by Karolina

Tanie czytanie + KONKURS

Konkurs, Okiem rodzica - Szafeczka - 24 listopada, 2014

Czytać dzieciom trzeba! To więcej niż pewne i o tym jeszcze napiszemy. Dziś czytanie chcemy „ugryźć” jednak z innej strony. Ale po kolei… ;)

Czytać dzieciom trzeba! To więcej niż pewne i o tym jeszcze napiszemy. Dziś czytanie chcemy „ugryźć” jednak z innej strony. Ale po kolei… ;)

KSIĄŻKI W RESTAURACJI

Pretekstem do napisania tego tekstu jest chęć podzielenia się z Wami dobrą wiadomością. Otóż w McDonald’s znów dostępne będą książki :) Kupując zestaw Happy Meal oraz dowolny McZestaw możecie wybierać spośród pięciu: dwie książki z serii „Czytam sobie” i trzy z doskonale wszystkim znanymi bajkowymi bohaterami (seria „Bajkowa Biblioteka”).

Książki z serii „Czytam sobie” opracowane są w zgodzie z podstawą programową MEN! Książki oznaczone są poziomami, tak aby łatwiej było wybrać ;)

W serii znalazły się: „Historia pewnego statku” i „Człowiek z czerwoną chorągiewką”. Poza tym są też książki z Bobem Budowniczym, Smerfami i Pszczółką Mają :) Do dyspozycji miłośników czytania jest w sumie 140 000 egzemplarzy książek :)

TANIE CZYTANIE

Ciekawe i wartościowe książki możemy dostać nawet podczas wizyty w restauracji… ale gdzie ich jeszcze szukać? Wiem że niektórzy uważają kupowanie książek za średnią inwestycję. Kupisz, przeczytasz i ląduje na półce. Dla nas książki to coś więcej, ale tanie czytanie i tanie kupowanie już dość dobrze opanowaliśmy ;) Oto nasze sposoby na tanie czytanie:

1. Czytelnia

W „naszej” czytelni przy MOCAK jest specjalny regał z książkami dla dzieci. Można tam usiąść w miłej atmosferze, poczytać i czegoś się nauczyć. Dorośli też znajdą coś dla siebie!

2. Biblioteka

Często o nich zapominamy, a tam też jest całkiem sporo książek. warto tam zaglądnąć zwłaszcza wtedy gdy nie ma się takiej fajnej czytelni jaką my znaleźliśmy ;)

3. Księgarnia z wiecznymi wyprzedażami

U nas w mieście zlokalizowałam takie dwie. na witrynach są informacje o przecenach do 70% i nigdy nie znikają. zaopatrujemy się tam w książki i książeczki z zadaniami.

4. Supermarket

Tam co jakiś czas można trafić na kosze z książkami. gdy poświęcimy 10 min to możemy całkiem dobrze się zaopatrzyć

5. Swap

Można się tam wymieniać i wymieniać i wymieniać książkami :)

Czytanie naprawdę może być tanie. A co robić z książkami, które znamy już na pamięć albo są przeznaczone dla mniejszych dzieci? Część warto zostawić do nauki czytania. Wtedy nagle znów się przydają :) A jeśli już definitywnie są niepotrzebne to każdy dom dziecka czy dom samotnej matki będzie za nie bardzo wdzięczny :)

Nie zapomnijcie tylko zostawić kilku książek jako pamiątki! Ja mam dwie takie :) „Ach, jak cudowna jest Panama” i „O czym marzą skrzaty”… wystarczy, że tylko zobaczę okładkę, a przed oczami mam setki wspomnień!

KONKURS

Skoro znacie moje dwie książki-pamiątki, to chętnie poznam te Wasze! Napiszcie w komentarzach jakie książki pamiętacie z dzieciństwa, jakie przetrwały do dziś i dlaczego właśnie te! Trzy najciekawsze komentarze nagrodzimy książkami „Wielka księga. Czytam sobie” i podpórkami do książek!

Na zgłoszenia czekamy do godziny 23:59 dnia 28.11.2014 :) Wyniki ogłosimy 30.11.2014!

Wpis jest efektem naszej współpracy z McDonald’s :)

Udostępnij wpis

53 komentarze

  • Pola 24 listopada, 2014 at 20:20

    Nigdy nie sądziłam, że podejmiecie współpracę z McDonald’s. Patrząc na te wycinki życia, którymi się z nami dzielicie, to kompletnie mi to do Was nie pasuje. Chyba jednak lepiej wydać pieniądze przeznaczone na zestawy w tej „restauracji” na kupienie książeczki, bo nic dobrego się nie zyska. Jasne, że raz na jakiś czas można, ale niekoniecznie powinno się to promować. Nie zmienia to oczywiście faktu, że bardzo lubię do Was zaglądać, po prostu jestem zaskoczona. Pozdrawiam serdecznie! ;)

    Odpowiedz
  • sylwia 24 listopada, 2014 at 20:29

    Ja to z tych które kochają czytać ale w dzieciństwie mi nie czytano. Nie dlatego że miałam okropnych rodziców, ale dlatego ( i do tej pory tak mam :p) ze nie znoszę jak ktoś mi czyta. Odbiera mi to cały urok tych szczegółów które kocham wręcz wyobrażać sobie w głowie a których nie potrafię sobie wyobrazić tylko słuchając.. i oczywiście jako dziecko interesowało mnie milion rzeczy dookoła :p tak czy siak czytanie ma w sobie magię ale dla mnie tylko wtedy gdy czytam sama sobie :p moje ulubione to oczywiście niepowtarzalne ” przeminelo z wiatrem „, cudowne ” dumą i uprzedzenie ” i lekko erotyczne ” 11 minut „. Ale to zdecydowanie dla mnie nie dla dzieci :) a teraz o dzieciach. Miałam cicha nadzieje ze dzieci nie pójdą moim śladem ale niestety obie mają milion rzeczy do roboty i czytanie im wygląda tak jak u mnie. Co nie znaczy ze nie próbujemy co wieczór :) póki co krótkie, bardzo krótkie historie :p mam nadzieje ze dalej pójdą moim śladem i pokochaja jak i mama czytanie samo w sobie a nie słuchanie jak czyta im ktoś. I tu u nas do tej pory sprawdzają się 3 pozycję. Po pierwsze bo krótkie. Po drugie bo czasem zabawne. 1. ” co wypanda a co nie wypadna ” 2. Walizka pana hunumana ” no i 3. To zbiór wierszy Brzechwy, Tuwima, kraciskiego, Fredro itp.

    Odpowiedz
  • Kinga 24 listopada, 2014 at 20:32

    Książka która najbardziej utkwiła mi w pamięci to zdecydowanie „mały książę” przeczytana jednym tchem wraz ze starszym bratem jeszcze w czasach podstawówki, stała się moja ulubiona lekturą. Drugą stronę powieści odkryłam dopiero na lekcjach polskiego w gimnazjum. Poznanie dość zawiłej genezy opartej na burzliwym związku autora i jego żony obróciło o 360 stopni mój tok rozumowania. Książkę polecałbym i starszym i młodszym, każdy zrozumie stosownie do wieku i bez znaczenia na interpretację można wynieść z niej wiele wartości. Książka (do dziś ta sama, którą mój brat upolować na jakiejś krakowskiej wyprzedaży w ksiegarni) zdobi moja witrynę i średnio 2-3 razy w roku czytam ja ponownie, ciągle na nowo dostrzegając w niej coś nowego. Piękne wspomnienia i akwarele autora chyba na zawsze będą mi towarzyszyły, ta książka to absolutny must have na mojej liście książek wartościowych. ☺

    Odpowiedz
  • Monika Jacyk 24 listopada, 2014 at 20:40

    Mam swoje książki z dzieciństwa :)

    Moje dwie ulubione, to „Dzieci z Bullerbyn” są takie sfatygowane, ze aż okładka się potargała :) Kochałam ją za to ciepło i przygody :) Kiedy czytałam tą książkę, czułam się trochę jakbym ja też miała rodzeństwa, a ponieważ jestem jedynaczką bardzo mi zawsze rodzeństwa brakowało :)

    Druga to nieśmiertelna „Ania z Zielonego Wzgórza” za ciepło i humor i wzruszenia i mądrość :) Mam do dziś całą serię i często do niej wracam :)

