 19:23

    Najszerszy uśmiech, który długo nie schodził z mojej Twarzy wywołała informacja o tym, że zostanę mamą. Nic nie cieszy tak bardzo jak świadomość, że za jakiś czas ktoś jeszcze będzie mógł się do Ciebie uśmiechać!

    Odpowiedz
  • Bartholomew 7 października, 2016 at 19:37

    Trzy lata temu postanowiłem spełnić swoje marzenie: lot szybowcem nad Bieszczadami.
    Piękna pogoda, ciepły, letni wiaterek i łąka falująca w rytm wiatru.
    Wsiadłem do kabiny, chwila oczekiwania… Szarpnięcie i…. Moje ciało zaczęło zaprzeczać grawitacji – podobnie jak kąciki ust, które uniosły się wysoko w górę, tworząc największego banana na twarzy, jakiego ktokolwiek, kiedykolwiek mógł ujrzeć! Ot co!

    Odpowiedz
  • Alicja 7 października, 2016 at 20:25

    Tak wiele osób pisze, że największy i najszczerszy uśmiech miało w związku z narodzinami dziecka lub gdy dziecko coś w końcu zrobiło.
    Nie będę się wyróżniać :) Ja najszerzej uśmiechałam się gdy moje dziecko pluskało się w wannie z babyswimmerem na szyi. Marcysia jest raczej dosyć poważnym niemowlakiem, sporo trzeba się napracować żeby ją rozśmieszyć. Gdy pierwszy raz, spróbowała kąpieli w tym cudzie, śmiała się w niebogłosy, a ja razem z nią. To był jeden z lepszych wieczorów od dawna ;)

    Odpowiedz
  • Ciastko 7 października, 2016 at 20:51

    Oj, bardzo szeroko się uśmiechałam, uśmiechałam się i płakałam jednocześnie (ale ze szczęścia)), kiedy zobaczyłam uśmiech i łzy moich rodziców, po tym jak wyjęłam z torebki malutkie buciki i powiedziałam, że muszą sobie przypomnieć jak się je wiąże, bo jestem w ciąży. Zostać dziadkami – to było ich marzenie od kilku ładnych lat, moja ciąża ucieszyła chyba bardziej ich samych niż mnie i mojego Małża, a ja patrząc na ich radość mogłam się tylko bardzo długo i szeroko uśmiechać :)

    Odpowiedz
  • Anna Bie. 7 października, 2016 at 21:17

    Bardzo spragniona wyprawy, trekkingu wśród zielonych wzgórz, wzdłuż zatok i powiewu morskiej bryzy, zapachu morskich ryb, soczystych pomarańczy wylądowałam na Sycylii. W Polsce jeszcze był chłodek, a tam tak ciepło… Zanim udaliśmy się na wielką wyprawę do rezerwatów przyrody, spacerowaliśmy miasteczkiem. Znalazłam ukryte schody i zaczęłam się wspinać nimi do góry.

    Spragniona byłam tego, co za nimi zastanę. Już wspinając się miałam pewność, jaki widok tam zastanę! Po prostu czułam, że wiodła mnie tu wewnętrzna intuicja. Zanim zobaczyłam widok to się wzruszyłam, bo wiedziałam, wiedziałam, że wyjdę na przestrzeń z której rozciągnie się ukochane morze, subtelnie chyboczące na jego tafli łódeczki, mewy próbujące pochwycić rybny żer i ten kojący zapach soli…

    Niby takie proste, ale po długiej zimie, którą bardzo ciężko znoszę, po wielu wyzwaniach, obowiązkach wreszcie mogłam zaciągnąć się ożywczym dla mojej duszy powietrzem! Czyste wzruszenie, gdy dostajesz to, czego właśnie najmocniej potrzebujesz i kieruje Cię ku temu intuicja.

