by Karolina & Adrian

Nasz największy włosowy problem + KONKURS!

Uroda - Szafeczka - Kwiecień 16, 2018

Zdrowe długie włosy to marzenie większości kobiet i dziewczynek. Nie ma się co oszukiwać, także moje. Dobrze wiecie, że probuję wszystkiego i mimo iż efekty jakieś tam są, to niestety wciąż w sferze marzeń pozostaję. Przynajmniej mogę się pozachwycać pięknymi włosami córki. Długimi, gęstymi, no jak z reklamy! Dobrze, że chociaż ona ma to szczęście. W dodatku dla niej takie włosy są prawie bezobsługowe… co innego dla mnie.

Oczywiście ja jej pomagam myć włosy, to ja stoję z suszarką, a później rozczesuję. Z tym ostatnim mamy najwięcej problemów. O ile po myciu możemy wspomagać się odżywką do rozczesywania, jednak po nocy, tuż przed wyjściem do szkoły zawsze jest dramat. Tak samo zresztą jak po jeździe na rowerze czy na nartach w kasku, a nawet po wietrznej pogodzie. Mimo mojej wprawy czasem już brakuje mi cierpliwości. Na szczęście wtedy do akcji wkracza nasz SUPER HIROŁ Adrian i on ze stoickim spokojem potrafi rozplątywać kołtun po kołtunie. Pamiętam co miała na głowie córka po obozie narciarskim. Dziewczynki, aby odciążyć wychowawczynię, czesały się wzajemnie. Oczywiście bardzo delikatnie, bo żadna nie lubi, gdy się ją ciągnie za włosy. Efekt był taki, że wróciła z kołtunem, który wyglądał jak nieznana forma życia.

Testując różne szczotki i kosmetyki, jakoś sobie radzimy z tymi włosami, ale czasem bywa faktycznie ciężko. Kto by pomyślał, że ktoś zechce nas od tego problemu uwolnić… i wcale nie mam na myśli Adriana i jego cierpliwości. Otóż jakiś tydzień temu dotarło do nas małe, fioletowe, niepozorne urządzenie, które miało odmienić naszą codzienność. Elektryczna szczotka do rozczesywania włosów Remington Tangled 2 Smooth.

Sama nazwa brzmiała obiecująco, w przeciwieństwie do samego urządzenia, które wyglądało bardzo niepozornie. Tych 8 miękkich ząbków miało dać sobie lepiej radę niż wszystkie moje szczotki razem wzięte? Otóż tak właśnie jest! Już po pierwszym teście okazało się, że większość poplątanych włosów i kołtunów rozczesuje za pierwszym razem! Ja wiem, że to może brzmieć niewiarygodnie, bo sama bym nie uwierzyła, dlatego koniecznie zobaczcie nasz film. Tam zrobiłam nawet test z natapirowanymi włosami. Oczywiście zdany bezbłędnie. Jednak to co najważniejsze, to brak porannego „ałaaaa”, „boliiiii” i „mamo już skończ” ;)

Uwaga konkurs!

Abyście również mogły przetestować taką szczotkę od Remington, przygotowałyśmy dla Was konkurs!  Wystarczy, że w komentarzu POD TYM WPISEM opiszesz krótko śmieszną/ciekawą/interesującą historię związaną z włosami Twoimi lub Twojego dziecka.

Dwa najlepsze komentarze nagrodzę właśnie takimi szczotkami! Na zgłoszenia czekam do 22.04.2018, a wyniki ogłoszę w tym wpisie 27.04.2018. Powodzenia!

(regulamin konkursu znajdziecie tutaj)

Udostępnij wpis

95 komentarzy

  • Ola Kwiecień 16, 2018 at 18:22

    Mama zawsze kręciła mi grzywkę na wałek – taki duży, rzepowy… nie znosiłam tego. Jaką miałam minę, gdy mi – w drugiej/trzeciej klasie- nauczycielka (przy wejściu do szkoly) powiedziała, ze mam wczepiony wałek we włosy? Było mi tak wstyd, ze przeszłam przez całe miasto, ze od tej pory nigdy nie użyłam walka. Ale za to kilka lat pozniej wyszłam w kapciach. Puchatych. :)

    Odpowiedz
  • Ela Kwiecień 16, 2018 at 18:27

    Gdy byłam małą dziewczynką (ok. 3 lat) postanowiłam sama zadbać o swoją fryzurę. Kiedy mama nie widziała, obciełam sobie grzywkę i podobno powtórzyłam ten zabieg jeszcze 3 razy. Zdjęcia do dziś wywołują uśmiech na twarzy mojej mamy, która zawsze podkreśla, że grzywka zaczynała się praktycznie na drugim końcu głowy (no cóż, widocznie uznałam, że tak będzie modnie). Od tamtej pory mama czesała mnie głównie w dobierany warkocz, żeby jakoś te włosy zapuścić :) i chociaż zazdrościlam innym dziewczynkom rozpuczonych włosów to pewnie to był sposób mamy na okropne kołtuny i walkę z nimi :) a z perspektywy czasu uważam, że warkocze były urocze :)

    Odpowiedz
  • Marta Kwiecień 16, 2018 at 18:29

    Moja córka rowniez ma piekne,geste i dlugie wlosy. Pomimo iz ma 6 lat jeszcze nie przyszedl jej do glowy zadnen glupi pomysl:obcinania czy farbowania ;) noo moze poza wsadzeniem sobie bunchersa :)
    Ja za to pamietam jak dzis,mialam moze z 10 lat… rodzice pojechali na imieniny,a ja zostałam pod opieka dwoch starszych braci,ktorzy oczywiscie mieli mnie w nosie. Postanowiłam zajac sie sama soba i pobawic w fryzjera. Pozakrecalam sobie loki,ale wlosy nie byly pofalowane tak jak chcialam… wzielam wiec okragla szczotke mamy i zakręcilam ja sobie az do samej skory. Super pomyslalam. Gorzej bylo gdy nie moglam jej odkrecic…poszlam po pomoc do braci. Nie dali rady. Coz to byl za ryk! Siedzialam i czekalam na rodzicow. Skonczylo sie na tym, ze tata musial mi tez wlosy po prostu wycinać… nie dalo sie inaczej,tak je zaplatalam. Fryzjerka roku :) chodzilam pozniej troche jak nieszczescie,no ale coz za bledy trzena placic. Do tej pory nie modeluje wlosow na szczotke…a minelo juz 20 lat ;)

    Odpowiedz
  • Dagmara Kwiecień 16, 2018 at 18:30

    Oj problem z włosami to ja mam do dzisiaj. I całe szczęście, że mój mąż ma duuużo cierpliwości. To właśnie on zajmuje się moimi włosami. Maluje, podcina końcówki a przede wszystkim rozczesuje. Wracając do czasów dzieciństwa przypomina mi się moja Komunia Święta. Ciocia uczesała mnie w ładnego koka i niestety spryskala moje włosy lakierem. W końcu fryzura musiała utrzymać się cały dzień. Wieczorem, gdy wszyscy poszli do domu mama zaczęła a w sumie miała zamiar zacząć rozczesywac mi włosy. Niestety nie dało się. Włosy były tak sztywne, poplątane, że nie dało się nic z nimi zrobić. Blisko nas mieszkała zaprzyjaźniona fryzjerka, która przyszła nam na pomoc. Powiedziała, że jedynym wyjściem jest… Obciecie moich długich włosów na krótko. Dodam, że włosy miałam do pasa a czekała mnie fryzura “na chłopaka”. Płaczu było dużo… Moje prośby były na nic… Fryzjerka zrobiła to co do niej należało…

    Odpowiedz
  • Marta Kwiecień 16, 2018 at 18:39

    Historii pisać nie umiem (niestety) ale koltuny towarzyszą mi w życiu odkąd mam długie włosy czyli od jakiś 20 lat. Niestety codziennie robi mi się w tym samym miejscu jeden wielki koltun którego muszę rozczesywac rano.. Teraz moja córka na coraz dłuższe włosy i coraz więcej koltunow ;)

    Odpowiedz
  • Sandra Kwiecień 16, 2018 at 18:40

    Jak byłam w gimnazjum to zmieniłam fryzurę. Obcięłam sobie grzywkę- na prosto! Od tego dnia stała się ona czymś przeklętym, nie ruszałam się z domu bez grzebienia, albo dwóch bo miałam obsesję żeby ją ciagle poprawiać. Mało tego! Codziennie myłam włosy, albo chociaż grzywkę żeby się układała tak jak tego oczekiwałam. Będąc w klasie turystycznej pojechaliśmy z klasą w Bieszczady gdzie nocowaliśmy w urokliwym schronisku bez prądu i limitem na branie prysznica.. Co za tym idzie.. moja grzywka nie wyglądała „idealnie”, a ja wpadałam w niemały szał. Całe szczęście byłam przygotowana, na 10 dni wycieczki wzięłam ze sobą 15 grzebieni (sic!). Tak jak przewidziałam, sukcesywnie gdzieś jakiś mi się gubił.. w połowie wycieczki został mi już tylko jeden grzebień, którego pilnowałam jak oka w głowie Oczywiście miałam szczotkę jeszcze, ale ona puszyła mi włosy i zdecydowanie nie nadawała się do grzywki. A więc gdy został mi ten jeden grzebień…. wyobraźcie sobie co się stało jak mi się zawieruszył. Pokój dzieliłam z 6 dziewczynami z klasy, w momencie kiedy uświadomiłam sobie, że mój grzebień nie jest tam gdzie powinien być był już środek nocy, dziwczyny spały, a swiatła że nie było to chodziłam z latarką i swiecialm wszystkim po oczach szukając zguby. W pewnym momencie przesuwałam nawet ich materace i budziłam je żeby sprawdzić podłogę co do centymetra! Wtedy myślałam, że dziewczyny mnie za to znienawidzą (oj były złe, i to bardzo) ale gdy wszystkie się zaangażowały mój jeden jedyny grzebień się odnalazł ❤️ Byłam taka szczęśliwa ahahaaha Cieszę się, że ten bzik na punkcie grzywki mi minął i już nie wychodzę na wariatkę, która jak była gdzieś łazienka w miejscu publicznym to myła grzywkę w zlewie i suszyła ją pod suszarką do rąk.
    Pozdrawiam!

    Odpowiedz
  • Lena Kwiecień 16, 2018 at 18:42

    Hmm… Postaram się krótko opisać. Kiedy byłma małą dziewczynką miałam piękne złote włosy. Do tego długie i gęste. Ale był jeden problem; nie chciałam się czesać. Z myciem włosów też był problem, bo wszystkie szampony szczypały mnnie w oczy. Więc żyłam sobie tak nieczesana i niemyta przez tydzień cały, aż do soboty:p Wtedy to już nie było litości i włosy obowiazkowo musiały zostać umyte. I po jednej takiej kapieli, chcąc wysuszyć włosy, wzięłam lokówko-suszarkę w swoje dłonie i tak zaplotłam loka, że skreciłam wszystkie włosy, aż do szyi. Mama po godzinie walki poddała się, nie było innego wyjścia, jak odciąć lokówko-suszarkę razem z resztą włosów. Nawet nie było mi ich szkoda, ale od tamtej pory zaprzyjaźniłam się ze szczotką:)

    Odpowiedz
  • Monika Kwiecień 16, 2018 at 18:44

    Córka ma naturalnie kręcone włosy, ja proste jak drut. Łatwo się domyślić, że loki odziedziczyła po Tacie, choć patrząc teraz na Niego trudno to zobaczyć, bo razi łysinką :) Kręcone włosy są piękne, ale ich rozczesywanie jest udreką, szczególnie dla dziecka. Wyprobowałyśmy już chyba wszystkiego, włącznie z obcięciem ich na króciutko. Dla mnie wyglądała jak zwykle ślicznie, jednak ciągłe komentarze, że jest “moim xero” (mam krótkie włosy) zraziły ją do nowej fryzury. Ponownie zapuściła włosy i znowu zaczął się dramat rozczesywania. Podczas ostatniej wizyty u fryzjera Pani wyprostowała jej włosy, by równo obciąć i…zaczęło się: wydała swoje wszystkie oszczędności na prostownicę! “Bo proste nie ciągną”… Żal mi tych pięknych loków prostowanych tym, jak dla mnie, “szatańskim” urządzeniem :( Zwłaszcza, że córka ma dopiero 11 lat :(

    Odpowiedz
  • Salusiowo Kwiecień 16, 2018 at 19:06

    My dopiero uczymy się czesac z córką. Pierwsze palmy na głowie nam kwitną

    Odpowiedz
  • edyta Kwiecień 16, 2018 at 19:22

    Nie wiem, czy zainteresuje Was nasza historia, ale wierzę, że zechcecie mi pomóc. Mam podpisaną umowę z 9- letnią siostrą, że 21 maja obetnie swoje piękne, zdrowe, złote, 45 centymetrowe włosy, ze względu na mega ciężkie rozczesywanie. Jeśli uda mi się zdobyć to cudowne urządzenie, to z pewnością zatrzymamy włosy! I wszyscy będziemy szczęśliwi!! Proszę pomóżcie mi!! :D

    Odpowiedz
  • MARZENA Kwiecień 16, 2018 at 19:25

    Ja do dzisiaj wraz z moja mama i rodzeństwem przypominam sobie powtarzjaca się za każdym razem gdy mój tato musiał mnie czekać do przedszkola.. A więc jak już ta czynność musiał wykonać to bardzo ale to bardzo brał sobie do serca że każdy włos musi się znaleźć w kucyku i łatwo się domyślić że wyglądałam tak jak bym cały czas się zdziwiła ciężko oczy było zamknac… ale to nic ta duma w oczach taty że każdy włos jest na miejscu no popraostu nic mu wtedy nie mówiłam a bolało masakrycznie czułam każda cebulkę włosa na głowie…

    Odpowiedz
  • Martyna Kwiecień 16, 2018 at 19:29

    Ach… Aż przypomniało mi się moje dzieciństwo i te ciężkie godziny spędzone na rozczesywaniu włosów, moim płaczu i krzykach. Szkoda, że wtedy nie przyszła mi z wybawieniem taka szczoteczka! :)