    Odpowiedz
  • Joanna 24 listopada, 2014 at 20:50

    1. Seria o Harry’m Potterze. Nie pamiętam ile miałam lat kiedy mama przeczytała mi pierwszą część (kolejne czytałam już sama), ale do dziś pamiętam bardzo wyraźnie jak leżę w łóżku, ton głosu mamy i jak podczas walki Harry’ego z Trollem bezwiednie zacisnęłam rączki na skrawku kołdry oraz jak każdy dzień wiązał się z oczekiwaniem na wieczór, kiedy mama poczyta do snu.
    Seria o Harrym była na tyle szczegółowa i w niebagatelny sposób skradała serce, że wiele rzeczy z magicznego świata przemycałam co swoich zabaw. Wygląd złej postaci w zabawie we wróżki zawsze był zbliżony do wyglądu Snape’a, zabawa w czarodziejów uczących się w szkole magii i czarodziejstwa, hodowla magicznych roślin, hipogryf, mieszkanie w 'nienanoszalnym’ (czyli takim, którego nie można nanieść na mapę i żaden mugol nigdy nie znajdzie takiego miejsca) domu oraz tuziny określeń stworzonych przez niezwykle utalentowaną Rowling. Seria ta, znaczy dla mnie tak wiele właśnie dlatego, że miała ogromy wpływ na moje dzieciństwo, zabawy oraz postrzeganie świata dziecięcymi oczami nieco bardziej magicznie ;)

    2. Kolejną książką, a raczej serią, są te opowiadające o „przygodach Mikołajka” (w cudzysłowie, bo również jest to tytuł choć nie wiem czy prawidłowo to ujęłam ;) Jest to seria o małym chłopcu, Mikołajku, choć według mnie bardziej o relacjach między dziećmi oraz między dzieckiem, a rodzicami. Do dziś książki o jego przygodach mają dla mnie duże znaczenie, bo pokazują jak zmienia się miejsce widzenia wraz z miejscem siedzenia. Teraz patrzę z perspektywy rodzica i osoby dorosłej, a nie jak za czasów dzieciństwa, utożsamiając się raczej z Mikołajkiem.
    Jak byłam mała to zaśmiewałam się do bólu brzucha przy niej i wszystkich swoich Kenów nazywałam tak jak postaci z tej książki – Alcest, Joachim, Maksencjusz itd. :D No i z tych książek również się nie wyrasta, teraz moja mała siostra czyta je równie chętnie jak i ja :)

    Obie serie wciąż królują na moich półkach, a za każdym razem jak chociażby przecieram je z kurzu moja dusza powraca do świata z dzieciństwa. Zwykłe rzeczy dzięki obu seriom stały się dla mnie czymś co mogłam dojrzeć tylko ja. Zwykłe butelki po Coli flakonami na eliksiry, kawałek boiska przed blokiem boiskiem przed szkołą Mikołaja itd :)

    Pozdrawiam
    Joanna

    Odpowiedz
  • Renia 24 listopada, 2014 at 20:51

    Dwie kultowe pozycje to jak na małą grzeczną dziewczynkę przystało opowieści o troszkę zbuntowanych kilkulatkach.
    Dziś miłością do nich obu zarażam swoją 7miolatkę.
    A te książeczki to ” Oto jest Kasia” oraz ” Karolcia”.
    Zawsze marzyłam, by mieć takie barwne życie jak Karolcia… szukałam po kątach swojego koralika i wierzyłam, że gdzieś jest i czeka na mnie jego cudowna moc.
    A „,,,Kasia”… mocno umoralniała i uczyła kindersztuby :)

    Odpowiedz
  • Ania 24 listopada, 2014 at 20:52

    Moja córka uwielbia jak czytam/my jej książki te krótkie oraz te wielostronnicowe, które pochłaniają Nas dosłownie w świat bajek, baśni i pięknych przygód. Również pamiętam, jak moja mama czytała mi sporo książek do snu bajki takie jakie: Gąska Balbinka, Plastusiowy Pamiętnik, O psię który jeździł koleją, Baśnie Andersena i wiele innych. J Mojej córce również czytam te książki, lecz również czytam współczesne wydania, Elmer, Alicja w Krainie Czarów, Król Lew i i wiele innych, lecz ulubioną książką mojej córeczki jest książka Barbary Gawryluk,, Kaktus Przygody Wiernego Psa”. – Gorąco Polecam.:)

    Odpowiedz
  • Marika 24 listopada, 2014 at 20:53

    Moją ulubioną książką z czasów dzieciństwa była „Oskar i Pani Róża”. Tak naprawdę pierwszych lektur nie lubiłam czytać. Kubuś Puchatek znany mi z ekranu nie zachęcił mnie do siebie w lekturze w trzeciej klasie podstawówki. Pamiętam dlaczego wybrałam książkę „Oskar i Pani Róża”. W szkole w okolicach szóstej klasy odbył się szkolny konkurs,który polegał na tym, że klasa która będzie w ciągu miesiąca miała więcej przeczytanych książek,to kilka osób z wygranej klasy będą miały wybór darmowego czasopisma ze sklepu za darmo. Jako dzieciaki postanowiliśmy na pierwszej przerwie biec do biblioteki i zaczęliśmy brać losowo książki i nawet nie mieliśmy zamiaru ich czytać. Ja swoją przeczytałam, zachęcił mnie do tego fakt, że pani może nam zrobić sprawdzian, że na testach szósto-klasisty może pojawić się tematyka z książką ostatnio przeczytaną, że miała niewiele stron… Dzięki tak naprawde dobrym wyborze „losowej” książki weszłam w głębie czytania. Problematyka tej książki, dramat, choroba,młody chłopiec, odrzucenie przez rodziców, ta tematyka mi się spodobała. Zaczęłam czytać książki dramatu,dziś kończy się na książkach „Życie po śmierci” itp. Na swoim koncie mam około 20 przeczytanych „grubych” książek,nie planuję przestać czytać ;) Dzięki temu rozwija się mój język,a rozmowa z polonistkami z mojej szkoły jest inteligentna. Polecam Pani książkę „Oskar i Pani Róża”, to że czytałam ją w podstawówce, nie znaczy, że jest ona na tym poziomie. Zachęciłam kiedyś moją mamę do jej przeczytania,była wzruszona. Uwielbiam wracać do niej… Za każdym razem wzruszenie i uświadomienie sobie,jak życie jest „chwilowe”.
    PS. Polecony przez Panią film „W pogoni za szczęściem” obejrzałam. Bardzo świetny, łezka zakręciła mi się w oku w sytuacji, gdy główny bohater i jego synek nie zostali przyjęci do schroniska,bo przyszli za późno, film w którym żal mi się zrobiło małego dziecka, gdy wypadła mu zabawka i widział ją z odjeżdżającego autobusu… Film piękny, może czegoś nas nauczyć i wywołać pozytywne nastawienie do życia i docenienia chwili. Pozdrawiam, Marika lat 17 ;)
    PS2 Nikola zazdroszczę CI włosków!

    Odpowiedz
  • Marta 24 listopada, 2014 at 21:08

    3 NAJWAŻNIEJSZE KSIĄŻKI Z MOJEGO DZIECIŃSTWA!

    ♥ „Mały Książę” Antoine de Saint-Exupéry (1943)
    ♥ „Tajemniczy Ogród” Frances Hodgson Burnett (1909)
    ♥ „Mała Księżniczka” Frances Hodgson Burnett (1905)

    Moja wspaniała Mama przeczytała ze mną te 3 wspaniałe książki. Do dziś pamiętam każdą stronę, do dziś wzruszam się na wspomnienie tych niesamowitych historii. Są to lektury wspaniałe, magiczne o bardzo wartościowej treści. Myślę, że każdy czytelnik, zarówno mały jak i duży zauroczy się tymi wybitnymi dziełami.