    Odpowiedz
  • Patrycja 7 października, 2016 at 22:20

    Największy uśmiech w moim życiu pojawił się przy narodzinach mojego ukochanego synka Natana. Dziecko dało mi tyle szczęścia, którego w takim stopniu nie zaznałam wcześniej.

    Odpowiedz
  • EwaGie 7 października, 2016 at 22:54

    Od lat ten sam mąż, dzieci, praca, hobby, jakim jest praca w ogrodzie. Wydawało mi się, że więcej nie potrzebuję od życia. A jednak w moim codziennym rozkładzie dnia czegoś mi brakowało.Do momentu, gdy jedna z koleżanek nie poprosiła mnie o pomoc w prowadzeniu warsztatów nt. ogrodnictwa. Było to spotkanie, organizowane w ramach realizowanego przez lokalne stowarzyszenie projektu. Długo się nie namyślając, postanowiłam wziąć w nim udział i przekazać swoją dość sporą wiedzę na temat uprawy kwiatów szerszej publiczności. To spotkanie okazało się przełomowym w moim życiu i wywołaną najpiękniejszy uśmiech, który uruchomił lawinę szczęścia w moim życiu. Nagle poczułam, że to jest to, co pragnę robić. To, co jest tą przysłowiową kropką nad i w moim życiu- działanie na rzecz dobra i dla ogółu lokalnej społeczności. Kilka dni po tych warsztatach postanowiłam zapisać się do stowarzyszenia, aby wspólnie z innymi kobietami realizować nie tylko grantowe projekty, ale i siebie! Dziś od tego wydarzenia minął już rok. Z raczkującego po świecie unijnych dofinansowań dziecka stałam się dumnie stąpającą po projektowych zawiłościach kobietą. Moje księgowe doświadczenie i analityczne zdolności okazały się niezwykle pomocne przy konstruowaniu zawiłych wniosków. Przez ten rok mogłam uczestniczyć w kilku projektach, na które otrzymaliśmy wsparcie. Dzięki naszemu zaangażowaniu, pracy i energii mogliśmy zorganizować w naszej lokalnej społeczności kilka tematycznych imprez, wyposażyć świetlicę w komputery i zaprosić dzieci na wycieczki do zoo, wesołego miasteczka i parku dinozaurów. Ta praca stała się moim motorem napędowym. Widząc uśmiech na twarzach mieszkańców mojej gminy, poczułam, że nagle znalazłam tu swoje miejsce. Zaczęłam się uśmiechać, ale po raz pierwszy był to uśmiech kobiety szczęśliwej, kobiety spełnionej i kobiety, która czuję, że żyję! Świadomość tego, że moja wiedza i doświadczenie są komuś potrzebne, napędza mnie do kolejnych działań: szukania pomysłów na poprawę życia mieszkańców, możliwości dofinansowań naszych działań i ich realizacji. Gdyby kilka lat temu ktoś powiedział mi, że właśnie teraz znajdę swoje miejsce na ziemi w biurze stowarzyszenia, głośno zaśmiałabym się mu w twarz! Dziś uśmiecham się zawsze, kiedy rano wstaję ze świadomością, że za chwilę w nim będę!

    Odpowiedz
  • Mirramele 7 października, 2016 at 23:07

    Najpiękniejszy uśmiech? W chwili, kiedy po wielu latach po raz drugi zdjęto mi aparat ortodontyczny i odzyskałam swoją mimikę! :D

    Odpowiedz
  • Rossa 8 października, 2016 at 06:09

    Czytając komentarze poprzedniczek zobaczyłam, wielu chwil jeszcze nie doświadczyłam jak np. ślub, macierzyństwo, chwil w których to na pewno mój uśmiech również byłby najpiękniejszy.Tymczasem jednym z największych moich uśmiechów był uśmiech kiedy to po wieloletnim leczeniu zębów oraz prostowania ich,zdjęłam ostatni z moich aparatów ortodontycznych i obaczyłam wszystkie swoje zęby w jednym łuku :-D
    (górne zęby były jak „Shrek”-każdy z innej bajki.