    Uczęszczałam wtedy do drugiej klasy podstawówki, a co za tym idzie – szykowałam się do jakże ważnej uroczystości w życiu każdej małej kobietki – Pierwszej Komunii Świętej. Wszystko musiało być dopięte na ostatni guzik, nawet pasek do alby wymieniałam z żółtego na złoty! Biała sukienka na przebranie, pierwsze w życiu buty na kilkucentymetrowym obcasie, szybka nauka chodzenia i gotowe. Tylko co z włosami? Przeglądałam akurat album mojej cioci z jej młodości, było kilka fotografii z Pierwszej Komunii. Wyglądała cudownie i stała się moją inspiracją. Był tylko jeden problem – ciocia miała wtedy grzywkę, której mi brakowało. Bez niej wianek z żywych stokrotek nie wyglądał tak pięknie. Prosiłam mamę, błagałam, przekonywałam, że to strzał w dziesiątkę. Z dużym oporem, ale zgodziła się. Od rana wydzwaniała do fryzjerów, bo do Komunii zostały tylko trzy dni. Żadnego wolnego miejsca. Mama stwierdziła, że ścięcie grzywki to nic trudnego, a w internacie robiła to milion razy i wszystkie jej “klientki-przyjaciółki” były zadowolone. Dobra, do dzieła. Moja rodzicielka ucięła pierwszy kosmyk, już mi się podobało. Potem drugi. trzeci… I wtedy szybko odwróciłam głowę, żeby przejrzeć się w lusterku. Szkoda tylko, że zrobiłam to w momencie, kiedy mama ścinała kolejną partię włosów. Od tego czasu przez kilka tygodni chodziłam z grzywką, która w jednym miejscu sięgała zaledwie do połowy czoła. A Komunia? Płakałam dwa dni, na szczęście fryzjerka podpięła mi grzywkę i koniec końców nie wyglądało to wcale tragicznie. Dopiero wtedy wybaczyłam cioci i mamie. Cioci, za to że stała się moją inspiracją, a mamie za to, że stała się moją fryzjerką.
    PS. Mama dostała zakaz zbliżania się do moich włosów. Nie uchyliłam go aż do dziś (choć było w tym trochę mojej winy). :)
    Kocham Cię mamo! :D

    Odpowiedz
  • Roksana Kwiecień 16, 2018 at 19:55

    Zapewne każdy z Was zna małego niepozornego bączka ? Tak tego bączka do nakręcania i zabawy :D a więc moja obecnie 9 letnia córka, wtedy miała 4 latka i za żadne skarby nie mogliśmy jej wytłumaczyć, że owy bączek służy do zabawy, a nie do kręcenia loków :D nasza Wiki stwierdziła, że to jest lokówka dla dzieci, w której wystarczy nakręcić bączka, przyłożyć głowę i już…gdy bączek przestawał się kręcić oczekiwała bujnych loczków na główce. Omg nawet nie chcę sobie tego przypominać.
    Na szczęście wtedy i u nas pojawiał się nasz Super Hiroł Andrzej :D nie wiem jak on to robił, ale za każdym razem z mega cierpliwością udawało mu się rozplątać włosy z a’la lokówki naszej córki. W końcu samo jej minęło i już więcej nie próbowała, bączek stał się zabawką do zabawy przeznaczoną zgodnie z instrukcją :D
    Obecnie Wiki ma włosy do pasa, i rozczesywania to faktycznie katorga, odżywki średnio dają radę i tylko słychać “ała ała, no mamo ” była już na etepie, “Mamo ja nie chcę mieć długich włosów!” Omg przecież za chwilę komunia :o nie wyobrażam sobie Wiki w krótkich włosach, umarła bym hihi.
    Taka szczotka to byłby strzał w 10-kę i myślę, że włoski zostałyby uratowane :)

    Odpowiedz
  • Ola k Kwiecień 16, 2018 at 20:10

    Wlasnie sobie uswiadomilam ze dzus mija rok od momentu kiedy moja corcia obciela wlosy.Zapuszczala je 7 lat czyli wlasciwie cale swoje zycie, niestety/stety jest posiadaczka wlosow płacących sie. Dlatego tez rok temu zdecydowalismy sie aby wlosy do pasa skrocic,puerwotna wersja byla ze do ramion. Wtedy też trafilam na strone fundacji ktora zbiera wlosy na peruki, aby oddac wlosy musialysmy sciac 20cm. Corka zostala z wlosami ledwo siegajacymi za ucho, bylam z niej bardzo dumna …tamtego tez dnia czyli dokladnie rok temu zaczelysmy znow zapuszczac wlosy ☺ dzis siegaja juz za ramiona na razie ratujemy sie szczotka TT ale bardzo chetnie sprobowalybysmy szczotki remingtona ktora bylaby bardzo pomocna w spelnianiu marzenia zeby znow miec wlosy do pasa ☺

    Odpowiedz
  • Dorota Kwiecień 16, 2018 at 20:12

    Moja córka ma 10 lat i bardzo długie grube włosy. Wszyscy zawsze się nimi zachwycają gdyż jest naturalna blondynką. Będąc w zerówce jedna z nauczycielek skomentowała” Iza ale Ty masz grube włosy”. Moja córka nie zrozumiała że to był komplement i obraziła się na nauczycielkę. Od tego momentu nie chciała chodzić do zerówki. Ja ręce załamywałam bo nie znałam powodu. Któregoś popołudnia zaczęłam rozmawiać z nauczycielką by dowiedzieć czy coś się wydarzyło że Iza nie chce chodzić do przedszkola. W pewnym momencie w rozmowę wtrąciła się córka mówiąc: “Nie chcę chodzić do przedszkola bo Pani Ela powiedziała że jestem gruba!” Obie stałyśmy jak wryte a Iza ze stoickim spokojem opowiedziała nam o grubych włosach :D Parsknęłysmy śmiechem. Wytłumaczyłam córce co oznacza mieć grube włosy i od tej pory jest z nich bardzo dumna. Czesanie zawsze jest problematyczne szczególnie teraz gdy córka uczy się sama czesać i lubi chodzić w rozpuszczonych. Brakuje nam czasem cierpliwości.

    Odpowiedz
  • Kamila K Kwiecień 16, 2018 at 20:19

    A ja muszę przyznać że najwięksZy problem miałam z niesfornymi włosami mojego synka, mimo iż posiadam również 5 letnia córeczkę która ma piękne długie włosy :D mój mały blondynek z pięknymi loczkami cieszył oczy całej rodziny i budził podziw wielu ludzi. Sama słodycz! Niebieskie oczka i te boskie loki ♡ obiecałam sobie ze długo mu ich nie zetne. Niestety pielegnacja ich to druga strona medalu. Za nic nie chciał myć i rozczesywać ! Ile się udało zagadac tyle było czesania. 3 latka okres buntu oo zgrozo. Zaczęło się od małego koltuna z tyłu głowy i tak zrobił się nam nie mały kocur na głowie O.O nie udało się go uratować i pozostało tylko ostre cięcie. I tak został mi maly-duży chłopiec w uroczej “meskiej” fryzurce :) Może dzięki szczotce Remington udało by się zapuscic jego woski po raz drugi i umilić czas czesania mojej córki żeby nie dopuścić już więcej do koltonow ! ♡♡

    Odpowiedz
  • Paulina G Kwiecień 16, 2018 at 20:21

    Mam chyba dwie śmieszne historie związane z moimi włosami. 1. Zawsze byłam obcinana na chłpaka i miałam prostą grzywkę – kiedyś w zerówce nudząc się na zajęciach przyłożyłam sobie nożyczki do czoła i zaczęłam się nimi bawić – wcale nie chciałam sobie zmienić fryzury ale takim sposobem obcięłam sobie grzywkę a najlepsze było to że następnego dnia były zdjęcia i mam do tej pory pamiątkę :) 2. Mimo że mam proste włosy, jestem włosomaniaczką więc nie są skołtunione ale są gęste zdążyłam połamać już kilka grzebieni podczas czesania. Ostatni podczas Wigilii w wynajmowanym mieszkaniu :D często były to same ząbki ale bardzo często łamałam rączkę :)

    Odpowiedz
  • Magdalena Kwiecień 16, 2018 at 20:25

    Miałam problem z czesaniem, dziś już pięcioletniej córki. Długo próbowałam jakoś przekonać ją, że codzienne rozczesywanie sprawi, że na włosach nie będzie kołtunów. Próbowałam różnych cudów, jednak zawsze towarzyszyło im głośne ałaaa i łzy w oczach-bo przecież ciągnę.. I tak w tym roku, córka podjęła decyzję, że skróci włosy, a swoje warkocze przekaże fundacji zajmującej się tworzeniem peruek. Oczywiście już wiele razy wspominałam jej, że można takiego wspaniałego czynu dokonać, jednak nie zmuszałam i nie naciskałam. Sama dojrzała i kazała umówić się na wizytę do fryzjera. Teraz chodzi ciągle w rozpuszczonych włosach, sama czesze, myje. Kolekcja gumek do włosów zamieniła się w tą, składającą się z opasek :-) a ja jestem dumna, że dwa 35- centymetrowe warkocze przyniosą komuś mnóstwo radości.

    Odpowiedz
  • Agata Kwiecień 16, 2018 at 20:26

    Na początku marca wybrałyśmy się z dziewczynkami do fryzjera żeby podciąć włosy. Ja tradycyjnie końcówki, Kora grzywkę – bo znowu sama sobie ciachnęła, a Malwina po raz pierwszy, bo ma 3 lata a włosy do pasa. Najpierw usiadła Kora. Raz, dwa i gotowe. Malwina bacznie wszystko obserwowała. Jednak pod koniec cięcia Kornelki usiadła mi na kolana i powiedziła, że nie chce żebym obcinała swoje włosy i ona swoich też nie da. Kiedy wytłumaczyłam jej, że ja jednak muszę je obciąć bo są zniszczone, usiadłam na fotelu, a dziewczynki razem na poczekalni. Fryzjerka zaczęła czesać moje włosy. Zerknęłam na dziewczynki, a Malwinie łzy z oczu jak grochy kap, kap, kap. Nie miałam sumienia. Wstałam z fotela, pogadałyśmy i zawiozłam ją do babci. Wróciłam do salonu, dokończyłam cięcie. Kiedy wróciłyśmy do domu, Malwina obejrzała moje włosy i nawet nie zauważyła różnicy. Powiedziała, że moje włosy są piękne i szkoda ich obcinać. Pierwsze podejście do fryzjera nie udało nam się. Nie będziemy się stresować. Poczekamy aż sama “dorośnie” do tej decyzji. Póki co dobry szampon i szczotka muszą załatwić sprawę mojej małej Roszpunki.

    Odpowiedz
  • Joanna Kwiecień 16, 2018 at 20:30

    Z jednej strony można powiedzieć, że jestem szczęściarą, ponieważ jestem posiadaczką bardzo gęstych i bardzo długich włosów, prawie tam jak Nikola (muszę napisać “prawie” – bo Nikola swoimi włosami bardzo wysoko zawiesza poprzeczkę :P). I chociaż oczywiście wszyscy takich włosów zazdroszczą, to nie są świadomi, jak często mam ich dosyć, przez plątanie, długi czas mycia, suszenia… Jedna z ciekawszych historii dotyczy mojej studniówki. Czas, kiedy każda dziewczyna chce wyglądać jak księżniczka, mieć piękny strój, makijaż, no i oczywiście… fryzurę! :) Ponieważ kilka dni wcześniej przyszła do mnie zamówiona automatyczna lokówka – Babyliss Curl Secret, pomyślałam, że to świetna okazja, aby wypróbować to wciągające włosy cudo. Pomyślałam, że obsługa tego urządzenia to pewnie bułka z masłem, obejdzie się bez fryzjera, bez prób wcześniej. Moja naiwność nie zna granic. :P W dzień studniówki, wir przygotowań, czas na włosy. Instrukcję obsługi przeleciałam wzrokiem, włożyłam pierwsze pasmo do lokówki… I nagle szarpnięcie, krzyk, coś się zacięło, włosy wciągnęło. Nie pomyślałam, że przy długich i gęstych włosach może dojść do takiej tragedii. Łzy w oczach stanęły, na pomoc zawołałam oczywiście najpierw mamę, która jednak na ten widok straciła głowę. Do akcji musiał wkroczyć tata – który gdzieś tam cały czas był w gotowości, aby pomóc swojej pierworodnej w przygotowaniach do tego ważnego dnia. Tata opanowany, nie stracił zimnej krwi, wyłączył temperaturę, uwolnił włosy. Następnie, dokładnie przeczytał instrukcję, sprzęt obejrzał swoim inżynierskim wzrokiem, kazał mi usiąść na krześle (a wzbraniałam się bardzo, po pierwszych doświadczeniach z lokówką). I mój kochany tata, który z włosami i tego sprawami doświadczenie ma naprawdę znikome – cierpliwie, na spokojnie, zrobił mi najpiękniejsze loki. Poświęcił dużo czasu (bo i włosów dużo), na koniec spojrzał krytycznym wzrokiem i naniósł poprawki. Prawdziwy bohater, uratował tego dnia moje włosy, fryzurę, a co za tym idzie całą studniówkę. Od tej pory gdy tylko ma pójść w ruch lokówka – zgłaszam się właśnie do niego. I chociaż udaje, że się wzbrania, twierdzi, że nie jest to robota dla niego i pokaże mamie, jak bezpiecznie używać tej lokówki, to zawsze jednak mogę liczyć na jego pomoc we fryzurze i wiem, że tak naprawdę bardzo się cieszy, że z takim wielkim zaufaniem oddaję w jego ręce włosy. :) W dodatku zaskakuje mnie, że myśli zawsze o takich rzeczach jak spray chroniący przed wysoką temperaturą, spray utrwalający – chyba nie doceniałam dotychczas własnego taty. :Pp

    Odpowiedz
  • Alicja Kwiecień 16, 2018 at 20:32

    moja historia jest wręcz straszna !! kiedy miałam włosy za ramiona zaplotlam je w warkoczyki i scielam je wszystkie, po czym ogoliłam się na łyso:o najlepsza w tym wszystkim była reakcja mojej córki: Mamo, wyglądasz jak dziadek Kazio.
    teraz po dwóch latach udało mi się zapuscic wlosy z punktu wyjścia :D Nie pytajcie dlaczego to zrobilam.. tego nie wie nikt

    Odpowiedz
  • Paula Kwiecień 16, 2018 at 20:43

    W zerówce, jakieś 20 lat (z hakiem) temu będąc u koleżanki jej mama nakręciła nam loczki. Byłam tym tak zafascynowana, że chciałam te loki mieć codziennie, niestety nie mieliśmy lokówki, ponieważ nikt u nas nie miał potrzeby używania jej. Któregoś, pięknego dnia będąc pod opieką babci wpadłam na genialny pomysł. Gdy babcia w pokoiku czytała jakieś religijne pisemka ja wykradłam z kuchni uwaga…. mikser! Zamknęłam się w łazience, wzięłam grube pasmo włosów, zakręciłam delikatnie na jedno z mieszadeł miksera i w głowie miałam cały czas obraz loków, które po włączeniu miksera będą bujnie zdobić moją mądrą głowę… Rozległ się taki wrzask, że babcia dostała prawie zawału i wleciała do łazienki razem z drzwiami. Szczęście w nieszczęściu było takie, że po włączeniu miksera mieszadła wkręciły wszystkie moje włosy (a miałam ich nie mało) i się zablokowały dzięki czemu moja głowa nie została oskalpowana… Niestety babcia rozplątując mikser nie oszczędzała mnie (chyba za karę?) i straty w kłakach były widoczne gołym okiem.
    Moja ośmioletnia córka ma gęste włosy poniżej pupy, wiec na wszelki wypadek od lat trzymam mikser tam, gdzie jej ręce nigdy nie sięgną….