    ♥ „Mały Książę”- do tej książki wracamy przez całe życie. Piękna treść uczy nas przyjaźni, pomocy, pokazuje, że nie wszystko da się kupić, ukazuje piękno miłości i zwraca uwagę, że rzeczy materialne nie są najważniejsze. Pisarz uważa, że ludzie dorośli zwracają uwagę tylko na rzeczy widoczne gołym okiem, które można dotknąć, policzyć, mieć z nich jakiś zysk. Nie mają wyobraźni, są próżni, chciwi, żądni władzy i żyją w ciągłym pośpiechu. Ciągle się gdzieś śpieszą, nie mają czasu, nawet na to, aby poznać prawdziwego przyjaciela. A przecież przyjaźń jest tak niesłychanie ważna w życiu każdego człowieka. Natomiast dzieci w odczuciu autora są beztroskie, ciekawe świata i bezinteresowne. Bardzo często wykorzystują swoją bogatą wyobraźnie. Patrzą na świat „przez różowe okulary”. I właśnie chyba tego uczy nas „Mały Książę”- przybysz z innej planety, który przekonuje nas do tego, by częściej patrzeć na świat oczami dziecka, bo w końcu każdy z nas kiedyś nim był…

    ♥ „Tajemniczy Ogród” to fantastyczna książka zarówno dla dziecka jak i dorosłego. Ciężko jest się od niej oderwać :) Czytając „Tajemniczy Ogród” sami przenosimy się z bohaterami do tego ogrodu. Książka jest piękna i sama uroniłam łzy czytając ją powtórnie nie tak dawno. Uczy wiele ważnych prawd i mądrości, ale jest też niebywale ciepła i magiczna. „Tajemniczy Ogród” uczy nas tego, że zawsze można się zmienić i pomóc innym – trzeba tylko o to walczyć. Pokazuje magię przyjaźni oraz uczy jak ją pielęgnować (przyjaźń jak ogród). POLECAM JĄ NIEZMIERNIE!

    ♥ „Mała Księżniczka” to piękna, poruszająca historia małej dziewczynki Sary, która na początku ma życie jak z bajki lecz nagle jej sytuacja ulega zmianie. Książka jest o wspaniałej przyjaźni, przebaczaniu, uczy, że nic nie jest tak ważne w życiu jak dobre i czyste serce! To pierwsza książka mojego dzieciństwa, którą przeżywałam tak mocno, śmiejąc się i płacząc wraz z Sarą.

    Każda mama i każdy tata powinien przeczytać z pociechą te pozycje! Najpiękniejsze historie pełne wspólnych wzruszeń, smutków i radości! Obiecuję, że nikt nigdy nie zapomni o pięknych historiach, które poznał :)

    Odpowiedz
  • Malwina 24 listopada, 2014 at 21:09

    Książka która najbardziej utkwiła w mojej pamięci z dzieciństwa to Ania z Zielonego Wzgórza. Pamiętam ze przeczytałam ją od deski do deski i wracałam niejednokrotnie :)
    Kto czytał ten wie ze opowiadała o niesamowitej wyobrazi Ani , o jej przeróżnych śmiesznych historiach , wielkiej przyjaźni i wielkim sercu do ludzi którzy ja przygarnęli. Chciałabym aby te wszystkie cechy posiadała moja córka i na pewno podsunę jej ta książkę w odpowiednim czasie .

    Odpowiedz
  • Gabiq 24 listopada, 2014 at 21:31

    Ja pamiętam Małą Syrenkę (kilka pierwszych zdań nawet znam na pamięć), bo zawsze jak byłam chora (a było to bardzo często) to prosiłam mamę aby mi ją czytała :]
    Oraz wiersze Brzechwy ze starymi rysunkami. Ale te wiersze chyba każde dziecko zna, bo są ponadczasowe :]

    Odpowiedz
  • kama 24 listopada, 2014 at 21:33

    Bajka z dzieciństwa to ” o czym szumią wierzby” . Dzieki tej serii bajek i dzieki uporowi mojej Kochanej Mamusi dzis mowie R i serwuje je mojej dwuletniej córce.

    Odpowiedz
  • Magdalena 24 listopada, 2014 at 21:44

    Pamiętam kilka tytułów książek z mojego dzieciństwa, jednak w wersji papierowej przetrwały tylko trzy, albo aż trzy :) Do dziś mam ” Muminki” , „Dzieci z Bullerbyn”, „Polscy poeci dzieciom”. Do „Muminków” mam największy sentyment, ponieważ ta książka należała jeszcze wcześniej do mojej mamy, która bardzo lubiła ją czytać. Mają jedną wadę, zupełnie pozbawione są rysunków i mój synek musi jeszcze do niej odrobinę podrosnąć. „Dzieci z Bullerbyn” były moją ulubioną książką, do dziś pamiętam jak czytałam je na tapczanie, który od dawna już nie istnieje. Ostatni tytuł ” Polscy poeci dzieciom” jako zbiór wierszy, książka z twardymi stronami, pięknie ilustrowana stanowi jedną z ulubionych książek mojego synka. Ależ cudownie ją otwierać i czytać, wszystkie cudowne wspomnienia ożywają :)

    Odpowiedz
  • KasiaS 24 listopada, 2014 at 21:56

    Z dzieciństwa pamiętam mnóstwo książek. Każda z nich to inne cudowne wspomnienia, inne przygody, inne wartości…
    Biblioteka była moim drugim domem, a dom był biblioteką – pełne regały książek w moim pokoju żegnały mnie wieczorem i witały razem z wschodem słońca.
    Pamiętam „Małego księcia”, „Karolcie”, „Kubusia Puchatka”, „Krasnala Hałabałę”, „Pollyannę”, wszystkie książki Małgorzaty Musierowicz i inne piękne kolorowe z cudną grafikę ksiażeczki…ale tak najbardziej, najbardziej na świecie to pokochałam małą, zniszczoną, odziedziczoną po tacie, bladożółtą książeczkę, z czarno-białymi rysunkami z wieloma historiami, z tysiącami przygód szwedzkich dzieci z małej miejscowości Bullerbyn..
    „Dzieci z Bullerbyn” towarzyszyły mi przez całe dzieciństwo, od tzw. kołyski do nastoletnich lat :) samodzielnie przeczytałam ją 53 razy (tak, tak zaznaczałam „kreseczki” po każdym przeczytaniu)… Książka ta już bardzo zniszczona wędruje ze mną do nowych miejsc, jest jedną z nielicznych rzeczy, które przenoszę ze sobą podczas każdej przeprowadzki…
    Mam nadzieję, że moje dziecko kiedyś też ją pokocha…

    Odpowiedz
  • Gabrysia 24 listopada, 2014 at 22:06

    Kiedy byłam mała bardzo często czytał mi mój tata. Książeczki z wierszami Tuwima i Brzechwy były moimi ulubionymi i nadal goszczą na półce w moim rodzinnym domu. Teraz to ja czytam je mojej małej kuzynce.
    Ale książka, która najbardziej utkwiła mi w pamięci to „Ania z zielonego wzgórza”. Mój egzemplarz dostałam od swojej mamy, a ona od swojej. Książka nie jest w najlepszym stanie, ale zajmuje ważne miejsce w mojej biblioteczce i w przyszłości na pewno przekaże ją swojemu dziecku;).

    Odpowiedz
  • Martyna 24 listopada, 2014 at 22:28

    Moje książki pamiątki to:
    „Bambi” pierwsza z książek przeczytanych samodzielnie przeze mnie w wieku 6 lat, dostałam ją od rodziców pod choinkę tzn… od Aniołków :P, kiedy tylko na nią spoglądam wracają wspomnienia, kiedy to prosiłam mamę, tatę, siostrę i brata o to aby siadali na wersalce, a ja bawiąc się w panią nauczycielkę im ją czytałam, w końcu byłam taka dumna z siebie, że samej udało mi się ją przeczytać nie prosząc nikogo o pomoc!
    „Martynka […]” – jej wiele przygód, są to książki które uwielbiałam za sam fakt, że ich tytuł jest jak i moje imię, przede wszystkim były piękne – opowiadały o różnych przygodach Martynki, uczyły dużo rzeczy, jak ważne są przyjaźniej, jak ważne jest pomaganie rodzicom czy ich słuchanie… Patrząc teraz na te książki również przypominają mi się wieczory, czy dnie kiedy zanosiłam książkę do przedszkola (wtedy było inaczej, można było przynosić i wiadomo było, że nie zginie) wtedy to Pani czytała nam wszystkim, a ja byłam znowu dumna słuchając przygód autorki o moim imieniu.
    Jest wiele innych które pamiętam do dzisiaj. Które za każdym razem wywołują uśmiech na twarzy i przypływ wspomnień tak, że aż czasem łezka się w oku zakręci. Te dwie natomiast do dzisiaj mam w domu. Pozostaną ze mną na wieki.

    Odpowiedz
  • wonka080 24 listopada, 2014 at 23:00

    Najbardziej pamiętam żółtą książkę z wierszami Brzechwy. Najmilej wspominam odgrywanie scenek przy czytaniu „Na straganie” albo wierszykach o zwierzętach („Dzik jest dziki, dzik jest zły. Dzik ma bardzo ostre kły.” ;)).