    Odpowiedz
  • Iza 8 października, 2016 at 09:08

    Zdarzyło się to dawno, dawno temu. Pewna młoda Matka, wykończona nieprzespanymi nocami, a także upałami, które ostro dawały się we znaki tego lata, nachyliła się nad malutkim łóżeczkiem. Słońce rozsiewało na niebie ostatnie kolorowe blaski, w powietrzu czuć było pragnienie burzy, jednakże wzory nieba jasno dawały do zrozumienia, że nic z tego nie będzie tym razem. Kobieta popatrzyła sennie w ciemne, pełne igraszek oczy maleństwa – dziewczynka nie miała najmniejszego zamiaru iść spać. Zamiast tego figlowała nóżkami śpiewając piosenki w sobie tylko znanym języku. W pewnym momencie popatrzyła na znużoną twarz matki i z uśmiechem powiedziała niezgrabne „Mama!”. W półżywej twarzy Matki zarysował się najszczęśliwszy uśmiech – pierwszy raz jej córeczka nazwała ją Mamą!
    Dziewczynka niczym lustrzane odbicie, odzwierciedliła twarz Matki i podobno tak już jej zostało. Przynajmniej tak mówi Mama – od tej pory uśmiech nie schodzi z mojej twarzy, zaraża optymizmem, pozytywną energią i czasem, nawet dzisiaj, znajdzie odpowiedź na zmęczonej twarzy mojej Mamy.

    Odpowiedz
  • Akney 8 października, 2016 at 11:26

    Myślę, że każdy uśmiech jest piękny i najważniejszy w danej chwili. Są uśmiechy o wielkim znaczeniu zostawiające ślad na zawsze w naszym sercu i te błahe, codzienne nadające naszemu życiu sens. Czym jest moment darowania bez uśmiechu, słowa otuchy – nie działają bez niego, wszystko nim można załatwić i nawet największego ponuraka wyprowadzić z równowagi. Dlatego ten najważniejszy jest teraz i zawsze teraz.

    Odpowiedz
  • Ewka 8 października, 2016 at 11:56

    Największy uśmiech w moim życiu… mam codziennie gdy wracam po ciężkim dniu pracy i mój futrzany substytut dziecka siedzi grzeczniutki na środku przedpokoju gdy w kuchni i salonie przeszło tsunami z tornadem. Bezwarunkowa miłość i przyjaźń wywołuje we mnie ogromny uśmiech i zmywa resztki smutku z duszy. Każdemu życzę takiego uśmiechu o przyjaciela. Buzia!

    Odpowiedz
  • Magdalena 8 października, 2016 at 15:03

    Moment w którym uzyskałam pewność, że nie jestem na tym świcie sama i dobrzy ludzie są wszędzie. Sama na wakacjach w Chorwacji zostałam przygarnięta przez sympatycznego Pana który dzień wcześniej zapytał się mnie o drogę. Przy kawie ciastku i drinku opowiedział mi cudowną historię swojego życia nigdy tego nie zapomnę.
    #każdyczłowiekwnosiwielewzwykłąrozmowe

    Odpowiedz
  • koffee 8 października, 2016 at 15:50

    Ostatnio rozbawił mnie nasz kot, który jest amatorem dziwnych zapachów. A mianowicie uwielbia on zapach chloru, więc trzeba chować przed nim wszelkie środki, które zawierają ten składnik. Niestety czasami się to nie udaje, tak jak w przypadku kąpielówek, które po wizycie na basenie wydzielały dość intensywny aromat chloru. I wystarczyła chwila nieuwagi, żeby kąpielówki zniknęły na kilka dni nie wiadomo gdzie Emotikon wink;) Jak się okazało, zainteresował się nimi oczywiście kot, który je ukradł i schował w kanapie

    Odpowiedz
  • kasia 8 października, 2016 at 17:49

    a ja mam dwie coreczki 3,5 letnia i prawie 2 letnia. kiedy zobaczylam jak daja sobie buziaka i przytulaja sie do siebie to byl najpiekniejszy widok na ziemi i najpiekniej sie wtedy usmiechalam widzac to podwojne szczescie.