    Odpowiedz
  • Klaudusia Kwiecień 16, 2018 at 20:44

    Do około 6 roku życia mialam dość grubą, równą grzywke. Mama zdecydowała, że część grzywki mi zapusci, żeby grzywka była ciensza, dlatego przez pare miesięcy miałam podpinana część grzywki spinkami. Niestety strasznie mnie to denerwowalo, dlatego pewnego pięknego poranka, niedługo przed wyjściem do szkoły ( gdy chodzilam do 1 klasy) postanowiłam pozbyć się problemu :) Niestety koniec był tragiczny, a mama widząc efekt przezegnala się… Otóż zapuszczana część grzywki obcielam sobie na jeżyka Wyglądałam jakbym wpadła pod kosiarke ✂

    Odpowiedz
  • Kaffelkova Kwiecień 16, 2018 at 20:45

    A ja opowiem nasza, co prawda nie śmieszną, historie. Córka od zawsze zapuszczała włosy. W zeszłym roku idąc do komunii, sięgały jej do połowy ud. Wszystkie ciocie i babcie zachwycały się pięknym, grubym warkoczem. Byłam w szoku, gdy kilka dni po uroczystości oznajmiła, że chce oddać włosy dla chorych dziewczynek. Razem z mężem przyklasnęlismy temu pomysłowi i tak rok temu oddaliśmy dla fundacji Rak’n’Roll prawie 70cm warkocz. Duma aż nas rozpierała. Córka ponownie zapuszcza włosy, by znów je oddać i choć pielęgnacja bywa utrapieniem to wiemy, że warto! :)

    Odpowiedz
  • Dominika Kwiecień 16, 2018 at 20:47

    Moja historia jest tragikomiczna. Miałam 18 lat i przed sobą pierwszą super ważną rolę świadkowej na ślubie mojej siostry. Za przygotowania zabrałam się bardzo profesjonalnie – zaczęłam chodzić na solarium, bo zawsze byłam blada jak ściana (w dniu ślubu zaczęła mi schodzić skóra z twarzy), perfumami psiknęłam sukienkę i na środku powstała wielka plama, ale to co się stało z moimi włosami… Umówiłam się do fryzjerki z którą ustaliłam, że chcę loki. Loki na wałki. Dumnie pomaszerowałam dzień wcześniej, a w zasadzie wieczór wcześniej, do salonu, fryzjerka nakręciła mi wałki – klasyka gatunku, ciasno, ciągnąco, niewygodnie. W dniu ślubu rano pojechałam na czesanie. Niestety moje wyobrażenie loków opadających luźno na ramiona zostało zmiażdżone brutalnie przez widok w lustrze. Myślałam, że się popłaczę. Miałam na głowie pseudo afro pudlo klauna z cyrku… i zbyt mało czasu żeby cokolwiek z tym zrobić. Fryzjerka nie raczyła mnie poinformować, że mam zbyt krótkie włosy, że skręt na wałki będzie bardzo mocny, że będę wygladać jak 40latka. Cóż, wyjścia nie było. Poszłam tak jak wyglądałam… Wszyscy próbowali mi wmówić, że wyglądam pięknie. Dziś chce mi się z tego śmiać – minęło już 9 lat :) Ale wtedy czułam się strasznie. Plus tej sytuacji był jeden – na pewno nie przyćmiłam panny młodej :D ale ślubnych zdjęć siostry unikam jak ognia.

    Odpowiedz
  • Irena Kwiecień 16, 2018 at 21:00

    Ja bym kupila zwykly grzebien do rozczesywania kreconych wlosow.
    W Afryce nazywany jest widlami.
    I troche je przypomina.
    Ma dlugie i rzadkie zeby.
    Swietnie rozczesuje i minimalnie szarpie.
    Uzywam go od lat. I nigdy nie wroce do normalnego grzebienia.
    Mozna go kupic w Polsce. Tylko trzeba production o grzebien do kreconych wlosow

    Odpowiedz
  • Adrianna Kwiecień 16, 2018 at 21:08

    Kiedy miałam 6-7lat bardzo chciałam być taka jak mama, która była i jest moim autorytetem. Podkradałam jej kosmetyki, ubrania i robiłam to co ona.. Mama zawsze układała włosy okrągłą szczotką, dodatkowo susząc włosy suszarką tak aby nadać im objętości. Obracała bez problemu szczotką w dłoni jak profesjonalna fryzjerka. Chciałam poczuć się jak ona i kiedy akurat nie patrzyła, wpadłam na pomysł, że też ułoże sobie włosy! Jakie było moje i mamy zdziwienie, kiedy moje długie włosy wkręciły się w szczotkę i nie chciały drgnąć.. Skończyło się na tym, że straciłam garść włosów i miałam wielkiego kołtuna na głowie, którego za nic w świecie nie mogłyśmy z mamą rozplątać przez kilka dni. Do tej pory nie umiem operować okrągłą szczotką tak jak mama i szczerze boję się za to zabierać, bo znowu może skończyć się tak jak w dzieciństwie :)

    Odpowiedz
  • itaxv Kwiecień 16, 2018 at 21:08

    Kiedy byłam mała, jechałam z rodzicami i starszym bratem na ferie zimowe w góry. Siedziałam przy oknie i mojemu bratu zachciało się wyrzucać gumę do żucia właśnie przez moją szybę.. otworzyłam ją, a on rzucił. Pech chciał, że guma wpadła w moje włosy.. Brat spanikowal i bał się reakcji mamy, więc postanowił, że sam wyciągnie mi tą gumę z włosów, wyszło tak, że guma jeszcze mocniej się wplątała i na najbliższym postoju moja mama musiała wziąć do rąk nożyczki, żeby się jej pozbyć, szkoda tylko że razem z włosami

    Odpowiedz
  • Kasia Kwiecień 16, 2018 at 21:08

    Mam dwójkę dzieci. 9 letnią córeczkę Zosie i 4 letniego Jasia.
    Moje dzieci od nie dawna prowadzą istną wojnę :) Dokladnie dwa dni temu wyszlam z łazienki i własnym oczom nie wierzylam gdy zobaczyłam moje dzieci przytulone do siebie :)
    Miód na moje serce.
    Dodatkowo Jasio glaskal siostre po glowie, drugą ręką obejmując ją za szyję.
    Myślałam ze z dumy urosłam o 2 metry, dopóki nie odkryłam , że moj słodki synek całą tą sytuację sobie zaplanował :)
    To prawda..glaskal Zosię, ale tylko po to aby odwrócić jej uwagę od faktu ze drugą ręką wklejał Jej gumę do żucia we włosy
    Gdy starsza się zorientowała zaczęła krzyczeć w nieboglosy tak , jak gdyby ducha zobaczyla
    Mi sie słabo zrobiło, a młody ze śmiechu sie zanosił , triumfując wydusił z siebie :
    Tym razem ja wygrałem !

    Odpowiedz
  • Ula Kwiecień 16, 2018 at 21:20

    Miałam wesele(nie swoje) wychodziła zaś mąż moja kuzynka. Wszystko jak zwykle na ostatnio chwilę bo nigdy nie umiem się zorganizować tak jak trzeba ale wtedy byłam i tak z siebie dumna bo udało mi się zdążyć ze wszystkim. Byłam u dziadków przed weselem bo mieli się zabrać z nami. Wszyscy gotowi mieliśmy wychodzić kiedy ja nagle wpadłam w Plaster na muchy… (starodawne metody dziadków aby pozbyć się owadów). Zaczęłam szarpać pokleilam ręce sukienke o włosach nie wspomnę.. Oczywiście na uroczystość nie zdążyłam bo musiałam wymyc włosy przez co rozmazał mi się makijaz i ostatecznie poszłam w prostych włosach. To była moja najgorsza przygoda z włosami jakiej nikomu nie zycze

    Odpowiedz
  • Martyna22 Kwiecień 16, 2018 at 21:26

    Pamiętam jakby to było wczoraj, z resztą nie sposób zapomnieć.. 13 lat temu.. Miesiąc Maj, okres I Komunii Świętej. A dokładniej Komunia mojej młodszej siostry. Miałam zaledwie 10 lat. W przed dzień tego jakże ważnego wydarzenia postanowiłam, aby moja czupryna wyglądała jak z reklamy szamponów do włosów niczym ‘to nie ja! To moja schauma!’. Uprosiłam moją rodzicielkę aby zakręciła mi wałki tuż przed pójściem spać. I tak pełna radości i wyobrażeń jak ja to ‘pięknie wyglądać nie będe’ poszłam spać. Nazajutrz rano, wszyscy w biegu, brak zainteresowania mą osobą, bo przecież nie ja byłam najważniejsza w tym dniu. A wałki dalej na głowie.. Do wyjścia z domu zostało 5 min.. Wtem moja ciocia, zobaczywszy mnie z tym cudem techniki na głowie, natychmiast je zdjęła.. a w lustrze oczom mym ukazała się Pusia z kogla-mogla (w dodatku ubrana byłam na biało) serio, nie przypuszczałam ze moje oczekiwania okażą się aż tak mylne.. I niczym wyglądając jak ‘własna ciotka’ powędrowałam do kościoła. Trwała jak malowana, miałam wrażenie że każdy się na mnie patrzy. A co gorsza zdjęcie z tego dnia nadal istnieje. Niestety mama nie pozwoliła spalić, bo przecież ‘dziecko, wyglądasz pięknie!’ nikt nie podniesie tak na duchu jak własna mama ❤ Fryzur typu afro unikam do dziś

    Odpowiedz
  • Karina Kwiecień 16, 2018 at 21:33

    Od dziecka mam ogromny problem z włosami, ponieważ są długie, gęste i kręcone. Mama zawsze mnie zmuszała do czesania, bo uciekłam z płaczem gdy próbowała rozczesać moje kołtuny, aż pewnego dnia grzebień w nich został i nie mogła go wyciągnąć.. bez moich wrzasków się nie obeszło i straty połowy włosów :( Bez wizyty u fryzjera się nie obeszło, ale dziś już tylko czeszę włosy na mokro z odżywką, a i to nie raz jest wyzwaniem!

    Odpowiedz
  • Justyna Kwiecień 16, 2018 at 21:34

    Będąc małą dziewczynką zawsze miałam długie włosy, co wiązało się z problemami padczas czesania, ponieważ podobnie jak u Nikoli bardzo mi się plątały. Moja mama chcąc jakoś wymusić u mnie cierpliwość podczas codziennego rozczesywania kołtunów szantażowała mnie, że albo je rozczeszemy albo trzeba będzie je podpalić… Pewnego dnia będąc w zerówce odwiedziła nas Pani psycholog i z każdym dzieckiem przeprowadzała mały wywiad. Jedno z pytań dotyczyło włosów, a dokładniej jak należy radzić sobie z poplątanymi włosami. Więc ja, nie znając innego rozwiązania odpowiedziałam, że należy je podpalić. Pamiętam zdziwioną minę pani psycholog, a następnie śmiech i pytanie skąd wiem o takim sposobie i czy kiedyś byłam jego świadkiem. Odpowiedziałam jej, że nie ale że bardzo się boję że mama podpali mi włosy dlatego codziennie musi mi je czesać. Oczywiście pani wychowawczyni przeprowadziła rozmowę z moją mamą

    Odpowiedz
  • Natalia Kwiecień 16, 2018 at 21:46

    Od zawsze nie lubiłam się czesać, będąc małym kilku letnim dzieckiem wygladałam jak potworek leśny z potarganymi włosami każdy w inną stronę. Do czasu, aż nie pojechałam do kuzynki na wakacje. Ta poinformowała mnie, że jak nie będę się czesać to zrobią mi się dredy w których (o zgrozo!!!) zalęgną mi się włochate pająki! Z racji , że była starsza (o te 3 lata) przeraziłam się i uwierzyłam. Z wielkim cierpieniem dawałam sobie rozczesywać włosy, związać w kitkę czy czasem wpiąć jakąś spinke. Wróciłam z wakacji do domu i stwierdziłam że sama się uczeszę… duża okrągła szczotka do modelowania … No cóż szczotka utknęła mi w wielkim kołtunie na czubku głowy. Bez interwencji rodziców się nie obyło, a nienawiść do czekania sie pogłębiła .