    Odpowiedz
  • Anna 25 listopada, 2014 at 08:58

    Książkę którą pamiętam z dzieciństwa to „Konik Garbusek”. Uwielbiałam baśnie i mogłam ich słuchać w nieskończoność. Najważniejsze było to że czytała mi go moja mama i babcia i za każdym razem mogłam się przenieść w inny świat. Mojej córeczce też czytam ta bajkę. Często pyta czemu ona jest taka stara i czemu lubię tą bajkę. Stara jest bo ma dużo lat, tą bajkę dostała twoja babcia a moja mama i też mi ją czytała. A czemu ją lubię, bo to wspaniały czas spędzony z moją mama, którego nigdy nie zapomnę. Po za tym fajnie jest przenieść się w inny czas, gdzie dobro zwycięża nad złem i wszystko jest piękne. I dzięki tej baśni wraca do mnie wiele pięknych wspomnień z dzieciństwa.
    Jestem pewna, że młodsi ode mnie czytelnicy nie mają pojęcia o czym mówię, to uważam, że jest to bajka, którą warto znać, a może i tak jak ja – pokochać.

    Odpowiedz
  • Edyta 25 listopada, 2014 at 09:21

    Jedna z moich ulubionych książek, którą chciałam podzielić się z Synkiem i nie mogłam się tego doczekać były przygody PIPPI POŃCZOSZANKI :) wiedziałam,że Synkowi-małemu łobuziakowi spodobają się szalone przygody tej rudej dziewczynki. Wspólnie przeczytaliśmy wszystkie części i często do nich wracamy :)

    Odpowiedz
  • Kasia 25 listopada, 2014 at 10:03

    Mam kilka swoich ulubionych i czasem aż wstyd się przyznać zaglądam do nich jeszcze a mam 31 lat:)
    „Związek sprawiedliwych” -świetna historia, która nauczyła mnie rozróżniać co jest dobre a co nie.
    „Ania z Zielonego Wzgórza” , i „Tajemniczy ogród”. Jest ich cała masa … No i głos taty który czyta:D jakiś taki „przygodo i nastrojotworczy”:D

    Odpowiedz
  • Anna 25 listopada, 2014 at 10:23

    „Dom bez książek jest jak plaża bez słońca.” – Mój ulubiony cytat pod którym podpisuję się obiema rękami! Książki zawsze były ważne w moim życiu, teraz gdy mam swoją rodzinę staram się, aby moja córka też zaszczepiła się miłością do nich. Nasza domowa biblioteczka ciągle się rozrasta i wszystkie jej pozycje są dla mnie bardzo ważne, bo zakup każdej książki to przemyślany wybór. Ciężko mi się zdecydować na jedną ukochaną, ale chyba najważniejsze dla mnie będą wszystkie części „Ani z Zielonego Wzgórza” – to właśnie od nich zaczęła się moja przygoda z czytaniem, a poziomy mojej wyobraźni wskoczyły na następny poziom :-) Ja po prostu byłam tam z Anią, wędrowałam po Wyspie Księcia Edwarda, przeżywałam przygody… Achhh, co to były za czasy ;-)
    Teraz poluję na „Dzieci z Bullerbyn” – kolejna ulubiona (ale która nie jest?!) pozycja, aby razem z córką przenieść się jeszcze raz do świata Astrid Lindgren.
    Uważam że NIC tak nie rozwinie wyobraźni, kreatywności i wrażliwości, jak książki właśnie, Książki – moja miłość. Tyle :-)

    Odpowiedz
  • Karolina 25 listopada, 2014 at 12:16

    Książka Marii Kruger 'Karolcia’! Uwielbiałam tę książkę z dwóch przyczyn. Po 1. główna bohaterka to moja imienniczka, a po 2. czytając utwór Marii Kruger wydawało mi się jakbym czytała o sobie ! :)

    Odpowiedz
  • Monika 25 listopada, 2014 at 12:31

    Przeczytałam temat konkursu i weeeeeeelki usmiech pojawił sie na mojej twarzy :) Choc na małą chwilkę wróciło do mnie dzieciństwo… Dobrze pamiętam wszystkie swoje książki z tamtego czasu. Miałam ich dosyć sporo, bo obdarowywał mnie nimi mój mieszkający w mieście wujek. Przy każdej wizycie dostawałam po kilka egzemplarzy :) Na samym poczatku interesowały mnie tylko obrazki, piękne, kolorowe ilustacje od których wprost nie mogłam się oderwać. Z czasem jednak zaczęło ciekawić mnie co tam przy nich zostało napisane… Niestety nie zawsze było mi dane poznać treści książek, bo rodzice nigdy nie mieli czasu na czytanie… Pamiętam kilka razy tylko robiła to babcia… I tak jako mała dziewczynka sama postanowiłam nauczyć się czytać, bo rodzicom zawsze łatwiej było tylko ewentualnie podpowiedzieć mi co to za litera. I te dwie książki, a właściwie książeczki które zapadły w pamięć najbardziej, to wierszyki p. Brzechwy. To na nich uczyłam sie liter i składania wyrazów. Pierwsza była książeczka z wierszykiem „Żuraw i Czapla”’ a druga „Do biedronki przyszedł żuk”. Mam je w domu do tej pory i choć zmieniły juz właścicielkę (przekazałam je oficjalnie córci), to mam do nich wielki sentyment. Mimo iż znam je juz na pamięć ciągle sprawia mi radość czytanie ich córci i oglądanie kolorowych ilustracji :) Zazdroszcze czasem tylko Marysi, że jej mama czyta z radością ;)

    Odpowiedz
  • zołzi 25 listopada, 2014 at 13:07

    Ksiązki które do tej pory mam i nawet czytam czasem to „Oto jest Kasia”, „Akademia Pana Kleksa” i wszystkie części „Ani z Zielonego Wzgórza”
    Jak miałam czytać pierwszy raz lekturę a była to „Oto jest Kasia” i wtedy jeszcze nie lubiłam czytać, wydawało mi się, że czytanie to kara…. to jadłam wtedy „trujące” grzyby z bułką i surowe ziemniaki bo miał mnie po tym boleć brzuch ( rada starszego kolegi:-) i miałam nadzieję, że przez to się pochoruję i mama mnie nie zmusi do czytania, bo przecież jest tyle ciekawszych rzeczy do robienia….. na szczęśćie nic mi nie było i książkę przeczytałąm. Po jej przeczytaniu pokochałam to tak bardzo, że przez wszystkie lata szkoły podstawowej i później gimnazjum wypożyczałam najwięcej książek wśród uczniów całej szkoły i wszystkie czytałam namiętnie, jak miałam do wyboru film a fajną książkę zawsze wybór padał na książkę i tak jest do tej pory :) to moja pasja! Teraz czytam namiętnie mojemu prawie dwuletniemu synkowi i jak narazie bardzo to lubi, większość wierszy recytujemy razem a potrafi nawet pół godziny siedzieć u mnie na kolanach i słuchać jak czytam, co bardzo mnie cieszy:-D i słownictwo ma bardzo bogate jak na tak małe jeszcze dziecko! Wszystkim polecam czytanie książęk!!!

    Odpowiedz
  • Natalia 25 listopada, 2014 at 15:16

    Nikola jak urosła :O

    Odpowiedz
  • kamila 25 listopada, 2014 at 19:14

    Jest jedna książka , którą w wieku 7 lat przeczytała mi moja mama to ,,Mały Książę ” Zakochałam się w niej wtedy i kocham do dziś. A teraz gdy moja córka ma 7 lat też czytamy wspólnie. A najpiękniejsze jest to, ż widzę w jej oczach tę samą fascynację co 25 lat temu u mnie…

    Odpowiedz
  • magda 25 listopada, 2014 at 20:32

    książki z dzieciństwa jakie lubiałam jak czytają mi rodzice bylo w Pustymi i Puszczy oraz wiersze Jana Brzechwy.Ostatnio przy porządkach znalazłam te książk,mają ponad 20lat teraz mając dwójkę dzieci będę mogla również im poczytać te książki:)I wtedy będę mogla zrobić do czasów dzieciństwa kiedy to mi moja mama czytała mi je.

    Odpowiedz
  • Radek O. 25 listopada, 2014 at 20:50

    Nie będę zmyślać tylko po to, żeby wygrać w konkursie… Prawda jest taka, że nie czytałem, gdy byłem mały. Moja mama próbowała wszystkiego – bezskutecznie aż do ósmej klasy podstawówki, kiedy to założyła się ze mną o 100 zł, że nie przeczytam „Krzyżaków”. Przeczytałem i okazali się całkiem fajni, także podwójna wygrana :) Potem mama powiedziała, że będzie mi dawać pieniądze na każdą książkę, jaką będę chciał kupić do przeczytania. Tak zacząłem czytać książki fantasy, a mama znacząco uszczupliła swój miesięczny budżet, bo pochłaniałem książkę tygodniowo. Zostało mi do dziś. Także rodzice dzieci nieczytających – głowa do góry, nie wszystko stracone!