    Odpowiedz
  • Mama i Corka 8 października, 2016 at 18:38

    Moj Najwiekszy Usmiech zadzwieczam Usmiechowi mojej Coreczki, kiedy go w koncu moglam zobaczyc, gdyz jestem osoba niedowidzaca i dzieki operacji ktora pomogla mi zobaczyc chodz troche wiecej jestem w stanie zobaczyc jak moja Coreczka sie do mnie Usmiecha :D Najpiekniejszy i niezapomniany nigdy dla mnie widok !!! P.S Nawet teraz moja Corka pomaga mi w pisaniu tego komentarza i obie sie szeroko Usmiechamy i Pozdrawiamy !!!

    Odpowiedz
  • Bożena S. 8 października, 2016 at 19:16

    Dlaczego wszyscy tutaj są tak szczęśliwi, a ja nie?
    – Dlatego, że nauczyli się widzieć dobro i piękno wszędzie –
    odrzekł Mistrz.
    – Dlaczego więc ja nie widzę wszędzie dobra i piękna?
    – Dlatego, że nie możesz widzieć na zewnątrz siebie tego, czego
    nie widzisz w sobie.
    Anthony de Mello

    Kiedy zrobiłam się na tyle dojrzała, aby w pełni zrozumieć i odczuć na własnej skórze słowa tego cytatu i ich potęgę oraz zmienić się na lepsze to doświadczyłam największego i najpiękniejszego uśmiechu w swoim życiu- uśmiechu samospełnienia i wszechogarniającego szczęścia. :)

    Odpowiedz
  • Iwona 8 października, 2016 at 19:38

    Największy uśmiech wywołał u mnie radość mojego dziecka z otrzymanego prezentu na urodzinki -świnki morskiej. Radosna była jak słoneczko – a ja takie ciepełko poczułam w serduszku, że uśmiechałam się jak dziecko.

    Odpowiedz
  • justusica 8 października, 2016 at 19:55

    Pewien mędrzec kiedyś orzekł:
    „Na nic są wybuchy szczęścia,
    Gdy się smutnym jest na co dzień”,
    O tym staram się pamiętać!

    Choć uśmiecham się do wspomnień:
    Dyplom, ślub, podróże, dzieci…
    Ważne, aby nie zapomnieć –
    Przecież co dzień słońce świeci!

    Gdy otwieram oczy rano,
    To zaczynam dzień uśmiechem,
    By wieczorem czuć to samo –
    Że nie mogłoby być lepiej!

    Wdzięczna, ciągle trwam w zachwycie,
    Dzień po dniu i rok po roku.
    Mam niezwykłe-zwykłe ŻYCIE,
    Więc uśmiecham się szeroko!

    Odpowiedz
  • Sylwia 8 października, 2016 at 20:28

    Największy uśmiech w życiu wywołało na mojej twarzy spotkanie z chłopakiem po moim wyjeździe na wakacje. Pamiętam radość na jego twarzy, długie uściski i podnoszenia. Pamiętam jacy byliśmy wtedy szczęśliwi. Szkoda, że teraz nie cieszy się tak na mój widok :) Jednak to wspomnienie na długo pozostanie w mojej pamięci i zawsze będę do niego wracać z uśmiechem na twarzy. A prezent powitalny od chłopaka wręczony tamtego dnia

    Odpowiedz
  • Nulek 8 października, 2016 at 20:42

    Nie umiem tylko jednego powodu do uśmiechania znaleźć – ja się wciąż uśmiecham. Wynik meczu Polska-Dania cieszy mnie i moja praca zachwyca, że aż kąciki ust wędrują mi ku górze, rodzice – stare pierniki ;) i figle psa na podłodze, co udaje właśnie żabę… Cieszą mnie chwile z książkami i kolegów żarty słabe, uśmiecham się wciąż szeroko po wizycie u dentysty i gdy uda się pozmywać górę naczyń i stos czystych widnieje opodal zlewu. Cieszę się każdym detalem a uśmiech z mej twarzy wielki nie znika mi niemal wcale! :)