    Odpowiedz
  • Natalia Kwiecień 16, 2018 at 21:56

    Zawsze miałam super włosy. Długie, proste, gęste. Tęsknię za tymi czasami. Kiedy miałam jakieś 6lat zobaczyłam reklamę, w której modelka miała takiego idealnego kucyka z przylegającymi włosami. Wtedy było to moje marzenie ale niestety moje włosy nie chciały tak ładnie ‘leżeć’ a pojęcia nie miałam co zrobić, by tak się stało. Zrobiłam pięknego kitaszka na czubku głowy i wygładziłan włosy dezodorantem w kulce Nivea. Nie pytajcie dlaczego- sama nie wiem.. moja mama widząc to łapała się za głowę. Nic nie pomogło. Żadne szampony nie dały rady ‘rozpuścić’ tego zaschniętego kołtuna. Musiałam skrócić włosy :( od tamtej pory nie mam już prostych włosów tylko fale, których nie znoszę :(

    Odpowiedz
  • Kamila Kwiecień 16, 2018 at 21:57

    Moja 4 letnia córeczka ma włosy do pasa, są lekko kręcone, co nie ułatwia nam ich rozczesywania. Namawialam córkę na podcięcie ich u fryzjera, ale ona nawet nie chce tego słyszeć. Nie wiem czemu, ale strasznie się boi tam iść :). Nasze wieczorne rozczesywanie nie jest proste i bez telefonu się nie obejdzie ;). Pewnego razu, w sumie to całkiem nie dawno :) podczas tego rytuału słyszę od córki :
    Maaatkooo Booooska!!! Czy te połpuny (czyt.kołtuny) kiedyś się skończą, bo ja tego nie użyje (czyt.przeżyję) dłużej!! Moja głowa mi odpadnie przez te włoooosy!!
    Ja płacząc ze śmiechu pytam ją:
    To co idziemy do fryzjera ?
    Na co ona odpowiada ze zdziwieniem:
    A czemu Ty płaczesz mamuś jak to mnie boli, a nie Ciebie ?
    Odpowiadam jej :
    Nie kochanie ja nie płaczę, to ze śmiechu bo coś mnie bardzo rozśmieszyło
    Na co Ona:
    To ja cierpię bolesności, a Ty się śmiejesz????
    Dobrze, przepraszam już nie będę – odpowiadam
    No i gitara – odpowiada Ona
    Hahahaha
    Nawet to pisząc śmieje się sama do siebie, a mój pies patrzy na mnie jak na wariatkę … na szczęście dzieci już śpią ;)

    Odpowiedz
  • Monika J. Kwiecień 16, 2018 at 22:03

    Pamiętam kiedy jako mała, może 6 letnia dziewczynka, zostalam sama w domu z chorą mamą . Mama leżała powalona gorączką, a ja się nudziłam bardzo i poprosiłam mamę, czy mogę ją uczesać. Chorej mamie było wszystko jedno, bylebym dała jej spokój, więc zgodziła się na wszystko. W ten sposób zastosowałam na biednej chorej , głowie mamy wszystkie techniki fryzjerskie jakie tylko znałam. Było więc, tapirowanie, lakierowanie, kręcenie włosów na wałki oraz małe wałeczki do trwałej oraz ponowne tapirowanie. Efekt był taki, że kiedy mama wstała do ubikacji, to chyba jej nawet gorączka przeszła , bo zbladła momentalnie. To co miała na głowie wyglądało jak sen pijanego wariata (podobno, ja tam bylam z siebie dumna) . Nie pomogło nawet umycie, mama musiala niektóre wałki po prostu wyciąć nożyczkami razem z włosami. Na drugi dzień, pomimo choroby pognała do znajomej fryzjerki, żeby uratowała co się da. Kary nie dostałam, ale mama do dziś nie pozwala mi się zbliżyć do swoich włosów

    Odpowiedz
  • Jeleninka Kwiecień 16, 2018 at 22:38

    Jak miałam 7 lat miałam bardzo dlugie, geste, grube i ciężkie włosy, które służyły mi do obrony. Pewnego dnia w szkole chłopcy z mojej klasy wymyślili sobie zabawe, że będą podbiegać do dziewczynek z tyłu i będą łaskotać je po plecach. Bardzo nie lubiłam takich zabaw. Jeden z chłopców podbiegł do mnie od tylu, połaskotał mnie po plecach, po czym nie zdążył uciec, bo bardzo gwałtownie się odwróciłam uderzajac go (niechcący oczywiście) moim grubym warkoczem w twarz. Biedak aż przewrócił się na podłogę i przez kilka dni miał widoczną pręgę na policzku po moim warkoczu. Później już nikt mnie nie zaczepial, bo bali się, że zaatakuje ich warkoczem.

    Odpowiedz
  • Ola Kwiecień 16, 2018 at 22:44

    Historie w sumie mam dwie,do dziś powtarzane na róznych rodzinnych spotkaniach :P

    1) Gdy miałam może 4 lata, z wizytą do Polski przyleciała długo niewidziana rodzina z Australii. Szykowaliśmy się wszyscy na spore przyjęcie w bardzo dobrej restauracji i wszyscy już prawie byliśmy “odpicowani”. Ja z nudów, w oczekiwaniu na resztę mojej rodziny, nie wiedziałam co z sobą począć. Ubrana w swoją piękną białą sukienkę i ze zrobionymi przez mamę kitkami na włosach stwierdziłam, że wezmę swoje małe nożyczki, wejdę pod stół przykryty długim obrusem i coś tam stworzę :D Reszta rodziny już prawie gotowa do wyjścia więc mama zaczęła wołać mnie po całym domu. Ja rzecz jasna wciąż przebywałam pod stołem i czekałam aż to oni znajdą mnie. Gdy usłyszałam zbliżające się kroki mamy, wyciągnęłam zwiniętą piąstkę zza obrusa i krzyknęłam “TU JESTEM!”. Mama o mało co zawału nie dostała ponieważ w mojej dłoni skrywały się obciętę moje i tak już liche włosy :D Efekt był taki, że własnoręcznie wycięłam sobie coś na kształt franciszkańskiej tonsury(łysy krążek na głowie) :D Mama nie wiedziała co ma ze mną począć bo wyglądałam, śmiem twierdzić tragicznie. Mimo niedzieli wykonała telefon do zaprzyjaźnionej fryzjerki, która gdy mnie zobaczyła rozłożyła ręce i stwierdizła, że nie ma dla tego ratunku i włosy muszą same odrosnąć,więc ja całą imprezę rodzinną spędziłam w moim czerwonym, rybackim kapelusiku z zasłoniętą głową :D

    2)Po powyższym incydencie rodzice bardzo pilnowali aby nożyczki nie znalazły się ponownie w moich dłoniach. Dzięki temu udało mi się zapuścić włosy nieco za ramiona, co było już i tak sporym wyczynem :D Jednak nikt nie przewidział jednego…w przedszkolu zawsze starałam się dorównywać chłopakom i wiele rzeczy po nich naśladowałam. Jednego dnia chciałam również czesać swoje włosy tak jak oni. Gdy patrzyłam jak nawijają swoje grzywki na grzebień i po chwili ta grzywka jest niesamowicie uniesiona w górę stwierdziłam, że nie mogę być gorsza i zrobię to samo ze swoimi włosami. Mam ich więcej, są dłuższe to efekt będzie jeszcze lepszy, a co! Wzięłam swoją szczotkę i nawinęłam swoje włosy na szczotkę. Gdy chciałam je puścić szczotka napotkała opór i…utknęła we włosach. Na nic zdało się szarpanie czy próbowanie odwinięcia ich…z pomocą przyszły również Panie przedszkolanki, które z braku pomysłów zadzwoniły do mojej mamy z prośbą o zezwolenie na ucięcie włosów :D Po raz kolejny więc nie dane mi było cieszyć się długimi włosami i znowu wylądowałam u fryzjera, który zmuszony był obciąć mi włosy na przysłowiowego “grzybka” :D

    Pozdrawiam!
    Ola

    Odpowiedz
  • MagdaP Kwiecień 16, 2018 at 23:07

    Oj ciężkie to rozczesywanie u mnie, takie świetne urządzenie rozwiązałoby problem i oszczędziło duużo porannego i wieczornego czasu.
    Pamiętam, gdy wybraliśmy się jako małe dzieci z rodzicami do zoo. A tam oczywiście stoiska z watą cukrową. Słodkie obłoczki były tak ogromne, że teraz nie zjadłabym nawet połowy, ale jak to dzieci oczywiście z bratem musieliśmy mieć po jednym dla każdego. Niestety po 5 minutach jak to zwykle bywa pomiędzy rodzeństwem zaczęliśmy się o coś sprzeczać i brat postanowił wcisnąć mi we włosy smakołyk. Wycieczka wkończyła się przedwcześnie, mama w nerwach, ja zaryczana, ale wspomnienia po latach bardzo wesołe

    Odpowiedz
  • MALWINA Kwiecień 17, 2018 at 06:19

    Juz jako dziecko miałam grube i gęste włosy. Pamiętam któregoś razu miałam przyniesc nożyczki mamie z innego pokoju..Miałam coś koło 6, 7 lat. Nie wiem co mi strzelilo do głowy, może chciałam zobaczyć jaką tajemną moc mają jeszcze nozyczki ….i obciachalam sobie grzywkę tuż przy skórze. .. Pamiętam do dzisiaj te odstające w każdą strone włosy, to przylizywanie ich wodą aby nie wyglądać jak jakaś panna Cruella de Mon . Dobrze ze moja córka nie ma takich pomysłów .Ale ma za to grube i gęste włosy ,które zamieniają nasze poranki w straszny koszmar. Chciałabym zobaczyć jej uśmiech z rana gdy będzie rozczesywala włosy.

    Odpowiedz
  • Martyna Kwiecień 17, 2018 at 06:36

    Moja kreatywna córeczka kiedyś zrobiła sobie koronę z rzepów bunches …oczywiście przy zdejmowaniu już nie było tak kolorowo :-) włosy ma gęste i długie , codzienna pielęgnacja doprowadza do szału :-) taka szczotka na pewno ułatwiła by nam zadanie , bez płaczu i bólu – to by było coś pięknego :-)

    Odpowiedz
  • Ada Kwiecień 17, 2018 at 07:44

    Pamiętam, ze od dziecka nosiłam grzywkę. Towarzyszla mi przez całe moje dzieciństwo. Pewnego, majowego popołudnia miałam wybrać się z babcią na spacer. Założyłam opaskę, żeby grzywka nie leciała mi do oczu. Oczywiście, z każdej strony zza opaski wystawały mi sterczące pasma grzywki. Wpadłam Wiec na świetny pomysł, aby trochę „ujarzmić” te moje włosy obcinając je nożyczkami szkolnymi. I kiedy wydawało mi się, ze chyba naprawdę poradziłam sobie super, stwierdziłam, ze jednak będzie lepiej bez opaski. Ale było moje zdziwienie kiedy zobaczyłam totalnie nie równe włosy :D Znalazłam szybko jakaś polarowa gruba opaskę, z która nie rozstawałam się przez tydzień. Dodam tylkoPogoda przez te dni była przepiękna, i każdy dziwił się dlaczego moja głowa grzeje się pod tym polarem :D wszystko było super, włosy miały sobie spokojnie rosnąć pod ta opaska, aż do zajęć wf.. moja Pani nie mogła patrzeć jak moja głowa poci się i nie mogła zrozumieć po co mi ta opaska :D podeszła do mnie i na oczach wszystkich zdjęła mi ja… wszyscy wtedy zrozumieli co próbowałam ukryć. Pani nauczyciel próbowała powstrzymać się od śmiechu, dzieciaki oczywiście wybuchnęli śmiechem, a ja nie mogłam ugasić rumieńców :D tak zakończyła się moja historia grzywki, i pożarowej opaski :D

    Odpowiedz
  • Maja Kwiecień 17, 2018 at 08:08

    Hm, spróbuję szybko opowiedzieć dlaczego wszelkie wiatraki i wiatraczki są w naszym domu zakazane! :D Zaczynając po krótce, mam dwie małe kobity w domu, każda włosy do pasa, gęste śliniące, no i oczywiscie… wiecznie pokoltunione. Pamietam jak 3 lat temu w wakacje pojechaliśmy do Świnoujścia, gdzie wszyscy latali z małymi wiatraczkami do ochłodzenia twarzy, z drugiej strony znajdował sie lizak czy jakies cukiereczki. Oczywiscie, zakup nie oszczędził i nas. W sumie nuszę przyznać, że podczas długiego dnia na plaży taki gadżet to calkiem niezła sprawa, ale do rzeczy. Super zabawka jak to zwykle u nas bywa skończyła się płaczem. A mianowicie, wiatraczek wkręcił sie dziewczyną we włosy.. no było nie ciekawie, wyplatywanie tego cholerstwa zajęło mi 3h a i tak połowę włosów trzeba było wyciąć (bolało mnie to bardziej niż dzieci) Ale to jeszcze pikuś. Podczas upalnego weekendu, mąż postanowił kupić wiatrak do domu, jako ze nie mamy klimatyzacji to taki wiatrak jest dla nas zbawieniem. Ogromny wiatrak został usadowiony w naszym salonie. Ja, jak to bywa w weekendy zabrałam się do sorzątania chałupy, odkurzacz z jednej, szmata z drugiej i jade z koksem. No i nagle jakos tak niefortunnie stanelam obok naszego olbrzymiego wiatraka… usłyszałam tylko ciach! Obciął mi pół włosów! Dosłownie. Wyglądałam dosyć śmiesznie, mąż miał ubaw po pachy, a ja załamana nie wiedzialam co mam ze sobą zrobic. Z biegiem czasu historia stała sie dla mnie dosyć śmieszna, włosy nie ręka- odrosły, a ja mam przynajmniej co wspominać

    Odpowiedz
  • Angie Kwiecień 17, 2018 at 08:44

    Kiedyś pamiętam łóżko miałam przy ścianie gdzie szła rurka od kaloryfera taka gruba okrągła nie wiem co mi przyszło do głowy ale oparłam głowę o tę rurkę zarzuciłam na nią włosy i zaczęłam je czesać tak dziwnie od spodu sama nie wiem jak to zrobiłam ale w pewnym momencie nie dość, że grzebień zaplątał się we włosy to jeszcze dookoła tej rurki tak, że byłam”uwięziona” i włosy niestety trzeba było obciąć na krótko żeby mnie uwolnić bo za żadne skarby nie dało się tego odplatac