    Odpowiedz
  • Ania 25 listopada, 2014 at 21:38

    Czasem, kiedy kogoś nie znam, kiedy nie wiem, czy można z nim ziewać, czy śpiewać, pytam: Czy lubisz Małego Księcia? I jeśli ten ktoś się uśmiecha i mówi: Tak, to mój przyjaciel – to wiem, że ta osoba jest również moim przyjacielem, bo przyjaciela moich przyjaciół można oswoić. Wiem, że z tą osobą mogę patrzeć w niebo, słuchać gwiazd jak dzwoneczków, kochać wszystkich na świecie latarników i widzieć wszystko to, co niewidoczne dla oczu, a przecież najważniejsze… Jak w dzieciństwie. Jak w najpiękniejszej opowieści z mojego dzieciństwa, która z upływem czasu nic nie traci. Tylko tak kłuje w serce. Jak kolec róży. By przypomnieć, by marzyć. By widzieć… Więcej…

    Odpowiedz
  • Kasia 25 listopada, 2014 at 22:32

    W dzieciństwie od małego byłam uczona czytać sama :D Do dyspozycji miałam wiele książek, jednak najbardziej w pamięci pozostały mi :
    – Martynka – Wanda Chotomska ( polecam, naprawdę świetne książeczki ) – zdradzę w sekrecie, że nawet teraz od czasu do czasu zaglądam do nich ukradkiem i wspominam „stare dobre czasy” :D
    Pozostały mi w pamięci kolorowe obrazki i wspaniałe przygody, o których tak uwielbiałam czytać (marząc, że może kiedyś ja przeżyję takie wspaniałe przygody) :)

    – Dumbo w Afryce i Zakochany kundel – to są zdecydowanie książki mojego dzieciństwa :D Uwielbiałam je, ponieważ bardzo kochałam zwierzęta ( szczególnie psy )…..

    Odpowiedz
  • Patrycja 26 listopada, 2014 at 12:06

    Przez moje dotychczasowe życie przewinęło się wiele książek, ale z dzieciństwa wyjątkowo wspominam jedną „Niezwykłe przygody błękitnego króliczka”. Teraz gdy mam 22 lata zupełnie inaczej patrzę na tę książkę, ale gdy miałam lat 5 i dostałam ją na urodziny była dla mnie po prostu książką z super przygodami Kwiatuszka (tak ma na imię główny bohater). Będę ją polecać wszystkim rodzicom ponieważ jest to książka mądra, dająca do myślenia, a przy tym zabawna i ciekawa. Obecnie dostrzegam także to, że jest ona o tolerancji, której w dzisiejszych czasach brakuje. Kwiatuszek był błękitny, zupełnie odmienny od otoczenia gdzie wszystkie zwierzęta miały normalne kolory futerek. Pomimo tego, że był nieco „inny” wszyscy go kochali. Muszę też wspomnieć o jednej rzeczy, która mnie zachwycała i zachwyca do dzisiaj w tej książce – przepiękne ilustracje. Później, wiadomo, poszłam do szkoły i w moim życiu pojawiły się różne książki: „Puc, Bursztyn i goście”, „Dzieci z Bullerbyn”, „Ferdynand Wspaniały” i wiele, wiele innych, ale „Niezwykłe przygody błękitnego króliczka” darzę szczególnym uczuciem. Żałuję, że dzisiaj ta książka jest tak trudno dostępna ponieważ zrobiłabym sobie zapas i ofiarowywała najbliższym maluchom. Na szczęście mam w domu jeden egzemplarz, liczący już ponad 17 lat z poprawioną markerem dedykacją tak aby upływ czasu jej nie zjadał i gdy wracam ze studiów do rodzinnego domu, kładę moją duuużo młodszą siostrę spać, siadam na brzegu jej łóżka i czytam „Niezwykłe przygody błękitnego króliczka”. W takich chwilach czuję, że ta ogromna różnica wieku jaka istnieje pomiędzy mną, a moją siostrą – znika i obie z radością śledzimy jak Kwiatuszek idzie pierwszy raz do szkoły, zarabia pieniądze na tort dla mamy czy też wyrusza do apteki po lekarstwa dla taty… Coś pięknego :)

    Odpowiedz
  • Magdalena 26 listopada, 2014 at 13:20

    Pierwszą książkę- pamiątkę z dzieciństwa mogę wybrać z łatwością i są to „Dzieci z Bullerbyn”. Mam w domu egzemplarz jeszcze po moim tacie i to z nim czytałam ją po raz pierwszy. Potem czytałam jeszcze jakiś milion razy hehe ale ten pierwszy utkwił mi w pamięci, bo to raczej z mamą czytałam książki niż z tatą. Pamiętam też, że pod wpływem tej książki miałam przez pewien czas istną obsesję na punkcie zbierania zakładek do książek. Ot takie wspomnienie z dzieciństwa.
    Z drugą pozycją będzie trudniej, bo nie mogę się zdecydować… Wybrałabym chyba „Kubusia Puchatka”, z tego względu, że to był mój pierwszy samodzielny wybór książkowy. Nikt mi tej książki nie czytał, nie podał do ręki nawet chyba nikt mi o niej nie wspominał. Wzięłam ją kiedyś z półki, przeczytałam i zakochałam się. Jako dziecko zakochałam się z Kłopouszku i reszcie postaci, już jako nieco starsza zakochałam się w życiowych mądrościach tej książki. Egzemplarz z dzieciństwa mam oczywiście do dzisiaj i tylko tą wersję uznaję. Denerwują mnie te nowoczesne wersje bo to zamach na Kubusia jest!

    Odpowiedz
    • Magdalena 29 listopada, 2014 at 21:31

      Nie ma to jak komentować swój własny komentarz ale co tam… Dziś znalazłam jeszcze jedną książkę pamiątkę z dzieciństwa. „Bajarka opowiada”, kiedyś wszystkie te bajki znałam prawie na pamięć. Do dziś mogłabym opowiedzieć „o tym jak gołąb budował swoje gniazdo”. Cudo, cudo i jeszcze raz cudo a najpiękniejsze jest to, że mój prywatny egzemplarz, który jest tak wyczytany, że wygląda jakby przynajmniej dwie wojny przeżył ma taką samą okładkę jak te nowiuśkie książki wprost z księgarni. Przez tyyyyle lat nic a nic się nie zmieniło. Oznacza to, że prywatny egzemplarz mojej córki będzie identyczny jak mój :)

      Odpowiedz
  • Krysia 26 listopada, 2014 at 19:07

    1. „Królowa Śniegu” H.Ch. Andersen – klasyk. Piękna i poruszająca baśń. Dziewczynka rusza w pełną niebezpieczeństw podróż, by odzyskać swojego przyjaciela z rąk złej królowej. (Szkoda tylko, że pierwotna wersja jest dość brutalna). Opowiada o sile przyjaźni, dla niej można pokonać wiele niebezpieczeństw. Do tej pory mile ją wspominam, a przyjaźń jest dla mnie bardzo ważną wartością w życiu
    2. „Na Jagody” Maria Konopnicka – kto nie chciałby się wybrać na pyszne jagody do lasu :p Poznać „Jagodowego Króla” i nauczyć się od mieszkańców Jagodowego królestwa że w życiu jest ważny honor, szlachetność oraz dobre obyczaje.
    3. „Madeline” Ludwig Bemelmans – po prostu mam sentyment do tej książki. Opowiada o 12 dziewczynkach z sierocińca. Żółte uniformy dziewczynek, ich pokoik gdzie leżały w łóżkach w 2 rzędach po 6 osób, te sceny zapadły mi w pamięci. Zawsze jak o niej myślę uśmiecham się od ucha do ucha. A bajka w TV to dodatkowe uzupełnienie książki, zawsze na nią czekałam jak leciała w TV.