    Odpowiedz
  • Joanna Szwant 8 października, 2016 at 20:43

    Jestem urodzoną optymistką, dla której szklanka jest zawsze (no prawie zawsze) do połowy pełna. Tym samym uśmiech stanowi moje naturalne dopełnienie stroju, zarówno na co dzień jak i od święta. I jak tu wybrać z tak wielu uśmiechów ten najważniejszy, największy i najpiękniejszy?
    Co go wywołało?
    – Pierwsza randka z pierwszą młodzieńczą miłością?
    – Narodziny syna?
    – Awans i pierwsze, lepsze pieniądze?
    Nie wiem… ale wiem jedno gdy śmieję się to cała promienieję, a wraz ze mną promienieje moja buzia. Szczerzę zęby, w oczach pojawia się charakterystyczny błysk, a ja sama chcę krzyczeć „patrz jaka jestem szczęśliwa!” :)

    Mój uśmiech na równi wywołują rzeczy małe jak i duże: mój syn, kiedy przychodzi rano do mojego łóżka się powygłupiać, ale i zdobycie w ubiegły weekend medalu na zawodach biegów przeszkodowych OCR. Najważniejsze to umieć się cieszyć, bo można „mieć wszystko”, a być smutasem, jak i nie „mieć nic” a być bardzo szczęśliwym człowiekiem :)

    Odpowiedz
  • Kruk 8 października, 2016 at 21:07

    Jestem sokolnikiem.Moje życie to ptaki drapieżne.Królowie przestworzy i najszybsze ptaki świata. Kiedy wychodzę w szczere pole z sokołem na rękawicy to jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie i z mojej twarzy nie schodzi uśmiech. Uśmiecham się wtedy kiedy puszczam z sokolniczej rękawicy mojego przyjaciela, który po chwili dotyka chmur.Mój uśmiech jest wtedy najpiękniejszy i szczery.Pięknie układa mi usta i sprawia że choć jestem na ziemi piedestale to jestem tam, wysoko ponad obłokami.

    Odpowiedz
  • Adela 8 października, 2016 at 21:33

    Życie to ciągłe zmagania, które trudno by było znieść gdyby nie momenty wywołujące radość i towarzyszący jej szeroki uśmiech. Miarą szczęścia jest intensywność tych doznań, lecz nawet mała ich ilość potrafi zdopingować nas do ciągłej walki. Z miłością nic nie może się równać, bo jej przeżywanie to uśmiech na twarzy i ten, którego nie widać, bo rozświetla duszę. Lat temu wiele zdarzyło mi się coś, co na pierwszy rzut może świadczyć przeciwko mnie i wywoływać wrażenie, że jestem dwulicowa. To jednak nieprawda, bo com była winna, że jednego dnia przeżyłam podwójne oświadczyny. Wszyscy troje pracowaliśmy razem i zgrane towarzystwo stanowiliśmy również poza obowiązkami zawodowymi. Ta dobra znajomość przerodziła się w uczucie, które „moi panowie” zapragnęli przekuć w poważniejszy związek. Pierwszym odważnym był Janek i jego oświadczyny przyjęłam, bo po cichu o tym marzyłam. Uśmiech, jaki towarzyszył spełnieniu moich marzeń musiał być niesamowity i szkoda, że nie mogłam go udokumentować robiąc „selfie”. Czasy jednak były odległe, a aparaty duże i niewygodne w operowaniu. Pierwsze oświadczyny miały miejsce w pracy w godzinach porannych, a Tadeusz wrócił z delegacji dopiero po południu i od razu z biegu jakby nie chciał tracić czasu postanowił uczynić to samo co Janek. Z naręczem kwiatów i rodzinnym skarbem w postaci pierścionka uczynił to samo, co jego serdeczny druh. Wprawił mnie tym w prawdziwe osłupienie, a nie wiedział, że dałam już słowo jego przyjacielowi. Musiałam mu odmówić podając prawdziwy, a nieznany mu jeszcze powód. Trochę to nim potrząsnęło, ale ku mojej wielkiej radości nie skończyło się zerwaniem dobrych stosunków panujących w tym naszym „trójkącie”. Nadal jesteśmy w dobrym kontakcie, a wspomnienie tego wyjątkowego dnia cały czas przywołuje u mnie uśmiech, bo wybór mój okazał się trafny i nie wyrządził nikomu większej szkody. Całe te wydarzenie mile łechce do dzisiaj mą próżność( wstydzę się troszkę), ze względu na swoją wyjątkowość podkreślającą moją własną „niezwykłość”. Gdy zdarzy mi się gorszy dzień to wspomnienie sprzed lat zawsze „wykrzywia” mi usta w ten miły grymas, którym czaruję i kreuję pomyślne dla mnie zdarzenia.