    Odpowiedz
  • Ines Kwiecień 17, 2018 at 09:04

    ja rowniez mam dlugie gęste wlosy ktorych stylizacja to nie lada wyczyn. kiedy zobaczylam ze w reklamach pokazuja elektryczne lokowki zapragnelam miec piekne krecone wlosy. potuptalam do sklepu kupilam owa lokowke przeczytalam opinie dziewczyn na stronach i opinie byly cudowne jednak rzeczywistość jest inna!! pieknego porannka stwierdziłam że to jest ten dzien . rozczesalam porzadnie wlosy i zaczynam pierwszy lok wyszedl drugi lok wyszedl zadowolona robie dalej ale trzeci raz to byl koszmar!!! wlosy zaplataly ssie w lokowce i nie szlo ich wyciagnac!! wolajac domownikow przyszla mama 15 min probowala wlosy uratowac ale nie szlo.. i moje piekne dlugie wlosy na srodku zostały potraktowane nozyczkami :-( i tak oto krotki kikut wlosow zostal mi po owej przygodzie. moral taki ze NIE POLECAM LOKOWKI ELEKTRYCZNEJ DO DŁUGICH PRZEDEEWSZYSTKIM GRUBYCH WLOSOW :-D

    Odpowiedz
  • sunny85 Kwiecień 17, 2018 at 09:32

    Opowiem Wam moją historię, która szczególnie w pamięci mi utkwiła,
    a więc moja mama jakieś 25 lat temu grzywkę mi obciąć postanowiła.
    Sylwusia! To nic trudnego! –Powiedziała.
    Chwila, moment i już nożyczki w swej dłoni trzymała!
    Usiadłam na krzesełku troszkę zestresowana,
    bo mama do tej pory nigdy nie obcinała mnie sama.
    Przecież to tylko grzywka- pomyślałam.
    I na jej obcięcie z zapartym tchem czekałam.
    Mama wzięła się do roboty, grzywkę podcinać zaczęła,
    na wysokości brwi ją dość starannie przycięła.
    Cięła, cięła, wyrównywała
    i tym, że jej wyszło się zachwycała.
    Aż tu nagle chwila konsternacji
    już nie widzę jej obcięciem fascynacji.
    No i ja się w końcu zorientowałam,
    że ze strachu brwi podniesione trzymałam.
    A gdy je w końcu opuściłam,
    to grzywkę do połowy czoła obciętą zauważyłam!
    No cóż… od tego czasu mama już nigdy mi grzywki nie obcinała,
    tylko od razu do fryzjera wysyłała…
    A i ja, że talentu po mamie nie odziedziczyłam,
    nigdy sama sobie i córce grzywki nie skróciłam !

    Odpowiedz
  • Natalia Kwiecień 17, 2018 at 09:51

    Siedzimy kiedyś sobie całą rodziną przy stole i nasza czteroletnia córka patrzy na męża i mówi: “Tata włosy Ci się skończyły “

    Odpowiedz
  • Anna Kwiecień 17, 2018 at 10:46

    Od zawsze miałam “bujną” fryzurę, która to przysparzała mi wiele problemów “czesaniowych”, których podobnie jak wy chciałam uniknąć jak tylko się dało. Gdy tylko podrosłam na tyle by sama decydować o swoim ja sięgnęłam bez wiedzy mamy i postanowiłam sama rozprawić się z moim problem i tak w wieku ok 18 mcy przedziłam włosy tak bardzo, że ponoć gdy mama w końcu znalazła mnie za szafą o mało nie zeszła na zawał serca Teraz moja córka odziedziczyła mój problem i podobnie jak wy szukamy złotego środka!!! Na szczęście córka ma więcej cierpliwości niż ja i idąc w moje ślady oszczędziła większość włosów skupiając się tylko na grzywce

    Odpowiedz
  • Marta Kwiecień 17, 2018 at 10:48

    Będąc w podstawówce miałam piękne, długie, lekko falowane włosy. Ale jak to zazwyczaj bywa, dziewczyna, która ma włosy kręcone, chce mieć proste. Ja też takie chciałam. Wtedy nie było w użytku prostownic tak jak dziś, więc wpadłyśmy z siostra na pomysł, że wyprostuje mi włosy żelazkiem. Oczywiście przez ściereczkę. Jak mama zobaczyła co robimy, to nie wiedziala czy się śmiać czy płakać. Niedługo potem obcięłam włosy krótko “na chłopaka”. Fryzura mi się podobała, dopóki pewna pani nie pomyliła mnie z chłopcem. Wtedy zapowiedziałam sobie, że już nigdy nie będę miała krótkich włosów. Teraz mam w miarę długie i oczywiście zawsze po myciu problem z ich rozczesaniem.

    Odpowiedz
  • Martahah Kwiecień 17, 2018 at 11:01

    Włosy włosami… Ja będąc w gimnazjum ubzdurałam sobie grzywkę. Chcę ją i już! Oczywiście poszłam do fryzjera, zrobił mi ją, wyglądałam całkiem spoko! Problem pojawił się później kiedy zaczęła odrastać i co rusz musiałam chodzić by ją podciąć. Żeby nie naszarpywać domowego budżetu co dwa tygodnie postanowiłam robić to sama. Oczywiście czasem wyszło coś krzywo, nie zawsze ładnie ale cóż, rosła swoim życiem. Pewnego pięknego wieczoru kiedy znowu postanowiłam ją podciąć chyba byłam już zbyt zmęczona bo razem z grzywką poszły… Rzęsy!! Obcięłam swoje piękne długie rzęsy z prawej strony! Dramat trwał kilka tygodni a później na szczęście odrosły. Teraz decydując się na grzywkę po prostu odwiedzam fryzjera żeby ją podciąć- oszczędzając może nie pieniądze ale chociaż rzęsy ;)

    Odpowiedz
  • Agata Kwiecień 17, 2018 at 11:23

    Z góry kulturalnie informuję, że komentarz ma charakter marketingowy, jednak nie będzie w nim żadnego lokowania produktu.

    Zacznijmy od tego, iż jestem z Tobą na równi – tak samo zazdroszczę moim córkom włosów, jak Ty długowłosej ‘Adriannie’ ;) To oczywiście niesprawiedliwe, że im rosną one tak szybko (mnie szybko tylko skracają nożyczki), ale nie wiem gdzie w tej sprawie napisać reklamacje?

    Moja historia z włosami jest więc sam samo krótka, jak i moje włosy. Kiedy byłam mała (chociaż teraz jako ‘duża’ też popełniam włosowe grzechy…) postanowiłam sprawdzić jak to jest mieć grzywkę. Kuchenne nożyczki, zamek w drzwiach, szybka akcja w łazience. Wyczesałam elegancki kawałek, nie za duży rzecz jasna gdyby mi się nie spodobało i… trzy, dwa, jeden, AKCJA! Jednak na mój gust nie do twarzy było mi w tej grzywce. A żeby mama o tym się nie dowiedziała, to należało szybko ją usunąć. We włosy nie zaczeszę, toteż lepiej obetnę przy skórze. Na pewno nikt nie zauważy. Chwila, moment i ani śladu po nieudanej próbie stylizacji. Faktycznie miałam rację, bo na początku nikt nie zauważył (nie licząc domowników, w tym wściekłej mamy, która tak warczała, że mało co nie doczepiłam jej na szyi tabliczki “Uwaga, zły pies”). Niestety, nie przewidziałam faktu, że włosy odrosną, co kompletne zaburzyło moją ideę. Wtedy nie dosyć, że zauważyli już wszyscy, to wyglądałam jak mały Hitler (sorry, to prawda), który wąsy przeszczepił sobie na czoło…
    Całe szczęście, że wszyscy o tym pamiętamy i mamy pamiątki w postaci zdjęć, no bo z kogo byśmy się teraz śmiali? Muszę czym prędzej uświadomić w tym moje córki, aby nie poszły w moje ślady.

    Na koniec jeszcze kilka żali :) Bo przecież nie bez powodu wylewam tu swoje młodzieńcze błędy, aby inni mogli mieć uciechę. Być może sama w jakiś sposób na tym skorzystam? Tak, taki mam właśnie zamiar!
    Otóż włosowa historia moich dzieci sięga ponad 7 lat (razem 14 ;)). Od około 4 mamy regularne wizytację kołtunów w akompaniamencie “Ałaj”, często przyprawione gniewem lub płaczem. Unikamy okresowego mycia włosów, gdyż ich mali posiadacze sobie tego nie życzą. Nie stronimy jednak od fryzjera, u którego bywamy co ok. 2 miesiące w celu podcięcia końcówek i grzywki (haha, tak – mają grzywki :D). Niestety, pomimo wizualnie pięknych, lśniących i miękkich włosów w przypadku ich rozpuszczenia lub nawet zwykłej ‘kitki’ na całej długości tworzą się pęki. Tylko warkocz rozwiązuje sprawę. Każdego dnia używamy profilaktycznie mgiełki. Kiedyś tangle teezer (podobno łamie włosy), teraz szczotka z włosia dzika (wtf?). Wystarczy 20 minut czesania, aby włosy były piękne przez 5 minut. Trwałabym w tym dalej, gdyby nie fakt, że we wakacje dziewczyny mają jechać na kolonie. I Tu pojawia się pytanie: jak mają sobie czesać włosy?
    Bardzo chętnie przetestujemy Remington Tangled 2 Smooth jeśli pozwala na samodzielne czesanie. Jeśli my się do niego przekonamy, to może i inne mamy będą miały rozwiązany kolonijny problem kołtunowy :)

    I na koniec jeszcze wizualizacja moich twinsowych problemów, w które na załączonym zdjęciu trudno uwierzyć (oczywiście rozpuszczamy włosy tylko do zdjęć)
    https://www.instagram.com/p/BawCOmmhgHV/?tagged=liliandeli

    Pozdrawiam,
    Agata

    PS. Może w końcu dzięki tej magicznej różczce Remingtona, w trakcie, gdy puszczają mi już nerwy, przestanę je straszyć, że obetnę je na ‘chłopaka’…

    Odpowiedz
  • magda Kwiecień 17, 2018 at 11:23

    Mam włosy bardzo długie(prawie do pasa) i gęste. Robią mi się straszne kołtuny, które trudno rozczesać. Czasami gdy je rozczeszę, przerzucę na drugą stronę już powstaje nowy kołtun. Najgorzej jest w zimie, pod kurtką to dopiero tworzą się MEGA kołtuny! Za każdym razem jak je rozczesuje obiecuję sobie, że pójdę je skrócić bo dłużej nie chcę się męczyć z rozczesywaniem. Bardzo lubię moje włosy, więc złość mi mija…do następnego razu.

    Miałam na uczelni obronę pracy magisterskiej, ubrałam się ładnie, pomalowałam, wyprostowałam pięknie włosy. Zanim dojechałam na uczelnię już miałam na włosach wielkie kołtuny. Byłam bardzo przejęta obroną więc nawet nie pomyślałam o tym, żeby je rozczesać zanim stanę przed komisją. Wybiła moja godzina, weszłam do sali, odpowiedziałam na wszystkie pytania a na pożegnanie pan z komisji zaśmiał się, że chyba bardzo się spieszyłam na egzamin bo zapomniałam uczesać włosów. Tylko się zaśmiałam i wyszłam… ;)

    Odpowiedz
  • Monia Kwiecień 17, 2018 at 12:00

    Zdradź kochana jakiego sprayu do rozczesywania włosów używacie? Na pewno przetestowałaś już wiele i wiesz który najlepszy :)

    Odpowiedz
    • Dorota Kwiecień 17, 2018 at 19:59

      Ja polecam spray nawilżający morela i masło shea z Avon. po wielu testach nie ma lepszego. Jest jeszcze do kompletu szampon, po jego uzyciu nie trzeba stosowac sprey’u. Niestety szampon dostepny już tylko na allegro, ale gorąco polecam spróbować!

      Odpowiedz
  • Dla Kwiecień 17, 2018 at 12:15

    Zawsze bardzo bałam się tego, że będę mamą dziewczynki… Ja nie znoszę tych wszystkich “dziewczyńskich” zabiegów – po dziś dzień czeszę włosy sporadycznie bo mam wrażenie, że płonie mi głowa. Długie włosy miałam tylko w okresie komunijnym i to też skończyło się niemiłym doświadczeniem wrzdpienia się – na amen – włosów w lokówkę. Jakie było moje przerażenie gdy się okazało, że jestem w ciąży z dziewczynką! A potem ta mała dziewczynka urodziła się z pokaźną rudą czupryną. Los ze mnie zadrwił. Teraz ta mała dwulatka bierze przykład z mamusi i ucieka najczęściej na golasa, po kąpieli, przed szczotką, krzycząc: nie, puć, nie Pan ciot! Tylko nie Pan ciot! Ku ku boli boli.