    Odpowiedz
  • Natalia 26 listopada, 2014 at 19:48

    Książka od zawsze była częścią życia każdego z nas, mnie szczególnie, gdyż czytanie jest moją ogromną pasją. Jedne z nich nas bawią, inne zaś uczą. Jednak na miano hitu literackiego zasługują tylko te niezwykłe. Te, które czytamy z zapartym tchem i te, dzięki którym możemy choć na moment zapomnieć o własnych problemach i żyć życiem głównych bohaterów powieści. W mojej opinii taki właśnie jest „Oskar i pani Róża”. Ta opowieść o życiu, śmierci, Bogu i wierze – w formie listów do Boga pisanych przez 10-letniego, umierającego na raka chłopca jest ciepła i wzruszająca. Jedynie z powodu swojej krótkiej treści pozostawiła mi pewien maleńki niedosyt. Autorem książki jest Éric-Emmanuel Schmitt, autor m.in. powieści „Pan Ibrahim i kwiaty Koranu”, pisarz niezwykle ceniony i szanowany na całym świecie, którego większość to bestsellery. „Oskar i pani Róża” to mądra i ciekawa historia, która pokazuje, jak walczyć z przeciwnościami losu, jak odnaleźć w sobie nadzieję na lepsze jutro.
    Są takie książki, które pomimo tego, iż są krótkie tak jak „Oskar i pani Róża”, zapadają głęboko w pamięci. Nie trzeba napisać pięciuset stron, żeby zauroczyć czytelnika. Nie potrzeba setek stron, żeby odkryć prawdę życiową. I właśnie w tej niepozornej książce, jaką jest „Oskar i pani Róża”, odnalazłam wiarę i siłę, a pokazał mi ją nie kto inny, a mały Oskar.
    Dla mnie lektura ta to swoisty przewodnik po życiu. Czytam ją co roku, w okresie przedświątecznym, aby przypomnieć sobie, jak wiele mam. Autor, wcielając się w dziesięcioletniego chłopca, stara się nam przekazać najważniejsze wartości z życia. Próbuje pokazać, że życie jest darem i tylko ten, kto może je stracić, jest w stanie je docenić w pełni. W pewnym sensie jest to ostrzeżenie, ale również wskazówka, że trzeba żyć intensywnie, chwytać każdy dzień i wyciskać go jak cytrynę, ponieważ nie wiadomo kiedy przyjdzie nam pożegnać się ze światem.
    „Oskar i pani Róża” jest ponadczasowa, niezwykła, piękna i pomimo smutnej tematyki bardzo optymistyczna i pełna humoru. Samego Erica Emmanuela Schmitta uważam za pisarza genialnego. Któż inny potrafiłby napisać tak banalną, a zarazem głęboką historię o życiu i śmierci, a w roli głównego bohatera osadzić dziecko, do tego nieuleczalnie chore? Pisarz prostotą języka i humorem oddał powagę sytuacji i pokazał, że to, co dzieję się w życiu tak naprawdę zależy od nas samych i naszego podejścia. Wszystko to ujął na prawie 80 stronach, co jest naprawdę czymś niesamowitym i godnym pochwały.
    Tę jedną z moich ulubionych książek mogłabym polecić naprawdę każdemu, bez względu na wiek, płeć czy przekonania, ponieważ czyta się ją z przyjemnością, a jednocześnie jest niesamowicie pouczająca.
    Wywołuje mieszane uczucia przechodzące w skrajność – śmiech, który po chwili zamienia się w dławiący płacz. Emocje, które rozdzierały mnie wewnętrznie i mądrości , które zmuszają do myślenia to właśnie „ Oskar i Pani Róża”.
    A o czym jest sama, tak wychwalana przeze mnie lektura?
    O dziesięcioletnim chłopcu, który dużą część swojego dzieciństwa spędza w szpitalu, widząc świat zupełnie inaczej niż każde zdrowe dziecko, a nawet dorosły. Po nieudanym przeszczepie szpiku czuje się niechciany i lekceważony – przez rodziców, lekarzy i pielęgniarki. Jest tylko jedna osoba, która się nie zmienia – to ciocia Róża. Tak chłopiec nazywa najstarszą wolontariuszkę w szpitalu, która codziennie go odwiedza i staje się jego duchową przewodniczką. To ona pomaga Oskarowi zamienić jego ostatnie dni życia w wielką przygodę.
    Chłopiec coraz bardziej czuje, że wszyscy się od niego oddalają, nawet rodzina. Omijają jego salę, bo nie potrafią mu powiedzieć, że umrze. Mały Oskar nie boi się śmierci. Może dlatego, że niezupełnie zdaje sobie sprawę, czym ona jest. Bardziej przeraża go to, że dorośli nie potrafią o niej rozmawiać. Nie może zrozumieć ich zakłamanego świata i tego, że najważniejsze sprawy w życiu, wolą przemilczeć, bo tak jest im wygodniej.
    Samotność Oskara rozumie tylko pani Róża, która proponuje mu napisanie listu do Boga. Wie, że chłopiec w Niego nie wierzy, dlatego mówi mu, żeby sobie Go wymyślił. Jak już pojawi się w jego wyobraźni, będzie mu łatwiej żyć. Mały Oskar z lekkim niedowierzaniem zaczyna pisać do Boga pierwszy list. Opowiada w nim o poważnych sprawach bardzo prostym, dziecięcym językiem.

    Ciocia Róża jest przy chłopcu do samego końca. Próbuje mu pokazać, że każdy dzień jest ważny, bo może być ostatnim. My jednak często o tym zapominamy i zatracamy się w codziennych sprawach: „Zapominamy, że życie jest kruche, delikatne, że nie trwa wiecznie. Zachowujemy się wszyscy, jakbyśmy byli nieśmiertelni.”. Duchowa przewodniczka Oskara wie, że zostało mu już tylko kilka dni życia, ale w przeciwieństwie do innych, stara się z nim o tym rozmawiać. Uczy go, jak w jeden dzień można przeżyć dziesięć lat. Ukazuje mu życie z zupełnie innej strony i prowadzi go przez wszystkie jego etapy. Pokazuje mu jak ważna jest odwaga, bo tylko dzięki niej można dokonać rzeczy, o których kiedyś tylko mogliśmy pomarzyć.
    Ciocia Róża przeprowadza Oskara przez całe życie w zaledwie kilka dni i pomaga mu przeżyć wiele ważnych chwil. Pierwsza miłość, pierwsze problemy, to właśnie w walce z nimi wolontariuszka wspiera swojego podopiecznego.
    Wspaniałe przesłania, prawdy… uczta dla ducha. Prawie każda strona przynosi ważną myśl, uczyć doceniać chwilę, akceptować cierpienie.
    Ta opowieść nie jest tylko o dziecku, jest też o dorosłych, jest o każdym z nas.

    Odpowiedz
  • Martyna 26 listopada, 2014 at 22:04

    Jestem prawdziwym molem książkowym, a mój Tata zawsze mówi „ty nie czytasz książek, ty je połykasz!”. Z moje dzieciństwa (które tak naprawdę trwa nadal, i nie mam najmniejszego zamiaru, jak na razie, kończyć tego rozdziału w moim życiu) książki, które najbardziej zapadły mi w pamięć to bezcenna seria „Harry Potter” pióra J.K. Rowling. Pamiętam nawet, że gdy miałam siedem lat, i przeczytałam jak i obejrzałam „Harry Potter i Komnata Tajemnic” przez tydzień bałam się wchodzić do łazienki! Ogromnie przeżywałam tę książkę i dorastałam wraz z głównymi bohaterami. I, prawdę mówiąc, ciągle przeżywam. Książki te ukazują prawdziwą magię, a nie jakieś bezsensowne wymachiwanie różdżkami czy też wyciąganie królika ze starego kapelusza. Jako jedne z dość niewielu książek ma genialną historię, a do tego te piękne sentencje i prawdy jako wisienka na torcie.
    Nie wyobrażam sobie życia, w którym nie poznałabym historii małej dziewczynki. Nigdy nie lubiłam księżniczek (tolerowałam tylko Małą Syrenkę), a więc gdy Mama podsunęła mi pod nos „Małą Księżniczkę” od razu się zniechęciłam. I w tym momencie dostrzegłam okładkę książki. Dlaczego dziewczynka jest taka brudna, ma za małą sukienkę? Dlaczego widzi w odbiciu, trudno by się nie zgodzić, księżniczkę? Chce być księżniczką? Czy może widzi dawną siebie? Te oto pytania stały się moim „koszmarem” następnych siedmiu dni, aż w końcu uległam. To polegnięcie okazało się zwycięstwem. Zakochałam się w tej historii, w głównej bohaterce – czyli Sarze Crewe i pogłębiłam swą miłość do marzeń i mocy wyobraźni – jak to rzekł Einstein: „Wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy, bo wiedza jest ograniczona”. Co takiego ma w sobie ta książka? Nie potrafię tego wyjaśnić (chyba nawet gdzieś głęboko w mym serduszku nie chcę), ale „Mała Księżniczka” ma w sobie coś takiego, że gdy tylko ją widzę, od razu się uśmiecham.