    Odpowiedz
  • Dominika 8 października, 2016 at 21:42

    Największy uśmiech w życiu wywołuje śmiech dziecka.

    Odpowiedz
  • Anna Wiśniewska 8 października, 2016 at 22:48

    U mnie najpiękniejszy uśmiech w życiu wywołała pewna wiadomość. Mój tata była alkoholikiem. Pił bez przerwy, cały czas. Pewnego dnia ja, moja mama i 3 moje siostry postanowiłyśmy się zbuntować i postawić mu ultimatum: albo alkohol, albo my. Oczywiście wybrał nas. Następnego dnia oznajmił nam wspaniałą wiadomość! Zapisał się na zajęcia z AA. Mój uśmiech wtedy był piękny. Minął tydzień i musiał wyjechać na 2 miesiące do Gdańska na leczenie. Na początku byłam pewna, że nie da rady. On też miał chwile załamania i poczucia, że nie da rady. Ale udało się! Po tym długim okresie czasu wrócił do domu. Była 9 rano. Ja i moja mama już nie spałyśmy. Nagle słyszymy pukanie do drzwi(nie miałyśmy pojęcia, że to tata, ponieważ miała to być niespodzianka). Moja mama poszła otworzyć. Ja w tym czasie byłam w kuchni. Krzyknęłam do mamy 'Kto przyszedł?’, ona nie odpowiadała, więc poszłam zobaczyć. Wyszłam z kuchni i zobaczyła mojego tatę. Wtedy mój uśmiech był najpiękniejszy! Nie mogłam uwierzyć, to był mój tata. Mój tata, który już nie śmierdział wódką, tylko mój prawdziwy tata, taki o którym zawsze marzyłam. Pobiegłam w jego stronę i bardzo mocno go przytuliłam. Pierwszy raz od wielu lat poczułam, że Go mam. Byłam najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Mojego uśmiechu z tamtego czasu nie da się opisać słowami :)

    Odpowiedz
  • Olga 8 października, 2016 at 22:50

    Mój najpiękniejszy uśmiech w życiu, wywołała przed wieloma laty wiadomość online od trzymanej w ukryciu pierwszej miłości mojego życia:) był i jest to dla mnie do dziś najlepszy dowód na to, że uczucie wewnętrznego szczęścia dają chwile personalnie dla nas istotne, pozornie nieznaczące nic dla innych.

    Odpowiedz
  • Helimat 8 października, 2016 at 23:01

    Dla mnie najlepsze jest to, że mogę wywołać uśmiech u kogoś innego, wtedy jestem najszczesliwsza! Moment, kiedy mój mężczyzna wszedł na swoje urodzinowe przyjęcie niespodziankę był rewelacyjny udało mi się wtedy ściągnąć wszystkich jego znajomych rozrzuconych po całej Polsce, których dawno nie widział!