    Odpowiedz
  • Kamila K. Kwiecień 17, 2018 at 14:13

    Moją jedyną ( kiedyś bardzo smutną) historią z włosami jest to, że kiedy miałam około 6-7 lat, chłopiec któremu się (chyba, haha) podobałam, wrzucił mi we włosy… Małego martwego nietoperza. Zaplakana uciekłam do mamy, na szczęście jakimś cudem nietoperz wypadł z tych włosów, choć przez chwilę był w nich zaplątany, a ja zapłakana. Do dziś z ciarkami na plecach to wspominam, brrrrr

    Odpowiedz
  • Ola Kwiecień 17, 2018 at 16:42

    Jak byłam mała dziewczynka to razem z moja o rok starsza siostra postanowiłyśmy pobawić się we fryzjera. Oczywiście ja byłam klientka, jako ze byłam młodsza. Miałam piękna, gęsta grzywkę.. moja siostra postanowiła zmienić mój look i ja obcięła przy samej skórze, tak ze włoski sterczały każdy w inna stronę :) oczywiście włosy schowalysmy pod dywan i sądziliśmy ze mama nie zauważy zmiany w mojej fryzurze…

    Odpowiedz
  • Jagoda Kwiecień 17, 2018 at 22:04

    Od zawsze miałam długie włosy. Niedawno przydarzyło mi się dosyć śmieszna historia z włosami. Rano jak zawsze wybiegłam na autobus i przez przypadek zatrzasnely mi się włosy w drzwiach od autobusu, a kierowca ruszył musiałam czekać do następnego przystanku żeby wyjąć moje włosy z drzwi autobusu
    Albo jak byłam mniejsza to zawsze chciałam mieć pocieniowane włosy, więc bez żadnego przygotowania moja koleżanka wzięła nożyczki i obcinam mi włosy tak aby powstał trujkąt były bardzo nierówne i wyglondał okropnie…. i na drugi dzień moja mama zaprowadziła mnie do fryzjera. Pamiętam też że w podstawówce była moda na włosy farbowanie bibułą i też to robiłam :D

    Odpowiedz
  • KASiA K :) Kwiecień 18, 2018 at 00:10

    Chcąc upamiętnić ostatnie tygodnie ciąży, a raczej ciążowego brzuszka na 3 tygodnie przed przewidywana data porodu postanowiłam udać sie na sesje zdjęciowa. W tym celu zrobilam sobie tradycyjne papiloty. Hormony buzowaly jak teraz śmiem twierdzić. Juz sama nie wiedziałam co jeszcze zrobic i jak sie przygotować abym zarówno ja i coreczka w przyszłości miała świetna pamiątkę. W zamyśle miałam piekne hollywoodzkie falePowoli zaczęłam szykować ,,brzuszkowe stylizacje,, do sesji.
    Wszystko szło zgodnie z moim planem. Do czasu kiedy swoje plany zaczęła mieć również coreczka w brzuszku. Silne skurcze dały sie tak we znaki,ze nie wiedzieć kiedy a byłam juz z Mężem na porodowce. Zupełnie zapominając co mam na głowie. Oczywiscie Mąż nie omieszkał mi nie przypomnieć a nawet próbowal pozbawić mnie zalegających na głowie papilotow. Niestety zarówno Męża cierpliwość i moja nadpobudliwość przed porodowa nie była dobrym duetem. Nic juz nie wydawało mi sie tak istotne jak wydanie na świat jak najszybciej zdrowego potomstwa. Rozpromienione, rozbawione twarze lekarzy, położnych i pielęgniarek mam wpisane Do chwili obecnej w pamieci.
    I tak planując fryzurę na sesje z brzuszkiem nigdy nie przypuszczalam, ze będzie to fryzura na powitanie mojej Córeczki. Papilotów po porodzie pomogła mi sie pozbyć położna. Szczęścia, radości i Śmiechu nie było końca. Na najważniejszym zdjęciu z Coreczka rzeczywiście fryzura nadrabiala wymalowany na twarzy wysiłek po kilkugodzinnym porodzie.

    Odpowiedz
  • Emilia Kwiecień 18, 2018 at 06:28

    “Mamo!!! Mam kołtun!!!! ” słyszę każdego ranka. A kiedy dochodzi do tego pytanie “gdzie jest szczotka?” bieg do szkoły mamy gwarantowany. Na nic wieczorne rozczesywanie i zaplatanie warkoczy…poranny kołtun musi być Mamy pokaźną kolekcję szczotek, szamponów i odżywek niestety długie do pasa włosy żyją swoim życiem. Zuzia uwielbia jazdę konną i kiedy zaczęła jeździć konno samodzielnie dostała nowy kask z tej okazji. Po powrocie z kursu cała rozemocjonowana opowiadała wrażenia ale moją uwagę zwróciła włosy…A dokładnie ich dziwna długość. Były tak splątane, że zrobiły się o połowę krótsze!!! Do tego pełno było w nich siana. No i ten zapach…Teraz w każdą środę mamy powtórkę z rozrywki no ale radość dziecka bezcenna!

    Odpowiedz
  • Lineczka192 Kwiecień 18, 2018 at 10:53

    Moja córka wyglądała od urodzenia jak laleczka,jak z jakiejś bajki,albo wycięta z magazynu. Słodkie blond loczki ciągla przykłuwały uwagę gapiów i zupełnie obcych mi ludzi. Nawet nie zdajcie sobie sprawy ile razy usłyszałam na ulicy:”OCHY i ACHY nad loczkami mojej córki”. A ile razy któś się nie pytał czy any nie kręce ich na lokówce(helllo 2 latce!!!)Ale najlepsza była historia ,kiedy moja córcia wybrała sie na spacer z babcią i idą bardzo małym,wręcz wijskim miasteczkiem ,zaczepiła ich starsza Pani,która zaczęła komplementowac loczki mojej córki i opowiadac jak ona zawsze o takich marzyła a miała proste druty i na koniec mówi po wiejsku: “No widać ,że mała na kartoflonce robiona” Ps nie chodzi o zupę tylko nacinę z ziemniaków….
    Pozdrawiam starszą Panią!(chyba zazdrościła)

    Odpowiedz
  • Ewelina K Kwiecień 19, 2018 at 08:46

    Mam falowane, długie blond włosy, podatne na kręcenie. Właściwie to mam takie włosy, jakie zawsze chciałam mieć, problem jest tylko z rozczesaniem, bo mają tendencję do kołtunienia. Zapominam czasem, że bywają niesforne, jak rok temu przed imprezą, kiedy chciałam je nieco podkręcić, by układały się na ramionach równymi kaskadami fal. Dlatego nałożyłam papiloty, chodziłam w nich przez prawie godzinę. Na chwilę przed wyjściem zdjęłam je, a zamiast eleganckich fal, na głowie pojawiło się prawdziwe afro, włosy sięgały ledwo poniżej ucha (gdzie zwykle opierają mi się na biuście) i sterczały w każdą stronę. Przy mojej okrągłej jak księżyc w pełni buzi wyglądałam jak cherubinek w stylu lat 80-tych, który za często jada w McDonaldzie. Niewiele myśląc, olewając to, że wyglądałam jak anioł-trans, podpięłam je jeszcze wsuwkami, założyłam bandanę i z takim pudlem poszłam na imprezę. Zrobiłam furorę na imprezie. Niech żyją lata 80-te!

    Odpowiedz
  • Angelika Kwiecień 19, 2018 at 08:56

    Mamy 4 i 5 lat. Pięknie wystrojone, w falbany, kucyki, kokardy i błyszczące buty idziemy na imieniny do cioci. Dorosła impreza trwała w najlepsze, dorosłe rozmowy, dorosłe toasty, dorosłe sprawy. W małym mieszkaniu, w tłumie gości schowałyśmy się pod stół nakryty obrusem. A pod stołem magiczny świat, kosz z włóczkami, kłębki, druty, igły, kolorowe guziki, materiały i nożyczki. Bawiłyśmy się guzikami, ale nożyczki okazały się ciekawszą zabawką. Jako starsza, pierwsza obcięłam siostrze kucyka, najpierw jednego potem drugiego. Siostrzana miłość nie pozostała dłużna. Po obcięciu kucyka zrobiła mi też grzywkę, która zanim się zaczęła to już się kończyła. Chociaż imieniny te miały miejsce prawie 30 lat temu, wszyscy którzy tam byli pamiętają je do dziś.

    Odpowiedz
  • Ola Kwiecień 19, 2018 at 09:44

    Moja opowieść będzie przestrogą:D
    Mam rudawe włoski ale zawsze marzyły mi się blond:))
    Mama zabraniała farbowania dlatego postanowiłam coś wymyśleć, hmhm i co??:))
    Zaczęłam polewac swoje włosy WODĄ UTLENIONĄ…i po jakimś czasie…wow…fajne reflexy!!:D Cieszyłam się…do czasu…aż zaczęły wypadać garściami:(
    Popaliłam sobie cebulki…i tak zamiast pięknych włosów blond miałam przerzedzone włosy:((
    To się dopiero zaczęło… :)
    Teraz mam swoje naturalnie rudawe włoski do dzisiaj:))

    Odpowiedz
  • Ula Kwiecień 19, 2018 at 10:15

    Nie wiem czy to zabawna historia?. W szkole podstawowej miałam adoratora. Codziennie ciągnął mnie za warkocze. Nie zwracałam uwagi do czasu. Kiedy kolejny raz to zrobił podniosłam się i wtarłam mu w jego piękne gęste włosy czerwoną plastelinę. Nie muszę mówić jak bardzo płakał ale ciągnąć nie przestał. A dzisiaj jest moim mężem.

    Odpowiedz
  • Mael Kwiecień 19, 2018 at 10:41

    Moja historyjka dotyczy czasów dzieciństwa. Pojechałam wtedy po raz pierwszy na kolonie w górach i wiadomo – jako obozowy pierwszaczek musiałam przejść chrzest kolonijny. Jedno z zadań polegało na tym, że każdemu wcierano we włosy jajka. Miałam pecha. Stałam na końcu kolejki, więc całe mnóstwo pasty jajecznej, które zostało, dzieci z zapałem wtarły w moje włosy. Miałam długie do pasa włosy, więc rezultat łatwo sobie wyobrazić. Potem chyba przez godzinę stałam pod prysznicem, próbując zmyć jajka z włosów i rozczesać wielki, jajeczny kołtun. Sporo włosów pożegnałam wtedy na zawsze. W tych to nietypowych okolicznościach pierwszy raz zaaplikowano mi jajeczną maskę do włosów.

    Odpowiedz
  • Kamila Kwiecień 19, 2018 at 10:58

    Moja historia wyglądała tak…
    Kiedy byłam mała (może ok 5/6 lat) miałam zrobioną grzywkę na prosto, moja dwa lata starsza siostra postanowiła ze trochę mi ją wyrówna. Złapała zwykłe, szkolne nożyczki i wzięła się do pracy. Ta „prosta” linia wyglądała raczej jak fale na morzu, po tym zdarzeniu moja grzywka została zlikwidowana i do tej pory nigdy więcej nie nie miałam

    Odpowiedz
  • Agnieszka Kwiecień 19, 2018 at 11:17

    Moja historia z moimi włosami jest taka od 10 lat miałam zawsze długie włosy niestety są kręcone a wręcz fale Dunaju mama zawsze robiła mi bardzo wysoki kucyk na czubku głowy to było straszne ponieważ głowa puzbiej mnie bolała w gimnazjum prawie włosy sobie spalilam ale było okej uwielbiam siedzieć przy włosach i przede wszystkim je prostować bo najlepiej wyglądam w wyprostowanych włosach :)

    Odpowiedz
  • Mały problem haha Kwiecień 19, 2018 at 11:52

    Kiedy chodziłam do podstawówki na mojej głowie znajdowały się piękne, gęste włosy długie jak u roszpunki (mniej więcej jakieś 15/20 cm za pasem). Z racji że ze szczotką nie zaprzyjaźniłyśmy się to często na mojej małej głowie znajdowało się typowe gniazdko, w którym nie jeden ptak z chęcią by zamieszkał. Kiedy miałam uszykować się na jakąś uroczystość szkolną postanowiłam pomóc mojej mamie i sama uczesać swoje włosy, tylko jak sami pewnie się spodziewacie coś wyszło nie tak. Postanowiłam że zrobię sobie loki a z racji że miałam tylko szczotkę do dyspozycji to na szczotkę zawinęłam prawie całe włosy z jednej strony głowy a kiedy chciałam ją wyciągnąć i sprawdzić efekty zorientowałam się że utknęła ona na amen. Nie zwlekając zawołałam mamę a ona po długiej interwencji stwierdziła że łatwiej będzie je po prostu ściąć a że ja nie przywiązywałam się do nich i zawsze byłam uznawana za ,,chłopczycę” w czas kiedy mama dzwoniła do zaprzyjaźnionej fryzjerki wzięłam nożyczki i bez wahania obcięłam mój problem razem ze szczotką (możecie sobie wyobrazić jaką minę zrobiłam moja mama kiedy weszła znów do pokoju hah ). Kiedy po kilku minutach przyszła do nas fryzjerka chociaż w końcu mogłam poprosić o to bym miała grzywkę. Od tamtej pory nie rozstaje się nigdzie bez szczotki lub grzebienia by nie mieć takich problemów jak kiedyś. Pozdrawiam haha <3

    Odpowiedz
  • Karolina Natalia Kwiecień 19, 2018 at 12:19

    Kiedyś nie wiem dlaczego panowała dziwna moda na bardzo mocno wycieniowane włosy… Najbardziej podobały mi się takie gdzie na końcówkach było pięć włosów na krzyż. Od razy wujek google “jak w domu pocieniować włosy?” – maszynka do golenia i jedziesz! No to tak pojechałam, że na końcówkach prawie nic nie było… Ale czemu by też nie wycieniować sobie grzywki? Poniosło mnie… Z grzywki został tylko sterczący kołtun, którego zapuszczałam 4 lata żeby wyglądać jak człowiek.. Z włosami miałam mnóstwo ekscesów.. Kiedyś miałam prostą grzywkę i mi się znudziła, byłam pewna, że jak się nie chcę jej mieć to po prostu ucina ją się. I tak też zrobiłam.. Nikt mnie nie uświadomił, że musi odrosnąć… Ostatnio malowałam się na siwo, a włosy wyszły mi różowe, a połowa z nich odpadła więc znowu chodzę tym razem ze sterczącymi włosami z każdej możliwej strony.. :D A z takich historii dotyczących czesania włosów, to kiedyś chciałam ułożyć je na szczotkę.. Zaplątałam tak szczotkę, że musiałam ściąć połowę włosów..

    Odpowiedz
  • Anna Kwiecień 19, 2018 at 12:35

    Piękne włosy! Miałam w dzieciństwie podobne do Twojej córki włosy, potem jednak je obcięłam. Wszyscy mi się dziwili – i niektórzy dalej to robią, ale każdy jest pod wrażeniem gdy mówię co jej powodem tej decyzji. Oddałam włosy dla fundacji zbierającej je na peruki dla kobiet chorych na raka. :)

    Odpowiedz
  • Krzysztof Kwiecień 19, 2018 at 13:15

    Jestem facetam, dumnym ojcem kochanej coreczki o imieniu Julia. Moja pociecha ma sliczne blond krecone wloski. Mimo ze piekne i dosc dlugie to rozczesac je bez komplikacji to dla mnie niemozliwe!!! Zeby bezkolizyjnie wyrobic sie do przedszkola to najlatwiej zrobic kucyka!!:):) i tak wlasnie robie, ale moja corcia po powrocie do domu mowi ” tato, pani w przedszkolu pytala czy mnie tatus czesal..??….mlwia ze mam tak mocno gumke z tylu glowy zwiazana, ze wygladam jakbym byla caly czas zdziwiona..”