    Odpowiedz
    • Marta 27 listopada, 2014 at 22:59

      Tak Pani dużo czyta, a jednak rażące błędy widzę, które muszę poprawić ;) Piszemy „książka spod pióra np. Rowling”. Przepraszam za tę poprawę, ale to bardzo rzucało się w oczy. Pozdrawiam :)

      Odpowiedz
      • Martyna 28 listopada, 2014 at 22:31

        Ojej, rzeczywiście! Nie ma za co przepraszać przecież ;) Mam nadzieję że innych błędów już nie ma. Szkoda że nie można zedytować mej wypowiedzi – taka plama na honorze! :)
        Pozdrawiam

        Odpowiedz
  • Ela 26 listopada, 2014 at 22:04

    Ania z Zielonego wzgórza.Dlaczego ?bo wtedy zaczęła się moja wielka przygoda z czytaniem.Do Ani sięgam często i mam do niej sentyment.Wszystkie tomy leżą na głównej półce i czekają też na córeczkę.Kiedyś nadejdzie dzień,kiedy kiedy dostanie ode mnie w preznecie

    Odpowiedz
  • sylwia 26 listopada, 2014 at 22:44

    Co jest najbardziej przykre i świadczące o czytelnictwie w Polsce? Sam fakt ze w konkursie do wygrania opaska ala telefon na rękę 300 komentarzy w konkursie na książkę ledwo ponad 30… To przykre.. Ludzie Czytajcie bo naprawdę warto. Sama osobiście wolę książkę niż film. Film nigdy nie odda nam tego co daje książka. Potrzebę własnej wyobraźni.

    Odpowiedz
  • Kasia W. 26 listopada, 2014 at 23:18

    Uroczą książkę o skromnym tytule „Bajeczki z obrazkami” W. Sutiejewa dostałam od mojej ukochanej Babci na siódme urodziny i od razu się w niej zakochałam. Krótkie, mądre, zabawne i wzruszające historyjki oraz piękne ilustracje skradły moje serce na długie lata…
    Mijał czas, beztroska dziewczynka stała się najpierw zbuntowaną nastolatką, a potem zapracowaną mamą dwójki szkrabów. Trzy kotki brudaski, rezolutny jeżyk i inni książkowi przyjaciele poszli w zapomnienie, a sama książka w kartonie na strychu wypatrywała z nadzieją innych małych rączek, które się po nią wyciągną.
    Pewnego jesiennego wieczoru wracałam tramwajem z pracy i rozmyślałam nad prezentem urodzinowym dla mojego synka. Naprzeciw mnie starszy mężczyzna czytał swojej wnuczce książkę. Spojrzałam zaciekawiona (słabość wielu czytelników). MOJA KSIĄŻECZKA! Po powrocie do domu szybko pobiegłam na strych.
    „Bajeczki z obrazkami” to książka, którą najczęściej czytam moim dzieciom przed pójściem do łóżek. Muszę uważać, żeby małe, ciekawe rączki nie pogięły lub podarły pożółkłych nieco kartek.

    Odpowiedz
  • Aneta 27 listopada, 2014 at 10:31

    Przeczytałam nagłówek i….BUM(!).. przed oczy spadł mi tytuł „Dzieci z Bullerbyn” :)) Moja NAJ z dzieciństwa, nastolęctwa i ..teraz czekam na wspólne przeżywanie tej historii z córą. Książka absolutnie magiczna, przeczytana przeze mnie 8 razy..a potem przestałam liczyć. Nie, żebym tylko 1 miała ;) ale ogólnie jestem molem książkowym od wczesnego dzieciństwa. Nie stać nas było na książki, a ja miałam swoje spore potrzeby-więc wyrabiałam normę na siebie i koleżanki z klasy w szkolnej bibliotece. Jak skończyłam czytać jakąś pozycję, a nie mogłam sobie pójść i wypożyczyć innej..to zawsze czekała na mnie TA na półeczce i patrzyła zachęcająco. Moja kochana córeczka ma teraz 9 miesięcy i zbiór książeczek, jakiego mogą jej pozazdrościć niektóre 3latki. Póki co królują obrazkowe, ale są tez pierwsze bajeczki na dobranoc z grubymi tekturowymi stronami. niedługo Święta, a potem roczek i kolejny..i już nie mogę się doczekać aż podaruję jej pierwszą „dorosłą” książkę, w której ona mam nadzieję też się zakocha i będzie wdzięczna swojej mamie, tak jak ja kiedyś mojej, że wybrała akurat tę książkę dla mnie. . .

    Odpowiedz
  • Katarzyna 27 listopada, 2014 at 10:48

    Początek szkoły podstawowej -pamiętam jak dukam 3 godz. „Lokomotywę” J. Tuwima, gdy skończyłam byłam chyba najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Lubiłam wszystkie jego wiersze do tego stopnia, że nauczyłam się ich na pamięć np.: „Idzie Grześ”, „Okulary”, „Spóźniony słowik”, „Abecadło” i pamiętam je do tej pory. Teraz jestem mamą i wszystkie wiersze opowiadam mojemu synowi (3 l.). Nie jest to tylko suche opowiadanie, wczuwam się bowiem w rolę, żywo przy tym gestykuluję. Przypuszczam że trochę nawet „pajacuję”, ale świetnie się przy tym razem bawimy. Także zbiór wierszy J.Tuwima jest nadal numerem jeden. Forma nie „papierowa”, raczej zeskanowana, ale przecież to co w głowie jest najbardziej trwałe, zwłaszcza, że książka którą ja czytałam (chodzi tu o egzemplarz) nie przetrwała do dzisiaj.

    Odpowiedz
  • Gosia 27 listopada, 2014 at 21:25

    Witam,
    ja z dzieciństwa najbardziej pamiętam książeczkę pod tytułem „Tygryski”, która zaczynała się słowami: „Moja piżama cała w tygryski, a te tygryski straszne urwiski…” Dostałam ją jako nagrodę na zakończenie klasy I i byłam z tego bardzo dumna. Nosiłam ze sobą, pokazywałam babci, ciociom, znajomym…umiałam całą na pamięć. Dała mi motywację do dalszej nauki, a gdy coś mi nie wychodziło, otwierałam ją i czytałam dedykację, którą wpisała mi wychowawczyni i dodawało mi to skrzydeł. W czasie nauki szkolnej dostałam jeszcze kilka nagród, ale żadna nie była dla mnie tak ważna. Książeczka ciągle jest w moim domu, nie zgubiła się, nie zniszczyła i pamiętam jak starsza córka była w I klasę i pokazałam ją jej, wiem jakie wrażenie na niej zrobiła i jak bardzo zainspirowała ją do pokonywania trudności. Teraz, gdy moja młodsza córka rozpoczęła naukę też zamierzam znaleźć czas, by ją jej pokazać i opowiedzieć jaka przez te wszystkie lata była dla mnie ważna. Pozdrawiam wszystkich miłośników książek.

    Odpowiedz
  • SSylwia 27 listopada, 2014 at 22:24

    OMG, temat rzeka, ciężko wybrać tylko 1 książkę, zwłaszcza dla kogoś kto lubił, lub i zapewne będzie lubił czytać.
    Pamiętam jak w pewien piątek (24 lata temu) w 2 lub 3 klasie szkoły podstawowej Pani zadała do przeczytania lekturę (dała czas tydzień). Poprosiłam mamę i następnego dnia w sobotę do południa kupiłyśmy ją w księgarni, wróciłam do domu i zaczęłam czytać. Wieczorem książka była już przeczytana a jak na 8-letnie dziecko nie było ona cienką książeczką. Ta książka nosi tytuł „Oto jest Kasia”.