    Odpowiedz
  • Aneta76 8 października, 2016 at 23:05

    Najpiękniejszy uśmiech w moim życiu wywołał Amsterdam, który (częściowo) zwiedziłam w 6 h na rowerze. Love, peace and happiness! Na rowerze, między kanałami, obok pływających targów kwiatowych, na miejskiej plaży. W ciepłe, letnie popołudnie wybrałam się na przejażdżkę po tętniącej życiem holenderskiej stolicy. Trampki, designerska sukienka, 25 C i miętowy rower. Jechałam na nim powoli, uroczo niedbale, a pełna zakamarków amsterdamska starówka, relaksujące oazy zieleni i orzeźwiająca bliskość wody wprawiły mnie w urlopowy nastrój. Zauważyłam, iż w przyjemnie ciepłe, letnie wieczory mieszkańcy Amsterdamu chętnie spędzają czas na świeżym powietrzu. Na pokładach barek mieszkalnych i przed drzwiami domów ustawiają nakryte do kolacji stoły i wesoło przy nich biesiadują, nie przejmując się spacerowiczami. Już wiem, że Amsterdam słynie nie tylko z malowniczych uliczek, ale również ze wspaniałych targów kwiatowych. Na barkach przy kanale Singel kupiłam kwiaty, nasiona i cebulki z okolicznych szkółek. A na cóż miałam ten wiklinowy koszyk przy kierownicy, jeśli nie na słynne na całym świecie amsterdamskie kwiaty? Przekonałam się również, że wędrująca piaszczysta plaża w nowej dzielnicy Ijburg to wspaniałe miejsce na kąpiel. Amsterdam na rowerze pokazał mi się od swojej ekscentrycznej strony, a przy tym kipiał kolorami i tonął w ukochanych przeze mnie kwiatach, które przedstawiałyby obraz iście rajski, malowany najrozkoszniejszymi barwami.

    Odpowiedz
  • Liuanna 16 października, 2016 at 01:52

    Dobra szczoteczka to ważna rzecz, ja używam Panasonic i widzę jaka to różnica, zęby są w lepszym stanie, lepiej doczyszcza się przestrzenie międzyzębowe. Tak więc dziewczyny warto zmieniać szczotkę na lepszą czyli na sonika! :)

    Odpowiedz
  • Marza 24 listopada, 2016 at 22:21

    Jednym z największych uśmiechów wywołał dzień w którym mój tato,którego mogłam stracić z dnia na dzień po bardzo ciężkim zawale (lekarze dawali 1% że przezyje) to była naprawdę ciężka noc widzieć jak walczą o niego potem kolejne dni z wielką niewiadomą, strach czy wogole będę mogła z nim porozmawiać czy moja córka która uwielbia dziadzia będzie mogła go zobaczyć. I po tych ciężkich chwilach przyszedł największy uśmiech jest z nami drogę która musi pokonać nauczyć się wszystkiego od nowa to nic najważniejsze że jest…bo rodziców ma się jednych
    PS wiadomo że najszczesliwszym dniem były narodziny córki ale to każda mama ma pewnie tak

    Odpowiedz
  • Aga 24 listopada, 2016 at 22:36

    Najpiekniejszy usmiech… 23 sierpnia… corcia dostala pierwszy raz ataku padaczki, sinieje, przestaje oddychac, trwalo to ok5-6 min, dla mnie cala wiecznosc. W koncu bierze oddech, wraca otwiera oczy i mowi…. mamo czemu mnie budzisz ja spalam… jest z nami. Ciezka droga przed nami ale jest. W tedy usmiechnelam sie najpiekniej i moj usmiech trwa do tej pory. Za kazdym razem kiedy na nia spojrze. Usmiecham sie cialem i cala moja dusza…

    Odpowiedz
  • Zostaw komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

    Zobacz najnowsze wpisy!