    Odpowiedz
  • Magdalena Kwiecień 19, 2018 at 13:56

    Kiedy dzieckiem małym byłam wciąż z długimi włosami się męczyłam.
    Mycie włosów i czesanie to było dla mnie duże wyzwanie.
    By wysuszyć włosy moje, tata przechodził trudy i znoje.
    Często mówił: ,,Dziecko drogie- przecież to nie na nerwy moje”.
    Długie włosy bardzo mi przeszkadzały: podczas jazdy na rowerze wciąż się rozwiewały,
    W czasie zabawy się plątały a na zajęciach sportowych widok zasłaniały.
    Płaczu było co niemiara….
    Chciałam skończyć z kłopotami i zaprzyjaźnić się z nożyczkami.
    Jednak moja mama- znawca mody- nie pozwoliła mi ogolić sobie głowy!
    Na znak buntu i odwagi- korzystając z maminej nieuwagi,
    Piękną dwucentymetrową grzywkę wnet stworzyłam- mało życiem tego nie przypłaciłam.
    Dzisiaj problem byłby mały- na nic by się moje łzy zdały.
    W liście do Świętego Mikołaja elektryczną szczotkę Remington bym wpisała.

    Odpowiedz
  • Błażko Kwiecień 19, 2018 at 14:25

    Moja historyjka o włosach dotyczy czasów nastoletniego buntu kiedy to na pewnej imprezie wypożyczyłem od znajomego wychodząc sweter, żeby luźno i (możliwie) w cieple wrócić do domu. Trzymałem go chyba ze dwa dni po czym oddałem mu go w biegu kiedy przyłapał mnie w nim na mieście. To były luźne czasy bez przywiązywania wagi do pewnych rzeczy, takich jak cudza własność chociażby. W każdym razie muszę dodać, że wtedy posiadałem jako zbuntowany nastolatek oczywiście coś co w naszym kraju nazywane jest irokezem, rzecz jasna musiał być kolorowy i farbowany od czerni przez bakłażany, a na rażącej czerwieni kończąc. Nie minęło dużo czasu i jakimś cudem, po kilku dniach znajomy odnalazł mnie wraz z moim miejscem zamieszkania, chociaż nie był on nigdy moim gościem. Otworzyłem mu drzwi, a on mieszając się w panice i wściekłości wymusił na mnie wyjście na zewnątrz. Okazało się, że musiałem iść z nim do jego ówczesnej partnerki, żeby wyjaśnić, że “ta tandetnie farbowana, ruda wywłoka” co zostawiła włosy na swetrze znajomego to ja. Rzecz jasna nie brakowało z początku nieufności, musiałem pokazywać zdjęcia sprzed miesięcy, żeby udowodnić, że kolega mi nie zapłacił dla uratowania go z opresji. Koniec końców ja już tak tandetnie się nie farbuję, ale udało mi się zachować przyjaznych znajomych na kolejne dekady życia.

    Odpowiedz
  • Joanna Kwiecień 19, 2018 at 14:32

    Śmieszna (z dzisiejszego punktu widzenia) historia, spotkała mnie, gdy byłam uczennicą podstawówki. Szykując się na dyskotekę, chciałam się upiększyć lokówką. Lokówką ciężką, metalową, niemalże “pierwotną” :) Po zwinięciu grzywki i przytrzymaniu lokówki przy linii czoła, okazało się, że co.ś się zablokowało i nie można było “otworzyć” lokówki. Sytuacja zakończyła się ścięciem grzywki przy samej głowie. Ta “zabawna” sytuacja, nie skończyła sie niestety na obcięciu włosów feralnego dnia, ale trwała do czasu, aż grzywka odrosła, bo proces odrastania, szczególnie gdy grzywka miała długość 1-3 cm, tez napawał mnie płaczem :)

    Odpowiedz
  • Celina_k Kwiecień 19, 2018 at 14:43

    Od zawsze byłam posiadaczką mocnych, prostych i gęstych włosów. Mimo iż było ich dużo, nie miałam z nimi większego problemu. Były mocne i zdrowe więc umiarkowane zabiegi z nimi związane,też nie bardzo im szkodziły . Sielanka ta trwała sobie przez 30 lat aż nagle ni stąd ni zowąd moje włosy zaczęły się kręcić. I od tego dnia zaczęły żyć swoim własnym życiem!
    Najpierw były to delikatne fale zwłaszcza przy wilgotnym powietrzu, lecz po jakimś czasie pojawiły się loczki które w żaden sposób nie chcą dać się poskromić. Rozczesywanie ? To walka z wiatrakami.
    Może gdybym miała je “od zawsze” , stworzylibyśmy zgrany duet, lecz teraz muszę uczyć się tego na nowo. Wciąż testuję odżywki, preparaty, szczotki, poszukując produktu idealnego, który choć trochę pomoże mi odnaleźć się w tej nowej dla mnie sytuacji:)

    Odpowiedz
  • patrycja Kwiecień 19, 2018 at 14:49

    To nie będzie historia jak z bajki. Moja siostrzenica postanowiła zostać Roszpunką. Na słowo “fryzjer” reaguje wręcz alergicznie i omija go najszerszym łukiem. Ma 6 lat, a już nie ufa fryzjerom.. Czesanie jej długich włosków to istna zmora dla rodziców, wychowawców w przedszkolu, no i dla tej małej ślicznotki. Pewnego razu, będąc u niej w odwiedzinach, pod pretekstem odcięcia metki za porozumieniem z jej mamą, uciachałam jej kilka centymetrów włosów. Zapatrzona w swoją bajkę, nie zorientowała się. Problemy pojawiły się, kiedy po umyciu włosów je rozczesałyśmy. No niestety, fachu fryzjera nie mam w ręku. Przeczesując jej pasemka postanowiłam dyskretnie wyrównać pociachane włoski, co oczywiście skończyło się jeszcze większą tragedią. Do akcji wkroczyła jej mama, i zagadując naszą Antoninę nieco uratowałyśmy sytuację. Nasza Roszpunka do dzisiaj się nie zorientowała, choć z włosów do bioder, zrobiły się włoski do łopatek. Jedno jest pewne – nigdy więcej nie zrobimy podobnej akcji! Niech nasza Roszpunka, będzie Roszpunką. Trzeba tylko znaleźć rozwiązanie na jej poplątane długie włosy, które pewnie nieprędko znowu zostaną potraktowane nożycami.

    Odpowiedz
  • Milena Kwiecień 19, 2018 at 15:01

    Największa historia moich włosów miała miejsce w liceum. Wtedy co jakiś czas farbowałam włosy na różne odcienie blondu (zawsze używałam szamponów koloryzujących). Któregoś dnia pierwszy raz zdecydowałam się kupić trwałą farbę. Miodowy blond w piance. Już po chwili miałam wrażenie, że coś jest nie tak, bo włosy zaczęły robić się strasznie ciemne. Nie miałam jednak doświadczenia w koloryzacji, więc zostawiłam jak jest. Po 10 minutach przerażona poszłam do mamy, która kazała mi czym prędzej zmywać farbę. Z jasnego blondu wyszedł brąz, wymieszany z zielenią… Umyłam głowę z 50 razy i płakałam pół dnia. Ratowania mojej fryzury podjęła się znajoma fryzjerka (i musiałam mieć wagary od szkoły). Kiedy następnego dnia wróciłam, wszyscy dziwnie się na mnie patrzyli. Okazało się, że koleżanka, chociaż ją prosiłam, nie wytrzymała i powiedziała, że mam zielone włosy :D Po wizycie u fryzjera było co prawda lepiej, ale w sztucznym świetle dalej miały zielonkawy połysk. Na szczęście z rozjaśnionych włosów wszystko szybko się spłukało.
    PS Moje włoooosy kochają się plątać. Do tego stopnia, że co jakiś czas muszę prosić kogoś o pomoc! Całe szczęście, mój chłopak sobie z nimi nieźle radzi. Zawsze jak narzeka, że musi mnie czesać, mówię mu, że chciał mieć długowłosą dziewczynę to niech teraz nie gada :D

    Odpowiedz
  • Monka89 Kwiecień 19, 2018 at 15:05

    Historii z moimi włosami bylo tyle, że spokojnie mogłabym wydać antyporadnik pt. “Jak w 3 minuty spartolić swoje życie”….Irokez na maturę? Czemu nie! Pół wygolonej głowy ze starczącym dreadem jako fryzura studniówkowa? Proszę bardzo! Moje poczucie estetyki było od zawsze ekchm “unikatowe”.

    Historię, którą wspominam z największym sentymentem jest nieudaolna próba rozjaśniania włosów. Liceum, rok 2005, gdzieś w Mazowieckim. Dzień jak co dzień, nic nie zwiastowało nadchodzącej katastrofy. Jak co rano stanęłam przed lustrem i oddałam się rozważaniom – “A może być tak zostać blondynką?”. Jak pomyślałam, tak kupiłam. Nim się obejrzałam, farba wylądowała na mojej głowie. Kilka wdechów i wydechów: “Ok zmywamy!” Coż to był za cios! Pierwszy raz się popłakałam widząc swoje odbicie w lustrze – moja głowa świeciła jaśniej niz pole słonecznikowe. Dosłownie, byłam cała żółta :(

    Kiedy zobaczyła mnie moja mama, było jeszcze gorzej…. Jestem przekonana, że jej krzyk nióśł się przez conajmniej trzy sąsiadujące osiedla. Dostałam odgórny rozkaz powrotu do brązu więc tu w zasadzie moja historia mogłaby sie zakończyć. O nie, nie, nie, nic z tych rzeczy! Nazajutrz usiłując przywrócić mój naturalny kolor szamponem koloryzującym, moje włosy przybrały barwę…. fioletu. Kojarzycie te płukanki dla egstrawagankich seniorek? Dokładnie ten fiolet….Jak sie domyślacie finał był taki, że za karę musiałam chodzić do szkoły z fioletowo-gołębimi włosami. Moja reputacja została pogrzebana, wraz z nią szansa na jakąkolwiek randkę. Dopiero po miesiącu mama zabrała mnie do fryzjera, żeby profesjonalnie uratował mnie i moje włosy. Skwituję to jednym zdaniem – No more experiments!

    Odpowiedz
  • Lena Kwiecień 19, 2018 at 15:16

    Będąc małą dziewczynką bardzo lubiłam strzyc włosy na sobie. W te czasy bardzo była modna fryzura bob i zawsze sobie obcinałam włosy na krótko – a mama musiała mnie prowadzić do fryzjera, żeby poprawił. Z czasem mama zaczęła chować nożyczki, a ja wróciłam od fryzjera z nielubianą grzywką – bo tak włosy nie spadają na oczy i nie przeszkadzają. Wszystko by było dobrze, gdyby nie poszłyśmy do jej koleżanki, która była krawcową i miała dużo różnych i ostrych nożyczek. Skorzystałam z okazji i obcięłam sobie grzywkę… do zera :D Najbardziej śmieszne było to, że mama zauważyła dopiero pod koniec dnia, a najmniej śmieszne – zrobili mi kolejną grzywkę, żeby przykryć tą, która odrastała. Zato po tym czasie – zapuściliśmy grzywkę raz i na zawsze :D

    PS. W ogóle bardzo lubiłam strzyc komuś włosy. Jako malutkie dziecko, mogłam na jakiejś imprezie rodzinnej podejść z nożyczkami do którejś kobiety i uciąć jej troszkę. No a co, ja lepiej wiem jak ma być :D Wszystko się zapowiadało, że będę fryzjerką, ale niestety :(

    Odpowiedz
  • Klaudyncia22 Kwiecień 19, 2018 at 16:58

    Gdy byłam małą dziewczynką a miałam jakieś 5 lat i i bardzo denerwowała mnie moja grzywka ponieważ opadała mi na oczy to postanowiłam, że sama sobie ją podetnę. Efekt końcowy tego zabiegu wykonanego przez małe dziecko był tak fenomenalny ze przez kilka miesięcy musiałam chodzić z chustką na włosach do czasu aż moja zygzakowata grzywka odrosła. Pamiętam również jak zasnęłam z gumą do żucia w buzi i rano obudziłam się wlepioną we włoski i niestety trzeba było je bardzo skrócić. Też zdarzały się takie cuda, że potrafiłam sobie tak wyszczotkować włosy, że szczotka była poplątana z włosami i ciężko było ją odplątać.

    Odpowiedz
  • Marcin Ćwiek Kwiecień 19, 2018 at 17:09

    Przyglądam się co rano żonie jak czesze włosy. Przypomina to odwieczną, niekończąca się walkę. Co czuje? O czym myśli? To są tylko moje domysły.

    “Włosy”
    Włosy moje… Miłość ma…
    Barwy głębokiego morskiego dna.
    Rano, niczym wulkan Etna,
    w górę każdy włosek strzela jak rozgrzany pył.
    Do południa, grzeczne jak płacząca wierzba,
    gładko opadają w dół.
    A wieczorem, znowu jakby w berka grały
    I jak dzieci przed kąpielą uciekały.

    Włosy moje… Radość ma…
    Niczym jedwab wiatr w powietrzu gna.
    Do zabawy szczotkę, grzebień zapraszają,
    Każdy kosmyk szybko układają.
    Piękne, lśniące włosy, mą kobiecość podkreślają
    I charakter pod niebiosa wywyższają.

    Odpowiedz
  • Anita Kwiecień 19, 2018 at 17:20

    Nazwijmy tą historię “grzyweczka”
    Moja córka to posiadaczka długich, pięknych blond włosów.
    Od jakiegoś czasu marzy o grzyweczce.. A marzy o niej przez Panią z przedszkola, która nie może przeżyć, że jak to tak bez grzywki tyle tytułem wstępu.. No może dodam jeszcze, że dla bezpieczeństwa nożyczki u nas w domu są bardzo pilnowane… Któregos dnia, piekłam z Zuzią ciasto i nie wiem po co, ale wyciągnelam nożyczki… Zuzia się gdzieś ulotnila, ja byłam zajęta, więc trochę mi pasowało to, że mam spokój
    Niestety nie pasowała mi cisza… Weszłam do jej pokoju, a tam grzyweczka… Na skos… Krótka…
    Tak, że ten.. Grzyweczka sobie odrasta, Zu już się nie podoba

    Odpowiedz
  • emi Kwiecień 19, 2018 at 17:47

    Jak byłam małą dziewczynką miałam bardzo długie włosy , aż do pupci . Pewnie w tamtym momencie przydałoby mi się takie urządzanie ale w tym tych czasach było trudno o to by zadbać o takie włosu jak długie i bardzo grupe. Niestety z braku środków aby dbać o włosy moje sapopoczycie nie było dobre , od cieżkich włosów bardzo się żle czułam a nawet miałam gorczkę , Moja mama zaprowadziła mnie do fryzjera, po obcięciu ich poczułam ulgę . Po latach używałam wszelakich odzywek i szamponem . Niedawno uzywam szamponu i odzywki z firmy heme o smaku czekoladowym .Moje włosy po tej kuracji są bardzo fajne w dotyku oraz są odzywione.