    Odpowiedz
  • Ewa 28 listopada, 2014 at 01:12

    Nie będę oryginalna pisząc, że moja ulubiona książka z dzieciństwa, to „Dzieci z Bullerbyn”. Czytałam ją tak wiele razy… Kiedy było mi bardziej smutno, to zasypiałam czytając fragmenty o Bożym Narodzeniu w Bullerbyn. Wiele razy też wpadałam w rozmarzenie, kiedy czytałam o urodzinach Lisy – głównej bohaterki. A to przez to, że nie miałam w dzieciństwie własnego pokoju, a kiedy na kartach książki Lisa dostała własny pokój, przygotowane dla niej mebelki i dywaniki… Jak bardzo to do mnie przemawiało. Choć przez te kilka stron sfatygowanej już książeczki mogłam poczuć, że to trochę jakbym ja dostała własny pokój. Mój stary egzemplarz nadal posiadam, choć miałam go po starszych braciach i kartki wypadały i mocno pożółkły, to nie oddałabym go nigdy. Niedawno dostałam symboliczny prezent na Dzień Dziecka – nowe piękne wydanie „Dzieci z Bullerbyn”, ale z oryginalnymi ilustracjami, które tak dobrze znam :-)

    Odpowiedz
  • ewa 28 listopada, 2014 at 11:25

    Książka którą ja najbardziej pamiętam to zdecydowanie „LITERY-nauka czytania” Przyłubscy z tej własnie uczyłam się w pierwszej klasie. Do dziś pamiętam te krótkie historyjki. Szkoda, że moja córka obecnie w pierwszej klasie nie może uczyć się własnie z takiej.

    Odpowiedz
  • DARIA (mama TYSI ) 28 listopada, 2014 at 19:56

    Moje ukochane książki z dzieciństwa są dwie:
    1. Hans Christian Andersen „Baśnie” ,
    To książka którą mama czytała nam ( mam dwoje rodzeństwa) wieczorem do poduszki wiąże się z nią mnóstwo wspomnień mama czytała nam ją tak często , że niejednokrotnie ona zaczynała jakieś zdanie a my chórem kończyliśmy razem z nią.
    Choć dziś książka jest już żółta i ma obdartą okładkę zajmuje honorowe miejsce w naszej rodzinnej biblioteczce.
    2. L.W. Montgomery „Ania z Zielonego Wzgórza” była to pierwsza książka którą kupiłam sobie sama za własne pieniążki do dziś pamiętam księgarnię i uśmiech pani która mi tę książkę sprzedawała . Czytałam ją już wielokrotnie i za każdym razem wynoszę z niej jakąś inną prawdę.
    Teraz obie książki czytamy razem z moją córeczką. <3

    Odpowiedz
    • DARIA (mama TYSI ) 28 listopada, 2014 at 20:08

      Moja 2-letnia córcia Martynka właśnie pyta dlaczego tak stukam w komputer gdy jej odpowiedziałam od razu powiedziała ” Mama moje -lulubione- Martynki” książeczki mojej Tysieńki to oczywiście
      „Martynka” W . Chotomskiej pierwszą dostała już w dniu swoich urodzin i tak powolutku poszerzamy naszą kolekcję o kolejne tomy. Martynka uwielbia opowiadania o swojej imienniczce poza tym książeczki mają naprawdę przepiękne ilustracje.

      Odpowiedz
  • Anna 28 listopada, 2014 at 22:14

    Odkąd pamiętam, zawsze kochałam książki. Otaczałam się nimi od wczesnego dzieciństwa. Pamiętam ten dzień, gdy mama podarowała mi kilka ukochanych tomów baśni Andersena. Miała wtedy pięć lat. Z zachwytem przysłuchiwałam się magicznym historiom, a potem dokładnie oglądałam magicznie, kolorowe ilustracje. Czasem chciałam być Syrenką, która znała tajniki podwodnego swiata, a czasem pragnęłam zamieszkać w miasteczku,
    gdzie w wigilijny wieczór sprzedawała zapałki uboga dziewczynka. Ocierałam łzy spływające po policzkach i marzyłam, że kiedyś, gdy będę „duża”, będę pomagać wszystkim biednym dzieciom. Nie pozwolę, by były głodne. Potem nadszedł czas na kolejne literackie opowieści. Były bajki i bajeczki, opowiastki o dojrzewaniu i dorastaniu. Z tamtego okresu najbardziej pamietam historię rudowłosej Ani. To po poznaniu jej losów postanowiłam zostać nauczycielem, który z pasją wykonuje swój zawód, uczy maluchy, pokazuje im piekny świat. Książki były moimi najwierniejszymi przyjaciółmi. Każdego wieczoru gościły w moim łóżku. Gdy kończyłam czytać kolejną opowieść, zanurzałam się w swoim świecie marzeń. Wedrowałam po świecie, poznawałam kolejne niesamowite postacie obdarowane tajemnymi mocami.
    Dziś jestem mamą. Z miłości do książek nigdy nie wyrosłam. Chociaż jestem już „duża”, czesto siegam po basnie Andersena czy ukochanego Kubusia Puchatka, który jak nikt inny wie, co to jest przyjaźń. Bezinteresowna przyjaźń.
    Ksiązki pomagają mi zmierzyć się z wieloma problemami, odpowiedziec na wiele trudnych pytań. Wystarczy, że sięgnę po odpowiednią pozycję, a świat staje się milszy, ciekawszy.
    Teraz wędruje po tym zaczarowanym, literackim świecie razem z moimi dziećmi, które słowo pisane kochaja tak samo jak ja. :)

    Odpowiedz
  • Monika G. 29 listopada, 2014 at 14:02

    Książką, która utkwiła mi w pamięci i która nadal ma swoje honorowe miejsce na półce w domu jest „Złota Księga Bajek – Opowieści ze wszystkich stron świata”. Już jej złoty, wytłoczony tytuł skutecznie przyciągał uwagę! W środku zestaw najpiękniejszych bajek i baśni – począwszy od Baśni Braci Grimm, przez Baśnie Andersena, skończywszy na Bajkach Perraulta. „Dzielny ołowiany żołnierzyk”, „Dziewczynka z Zapałkami ” i ” Titelitury” to trzy, moje ulubione baśnie z tej księgi. Poruszające i piękne, zawierające morały, które pamięta się przez całe życie! Na tej księdze wychowały się trzy pokolenia w naszej rodzinie i nadal służy najmłodszym! Wspaniałe historie zapisane na pięknych kolorowych kartach tej księgi towarzyszyły mi każdego wieczoru, czytane na zmianę przez mamę i tatę. A gdy już sama zaczęłam czytać, przeczytałam jedną z tych baśni na konkursie pięknego czytania. Uważam, że książka to najpiękniejszy prezent jaki można dać dziecku, by pobudzić jego wyobraźnie! Najpiękniejsze baśnie na długo pozostaną w jego pamięci!

    Odpowiedz
  • klaudia 30 listopada, 2014 at 23:34

    Od dziecka kocham czytać, pamiętam jak zaraz po szkole biegłam do biblioteki publicznej, aby znaleźć kolejne cudo które z każdym kolejnym zapisanym słowem pozwoli odtworzyć piękne i kolorowe obrazy w mojej głowie. A jakim szczęściem było gdy rodzice kupowali mi kolejne książki! Śmiało mogę nazwać siebie książkoholikiem. Najlepszą książką z moich dziecięcych lat jest zdecydowanie „Plastusiowy Pamiętnik”. Dlaczego? Ponieważ książka ta nie tylko niesamowicie mnie bawiła, ale i bardzo dużo nauczyła. W pierwszej klasie podstawówki miałam problemu z nadwagą, dzieci się śmiały, przezywały, co dla pierwszaka było bardzo trudne, ale książka ta nauczyła mnie, że każdy człowiek jest inny, jeden ma czerwone odstające uszy, jeden zakrzywiony nos, a jeszcze inny rude włosy i milion piegów i, że to jest piękne i nie ważne jak wyglądasz – ważne jakim człowiekiem jesteś. Zaczęłam akceptować to jaka jestem, a nawet pouczać inne dzieci. Nauczyła mnie również szacunku do swoich i pożyczonych rzeczy, a gdy ktoś potrzebuje naszej pomocy – pomagać. Za dzieciaka „Plastusiowy Pamiętnik” przeczytałam siedem razy. Teraz mam dwadzieścia jeden lat i co kojarzy mi się z książką? Tolerancja, pomoc, szacunek, przyznawanie się do błędów, oraz niesamowite obrazy mojej wyobraźni. Wiem, że czas już się skończył, a szkoda, ponieważ nie powiem, że nie liczyłam na taki prezent pod choinkę dla mojej siedmioletniej siostry, po prostu mam nadzieję, że ktoś przeczyta mój komentarz i kupi czy też wypożyczy sobie tą wspaniałą lekturę dla swojej (i nie tylko swojej) pociechy.

    Odpowiedz
  • Zostaw komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

    Zobacz najnowsze wpisy!