    Odpowiedz
  • Misiabella Kwiecień 19, 2018 at 18:28

    W zeszłym roku postanowiłam ze starszą córką oddać włosy na peruki. Młodszą (3 l) długo namawiałam na ścięcie włosków, ale ona tak mocno je kochała, że nie było na nią mocnych. Kiedy wybrałyśmy się do fryzjera ona dopiero widząc zupełnie nową fryzurę swojej starszej siostry, również zapragnęła mieć taką fryzurę. Udało się. Następnego dnia stała przed lustrem wciąż wzdychając, że tęskni za swoimi długimi włosami… Dziś z dumą staje przed lustrem, że znów ma już długie włosy, ale już wiem, że nie prędko da je sobie ściąć ;)

    Odpowiedz
  • Katarzyna Kwiecień 19, 2018 at 19:11

    Jak przeczytałam zadanie konkursowe, od razu przypomniała mi się sytuacja z liceum. Wyobraźcie to sobie. Wigilia szkolna, wszyscy uczniowie zgromadzeni przy stole na auli, miła atmosfera, są świeczki na stole- jest klimat. I w tym momencie wkraczam ja i moje piękne, gęste loki. Nachyliłam się nad stołem, żeby powiedzieć coś koledze i pech chciał, że moje włosy zajęły się ogniem :D Pomijając już smród na całą szkołę, wyglądałam jak klaun, gdyż z jednej strony miałam włosy na długości ramion, a z drugiej do lędźwi. No cóż… Przecież i tak się wybierałam na podcięcie końcówek :D

    Odpowiedz
  • Ciastko Kwiecień 19, 2018 at 20:03

    Kiedy byłam jeszcze w podstawówce, wpadłam na głupi pomysł, żeby samodzielnie obciąć sobie grzywkę. Nigdy nie nosiłam grzywki, nie pamiętam już skąd tak nagle zaczerpnęłam inspirację. Tak więc zrobiłam CIACH i… wyszło krzywo. Paulina, oddychaj, to się wyrówna… znowu ciach iii… no cóż, nie wyrównało się. Dobra, kolejne podejście – tu się podetnie z drugiej strony i… znowu krzywo! Pewnie większość dziewczynek popłakałaby się i poddała gdzieś na tym etapie, ale nie ja, co ja zrobiłam? “Wyrównywałam” tę moją potencjalną niedoszłą grzywkę aż wycięłam włosy przy samej skórze!!! Liczyłam chyba, że w ten sposób mój problem po prostu zniknie – nie zniknął, odrastał miesiącami. Ale ale, jest jeszcze zabawny dodatek – jakie było moje zdziwienie, kiedy w poniedziałek po tym feralnym weekendzie zobaczyłam moją psiapsiółę z ławki z podobną “fryzurą” – ta wycinała sobie sexy pejsy… TELEPATIA?! :D

    Odpowiedz
  • Magdalena Kwiecień 19, 2018 at 21:25

    Moje włosowe przejścia były traumatyczne. Najciekawszą sytuacją, którą wspominam było wyjście na wesele. Pierwsze wesele z chłopakiem, u mnie w rodzinie, to chciałam wyglądać. Lato, gorąco, kupiłam lekką zwiewną sukienkę. Umówiłam wizytę u fryzjera. Miałam dość nawet długie włosy. Wchodzę do fryzjera, mówię o swoich oczekiwaniach, że lekka sukienka, że włosy to takie fajne lekkie fale bym chciała. Taaaa… jasne. Patrze co pani robi, a ona mi loki od czubka głowy, na takiej lokówce stożkowej. No nic, może będzie je jakoś rozczesywać, czy coś. Ale niee. Lakier raz, lakier dwa, i na koniec lakier z brokatem. Wyszłam z hełmem a głowie, taki były lekkie zwiewne loki. Na mycie nie było czasu, zostało. Na szczęście nie mam zdjęć. Aaaa, loki takie jakie chciałam miałam w poniedziałek :D

    Odpowiedz
  • agf Kwiecień 19, 2018 at 21:44

    Dobrze. Przyznam się.Jako dziecko długo miałam problem z włosami, a właściwie ich kręceniem. Jednak nie zrozumcie mnie źle- ja nie miałam włosów kręconych, tylko sama je sobie kręciłam. Jedno pasemko. Góra dwa. Na palcu. Przed snem… Nie wiem z czego to wynikało, czy był to jakiś sposób na uspokojenie, wyciszenie po całym dniu, coś jak smoczek u niemowlaka? Tyle, że ja byłam kilkuletnią dziewczynką, nie zastanawiałam się nad tym, po prostu mi to pomagało. Niemal codziennie rano za to mama załamywała ręce, bo uwierzcie czasem na czubku głowy robił się jeden, zapętlony kołtun. Rozczesywanie na mokro, gruby grzebyk, cienki grzebyk… Oj, dałam ja mamie popalić. Któregoś razu sama już się zorientowałam rano, że nie jest dobrze i postanowiłam problemu się pozbyć, a co najważniejsze sprawić, że mam nie będzie się denerwowała znów przy czesaniu i zwyczajnie sobie taki kołtunek odcięłam. No i wtedy to dopiero wyglądałam… Z plackiem o średnicy 2 cm, z włosami na jeżyka :D Mama była zachwycona :) Teraz sama ma córeczkę, prawie 3 latka, obdarzona jest hojnie przez naturę włosami, co mnie ogromnie cieszy, bo marzyłam o tych kitkach, warkoczykach, spineczkach, gumeczkach, jednak życie oczywiście nie wygląda jak w reklamie i zamiast siedzącego grzecznie dziecka podczas plecenia misternej fryzury, codziennie mamy krzyk i płacz,gdy trzeba włosy rozczesać :/ Dodam, że mimo wysiłków często sklejone chrupkiem kukurydzianym albo sokiem. Jednak ok, przetrwam to, byleby nie odziedziczyła po mnie tego kręcenia…

    Odpowiedz
  • Patka Kwiecień 19, 2018 at 22:00

    moja przygoda z włosami to niespełna 8 letnia już historia. Dokładnie całe zdarzenie miało miejsce tuż przed moim zakończeniem gimnazjum podczas tzw. komers, kiedy to na noc zostawiłam moje włosy w papilotach. Rano ubierając się ogólnie zbierając się poszłam już gotowa do łazienki odplątać papiloty i ruszać na komers. Jednak tak nie było łatwo jakby się zdawało. Rozplątując papiloty zauważyłam, że moja fryzura przypomina raczej jakiegoś kundla niż mnie. Miałam mało czasu. W tym czasie i niedoczasie , zjawiła się moja siostra, która uratowała mnie – prostując mi włosy. Na imprezie wyglądałam idealnie, każdy miał przeróżne fryzury tylko Ja miałam taką fryzurę klasyczną, którą mi zazdrościli- nie wiedząc o tym,że moja wcześniejsza fryzura była fatalna. Od tego czasu nigdy na mojej głowie nie pojawiły się papiloty.

    Odpowiedz
  • Patrycja Iwanicka Kwiecień 19, 2018 at 22:24

    Przed ciążą włosy moje zdrowe były. Lecz na coś chyba się obraziły. Od paru lat na blond je farbowałam i tego się nie spodziewałam….. zaczęły sobie garściami wypadać a mi to bardzo zaczęło przeszkadzać. Dosyć! Koniec farbowania! Wróce do koloru swego naturalnego, może włosy mi się odwdzięczą. I szczęśliwsze teraz będą. Przestanę co miesiąc farbę na nie nakładać i wszystko się musi poukładać. Do sklepu po farbę pobiegłam i szybciutko na włosy ją położyłam. O pięknej fryzurze i zdrowych włosach marzyłam. Lecz hmmmm trochę się zdziwiłam. Mowią,że zielony to kolor nadziei. Ale żeby tak na głowie??? O nie co mój mąż na to powie. Więc z łazienki z zielonymi włosami wyszłam. Nawet mój 3 miesięczny syn śmiechem zareagował i nikt się mym smutkiem nie przejmował. Mężuś stwierdził,że w tym kolorze mi do twarzy. Lecz jednak o brązie na mej głowie marzy. I na wizycie u fryzjera się skończyło. Lecz iść z tą fryzurą przez miasto nie było miło. Wiele uśmiechów na twarzy wywoływałam i że to nic takiego sobie wmawiałam.

    Odpowiedz
  • Cherie Kwiecień 20, 2018 at 00:14

    15 lat temu, będąc świeżo po liceum, nieco za namową koleżanki a nieco korzystając z okazji iż nikt mnie za moje wybryki juz ze szkoły nie wyrzuci, postanowiłam zafarbować sobie włosy. Nie były to jednak standardowe kolory – postawiłam na blond łamany czerwienią i niebieskim. Mając włosy do ramion fryzura wyglądała dość odważnie, ale dla mnie było to wciąz za mało. Postawiłam więc na damskiego irokeza, który wspaniale komponował się z moim rockowym stylem i czułam się spełniona – w końcu odważyłam się na fryzurę jaką zawsze chciałam sobie zrobić. Po roku czasu zapisałam się na studia i byłam osobą wyróżniającą się z całego wydziału, dlatego też nie sposob było umknąć władzom uczelni. Pewnego dnia, gdy czekaliśmy całą grupą na zajęcia, mijał nas dziekan. Przechodząc koło mnie odwrócił się i spojrzał na to co miałam na głowie, mając jednocześnie tak poważną minę, że w jednej minucie spodziewałam się wszystkiego – od zrzucenia ze schodów po awanturę na cały korytarz o brak szacunku do oświaty i wykladowców (te 15 lat temu czasy były nieco inne niż teraz, gdy nic nie szokuje i młodzieży można wszystko ;))
    W jednej chwili zrobiło mi sie słabo, czułam, iż za chwilę wylecę z uczelni z hukiem i stanę się jedną z legend uczelnianych o tym jak to nasz wiecznie poważny i dumny profesor dziekan wyrzucil studentkę za nazbyt odwazną fryzurę lecz ten, przyglądając mi się jeszcze bardziej, podszedł do mnie, zapytał jak mam na imię po czym dodał iż gratuluje mi fryzury, gdyż tak wspaniałego irokeza już dawno nie widział. Cały hałas z korytarza nagle gdzieś zniknął aż wszyscy zaczęli się smiać, a ja starając się wziąc kolejny oddech zdołałam wyjęczeć marne “dziękuję” po czym wyszłam z uczelni aby uspokoić trzesące się ręce. Jak widać, nasz dziekan z wiecznie grobową miną, miał także drugie oblicze i jednak nie zagryzał studentów i nie rzucał ich członków do zupy, jak to się humorystycznie na wydziale opowiadało ;) Na 2 roku studiów pojawiłam się z dłuższymi brązowymi włosami i juz nigdy więcej komplementu od naszego profesora nie usłyszałam, jednak od tamtej pory pielęgnuję swoje JEDNOKOLOROWE włosy, mając je obecnie prawie do pasa (brakuje mi ok 5-6 cm) i męcząc się z kołtunami, z którymi przegrywają najlepsze szczotki. Bardzo chciałabym wygrać to cudeńko, bo jestem coraz bliżej stwierdzenia iż lepiej jednak było mając krótkie włosy i nie daj Boże jeszcze ponownie zdecyduje się na kolorowego irokeza ;)

    Odpowiedz
  • ol. Kwiecień 20, 2018 at 07:52

    Od dziecka miałam długie włosy, ale z grzebieniem nie było mi po drodze. Rodzice znaleźli w księgarni książeczkę “Cudaczek wyśmiewaczek”, w której jeden z rozdziałów opowiadał o dziecku, które bardzo nie lubiło się czesać i w końcu, w jego włosach gniazdo uwił sobie jakiś ptaszek. Po nocach mi się śniło, że coś zagnieździ się w moich włosach. Chwilę po tym w szkole świętowaliśmy dzień wiosny. Na przebranie z mamą przygotowałyśmy kapelusz z gniazdem i jaskółkami na drucikach;)
    Po tym wszystkim bardzo szybko polubiłam się z grzebieniem.

    Odpowiedz
  • Agnieszka Kwiecień 20, 2018 at 09:10

    Mam dwójkę dzieci – Olę (7 lat) i Rafałka (4 lata). To wyjątkowo pomysłowe dzieci, chociaż (nie ukrywam) czasem brakuje im wyobraźni… Albo mają jej po prostu w nadmiarze. Na Wielkanoc otrzymali w prezencie wspaniałą, kreatywną zabawkę – setki rzepów, z których można układać fantastyczne budowle. Od razu dzieci przestrzegłam, że rzepy bardzo lubią wplątywać się we włosy, więc nie umyślnie ich nie wczepują na głowę. Oczywiście – dzieci zrozumiały moje ostrzeżenia i umyślnie nie wlepiały sobie rzepów. Za to zrobili przepiękne korony i umieścili na swoich głowach. Córeczka miała bardzo dłuuuugie włosy. Kiedy tylko zobaczyła, że korona utknęła na jej głowie, wpadła w popłoch. Rafałek, aby uratować siostrę przed złą koroną (wmówił sobie, że korona zaatakowała jego biedną siostrę – korona ponoć była zaklęta), wziął nożyczki i ściął Oli włosy… Chyba nie muszę mówić, że załamałam się widząc postrzępione kłaki sterczące na głowie córeczki… Na całe szczęście córka ma gęste włosy i wycięte płaty na głowie nie rzucają się zbytnio w oczy (fryzjer dokonał cudu strzępiąc włosy w ten sposób, aby ładnie się układały). Synek za to wymalował niedawno sobie głowę markerem do podpisywania płyt, bo uznał, że też chce się przefarbować. No… Po 10 myciu uznałam, że lepiej go ściąć – jakoś nietwarzowe były te zielono-czerwone paski na głowie.

    Odpowiedz
  • Zostaw komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

    No images found!
    Try some other hashtag or username